zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Kącik poezji > Wybór wierszy

Wybór wierszy – wrzesień 2015

Zanim wiatr zerwie liście z drzew mamy ostatnie dni lata. W tym roku dopisuje pogoda. Upały dają się nawet we znaki. Chętnie szukamy trochę cienia w lesie wśród drzew. Wiele wrażeń z wycieczek przywozimy do domu. Podróżować to żyć – tak mówił Jan Krystian Andersen, a poeta Jan Wolfgang von Goethe był zdania, że nie podróżuje się po to, by przyjechać, tylko żeby podróżować.

Bruno jasieńskiWrześniowy kącik poezji rozpoczyna Bruno Jasieński, czyli Wiktor Bruno Zysman (17.07.1901–17.09.1938) wierszami „Podróżniczki” i „Egzotyka”.

Halina Herbszt

Swoje wiersze można przesyłać na adres redakcji: redakcja@libertas.pl

PODRÓŻNICZKI Towarzyszkom podróży na wszystkich kolejach świata — poświęcam. O podróże jednostajne na strzyżonym miękkim pluszu... Wczoraj Marna, dzisiaj Wołga, jutro może Jan-Tse-Kiang... Patrzę w oczy smutnej pani w fiołkowym kapeluszu I już kocham się, jak sztubak, taki duży, sławny pan. O wytarty plusz poduszki dosyć szorstkie wsprzeć policzki, Turkot ciszę ukołysze, wszystko będzie, jak przez mgłę. I znów przyśnią mi się usta długorzęsej podróżniczki Całowane gdzieś wieczorem koło Moskwy czy Louvain... Przyjdą myśli wypłowiałe, jak dalekie sny o damach. Tych, co kiedyś mnie kochały, zapomniały... może czas?... Panieneczki złotogłówki zmysłowieją w oknoramach, Ostrym wiatrom się oddają z całej siły, pierwszy raz. Może śnią im się w wiatrakach baśniejące złotozamki... Pociąg czhał przez pola wężem z siłą 400 HP... Panieneczki złotogłówki obudziły w sobie samki, Z przymkniętymi powiekami leżą wparte w kąt coupé. Znowu zacznie się sonata, tylko nie ta nasza, Jana. Moja biedna, moja cudza, biała matuś małej Li... Coś podkradnie się do okna, jakaś bajka Kellermana, Będzie patrzyć niewidziana w tańcu spermy, ciał i krwi... Może jestem trochę senny?... Może jestem trochę chory?... Niestrawiony, pieprzny obiad wywołuje refleks, żal... W rozdziawioną paszczę nocy depeszują semafory: Jadę, król, do Polinezji, na swój autorecital! Bruno Jasieński

EGZOTYKA W skwarne białe południe złotych dni upalnych, Gdy suchy piach asfaltów stopy moje mazał, Na rogu najludniejszej, spiętrzonej ulicy Połknęła mnie tropikalna oaza "Handel towarów kolonialnych". Purpurowy eunuch w fartuchu subiekta Odważa w grubych rękach pachnący cynamon. Orzechy, wyłażące z skorup jak ostrygi, Długie pudła daktyli jak lepkie insekta I figi, słodkie prasowane figi! Dlaczego mi nie kupisz ich już nigdy, mamo? O wonne lasy kawy, lasy bez zieleni! Czarne plantacje pieprzu, ustawione w workach! Jak to dobrze, że wszyscy jesteśmy szaleni I jutro się spotkamy na mitingu w tworkach! Smukłoudo brunetko, przeźroczysta w talii, Do ramienia kochanka przytulona czule, Bardziej mi jesteś goła w swoich taftach libelule Niż nagie Papuanki północnej Australii. Po coście się schowali w domku swego ronda, Ledwie ozory żaru rozorały lazur? Wisi nad wami w górze i z nieba spogląda Krwawe sapiące słońce, wielkie jak parasol. Od skwaru się zajęły rozgrzane chodniki I powietrze jest pełne drobnej złotej sadzy... Jutro, o siódmej z rana Zagłuszą turkot nasze tryumfalne krzyki: Wybiegniemy na ulice zupełnie nadzy W białych oślepiających turbanach. Bruno Jasieński

MIEJSCA PUBLICZNE opuszkami palców się myślimy w windzie się kochamy w knajpie przy piwie kłócimy w łóżkach zamarzamy spotykamy się nocą w miejscach publicznych czasem telefonicznie tęsknimy jeździmy windami zwykle się rozmyślimy a w łóżkach zdradzamy czasem spotykamy się nocą i szukamy windy zawsze w poniedziałek pracujemy do dzieci wracamy i nawet nie wiemy co chcemy tymi dniami a noce trafiają się rzadko Witold Wieszczek

oceń / komentuj

PRZECZUCIE Uśmiecha się do mnie, a śmiech jej donośny przemierza na skróty złe, gwarne ulice. Lecz nikt o tym nie wie i nawet jej siostry nie słyszą, jak śmieszną skrywa tajemnicę. Przyzywa z daleka bym przybył na bale i los jej odmienił tańcem o północy, gdy włoży sukienkę, buciki dwa białe i dla mnie specjalnie wsiądzie do karocy. Znów śmiejąc się do mnie, wychodzi do pracy, bo praca łatwiejsza, gdy usta się śmieją; znieść łatwiej złe siostry, że inni łajdacy, że smutnie, samotnie, że ręce rdzewieją. Uśmiecha się do mnie i czeka na bale, a ręce ma smutne i lica ma białe. Witold Wieszczek

oceń / komentuj

ZAGRAJMY zagrajmy z wiatrem o wiatr z oddechem o oddech zagrajmy z wiatrem z oddechem o te parę liści które właśnie wirują pośrodku powietrza na wysokości rzęs zagrajmy ze słońcem w światło i cień zagrajmy z cieniem w chowanego wśród tych liści które zbierają pyłki światła i lśnią tak namacalnie że aż się chce je polizać zagrajmy w oswojone języki obce zagrajmy mam cię na końcu języka bierzesz mnie na język ciepło zimno słono zagrajmy w czułość o czułość na cztery ręce i dwa pospieszne oddechy posłuchaj tętna posłuchaj jak szumi krew słyszysz rzekę i wiatr? zagrajmy w słowa i słówka nieopierzone choć jesień wysłówmy się rozsłówmy na sylaby na głoski na głosy wniebogłosy zagrajmy zgadnij co ślina na język przyniesie aniołom Beata Nicoś-Dziopa

oceń / komentuj

NA MARGINESIE „WSTĘPU DO PROGRAMOWANIA OBIEKTOWEGO” MARKA GERUZELA. PRÓBA WYKŁADU PRZERWANA PRZEZ WTARGNIĘCIE WARIATA obiekt żeby być nie budzącym żadnych obiekcji bytem obiektowym musi posiadać rozmiar kolor i emocje przewidywalne jak śmierć przed świtem albo jazgot śmieciarki za oknem (też przed świtem) kwestia smaku i dotyku nie ma żadnego znaczenia ulotną ułudą jest także zapach a nie ma nic gorszego niż złudzenia i dysonanse jakieś trianda apoyanda czy perdenda znikające bezpowrotnie w uchu wewnętrznym jak w jaskini albo labiryncie jeśli Minotaur to dokładnie wymierzony długość szerokość wysokość rozwarcie paszczy nić Ariadny przewidziana co do milimetra żadnych niespodzianek (chyba że kontrolowane) są zmienne i nieprzewidywalne zakłócają algorytm nie mieszczą się w rozsądnych ramach oprogramowania z ekranu krzyczy ERROR jak krach na giełdzie albo koniec świata wirtualny jak wszystko nasza mała apokalipsa - czas wyznać winy (wirtualny konfesjonał czynny całą dobę) wypić wino - innej nie będzie możemy jeszcze rozpalić wirtualne ognisko usiąść w wirtualnym kręgu i patrzeć na cienie w lustrach jeżeli ktoś wpadnie z niezaprogramowanym krzykiem wyrażającym nieprzewidziane przez algorytm emocje półcienie półtony niuanse będzie stukał w pochylone plecy i wołał (jak opętany) – odwróć się odwróć - patrz – tam - Świat – pochwyć go z opuszczonym powiekami (nie unoś głowy zapomnij o postawie wyprostowanej) usuń z pola widzenia jednym programowym kliknięciem zapieczętuj usta opieczętuj znormalizowanym przez wszystkie unie świata znakiem ostrzegawczym – GROŹNY WIRUS WARIAT NIE OTWIERAĆ SKASOWAĆ zanim zakazi krew umysł wyobraźnię potem programowo bezpieczny (udało się ocalić nasz prawie nowy wspaniały świat) odmierz stosowną miarą zachwyt i wstręt potępienie i miłość zaraz – miłość – żadnej miłości UWAGA – groźny wirus pali wszystko do krwi KASOWAĆ NIE OTWIERAĆ obiekt ma też obiektową świadomość bytu zna wszystkie przewidziane przez algorytm odpowiedzi nie zadaje zbędnych pytań czaszce Beata Nicoś-Dziopa

oceń / komentuj

* * * obserwuję niebo leżąc z chmur przepowiednie zgaduję ciepłem otulona jestem słuchając owadziego koncertu jestem szczęśliwa moja pieśń splotła się z twoją w żółto chabrowej czerwieni kłosem się kołyszę ponad ciałem jesteś we mnie a ja w każdym z was podaj rękę przeprowadzę przez czas Brygida Błażewicz

oceń / komentuj

BURZA Nie pomogło pochylanie głów do ziemi trwanie w ciszy hołdu przyszłaś w śmiertelnym tańcu wśród grzmotów i porażającej jasności wzburzyłaś fale by wraz z wiatrem zaprosić do wspólnego tańca derwisza w przeskoku wskazówki zmiotłaś stary świat nie pomogło poddanie zewsząd dochodziły trzaski stuletnich braci a później- nastała cisza przerywana cichym ludzkim łkaniem Brygida Błażewicz

oceń / komentuj

U SCHYŁKU LATA kochaliśmy się na podmuchach wiatru ostatnich dni uciekającego lata na złotych liściach opadających w zadumie na ziemię na srebrnych strunach głosu śpiewającego ptaka na miękkim roju owadów wpadających figlarnie we włosy na wyprężonej jak koci grzbiet przy głaskaniu fali górskiego strumienia i jego cichym pomruku rozkoszy pokrywałem powoli pocałunkami jak jesiennymi liśćmi całe twoje alabastrowe ciało piękne nieco zawstydzone i pogrążaliśmy się powoli w sen kochanków w tę noc bezkresną która okryła nasze nagie ciała gwiazdami Ryszard Mierzejewski

oceń / komentuj

LIŚĆ przez otwarte okno wpadł wraz z pierwszym chłodnym powiewem jesieni mały spalony przez słońce liść na jego suchej brązowej skórce lśniły nieruchomo dwie maleńkie łzy jak na mnie Ryszard Mierzejewski

oceń / komentuj

BAJKA O ŁANIE RZESZKA W dawnych czasach nad Wisłokiem Stary ojciec z synem Rzeszkiem Zaorali łan szeroki Szczebiotały o tym sroki I zasiali niwę żyzną Nazywając łan ojczyzną Już na zawsze pozostali Wszelki duch dziedzictwo chwali Pięknie rosły bujne zboża Z nieba zeszła łaska Boża Chlubne żniwa pracowite - Na łan wyszli tuż przed świtem Złoty łan żęli ochoczo Mężny wiatr przywiał z pomocą Wkrótce plony wymłócili Dwaj wybrańcy, Bogu mili Wnet odbyły się dożynki Na stół wnieśli boczki, szynki Radowała się rodzina Do tej pory łan wspomina Przeminęły długie wieki Odpłynęły zdarzeń rzeki Cudny łan mądrego Rzeszka Do dziś w czułych sercach mieszka Krótki morał wszyscy znamy: Jakie łany takie pany! Rzeszowiacy słyną z tego - Wyczarują coś z niczego! Regina Nachacz

oceń / komentuj

BAJKA O BOLI I SŁAWKU W dawnych czasach w Bolesławcu Osiedliły się na stałe Najpiękniejsze według znawców Rajskie dwa łabędzie białe Dobra Bola, dzielny Sławko Na wysepce pod wierzbami Mieli domek - miłość stawką Zgodni z ludem i kaczkami Gdy skradali się zbójowie Woda strzegła przed napadem Zaś łabędzie w głośnej mowie Ostrzegały starców radę Nagle przyszła straszna wojna Zrujnowała cud grodzisko Wówczas Bola bogobojna Rozważyła w sercu wszystko Wraz ze Sławkiem poszukali Herbu, który tkwił w głębinie Wyszli z akcji zdrowi, cali Bohaterstwo do dziś słynie Stary symbol trudu, chwały Z orłem, z wieżyczkami trzema Dni świetności wychwalały - Nie znasz dziejów, klucza nie masz! Na pamiątkę wydarzenia Wytrysnęły dwie fontanny Czas upływa i nie zmienia Opowieści Maryjanny Zacny morał dobrze znamy: Bądź uczciwym, kochaj ludzi Wtenczas wierny łabędź niemy W złą godzinę cię obudzi! Regina Nachacz

oceń / komentuj

PODŚWIADOMOŚĆ Miałaś rację wtedy gdy zaczepiłaś mnie środowego dnia na skąpanej deszczem ulicy gdy szłam prosto do kontenera na śmieci Mogłam wrzucać odpowiednio przeznaczone na szkło i na jedno wielkie pudło pięćdziesięciocentymetrową miała średnicę wystarczyła na dzień Musiałabym uskoczyć w prawo by pójść w wyobraźnię Byłaś stanowcza i opanowana To ja wybuchłam śmiechem bezradności Odeszłaś Przejrzałam się w kałuży która zastygła gdy ból nieba zasnął myślałam sobie jestem w beczce śmiechu zdławiłaś moje przerażenie Kiedy spojrzałam w twoją stronę ujrzałam tylko swój cień Anna Buchalska

oceń / komentuj

POKONAJ STRACH Naucz się dzielić problemem Oddam Ci ziarenka piasku z klepsydry czasu Łyk cierpliwości ze zwierciadła spokoju Poddam twarz charakteryzacji niech dokleją mi zmarszczkę Pokonamy Twój strach co przebarwił kosmyk włosów Bladość lic zamienimy w rumieńce Przejdziemy drogę przez Ciebie nie przebytą Wypisz wymaluj stanę całą sobą sercem… tak naprawdę oddam Ci mowę Anna Buchalska

oceń / komentuj

LEGENDA O MIASTKU Za prehistorycznych czasów Pośród wzgórz i pięknych lasów Zbój Rummel gdzieś tu grasował I swe skarby w lasach chował Chował złoto i dukaty Które biją jak przed laty Znowu w Miastku tym wspaniałym Nie za dużym nie za małym Kiedyś różne dzieje były Różne ludy ponoć żyły Były Szwedy Niemce Sasi A więc wszyscy oni nasi I z Wołynia i ze Lwowa Ludność nasza jest światowa Wątków spraw tych cała kopa W Miastku dawno jest Europa Są osiedla jak dzielnice Urokliwe są ulice Kawiarenki są też liczne I zakątki romantyczne Gdzieś samolot oko cieszy Latem lud nad Lednik spieszy Na spacery wielu chodzi W Miejski Park co latem chłodzi Konkludując historycznie W Miastku dzisiaj bardzo ślicznie I poeta Wam to powie Śliczne panny i panowie Miastko bardzo mi pasuje Z wdziękiem wierszem opisuję Bo tu dawno już bywałem I się w Miastku zakochałem POSTSCRIPTUM Jeszcze o tym nie wspomniałem Gawrońskiego też poznałem Gadaliśmy tu o Miastku Przy herbacie i przy ciastku EPILOG Tu artystą się stawałem Czego tu nie opisałem Życie bajkę pisze żywą Niekłamaną lecz prawdziwą Mieczysław Góra

oceń / komentuj

LEGENDA O WAPNIE Prosty wierszyk mało śliczny Troszkę pseudo historyczny Różne wszak pisano sztuki Dzisiaj temat to – Pałuki Gdzieś pod koniec średniowiecza Czasy dzidy czasy miecza W borach było słychać ryki Żyły tury sarny dziki Na Pałukach były dziwy Fenomen ten kraj – prawdziwy A widoma rzecz z nauki Że kraina ta – Pałuki Pałuki są w Wielkopolsce gdzieś I ciekawa tam też jest wieś Ni to wieś ni miasteczko Więc opowiem o niej deczko To jest Wapno wieś i gmina U każdego dziarska mina Bo żartując między nami Zwą tu ludzi Wapniakami Panie panny i dziewice Oczywiście Wapiennice Lub jeśli ktoś może woli Że jest z roli lub ze soli Jak Czarniecki do Poznania Ja mam dziś do wybierania W Wapnie koncert super śliczny Lub zaś wyjazd egzotyczny Sprawa raczej oczywista Każdy tu chce być artysta Lecz wracając w sedno sprawy Kopiąc sól były obawy Kiedyś dzieje słone były Które smutno się skończyły Koniec nastąpił totalnie Gdy zalało raz kopalnie Nim emocje zaś opadły Domy w ziemię się zapadły Takie to bywają dzieje Gdy się wody dużo leje Kończę wiersz optymistycznie Będzie w Wapnie fantastycznie Intuicja podpowiada Co podkreślić mi wypada A się nigdy nie myliłem Gdy uśmiechem się dzieliłem Będzie miło i wesoło Będzie radość wielka w koło. Jeszcze dodam tu do tego Że poznałem Grabowskiego Wójt literat i poeta Super Gość. w podpisie – Mietas POSTSCRIPTUM Ful artystów w Wapnie mieli Ignas Zaranek Corelli I tak dalej tutaj będzie O wsi Wapno i w legendzie.. A legenda ta prawdziwa Ciągle nowa ciągle żywa Zaś Wam powiem tutaj skrycie Autor opisuje życie. EPILOG Że nie spotka się Góra z Górą Oczywiście to jest bzdurą Oczywistość tu powtórzę Byłem kiedyś w Srebrnej Górze Pisząc szybko na kolanie Kończę tu uśmiechem zdanie Jak wspomniałem tu bywałem I się w Wapnie zakochałem Mieczysław Góra

oceń / komentuj

WENECJO! Wenecjo położona wśród wód zachwycasz pięknem jak cud. Tyś miasto serc zakochanych, turystów od lat nieprzebranych. Twoje wąskie uliczki Wenecjo pachnące świeżą Lukrecją zachęcają nas do spacerów i słuchania pieśni gondolierów. Na kanale kołyszą się gondole. Na błękicie nieba słońca aureole. Przytulają się do siebie pary odwiedzające tutejsze bazary. Tu sprzedają świeże warzywa. Bazar licznych klientów zdobywa. Turyści kupują tutejsze pamiątki, chętnie zwiedzają urocze zakątki. Na kanale Grande cztery mosty łączą brzegi w sposób prosty. A z nich zachwycające widoki na kamieniczki z innej epoki. Z kopuły Bazyliki dzwon dzwoni. Dalej Palazzo Venier dei Leoni. Piazza San Marco z gołębiami pozostanie w pamięci z nami. Wieczorem po uroków dawce można odpocząć na ławce lub napić się w barze Chianti. Na koniec powiedzieć avanti. Halina Herbszt

oceń / komentuj

WEEKEND W LIZBONIE Na starym mieście Lizbony pną się w górę kręte uliczki. Teren jest ciekawie położony. Stoją na nim ciasno kamieniczki. Najstarsza dzielnica to Alfama pełna zaułków, ścieżek, schodów, gdzie jest niejedna ciemna brama, i nie brak tam różnych epizodów. Mkną tramwaje, słychać zgrzyt. Po wzgórzach wąskimi alejkami wożą ludzi w dzień, noc, po świt. Przechodnie mijają przecznicami. Urokliwy klimat siedmiu wzgórz i malownicza bliskość oceanu przyciągają turystów co rusz w każdy weekend według planu. Zwiedzić miasto jak się należy zamek, katedrę i inne zabytki. Pójść do Torre de Belém wieży, aby z wycieczki były pożytki. Najdłuższych mostów panorama, w niej Ponte 25 de Abril wiszący, i dłuższy Ponte Vasco da Gama. Widok ich jest zachwycający. Wieczór w knajpce ukoi zmęczenie przy dźwiękach fado i łyku Madery. Po zwiedzaniu pozostanie wrażenie i filmy zrobione za pomocą kamery. Halina Herbszt

oceń / komentuj

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Najpopularniejsze Kącik poezjiFraszki Jana Kochanowskiego, księgi pierwsze (1-34)Wybór wierszy – grudzień 2011 – zimaWybór wierszy – kwiecień 2013 – wiosna dla każdegoWybór wierszy – styczeń 2013 - ZimaFraszki Jana Kochanowskiego, księgi trzecie (29-56)
Najwyżej oceniane Kącik poezjiVachel Lindsay (1879–1931 r.)Wybór wierszy – sierpień 2017Alice Meynell (1847–1922 r.)Wybór wierszy – lipiec 2017Christina Rossetti (1830–1894 r.)
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeWładimir Władimirowicz MajakowskiNajwyżej oceniane:Anna de Noailles
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.