zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Kącik poezji > Wybór wierszy

Wybór wierszy – listopad 2010 – Niebo

Ostatnio razem z Michałem Aniołem zawędrowałem aż do słonecznej Italii i było mi tam tak dobrze, że postanowiłem jeszcze trochę w niej zostać, zwłaszcza, że pogoda w Polsce w tym roku słońcem zupełnie nas nie rozpieszcza. Tak więc miejsce pozostaje to samo, cofniemy się tylko trochę w czasie, a dokładniej, cofniemy się do wieku XIII, kiedy to we Florencji, w 1265 roku przyszedł na świat inny wybitny poeta. W wieku dziewięciu lat nasz bohater udał się na przyjęcie do rodziny Portinarich, gdzie zobaczył cudną dziewczynę ubraną w ozdobną, karmazynową suknię przewiązaną pasem. Była to ośmioletnia Beatrycze Portinari w której nasz poeta podobno zakochał się od pierwszego wejrzenia. Nie wiadomo jak ta miłość wyglądała naprawdę (i czy nie polegała tylko na wewnętrznych westchnieniach poety do przedmiotu uwielbienia), ale Beatrycze zmarła w wieku 24 lat pozostawiając Dantego bardzo nieszczęśliwym. Jak to zwykle bywa swoje smutki leczył w alkoholu i objęciach coraz to różnych kobiet, aż w końcu około roku 1285 poślubił Gemmę di Manetto Donati, która urodziła mu trójkę lub czwórkę dzieci.

Dante AlighieriW 1295 roku Dante Alighieri zaangażował się w życie polityczne Florencji, gdzie - jak w całej Italii - trwał spór pomiędzy procesarskimi Gibelinami a propapieskimi Gwelfami. W 1300 roku został powołany nawet na najwyższy urząd - priora. Ostatecznie jednak romans z polityką nie dał mu szczęścia, w 1302 roku władzę we Florencji przejęła Czarna frakcja Gwelfów i Dante musiał ze swojego rodzinnego miasta uciekać, gdzie zaocznie został skazany na śmierć. Jego wygnanie było pewnie jedną z inspiracji powstania Boskiej Komedii - dzieła, które przyniosło mu nieśmiertelną sławę. Natomiast Dantemu nieśmiertelność zawdzięcza Beatrycze, która we wspomnianym poemacie stała się przewodnikiem poety po Niebie. Świetnie się składa, w końcu 1 listopada to dzień Wszystkich Świętych, a więc będzie całkiem na miejscu, jeśli z tej okazji w ramach wprowadzenia do listopadowego wyboru poezji, udamy się razem z naszym drogim Dantem i jego przewodniczką Beatrycze właśnie do Nieba.

Witold Wieszczek

Swoje wiersze można przesyłać na adres redakcji: redakcja@libertas.pl

Paradiso, Canto I La gloria di colui che tutto move per l'universo penetra, e risplende in una parte più e meno altrove. Nel ciel che più de la sua luce prende fu' io, e vidi cose che ridire né sa né può chi di là sù discende; perché appressando sé al suo disire, nostro intelletto si profonda tanto, che dietro la memoria non può ire. Veramente quant' io del regno santo ne la mia mente potei far tesoro, sarà ora materia del mio canto. O buono Appollo, a l'ultimo lavoro fammi del tuo valor sì fatto vaso, come dimandi a dar l'amato alloro. Infino a qui l'un giogo di Parnaso assai mi fu; ma or con amendue m'è uopo intrar ne l'aringo rimaso. Entra nel petto mio, e spira tue sì come quando Marsïa traesti de la vagina de le membra sue. O divina virtù, se mi ti presti tanto che l'ombra del beato regno segnata nel mio capo io manifesti, vedra'mi al piè del tuo diletto legno venire, e coronarmi de le foglie che la materia e tu mi farai degno. Sì rade volte, padre, se ne coglie per trïunfare o cesare o poeta, colpa e vergogna de l'umane voglie, che parturir letizia in su la lieta delfica deïtà dovria la fronda peneia, quando alcun di sé asseta. Poca favilla gran fiamma seconda: forse di retro a me con miglior voci si pregherà perché Cirra risponda. Surge ai mortali per diverse foci la lucerna del mondo; ma da quella che quattro cerchi giugne con tre croci, con miglior corso e con migliore stella esce congiunta, e la mondana cera più a suo modo tempera e suggella. Fatto avea di là mane e di qua sera tal foce, e quasi tutto era là bianco quello emisperio, e l'altra parte nera, quando Beatrice in sul sinistro fianco vidi rivolta e riguardar nel sole: aguglia sì non li s'affisse unquanco. E sì come secondo raggio suole uscir del primo e risalire in suso, pur come pelegrin che tornar vuole, così de l'atto suo, per li occhi infuso ne l'imagine mia, il mio si fece, e fissi li occhi al sole oltre nostr' uso. Molto è licito là, che qui non lece a le nostre virtù, mercé del loco fatto per proprio de l'umana spece. Io nol soffersi molto, né sì poco, ch'io nol vedessi sfavillar dintorno, com' ferro che bogliente esce del foco; e di sùbito parve giorno a giorno essere aggiunto, come quei che puote avesse il ciel d'un altro sole addorno. Beatrice tutta ne l'etterne rote fissa con li occhi stava; e io in lei le luci fissi, di là sù rimote. Nel suo aspetto tal dentro mi fei, qual si fé Glauco nel gustar de l'erba che 'l fé consorto in mar de li altri dèi. Trasumanar significar per verba non si poria; però l'essemplo basti a cui esperïenza grazia serba. S'i' era sol di me quel che creasti novellamente, amor che 'l ciel governi, tu 'l sai, che col tuo lume mi levasti. Quando la rota che tu sempiterni desiderato, a sé mi fece atteso con l'armonia che temperi e discerni, parvemi tanto allor del cielo acceso de la fiamma del sol, che pioggia o fiume lago non fece alcun tanto disteso. La novità del suono e 'l grande lume di lor cagion m'accesero un disio mai non sentito di cotanto acume. Ond' ella, che vedea me sì com' io, a quïetarmi l'animo commosso, pria ch'io a dimandar, la bocca aprio e cominciò: «Tu stesso ti fai grosso col falso imaginar, sì che non vedi ciò che vedresti se l'avessi scosso. Tu non se' in terra, sì come tu credi; ma folgore, fuggendo il proprio sito, non corse come tu ch'ad esso riedi». S'io fui del primo dubbio disvestito per le sorrise parolette brevi, dentro ad un nuovo più fu' inretito e dissi: «Già contento requïevi di grande ammirazion; ma ora ammiro com' io trascenda questi corpi levi». Ond' ella, appresso d'un pïo sospiro, li occhi drizzò ver' me con quel sembiante che madre fa sovra figlio deliro, e cominciò: «Le cose tutte quante hanno ordine tra loro, e questo è forma che l'universo a Dio fa simigliante. Qui veggion l'alte creature l'orma de l'etterno valore, il qual è fine al quale è fatta la toccata norma. Ne l'ordine ch'io dico sono accline tutte nature, per diverse sorti, più al principio loro e men vicine; onde si muovono a diversi porti per lo gran mar de l'essere, e ciascuna con istinto a lei dato che la porti. Questi ne porta il foco inver' la luna; questi ne' cor mortali è permotore; questi la terra in sé stringe e aduna; né pur le creature che son fore d'intelligenza quest' arco saetta, ma quelle c'hanno intelletto e amore. La provedenza, che cotanto assetta, del suo lume fa 'l ciel sempre quïeto nel qual si volge quel c'ha maggior fretta; e ora lì, come a sito decreto, cen porta la virtù di quella corda che ciò che scocca drizza in segno lieto. Vero è che, come forma non s'accorda molte fïate a l'intenzion de l'arte, perch' a risponder la materia è sorda, così da questo corso si diparte talor la creatura, c'ha podere di piegar, così pinta, in altra parte; e sì come veder si può cadere foco di nube, sì l'impeto primo l'atterra torto da falso piacere. Non dei più ammirar, se bene stimo, lo tuo salir, se non come d'un rivo se d'alto monte scende giuso ad imo. Maraviglia sarebbe in te se, privo d'impedimento, giù ti fossi assiso, com' a terra quïete in foco vivo». Quinci rivolse inver' lo cielo il viso.Dante Alighieri

Niebo, Pieśń I Majestat wszystkich rzeczy Wzruszyciela W przestwory wnika i na światów skronie Ustopniowaną jasnością odstrzela. W niebie, co sporzej bożych iskier chłonie, Byłem; widziałem, czego nie wyświęci Słowami człowiek, choć był w tamtej stronie. Bo, przybliżony do celu swej chęci, Rozum nasz tak w nim przepaściście ginie, Że nie pociągnie za sobą pamięci. Ile z widzianych w przeświętej krainie Cudów zaskarbić zdołał umysł gruby, Obecnie treścią mych pieśni uczynię. Dobry Apollo, u kresowej próby Zrób mię naczyniem swej mocy i łaski, Abym wysłużył wawrzyn tobie luby! Dotąd wystarczał jeden szczyt Parnaski, Teraz, gdy w szranki mam wstąpić takowe, Z obydwu na mnie muszą spłynąć blaski. Wnijdź w moje piersi, daj taką wymowę, Jak gdyś wyniszczał w zwycięskiej zabawie Z pochwy swych członków ciało Marsjaszowe! O Boska Mocy, gdy przez ciebie sprawię, Że ów kraj święty, widny wyobraźni, Bodaj słów cieniem odbity wyjawię, Pod twój pieszczony krzew podejdę raźniej, Wieńczyć skroń liściem, którym wyposaża Dostojność treści i dank twej przyjaźni. Tak rzadko, Ojcze, uszczknąć go się zdarza — O wstyd, przez winę błędnej ludzkiej chuci! — Na tryumf wieszcza lub tryumf mocarza, Iż, pewnie tuszę, w radość się obróci Bogowi z Delfu ta myśl, że krzewina Penejska jeszcze w kimś pragnienie cuci. Z małej się iskry wielki pożar wszczyna: Po mnie skuteczniej ktoś w późniejsze lata Będzie o łaskę prosił Apollina. Przez rozmaite bramy lampa świata Wschodzi śmiertelnym, lecz onym zaworem, Co cztery kręgi w troje krzyżów splata, Pod lepszą gwiazdą, ruchem bardziej skorem Krok swój posuwa; w naszej ziemskiej glinie Umiarkowańszym odbija się wzorem. Tu więc był ranek, a wieczór w nizinie: Czarność zapadła w ziemskiej półkulicy, A świt wybielił przestworne pustynie. Na Beatryczę spojrzę: ku lewicy Zwrócona, oczy ze słońcem potyka Bystrzej, niżeli zdoła wzrok orlicy. Jak jeden promień z drugiego wynika, Gdy załamany powrotnie ku górze Odstrzela na wzór tęsknego pątnika, Tak ja gestowi Beatryczy wtórzę, Który się odbił w moich źrenic szybie, I w słońce patrzę wbrew ludzkiej naturze. Snadź tam mi wolno, czego tu pochybię, Dzięki przedziwnej mocy, rozesnutej W rodu ludzkiego właściwej siedzibie. I wytrzymałem słońce wzrokiem póty, Aż mi się nagle iskrami zaroił Jak od żelaza dobytego z huty. Wtem zajaśniało, jakby się podwoił Dzień i jak gdyby Ten, co pięknem darzy, Niebiosa w słońce podwójne przystroił. Zapamiętała w kół wieczystych zarzy Stała Beatryks, ja zaś wzrok odjęty Od kręgu słońca utkwiłem w jej twarzy. Tedym się począł od tej twarzy świętej Mienić jak Glaukus, gdy zjadł pewne zioła I między bogi — bóg skoczył w odmęty. Przeczłowieczenie wyrazić się zgoła Słowami nie da; przykładem bądź syty, Nim Pan do takich przemian cię powoła. Czym tam był w ciele, czyli duch dobyty Z powłok sam bieżał — ty wiesz, niebem włodne Kochanie, światłem rwące mię w błękity. Wtem z koła, co się znieśmiertelnia głodne Uścisków Bożych, w mym słuchu się zbiorą Dźwięki miarowe i harmonią zgodne. Za czym niebiosa łunami rozgorą Od blasku słońca; potoki ni deszcze Nigdy się w większe nie zlały jezioro. Więc pieśni nowe i blask takie dreszcze Ciekawej żądzy obudziły we mnie, Że większych dotąd nie zaznałem jeszcze. A ona, widząc, com myślał tajemnie, Aby pragnienie me ukoić raźniej, Nim się ozwałem, rzekła: „Nadaremnie Zabawiasz myśli fałszem wyobraźni; Gdybyś otrząsnął z duszy widma mgliste, Czego nie dojrzysz, widziałbyś wyraźniej. Nie jesteś więcej na ziemi — zaiste! A grom mniej wartko ze swej sfery leci Niż ty, wracając w dziedziny ojczyste". Jak wprzódy czułem, że w mym mózgu nieci Jej uśmiechnięta mowa pierwsze świty, Tak teraz nowe osnuły mię sieci. „Jeden cud — rzekę — już mi jest odkryty, Obecnie rozum odgadnąć się biedzi, Jak mogę wzlatać ponad lekkie byty". Ona westchnęła w czułej odpowiedzi I rozrzewniła swoje oczy hoże, Jak nad dziecięciem, co w gorączce bredzi, Potem zaczęła: „Rzeczy na przestworze Są we wzajemnym ładzie; to jest modła Dająca światu podobieństwo Boże. W tym twory wyższe dopatrują godła Mocy, co ma cel we własnym rozsądku, Gwoli któremu prawo swe wywiodła. Słuchają tego wiecznego porządku Wszystkie istoty, wedle przeznaczenia Bliższe lub dalsze swojego początku. Po oceanie bytu bez wytchnienia Do swej przystani gna ich ta potęga, A każde z musu swego przyrodzenia. Nią party, sfery księżycowej sięga Płomień; zwierzęta ona ruchem darzy, Ona miąższ ziemi jednoczy i sprzęga. Nie tylko w twory niestojące w straży Rozumu owy łuk swą strzałą godzi, Lecz te, gdzie miłość z umem się kojarzy. Opatrzność, która takie sprawy godzi, Blaskiem pokoi do nieruchomości Niebo, pod którym z nieb najrętsze chodzi. Do ukazanej dekretami włości Niesie nas siłą własną ta cięciwa, Co w szczęsne sedno swoje strzały prości. Prawda, że często forma nie pokrywa Umyślonego od artysty wzoru, Bowiem materia jest nieposkromliwa. Częstokroć także od prawego toru Stworzenie samo odegnie swe chęci, A to za wiedzą wolnego wyboru — Tak się i piorun z chmury na dół skręci, Jeżeli duszę w przyrodzonym pędzie Rozkosz fałszywa ku ziemi przynęci. Niechże ci zatem w podziwie nie będzie To, że się wznosisz, jak że popędliwy Strumień w dół bieży przez skalne krawędzie. To by dopiero były istne dziwy, Gdybyś ty, wolen przeszkód, został w dole, Gdyby na ziemi usiadł ogień żywy". Rzekła i wzniosła swe oczy sokole. tłum. Edward Porębowicz

CODZIENNOŚĆ CZYLI NIE PAMIĘTAM PO CO TO WSZYSTKO z przyzwyczajenia tylko budzę się rano i wieczorem kładę do łóżka zamiast na torach natychmiast po przebudzeniu wszystkie pokoje również te ukryte w puszce czaszki wypełniają się gazem o kwaśnym smaku i ostrym zapachu a on zabija we mnie każdy zarodek myśli ułożonych w embrionalnym skuleniu trwam przez rutynę wciąż błądząc w pustych świtach i zimnych szarych zachodach Oliwia Betcher

oceń / komentuj

* * * opowiadał o ludziach zamkniętych w klatkach starych blokowisk i willowych osiedli mieli w oczach puste korytarze w końcu osaczyli go i oderwali wszystkie błyszczące guziki jednak dalej zapinał strach aż po gardło jego spojrzenie w kolorze błota przenikało myśli to tylko słowa mówiłam nie dowierzając opowieściom o kolcach wbitych pod czaszką i żebrami przecież nie mógł być mną Oliwia Betcher

oceń / komentuj

PIASKOWY LUDZIK W ciszy drzew płaczących, groźbie huraganu, krzyku białych ptaków, morskich fal szeptaniu, płyną smutne myśli, gorzkie złorzeczenia, płyną łez strumienie, płyną bez wytchnienia, przesypując piasek, doby i miesiące, lata oraz życie z wolna ustające Wały piasek lepi a mury wapienie, wokół fosa broni piaskowy zlepieniec stoi zamek złoty, stoi aż do brzasku, do nocnych przypływów, porannego blasku Za to bladym świtem elokwentny w mowie zrucasz falom hasło, czekasz na odpowiedź Cisza... rozsypane kruche życie z piasku, co uchodząc nocą nie dotrwało brzasku Beata Gradowska

oceń / komentuj

Z PODRÓŻY Przewrócone puste krzesło połamało cztery nogi Duszność ściska cię za gardło, oczy śledzą wzór podłogi Pająk biegnie już do kąta, komar bzyka gdzieś nad głową Drzwi zamknięte, usta milczą, nie pozwolą płynąć słowom Zimne ręce, drętwe palce i powoli mgła nadchodzi Przed oczami całe życie już przepływa Styks na łodzi Wtem, zgrzyt jakiś kończy ciszę, kosa kamień ugodziła, chwytasz koło ratunkowe Wracaj do mnie - szepcze miła Beata Gradowska

oceń / komentuj

VII Ma pięć latek zaledwie, a będzie mieć więcej Więcej będzie dni jasnych, jakby zawsze maj Jak to jest, że jej bliskość sprawia, że tak tęsknie? Jest nie moja, nie moja i nikt nie jest mój… Klaudia Spodniewska

oceń / komentuj

VIII Rysowało mnie dziecko, jakże jest łaskawe Usta mi dało zmysłowe, kruche niebo, trawę Urodę krzywą, co bywa jak kamień zdradziecka Oddałabym Rafaela przepych by mi oszczędzono Tej skazy we mnie, którą wyłożyło ono - Na rysunku stoję sama, stoję tam bez dziecka… Klaudia Spodniewska

oceń / komentuj

* * * kolejna wiosna - w białych koronach akacji znów brzęczą pszczoły Teresa Grzywacz

oceń / komentuj

* * * dzika kalina - ach, jakie białe kule nad lustrem wody Teresa Grzywacz

oceń / komentuj

LIST DO PRZYJACIELA u mnie jak już wiesz a może nie wiesz no bo skąd wszystko dobrze po staremu czasami tuż pod drzwiami przemyka ktoś wiem że szuka mojego numeru pewnie chce pożyczyć trochę cukru albo gazetę co nigdy jej nie miałem pewnie nie może wyleżeć już w łóżku i jak ja zasypia nad ranem pewnie wie że mam jeszcze trochę strawy kieliszek nawet dwa się znajdą pod stołem w szufladzie czy na półce z wierszami na pewno gdzieś się znajdą a jednak nie puka nikt plamom na suficie nadaję imiona z firanką już jestem na ty w czajniku z zazdrości gotuje się woda nie puka nikt u mnie jak już wiesz wszystko dobrze po staremu Przełojcan

oceń / komentuj

POGADUCHA Z PUSZKINEM stara ławka ugościła mnie jak dawniej w niebo wciąż wiernie spogląda przychodnikowy kosz huśtawki puste skrzypią bujane wrześniowym wiatrem w piaskownicy włóczy się zmarznięty osiedlowy kot tuż po schodach wchodzi człek na przekór życiu ciągnąc zardzewiały wózek nieśmiało przysiada się z żeliwnym wiadrem i stertą zdeptanych puszek patrzyliśmy przed siebie nie mówiąc ani słowa z twarzy spływał mu trud całego dnia z worka wyjąłem piwo a z kieszeni ostatniego papierosa napij się ze mną stary za sobą zbyt ciężki wleczesz świat choć zaczął mżyć już deszcz pierwsza latarnia ukradkiem zalśniła wciąż gadaliśmy o tym że każdy upada a potem i tak się dźwiga stara ławka ugościła mnie jak dawniej w niebo wciąż wiernie spogląda przychodnikowy kosz huśtawki dalej skrzypią bujane wrześniowym wiatrem w piaskownicy włóczy się ten sam osiedlowy kot gdzieś z drugiej strony ulicy zawołał do mnie „hej bracie góra z górą się nie zejdzie a człowiek z człowiekiem zawsze” Przełojcan

oceń / komentuj

NIC SIĘ STAŁO Pokraśniały lica, zburzyły się włosy, w oczkach zapłonęły błękitne iskierki, zapach niczym dusza w niebo się unosił, rozwarły się usta słodkie jak cukierki. Tańczyły ramiona lekkie jak powietrze, spadały ubrania śmiechem kolorowe, wiły się języki, zakręcały ręce, myśli z alkoholem mieszały się w głowie. Po wszystkim zostały trzy puste butelki, kilka czarno-białych śmiesznych fotografii, może jakiś bilet, w plecaku muszelki, krótki list łamiący prawa ortografii. A gdy spłonie papier, w ziemię wróci ciało, będzie tak jak gdyby nic tu się nie stało. Witold Wieszczek

oceń / komentuj

NASZA JESIEŃ Poranki już senne, a słońce mgły strząsa jasnymi palcami najczulszych promieni. Czy można nie kochać takiego miesiąca? Drzew strojnych koronami i złotem pierścieni? Zachodów, gdy pięknie liście się czerwienią, żółcą się, brązowią, fruwają, spadają... Że szeleści pod nogą i pachnie jesienią, gdy idziemy usiąść pod gruszę do sadu? Szuramy, szukamy, trochę wspominamy, a liście się sypią jak piasek w klepsydrze. Trochę szkoda, że tyle ich za sobą mamy i już nic, i nigdy nowego nie przyjdzie. Cieszymy się jeszcze raz tamtymi dniami kiedy wszystko było dopiero przed nami. Witold Wieszczek

oceń / komentuj

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Najpopularniejsze Kącik poezjiFraszki Jana Kochanowskiego, księgi pierwsze (1-34)Wybór wierszy – grudzień 2011 – zimaWybór wierszy – kwiecień 2013 – wiosna dla każdegoWybór wierszy – styczeń 2013 - ZimaEmily Dickinson – Wybór wierszy
Najwyżej oceniane Kącik poezjiVachel Lindsay (1879–1931 r.)Wybór wierszy – sierpień 2017Alice Meynell (1847–1922 r.)Wybór wierszy – lipiec 2017Christina Rossetti (1830–1894 r.)
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeWładimir Władimirowicz MajakowskiNajwyżej oceniane:Rumunia, Góry Zachodnie
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.