zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Kącik poezji > Wybór wierszy

Wybór wierszy – marzec 2014 – Louis-Honoré Fréchette

Louis-Honoré FréchetteLouis-Honoré Fréchette (1839–1908) – kanadyjski poeta, prozaik, dramaturg i polityk. Urodził się w St.-Joseph-de-la-Pointe-Levy w Quebecu. W latach 1854–1860 studiował filologię klasyczną w Petit Seminaire de Québec, Collége de Sainte-Annede-la-Pocatiere i w Seminarium Nicolet, a w 1863 roku prawo na Uniwersytecie w Laval. Po studiach prowadził praktykę adwokacką, był dziennikarzem i wydawcą, urzędnikiem na kolei, a także angażował się w lokalną politykę. W 1876 roku poślubił córkę bogatego kupca z Montrealu, z którą miał pięcioro dzieci. Wiano żony pozwoliło mu na całkowite poświęcenie się pracy literackiej i utorowanie drogi do uznania przez Akademię Francuską.

W 1880 roku został uhonorowany prestiżową Prix Montyon i stał się nieoficjalnie narodowym poetą Kanady. Wydał tomy poezji: „Mes loisirs” (1863), „La Voix d’un exilé” (1866), „La Découverte du Missisippi” (1873), „Pele-mele” (1877), „Poésies choisies” (1879), „Les Fleurs boréales, les Oiseaux de neige” (1881), „La Légende d’un peuple” (1887), „Feuilles volantes” (1890). Oprócz wierszy pisał też powieści, opowiadania, dramaty, pamflety, kroniki historyczne oraz pamiętniki. Jego utwory nie były dotąd tłumaczone na język polski ani w Polsce publikowane.

Ryszard Mierzejewski

Swoje wiersze można przesyłać na adres redakcji: redakcja@libertas.pl

LOUISE Un soir, elle était là, rêveuse, à mes côtés; Le torrent qui grondait nous lançait son écume; Son oeil d’azur jetait ses premières clartés, Comme un jeune astre qui s’allume! Sa main touchait ma main, et sur mon front brûlant, Ses cheveux noirs flottaient; je respirais à peine... Et sur mes yeux émus je sentais en tremblant Passer le vent de son haleine! Mon Dieu, qu’elle était belle! et comme je l’aimais! Oh! comme je l’aimais, ma Louise infidèle! Infidèle! que dis-je?... Elle ne sut jamais Que je me fus damné pour elle!Louis-Honoré Fréchette

LUIZA Pewnego wieczoru była tam, we śnie, przy mnie blisko; Potok zamruczał nam i wytrysnął na wzburzonej pianie; Swym lazurowym okiem pierwszym światłem błysnął, Jak młoda gwiazda rozpoczynająca swe migotanie. Jej dłoń dotknęła mej dłoni, a na mym czole rozpalonym Powiewały jej czarne włosy, z trudem oddychający Czułem drżenie w mym spojrzeniu wzruszonym Wiatr w jego porywach przechodzący! Mój Boże, jakaż była piękna! I jak ją kochałem! Ach! Jak ją kochałem, moją Luizę niewierną! Niewierną! Co ja mówię?... Toż dobrze wiedziałem, Nigdy ona, że byłem dla niej zakałą cholerną! tłum. Ryszard Mierzejewski

SOUVENIR Le bal était fini, les danses terminées; L'orchestre avait cessé son délirant accord; Mon pied distrait foulait bien des roses fanées; Le bal était fini!... moi, je rêvais encor! Je l'avais entrevue... oh! qu'elle était charmante! Qu'elle était gracieuse avec ses cheveux d'or! J'avais vu tout un ciel dans sa prunelle ardente... Mais elle était partie... et je rêvais encor! Je ne l'ai plus revue... et mon âme inquiète A voulu vainement chercher d'autres amours, Car depuis ce soir-là, pour le pauvre poète, Bien des jours sont passés et j'y rêve toujoursLouis-Honoré Fréchette

WSPOMNIENIE Bal dobiegł finału, tańce zostały zakończone; Orkiestra przerwała akordów rozkoszne dreszcze; Moja nieostrożna stopa zdeptała róże zasuszone; Bal dobiegł finału, a ja marzyłem jeszcze! Miałem przewidzenie... Ach, jak jej ciało było nęcące! Jak uroczo spływały jej włosów złote deszcze! Całe niebo widziałem przez jej źrenice płonące... Ale jej nie było... a ja marzyłem jeszcze! Więcej nie miałem zwidzeń... memu duchowi niespokojnemu Przyszło daremnie szukać, gdzie inna miłość się zdarzy, Od tego również wieczoru poecie biednemu Dobrze mijają dni, a on ciągle marzy! tłum. Ryszard Mierzejewski

ABSTRAKCJA GEOMETRYCZNA jestem mało wygimnastykowana nie umiem zrobić szpagatu z jedną nogą w niebie z drugą nogą w piekle niewygodnie rozkraczona nie chcę zejść na ziemię Marta Grudnik

oceń / komentuj

ROZPROSZENIE pędząc we wszystkich kierunkach rozproszę się jak tęcza blada i bezużyteczna rozproszę się przed wami się zabłagam aż rozweźmiecie wszystką aż rozproszona z proszenia rozebrana na części pierwsze w kolejce do złożenia zajmę miejsce Marta Grudnik

oceń / komentuj

BUJANIE W OBŁOKACH Na chmurki nie wolno tak kłaść się w ubraniu! Ubranie ubiera! Ubranie uwiera! Ubranie przeszkadza w swobodnym spadaniu i ciała różowe oddala od nieba. W obłokach nie wolno ukrywać niczego, gdy ciało się miękko jakby w sen zapada. Tam trzeba i duszę, i ciało rozbierać, i wszystko w ramiona kochanka oddawać! A ona się boi! Ba, nawet się chmurzy! Lecz porwać do góry nad ziemię nie daje! Już woli bucikiem się wiercić w kałuży, niż tylko na parze obłoków się znaleźć. Ach, Diabeł je nadał, by zmącić, gdy spałem jak święty turecki beztrosko na sianie. Witold Wieszczek

oceń / komentuj

KONIEC ŚWIATA niech się już skończy po co nam ten raj złoczyńców spod złych gwiazd podłych kanalii słodki dom gównianych myśli źródłosrom niech się już skończy po co nam chińskiej tandety marny kram ten plastikowy sztuczny świat z tego co gniło milion lat niech się już skończy po co nam ten obóz śmierci bez dwóch zdań niepomny bogów podły chwast niech zginie w mękach jeszcze raz Witold Wieszczek

oceń / komentuj

POSŁANIEC WIOSNY Ptaszku mały piękny w czarnych lśniących piórkach z dzióbkiem w kolorze słońca zanurzonym wysoko w chmurach jak nazywasz się po łacinie po polsku czy w swoim ptasim języku nieważne boś ty posłaniec wiosny skaczesz z wdziękiem baletnicy po zielonym dywanie kręcisz główką na wszystkie strony nadziwić się nie możesz że tak cicho i dyskretnie przyszła już twoja pani boś ty posłaniec wiosny boś ty posłaniec wiosny ptaszku śliczny tajemniczy radosny Ryszard Mierzejewski

oceń / komentuj

TO JUŻ WIOSNA Chociaż już pora na wiosnę nic do mnie nie przemawia ani prze- ponętne prezenterki prze- powiadające w tv pogodę ani stary baca na stoku wróżący z obserwacji przyrody i glutów w nosie ani słońce marcowe które rozebrało dzisiaj do krótkich spodni wariata na ulicy nic a nic nie przemawia do mnie do chwili gdy widzę na kamiennych schodach przed domem lśniącą tęczę na rozłożonych dumnie skrzydłach motyla a więc to już wiosna niedźwiedziu w przedłużonym letargu wbij to sobie głęboko do - gdzie tylko chcesz i wyłaź chyżo ze swej nory! Ryszard Mierzejewski

oceń / komentuj

KSIĘŻYC Księżyc zawisł kołyską na niebie do snu mnie ułoży cichą pieśnią usta moje pieścić będzie swym promieniem delikatnie mnie przyciągnie i zamknie w swoim świetle zazdrośnie moich snów w nocy strzec będzie Brygida Błażewicz

oceń / komentuj

CHCIAŁABYM... Chciałabym się schować gdzieś w ciemnym kąciku w ciszy wypłakać tęsknotę i ból chciałabym zasnąć i obudzić się wiosną piegi wystawić do ciepłego słonka chciałabym znaleźć oparcie na milion pytań znać chociaż jedną odpowiedz chciałabym spotkać ciebie w ciszy spokoju pierzastych chmur chciałabym umieć zostawić za sobą smutek i złość chciałabym otulić kolorami nasz świat podarować spokój chciałabym... Brygida Błażewicz

oceń / komentuj

BIAŁA MAGIA Dookoła bajka Biała, puszysta Gwiaździsta Srebrny mróz Skrzypi, szczypie Fantazjuje Kolorowe okna Choinki, aniołki Kolędują Grudniowa zima Świąteczno-noworoczna Mocno trzyma Zadumana kocica W ciepłych koronkach Nadziwić się nie może Że na dworze tyle mleka! Regina Nachacz

oceń / komentuj

SEN NOCY ZIMOWEJ Za oknami duszna Styczniowa mgła Sztywna grafika drzew Teatralna fatamorgana Zimno, gdzieś w tle Rozproszone światła latarni A może nie? Przecież jest gęsta noc Czyżby kumpel sen Wyszedł na miasto W srebrno-złotych wąsach I cicho ulicami pląsał? Regina Nachacz

oceń / komentuj

* * * Było listopadowe popołudnie, padał zimny jesienny deszcz. Szłaś w przeciwdeszczowej kurtce, trzymając w ręce parasol. W niebieskie kwiatki. Ty sprawiłaś, że zima była ciepła. A długie noce, zbyt krótkie. Wiosną, gdy szłaś przez łąkę, w rozwianych włosach, w przykrótkiej sukience, kwiaty traciły swoje kolory, wiatr cichł. Nawet późnym latem leżąc w szpitalnym łóżku, bez radości i włosów, ściskając moją rękę, byłaś piękna. Jest listopadowe popołudnie, pada zimny jesienny deszcz. Stoję w Twojej przeciwdeszczowej kurtce, nad Twoim grobem. Łzy mieszają się z kroplami deszczu. Zamiast kwiatów kładę na grób parasol. W niebieskie kwiatki. Andrzej Dembończyk

oceń / komentuj

SZCZYGIEŁ Śpiewa szczygieł z rana, śpiewa i z wieczora. Czy rodzina zdrowa, czy też bardzo chora. Śpiewa do kolacji, obiadu, śniadania. Czy pora relaksu, czy pora sprzątania. Śpiewał gdy ślub brała, najmłodsza córeczka. I gdy się rozwiodła, kochana cioteczka. Śpiewa w dniu urodzin, nawet w imieniny. I gdy przypadł pogrzeb, seniora rodziny. Śpiewa w dni powszednie, niedziele i święta. Skąd się wziął w tym domu, nikt już nie pamięta. Śpiewa szczygieł ojcu, śpiewa pani matce, I nawet nie wie, że całe życie… w klatce. Andrzej Dembończyk

oceń / komentuj

NA TRZECH PAGÓRKACH Na ciechanowskich wzgórzach o zmroku kiedy latają nietoperze, a księżyc z nieba się wynurza, pojawia się Opin zły jak zwierzę. Niejeden widział już tego księcia jak grasował on w Opinogórze, a był taki krwawy bez pojęcia, po prostu wilk w ludzkiej skórze. Po okolicy rozchodziły się wieści, że Opin tępił sąsiednie plemiona. Po nocach słychać płacz niewieści, podobno jeszcze dziś ktoś kona. Halina Herbszt

oceń / komentuj

BOLKO, LESZKO I CIESZKO Na brukowanej kocimi łbami drodze, gdzie w poprzek leżały zwalone kłody, znaleźli się bracia spragnieni srodze, szukając tam pożywienia i kropli wody. Po świecie wędrowało braci trzech, a byli to króla polskiego Leszka synowie. Po długiej wędrówce pojawił się gniew, zmęczenie i nadwyrężone zdrowie. Aż wreszcie spotkali się przy żródełku, gdzie odkryli w ziemi źródlaną wodę. Odżywali pijąc ją łapczywie w kubełku, uzdrowieni odzyskali siłę i swobodę. Na pamiątkę z tej radości i uciechy zbudowało tam trzech braci studnię, miasto zwane Cieszyn, domy i strzechy, pracując przy tym wytrwale i żmudnie. Halina Herbszt

oceń / komentuj

SOCZI 2014 Znów igrzyska, olimpiada. Więc napisać wiersz wypada. O zmaganiach i marzeniach, Namiętnościach i dążeniach… Czując ducha w atmosferze, Ludzie trwają ciągle w wierze I w sportowej inspiracji, W walce chcą dochodzić racji… Dalej wspomnieć też wypada Fajna była defilada. Spektakl piękny historyczny, Cały na wskroś artystyczny… Program owszem był wesoły, Potem przeszły też zespoły. To sportowcy super tacy, Jasne, wśród nich są Polacy… Pięknie w Soczi życie płynie, Wspomnę najpierw o Justynie. To królowa jest jedyna, Złota ciągle to dziewczyna… Oczywiście wspomnieć mogę, Choć w kontuzji miała nogę, Od lat wielu ma wciąż wzloty, Więc znów mamy medal złoty… Była także piękna chwila, Skoki złote dwa Kamila. Był Mazurek Dąbrowskiego, Zaś co może być milszego… Znów historia piękna taka To legenda jest strażaka. Sprawa tutaj będzie krótka, Jest na medal Zbigniew Bródka… I łyżwiarki i łyżwiarze, Pokazali całej wiarze, Jak wygrywać trza medale, By nam czynić radość stale… Jest wspaniałe nasze życie. I sportowcy znakomicie, W Soczi wszyscy się starali. Oczywiście też wspaniali POSTSCRIPTUM Rosja! Rosja ta mityczna, Tajemnicza wielka śliczna. I wśród wielu różnych ludzi, Wciąż wzruszenia ciągle budzi… Misza co na świecie słynie, Że mu łezka z oczka płynie I ja będąc nieco z boku, Małą łezkę też mam w oku Mieczysław Góra

oceń / komentuj

CZŁOWIEK CZŁOWIEKOWI… Co się dzieje dziś na świecie? O czym pisać? Pewnie wiecie. Dziś wspierając się mediami Troszkę porozmawiam z Wami… Ktoś tu powie. O mój Boże! Co wymyślasz ty autorze? Jakie ważne masz wartości, Skoro brak jest wrażliwości… Dzisiaj czasy mamy marne, Raczej pseudo solidarne. Kiepskie mity o równości Jak to było już w przeszłości… Wspomnę spod zmęczonych powiek, Dumnie brzmi wciąż słowo: CZŁOWIEK, Także w wierszu tutaj u mnie, CZŁOWIEK pewnie zabrzmi dumnie… Wzloty mamy na niebiosach Smutki też o ludzkich losach. Są też chwile wielkiej chwały I w tym człowiek bywa mały… Tak to często się też plecie Autorowi i poecie, Zaś Czytelnik sam zmiarkuje, Że nie wszystko tu pasuje… Biedak o jałmużnę prosi. Innych wiara znów unosi. Troski smutki i cierpienie, Prośba marna i życzenie… Są upadki i są wzloty I sukcesy i kłopoty. Wszak to prawda bardzo stara Jak upadek był Ikara… Czas niezmiernie równo płynie I po chwili, chwila minie. Na początku tego wieku, Smutno myślę o CZŁOWIEKU… POSTSCRIPTUM Puenta będzie smutna raczej I nie może być inaczej, Że to władcy teraz nowi, Wilkiem człowiek, człowiekowi… Mieczysław Góra

oceń / komentuj

L’égoïsme Qui donc vient frapper à ma porte?... Encor ce mendiant!... Encor! Tu souffres, dis-tu?... Que m’importe Tes souffrances?... moi, j’ai de l’or! Que m’importe ta face blême?... Pour vivre n’as-tu pas des bras? Souffre, vilain bohême! Souffre! et ne te plains pas!Louis-Honoré Fréchette

Egoizm Któż to przychodzi pukać do mych drzwi?... To z powrotem ten żebrak!... Z powrotem! Cierpiętniku, cóż mnie obchodzi, czy powiesz mi, O swych cierpieniach? Mnie kapiącego złotem! Cóż mnie obchodzi, że masz twarz ziemistą?... I czy masz do życia pomocne ręce? Cierp, swą włóczęgę wieczystą! Cierp! I nie użalaj się nad sobą więcej!tłum. Ryszard Mierzejewski

Amitié À Mlle N*** Je connais un petit ange Lequel n’a jamais mouillé Sa blanche robe à la fange Dont notre monde est souillé. C’est lui qui donne le change Au pauvre cœur dépouillé Que l’amour, vautour étrange, D’un bec cruel a fouillé. Cet ange, qui vous ressemble, Sous son aile nous rassemble: C’est la divine Amitié. Son regard est doux et calme; Il m’offre sa chaste palme… En voulez-vous la moitié? Louis-Honoré Fréchette

Przyjaźń Dla panny N*** Znam anioła małego, Który nigdy nie był zmoczony. Jego biała suknia z materiału błotnego Naszego świata, który jest zhańbiony. To on daje zmiany Biedakowi, który serca pozbawiony, Aby miłość, sęp niesłychany, Grzebał swym dziobem zakrwawionym. Ten anioł jest podobny do ciebie, Zbiera nas pod swe skrzydła w niebie. To jest przyjaźń boskości. Jego spojrzenie jest spokojne i bystre, Podaje mi swe dłonie czyste... Czy chcesz połowę z całości? tłum. Ryszard Mierzejewski

Toast à la France Mes amis, buvons à la France, À la France, qui fut toujours Le plus profond de nos amours, Et notre plus sainte espérance! À la France des nouveaux jours, Qui sut souffrir sans défaillance, Et dont l'indomptable vaillance Nous promet d'éclatants retours! Buvons à la France, à sa gloire, Aux fiers héros de son histoire, À sa grandeur, à ses succès! Et - s'il lui faut brandir le glaive - À la revanche qui se lève! À l'unité du sol français! Louis-Honoré Fréchette

Toast za Francję Przyjaciele moi, wypijmy za Francję, Za Francję, która była jak zawsze Nasze miłości najgłębsze, I za nadziei naszą najświętszą monstrancję! Za Francji nowe dni, Któż potrafi cierpieć, nie tracąc przytomności, Takiż nieujarzmiony w swej waleczności, Jak nam obiecał, powraca i lśni. Wypijmy za Francję, w jej glorii, Za dumnych bohaterów jej historii, Za jej sukcesy, jej wielkości! I – jeśli trzeba miecz ze sobą nosić - By pogrozić w rewanżu, który się podnosi! Na francuskiej ziemi w jedności!tłum. Ryszard Mierzejewski

La Forêt Chênes au front pensif, grands pins mystérieux, Vieux troncs penchés au bord des torrents furieux, Dans votre rêverie éternelle et hautaine, Songez-vous quelquefois à l’époque lointaine Où le sauvage écho des déserts canadiens Ne connaissait encor que la voix des Indiens, Qui, groupés sous l’abri de vos branches compactes, Mêlaient leur chant de guerre au bruit des cataractes? Sous le ciel étoilé, quand les vents assidus Balancent dans la nuit vos longs bras éperdus, Songez-vous à ces temps glorieux où nos pères Domptaient la barbarie au fond de vos repaires? Quand, épris d’un seul but, le cœur plein d’un seul vœu, Ils passaient sous votre ombre en criant: - Dieu le veut! Défrichaient la forêt, créaient des métropoles; Et, le soir, réunis sous vos vertes coupoles. Toujours préoccupés de mille ardents travaux. Soufflaient dans leurs clairons l’esprit des jours, nouveaux? Oui, sans doute; témoins vivaces d’un autre âge, Vous avez survécu tout seuls au grand naufrage Où les hommes se sont l’un sur l’autre engloutis; Et, sans souci du temps qui brise les petits, Votre ramure, aux coups des siècles échappée, À tous les vents du ciel chante notre épopée!Louis-Honoré Fréchette

Las Na skraju dęby zamyślone, sosen wysokich cienie, Stare pnie pochylone, obok rwące strumienie Wieczne i wyniosłe w wyobraźni twej. Czy myślisz czasami o epoce odległej, Kiedy dzikie echo pustyń kanadyjskich Nie znało jeszcze głosów indiańskich, Które zbierały się pod osłoną gęstych konarów, Mieszając swe pieśni wojenne z hukiem wodospadów? Pod gwiaździstym niebem, gdzie wiatry niestrudzone Kołyszą w nocy twe długie ramiona zmęczone, Pomyśl o tych heroicznych czasach, kiedy nasi ojcowie Poskramiali barbarzyństwo w swych kryjówek okowie, Kiedy samotna miłość, serce pełne pragnienia samotnego Przeszły w cieniu ciebie, krzycząc: "Bóg chce tego!" Wykarczowano las, metropolie miejskie zbudowano, A wieczorami pod ich rozległymi kopułami ucztowano. Czy codziennie o tysiące ważnych spraw zatroskani Rozniecają swe jasne umysły wciąż nowymi dniami? Tak, bez wątpienia: świadkowie innej epoki bezpowrotnej Przeżyliście w wielkim wraku zupełnie samotnie, Gdzie jeden człowiek drugiego bezwzględnie traktuje, Nie martwiąc się wcale, że słabszego pokonuje. Twe konary, w minionych czasach wycinane, By nasze epopeje były przez wszystkie wiatry na niebie śpiewane. tłum. Ryszard Mierzejewski

Épilogue A vingt ans, poète aux abois, Quand revenait la saison rose, J'allais promener sous les bois Mon coeur morose. A la brise jetant, hélas! Le doux nom de quelque infidèle, Je respirais les frais lilas En rêvant d'elle. Toujours friand d'illusions, Mon coeur, que tout amour transporte, Plus tard à d'autres visions Ouvrit sa porte. La gloire sylphe décevant Si prompt à fuir à tire-d'aile, A son tour m'a surpris souvent A rêver d'elle. Mais maintenant que j'ai vieilli, Je ne crois plus à ces mensonges; Mon pauvre coeur plus recueilli A d'autres songes. Une autre vie est là pour nous, Ouverte à toute âme fidèle: Bien tard, hélas! à deux genoux, Je rêve d'elle! Louis-Honoré Fréchette

Epilog Od dwudziestu lat poeta w stresie, Kiedy powraca sezon róży, Wychodzę pospacerować po lesie, A serce moje się chmurzy. Niestety, wiatrem rzucało! Słodkim imieniem niewiernego byłem, Bzem świeżym wokół pachniało, A ja o niej śniłem. Zawsze chciwe serce na iluzje, Noszące wszystkie miłości, Potem także i inne wizje, Otwórz swoje drzwi. Modlitwą sylfa zwodzony, Gdybym uciekł nawet w oka mgnieniu, Swoją drogą, byłem często zaskoczony, W moim o niej marzeniu. A teraz, kiedy jestem stary, Nie ufam już tym złudzeniom, Moje biedne serce daje więcej wiary Innym marzeniom. Inne życie jest tam dla nas, Otwarte dla każdej duszy wiernej: Za późno, niestety! Padnij na kolana, A ja marzę o niej!tłum. Ryszard Mierzejewski

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Najpopularniejsze Kącik poezjiFraszki Jana Kochanowskiego, księgi pierwsze (1-34)Wybór wierszy – grudzień 2011 – zimaWybór wierszy – kwiecień 2013 – wiosna dla każdegoWybór wierszy – styczeń 2013 - ZimaEmily Dickinson – Wybór wierszy
Najwyżej oceniane Kącik poezjiVachel Lindsay (1879–1931 r.)Wybór wierszy – sierpień 2017Alice Meynell (1847–1922 r.)Wybór wierszy – lipiec 2017Christina Rossetti (1830–1894 r.)
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeWładimir Władimirowicz MajakowskiNajwyżej oceniane:Rumunia, Góry Zachodnie
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.