zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Kącik poezji > Wybór wierszy

Wybór wierszy - wydanie specjalne - grudzień 2008

Zgodnie z zapowiedzią w tym miesiącu, w specjalnym wydaniu kącika poezji, można przeczytać wiersze laureatów wojewódzkiego konkursu poetyckiego Inspiracje Herbertowskie. Konkurs odbył się w związku z uchwalonym przez sejm rokiem Herbertowskim, a jego rozstrzygnięcie miało miejsce 29 października, czyli w rocznicę urodzin, a nie jak napisała jedna z tyskich gazet - śmierci poety.

Jury w składzie Jakub Depowski, Bogusław Dereń i Witold Wieszczek postanowiło uhonorować aż sześć osób: Zofię Mardułę, Marzenę Orczyk, Henryka (nomen omen) Reja, Katarzynę Jonak, Klaudię Spodniewską oraz Piotra Tomczaka. Wszystkim nagrodzonym gratulujemy!

Ale zanim wiersze laureatów, to żeby tradycji stało się za dość najpierw musi paść kilka strof poety uznanego. Ponieważ prezentujemy wiersze nagrodzone w konkursie Inspiracje Herbertowskie, wypadałoby przytoczyć w tym miejscu słowa Zbigniewa Herberta, nie możemy tego jednak zrobić ze względu na to, że prawa majątkowe do jego twórczości jeszcze nie wygasły. Na szczęście uzyskaliśmy zgodę na publikację od innego poety - pana Bogusława Derenia, który swoich fascynacji Herbertem nie kryje i jest chyba najodpowiedniejszą osobą aby nas w odpowiedni klimat wprowadzić. Za zgodę serdecznie dziękujemy.

Swoje wiersze można przesyłać na adres redakcji: redakcja@libertas.pl

EPITAFIUM DLA PANA COGITO

Boga oglądają nieliczni jest tylko dla tych z czystej pneumy Z. Herbert „Sprawozdanie z raju”

Dobranoc Książe - już wygasły ostatnie niedopałki łez milczące muzy usnęły posłusznie w ciepłych kloszach pastelowych dłoni fałszywy demiurg Herezjasz przeczekał epilog burzy w obrazach Hieronima Boscha słodząc lęk brzękiem srebników podobno nawet zakupił kilka peanów na Twoją cześć u domorosłych podpalaczy krwi którzy od lat sprzedają cykutę iluzji wiecznie przemakalnym statystom wreszcie jesteśmy sami zawsze sam powtarzałeś że zostaną tylko najwierniejsi neofici już nazajutrz wypełnią wnętrza owoców po których ich pozanliśmy po burzy przychodzi katharssis możesz zupełnie bezkarnie delektować się Potęgą Smaku bez fleszy i telefonów bez stempli i rachunków z gracją tancerek od Degas spokojnie upijać filiżankę młodzieńczych metafor My przecież wiemy Drogi Książę - z premedytacją opuściłeś ten czas w którym zapomniane tomiki będą się śpiesznie przenosić z zakurzonych pawlaczy do ociekających blichtrem witrynek tak wypada Bogusław Dereń

RESOCJALIZACJA Mój dziadek przybył ze Wschodu pociągiem bez okien (w domu nie wolno było o tym mówić) zawsze po obiedzie dziadek wychodził na ganek siadał pod starą gruszą palił fajkę i śpiewał bolszewika goń goń goń wkrótce uwięziono go na kilka lat zgodnie z prawem (w domu nie wolno było o tym mówić) gdy wrócił już tylko milczał tylko w niedzielę po mszy wychodził w pole i głodnym wzrokiem patrzył w niebo na Wschód (w domu nie wolno było o tym mówić) Bogusław Dereń

CECILIA GALLERANI, 1491 moje imię brzmiało jak niebo w wąskich ustach Il Moro sznurek czarnych pereł za gęste noce Mediolanu kiedy otwierał okno na harmonię neoplatoników słyszałam tylko cykady ginące w dziobach ptaków mistrz z Vinci miał dłonie z różowego aksamitu oczy którymi rozbierał ścięgno po ścięgnie destylował mnie w alembiku z oleju i światła mówiono o nim że tworzy mechaniczne zwierzęta latających ludzi śmiercionośne domy i że rozdziera ciała umarłych a przecież grał na lutni bawiło go splatanie sznurów słów smaków Lodovico przysłał gronostaja zwinny jak książę ugryzł mnie w pierś drwił z oddania w szesnastej wiośnie maestro zręcznie zdjął ze mnie skórę rok później książę odesłał ją przed swymi zaślubinami Zofia Marduła

PONIEWAŻ BYŁEŚ BARBARZYŃCĄ nie pasuje na ciebie marmurowy chimation ze strof ofiarne rymy o złoconych rogach ponieważ opisywałeś zmarszczki bogów gdy przeciągają się po tragedii aniołów bez makijażu a tabula twego rozsądku ze słojów dębu szczerbiły się na niej sierpy ponieważ dziękowałeś za Akropol i osła mówiąc że nie rozumiesz uparcie prosto ponieważ z dłoni Hamleta ciekła czarna Polska a nagrobek hetery połyskiwał jak podręczna hagiografia nie wpuszczą cię do ogrodu geometrycznych drzew nie będą brzęczeć nad tobą na pitagorejskiej równinie absolutne kule nie będziesz nawet asfodelem z origami zbierzemy cię po cichu z kamieni z liści z luster i zakopiemy po cichu pod progiem pamięci Zofia Marduła

PEGAZ Pegaz jaki jest, każdy widzi. Skrzydlaty tętent nieludzkich uniesień, budzący zazdrość leniwych konstelacji gwiazd. Ikar z kopytami spinający wodze fantazji nieba. Prawdziwy labirynt poetyckich zmagań. Krótko mówiąc, końska dawka natchnienia. Lecz mityczne pastwiska, warto to podkreślić, wcale nie zawróciły mu w głowie. Nie robią na nim większego wrażenia trofea codziennej gonitwy, sława na biegunach, czy nawet rasowe klacze o tęczowych rodowodach. Od zmierzchu do bladego świtu Pegaz cierpliwie krąży między Scyllą tanich wzlotów i Charybdą efektownych upadków. W przelocie, tu skubnie ze smakiem garść niebieskich migdałów, tam znowu, w chwili wahania wytarza się na łące bladych pojęć. Wtajemniczeni twierdzą jednak, że czasami trochę nadużywa trawy. Zdarza mu się wówczas stratować wyobraźnię. I to tak, że myśli aż stają dęba. Jednakże gorący wyznawcy Pegaza, niepoczytalni poeci, uparcie wieszają mu nad łbem, aureolę z owsa. Chcieliby nią jak arkanem, poskramiać metafory świeżo podkute słowem. A żarliwi purytanie lekkości formy, mozolnie, na kolanach, przeszukują jego stajnię. Szukają podków, żelaznych dowodów na szczęście. Henryk Rej

UPADEK Znany jedynie ze słyszenia. Z pozoru gwałtownego usposobienia, hałaśliwy, lubiący zamieszanie wokół siebie. W istocie swej cichy i nieefektowny. Pozbawiony tej lekkości spadania, bezczelności rozpuszczonych włosów czy pewności, z jaką ręka losu, kreśli w powietrzu parabolę toru lotu. Na dodatek z licznymi śladami zadrapań pazurami nadziei. Patrząc z oddali, zdaje się ciężko wisieć w powietrzu. Ale ten bezruch to tylko złudzenie. On właśnie bierze zamach. Nie oczekuj dokładniejszego rysopisu, jakichś znaków szczególnych, ani tym bardziej, brawurowej akcji aniołów w kominiarkach. Nie wierz w istnienie cudownych spadochronów. Lepiej naucz się czytać z warg swojego naturalnego lęku wysokości. Henryk Rej

ŚLEPY NABÓJ według pewnej frakcji współczesnych mistyków dwudziestego drugiego września zmienia się czwarta część duszy. człowiek staje odrobinę bliżej raju. i jeśli wtedy podniesie do ust jabłko słowa zaczną na powrót przylegać do rzeczy. to co chore umrze samo z kolei filipińczycy potrafią wyjąć ścięgno kość i wątrobę. uzdrowić bez jednego cięcia bez zapachu krwi. szybko. bezboleśnie są też wielbiciele liczb obiecujący wyzwolenie za pomocą klucza którego nie można podrobić. jednak otwiera on zbyt wiele ran a ciągle rozwidlające się drogi nigdy się nie kończą. jeśli wybierzesz jedną nie masz wyjścia. trzeba brnąć dalej w piach. w aseptyczne mgławice. w płomienie i zemstę. gdzieś tam musi być skuteczny sposób ostateczna kuracja. ślepy nabój którym możesz strzelić głęboko w ciemną gardziel nieba i usłyszeć: nie zabijaj Marzena Orczyk

JABŁKA ALBO INACZEJ SZARLOTKA NA ZIMNO z newtona i einsteina jesteśmy jak piękne martwe jabłka gorzkie pestki zakryte miąższem wiatr kołysze nas gałąź chroni skwierczy w nas słońce endorfinowa słodycz dojrzewamy powoli potem nagle spadamy i właśnie ten moment nazywany jest życiem Marzena Orczyk

* * * Zazwyczaj zna się ludzi. Zna się ludzi przez 48 lat. Ja znam Pana Poetę przez 48 wierszy. Bez przecinków. Też nie lubię ich stawiać. Moje wypracowania przeczyły prawu powszechnej interpunkcji A to przecież była poezja A to przecież jest poezja. Zazwyczaj lubi się ludzi Albo ich się nie lubi Zależy od sprawności mięśni – Tego najważniejszego – sercowego i mimicznych, od uśmiechu. Ja Pana Poetę kocham Od początku do końca I w każdej innej kombinacji Na szczęście wierszy nie czyta się jak przepisów na makaron. Zazwyczaj odwiedza się ludzi W nieświęte święta i w środy Oraz w dni gdy kawa świeżo zaparzona, czyli w dni parzyste. Ja nigdy nie wpadłam z wizytą do Pana Poety. 10 lat temu nie rozumiałam czym jest śmierć A może nie rozumiałam czym było to życie Szkoda Przecież wtedy łatwiej byłoby mi wpaść na chwilkę 10 lat temu potrafiłam latać. Zazwyczaj zapomina się ludzi Albo o ludziach i z ludźmi też O innych. Ja nie mogę zapomnieć Pana Poety Ja chyba miałam wypadek I przetoczono mi krew I zamieniono mi słowa Już nie wiem jak było wcześniej Wcześniej – Zanim uwierzyłam w ocalenie. Klaudia Spodniewska

* * * Nikt mi piękniej nie mówił o Imperium Rzymskim Pękającym jak słońce z mosiądzu i helu Nad światem sprzed lat tysięcy szerokim i niskim Niczym korab odkrywcy co dosięga celu. To Ty pokazałeś mi cezarów pałac Nauczyłeś jak smakować wspinaczkę po schodach Bym się tu obudziła i bym tu została Nie zawiodły mnie nigdy Twoje proste słowa. Ten świat umierający albo już wymarły Nie był dla Ciebie pusty, więc i dla mnie ożył Choć się źrenice bogów na posągach starły Nam wolno było każde drzwi otworzyć. Byliśmy niezniszczalni mimo gróźb i zbrodni Narysowałeś mi przecież drogę przez labirynt Jak gwiazdy byliśmy; wschodni i zachodni Gotowy by odejść, zawsze, w każdej chwili. W końcu przedstawiłeś mnie kilku satrapom Wcześniej dałeś instrukcje jak nie spuszczać głowy Na świecie, co był wielką, pomarszczoną mapą Ja zostałam dzieckiem o sile królowych. Kaligula, Klaudiusz znałeś ich już wcześniej Teraz wyjąłeś władców jak znaczki z klasera Ty rządziłeś wiecznością w tym nie-Wiecznym mieście Dla mnie wszystko istniało tylko tu i teraz. Klaudia Spodniewska

ϑ ostatnie podobizny w białej nakrochmalonej pościeli wydaje się że umysł nie przyjmuje już robactwa myśli ale nie wiadomo na pewno bo już niczego nie mówi i niczego nie pisze czas zatracił karby interwałów rozlał się w tej bieli jak mleko Piotr Tomczak

δ podnosi powoli otwartą dłoń w górę i przed siebie jakby coś odpychał dość mówi nie czując dramatyzmu sytuacji jest jak kamień który spada z góry zaraz przystąpi do dalszej krwawej pracy brutalne śmiechy żołnierzy wykonujących jego rozkazy nie robią na nim wrażenia Piotr Tomczak

WŚRÓD STARAŃ O NIESTOSOWANIE WOLNYCH WYOBRAŻEŃ Wyobrażałam sobie coś, co jest fikcyjne do granic niemożliwości, tkwiąc tylko w wyobraźni: wyobraźni antagonistki kroczącej ku wierności ideałom, zatraconej w jednej chwili, introwertyczki, by oderwać się od chodnika i wspiąć się w miejsce tak odlegle wysokie, jak kameleonczyca, jak wojownik o smukłych łydkach i tsutsumi w ręku, w miejscu, w którym będziesz obserwować i donosić, agentko Scully, badać i analizować implikatury konwersacyjne w domku na drzewie z dwóch dębowych mocnych desek, długo ważonych, a secco; wyobraźni, patrzącej na niemożliwe oczami o kociej zwinności, na gemmy, intarsje, obrazy, świece wotywne i kruche rzeźby wiatraków na koniu a` la don Quijote, przyswajając to, co zbędne, brodzącej wśród promieniowania nadfiołkowego widzianego w upale po rakiji, z paczką Danish Coockies w ręce przed telewizorem; wyobraźni skaczącej po czereśni i wyjadającej jej owoce, jak sroka szukając odpowiedniości stylu, formy i treści, sfumato, signoria, sepucu, przedstawienia kształtów myśli bez stosowania wyobrażeń. Katarzyna Jonak

* * * Jestem w nagłej - a może i trwającej już długo - chorobie niezrozumienia i chowania się za spódnicą. Chorobie, która niweczy plany. Chorobie el bacalao al pil-pil. W takich sytuacjach wzrasta we mnie poczucie głupiego i znikąd niedostrzeganego uczucia głupoty. Typ trompe l' oeil - wnętrze zlewa się z krajobrazem, rzeczywistość z fikcją - rozświetlający wnętrze kandelabr z woskiem. Antydyluwialna prostota wypowiedzi kierująca przesłanie do nikogo. Nigdy nie zrozumiem, o co w tym chodzi. Możliwe, dlatego, że wcale mnie to nie interesuje. Ostatnio wszystko przestało mnie interesować. W sumie: z jednej strony jest to nieodpowiednie dla ogółu podejście, ale z drugiej - nie ma nic wspanialszego od wypięcia się na innych. Katarzyna Jonak

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Najpopularniejsze Kącik poezjiFraszki Jana Kochanowskiego, księgi pierwsze (1-34)Wybór wierszy – grudzień 2011 – zimaWybór wierszy – kwiecień 2013 – wiosna dla każdegoWybór wierszy – styczeń 2013 - ZimaEmily Dickinson – Wybór wierszy
Najwyżej oceniane Kącik poezjiVachel Lindsay (1879–1931 r.)Wybór wierszy – sierpień 2017Alice Meynell (1847–1922 r.)Wybór wierszy – lipiec 2017Christina Rossetti (1830–1894 r.)
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeWładimir Władimirowicz MajakowskiNajwyżej oceniane:Rumunia, Góry Zachodnie
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.