zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Felietony > Felietony z pazurkiem

Parkowa integracja

Katarzyna RedmerskaKorzystając z ładnej letniej pogody, od czasu do czasu odwiedzam park. Rzecz jasna, że nie byłabym sobą, gdybym nie zajęła się przy okazji obserwowaniem społeczeństwa, które przemieszcza się po tym zielonym przybytku. Przyznam, że jest na co popatrzeć, takiej różnorodności treści oraz formy dawno nie widziałam.

Jako polaniczanka przywykłam do Parku Zdrojowego, w którym głównie latem widać kuracjuszki rozkładające wątpliwej urody roznegliżowane członki na ławkach oraz kuracjuszy eksponujących z dumą mięsień piwny. We Wrocławiu, gdzie obecnie mieszkam, „parkowicze” są zgoła inni. Zanim ich opiszę, muszę przybliżyć Szanownym Czytelnikom definicję integracji społecznej. Uczono mnie, że integracja społeczna jest terminem w socjologii, jak i innych naukach społecznych, oznaczającym proces włączania się do zasadniczej części społeczeństwa różnorodnych, zwykle mniejszościowych grup społecznym (np. mniejszości narodowe). Mówiąc łopatologicznie – integracja społeczna to nic innego jak umiejętność dostosowania się do warunków, w jakich w danym momencie się znaleźliśmy.

Obraz prawdziwej integracji społecznej można zaobserwować w całej rozciągłości w parku, do którego chodzę. Powiem więcej – tam integracja aż kipi. Wszelkie klasy społeczne, bez względu na wiek i płeć, mieszają się ze sobą na jednym terenie, nie wchodząc sobie jednocześnie w drogę – w jednej z alejek siedzą elegancko ubrane nobliwe damy, które rozprawiają z przejęciem o niemoralnym prowadzeniu się koleżanki.

Dama nr 1: Krystyna widziała go już kilka razy pod jej domem.

Dama nr 2: I co robił?

Dama nr 1: A co mógł robić?! Czekał na nią.

Dama nr 3: Nie może być – pokręciła głową. – Co też tej babie odbiło na starość.

Nieopodal na ławeczce kilku intelektualistów z gazetami pod pachą, komentuje z przejęciem, żywo przy tym gestykulując o obecnej sytuacji politycznej (kto kogo obecnie opluł, kogo należy prześwietlić, a komu dać święty spokój). Biorąc pod uwagę fakt, że każdy z tychże intelektualistów reprezentuje inną opcję polityczną – jest naprawdę gorąco. Rozmowa to parabola emocji oraz opinii:

Głos nr 1: Jest w kraju dobrze, idzie ku dobrej zmianie.

Głos nr 2: Chyba jesteś ślepy albo głupi – grzmi. – Zmierzamy nieuchronnie ku przepaści.

Głos nr 3: Jestem rozczarowany – włącza się nieśmiało do rozmowy.

Głos nr 1: Czym jeżeli mogę spytać?

Głos nr 3: Wszystkim, po prostu wszystkim.

Kilka ławek dalej, w ustronnym zaciszu osłoniętym od wścibskich oczu schludnie przyciętymi krzaczkami, popija piwo z puszki dwóch tzw. żuli. Panowie na sporym już fleku dyskutują o niejakim Zbychu (można się domyślić, że koledze):

Żul nr 1: Ku…a, jak go dorwę, to ku...a popamięta ruski miesiąc.

Żul nr 2: Ale co, o co chodzi ku…a – czknięcie. – Że tak się gorączkujesz Józek.

Żul nr 1: Zbychu miał mi ku…a załatwić garaż ku…a, żebym miał ku…a, gdzie te klamoty zostawić, co mi je stara z domu, ku...a wyrzuciła.

Żul nr 2: I co nie załatwił? – spytał z przejęciem, czkając dyskretnie.

Żul nr 1: No w tym sęk, że ku…a nie załatwił.

Nieopodal na trawniku w sporej odległości od bawiących się dzieci, leży migdaląca się para. Umościli sobie przytulne gniazdko: kocyk, koszyk z jedzonkiem, napoje i turystyczne radio, z którego sączy się subtelna muzyczka.

Ona: Misiaczku? – słodkim głosikiem. – A kochasz mnie troszkę?

On: A jak myślisz? – całuje ją za uszkiem.

Ona: Och, przestań! Jeszcze dzieci zobaczą – chichocze.

Bawiące się dzieci, mają jednak lepsze zajęcie niż obserwowanie pary zakochanych. Odkryły właśnie mrowisko i grzebią w nim patykiem. Wysupłujący się z krzaków żul nr 1, który poszedł za potrzebą, wyjaśnia teraz dzieciom, że nie wolno niszczyć domku mrówkom. Dzieciaki pootwierały buzie, przyglądając się mówiącemu do nich panu. Wrażenia bynajmniej nie zrobiła na nich przemowa, tylko wygląd: podbite oko, niechlujny zarost i czapka z daszkiem (nieźle zmaltretowana).

No po prostu serce rośnie, gdy się patrzy na taki sielski obrazek „integracji społecznej”. Politycy zdecydowanie powinni odwiedzać miejskie parki. Wyszłoby to tylko wszystkim na dobre.

Katarzyna Janina Redmerska

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeJeremi i Rekin 2Najwyżej oceniane:Ekotrade Hell Angels Security
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.