Felietony > Na wspak

Byliśmy tu i byliśmy właśnie tacy

Kasia FrukaczDialog tradycyjny – to jest werbalny, zakładający fizyczną obecność co najmniej dwóch elementów ludzkich – wychodzi ostatnimi czasy z użycia. Bo i samych użytkowników ubywa – jesteśmy zabiegani, nie mamy czasu, wstydno nam. Lepiej na facebooku hodować rybki, aniżeli konwersować z bliźnim face to face. Oczywiście upraszczam (jak zwykle), może troszkę przesadzam (jak zwykle), niczego nowego nie odkrywam (lecz zakrywam – własną inklinację do wirtualnego uzewnętrzniania się). Płytki wstęp traktuję jednak jako doskonały pretekst do poruszenia głębi tematu właściwego. Jak często, drogi Czytelniku, zdarzyło Ci się odczytywać cudze bazgroły na marginesie książki? Podziwiać anonimowy komentarz pod wywieszonym ogłoszeniem? Chichotać na widok dowcipnego muralu? Dialog tradycyjny wychodzi z użycia – zastąpiony piśmienną wymianą komunikatów. I nie chodzi tu tylko o internetowe komunikatory czy przestrzeń miejską przyozdobioną bazgrołem (kreatywnym mniej lub bardziej), lecz o samo słowo. Słowo na piśmie. Tym ciekawsze, gdy anonimowe.

Jak bowiem głosi ludowa mądrość – anonimowość siłę daje. Nie poważę się w tym miejscu na analizę internetowych postów rodem z Pomponika (moje roczne granice tolerancji wyczerpał bowiem – na dwa lata wprzód – zarząd PKP, bijący się w pierś za logistyczną krzywdę swoich klientów). Mówiąc o „piśmiennej wymianie komunikatów” wirtualną przestrzeń krzykaczy pozostawiam daleko w tyle. Chodzi mi bowiem o bazgroł namacalny – czarno na białym, względnie: na papierze lub murze. Murale są kapitalnym medium wymiany myśli i idei, frustracji i drobnych kąśliwości, miejskiego slangu czy też zwykłych (ale jakże uciesznych) wulgaryzmów. Pojawiają się ostatnio także murale poprawne politycznie – napisane Braillem. Ścienne dopiski to rodzaj gry z udziałem najczęściej bezimiennego twórcy i najczęściej bezimiennego odbiorcy (ścienne wyznania miłosne pokroju: Mariolka, zajebiście cie k*wa koham – Mietek, pozostawiam bez komentarza). Wspominałam w poprzednim tekście o katowickim pocieszycielu kierowców, który na ulicznym murze uwiecznił sylwetkę jaracza i znaczący napis: Jutro też będą korki!!!. Śmiem twierdzić, że tkwiący w rzeczonym korku pełnokrwisty Ślązak nawiąże ze ściennym dowcipnisiem dialog. Niecenzuralny.

We Wrocławiu dla odmiany furorę robi dopisek na fasadzie jednego z hipermarketów: Parking dla psa i kotka. Zastanawia lokalizacja wskazówki – bezpośrednio nad stojakiem rowerowym. Mnie osobiście fascynuje niekonsekwentne wykorzystanie zdrobnienia. Pozostając przy temacie animalistycznym – zdarzyło mi się doświadczyć bezpośrednio na sobie agresywnej manifestacji ideologicznej, dotyczącej obrony praw zwierząt. Czytałam mianowicie książkę, tematycznie nawet adekwatną („Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk – nie napiszę, o czym to i jak się kończy, bo autorka podobno urządza medialne awantury za publikację spoilerów). Marginesy roiły się od żarliwych komentarzy, z których najłagodniejszym – towarzyszącym opisowi wywożenia niechcianych psów do lasu przez bezdusznych właścicieli – był prozaiczny: Zabiłabym gnojów! Dowiedziałam się zatem, co autorka komentarzy sądzi na temat ciemiężycieli zwierząt i matek rzeczonych ciemiężycieli, co by najchętniej z nimi zrobiła i jak bardzo by to bolało. W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia nie tyle z dialogiem, ile formą wewnętrznego monologu o podtekście propagandowym. Tak – poczułam się podczas lektury indoktrynowana. I tak – po raz pierwszy czytałam powieść pani T. z ożywieniem nieprzystającym do melancholijnej wymowy ogólnej.

Podobnym źródłem ekscytacji – graniczącej dodatkowo z socjologicznym samouświadomieniem – stają się dla mnie przeprowadzane regularnie, w ramach projektów zaliczeniowych na studiach, badania ankietowe. I tutaj adnotacja ku przestrodze:

Maturzysto – jeśli wybierasz się na studia dziennikarskie i planujesz wybór specjalizacji o skomplikowanej nazwie PR&CI, wiedz, że z dziennikarstwem ma to tyle wspólnego, co Joanna Krupa z Joanną Senyszyn. Dziękuję za uwagę.

Zatem, jako iż trzeci rok bawię się na studiach w badacza – przeprowadzając ankiety gęsto i często, zwykle w stresie i pod presją ilościowo-statystycznego doboru próby – obcuję niekiedy z oryginalnym odzewem opornych respondentów. Działa to w sposób następujący: respondent widzi pytanie, którego nie rozumie/rozumie, ale mu się nie podoba/rozumie, ale ma zły humor i postanawia narozrabiać – po czym samozwańczo komentuje ankietową rzeczywistość. Zazwyczaj bez konkretnego celu, ot tak – dla samego komentarza. Zdarza się jednak dopisek interesowny. Ostatnio zadziwiłam się pomysłowością zadziornych młodzieńców, przeprowadzając ankiety wśród krnąbrnej gawiedzi uczniowskiej:

Niezawodna metoda podrywu na odległość, wynaleziona przez kreatywnego licealistę? We wstępie do ankiety – zaczynającym się od zdania: Jesteśmy studentkami III roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej – zakreślić słowo „studentki”, dorysować strzałeczkę i opatrzyć komentarzem:

1)na czarusia – A już miałem nie wypełniać :) (respondent, lat 17)

2)na chama-brutala – Jak byście były głodne, to dzwońcie pod nr: (respondent, lat 18)

Sukces wątpliwy, ale ileż radości.

Radość przede wszystkim – ciśnie się na usta komentarz. Mój własny. Piśmienne igraszki oczywiście mogą (często nawet muszą) komentować otaczającą nas rzeczywistość, sprowadzoną automatycznie w sferę smrodliwych politycznych kuluarów. Jadąc tramwajem i podziwiając pozostawiony na szybie napis: Tusk – PO = zdrada, cynizm, dno, dochodzę jednak do wniosku, że agresywnej pyskówy mam aż zanadto w mediach. Nie tego oczekuję po przypadkowych – zagubionych w gąszczu ulic lub w stercie papieru – słowach. Bo słowa, pozostawione na murach lub w miejscach zupełnie nieoczekiwanych, zawdzięczają swój urok głównie elementom ludycznym (autorkę żarliwych deklaracji z książki Tokarczuk niniejszym przepraszam, ale miast uświadomić – ubawiła mnie serdecznie). Od kilku lat trwam w przekonaniu, że pisanie w dowolnej formie i czerpanie przyjemności z odczytywania ukrytych szyfrów działa budująco. Nie – nie chodzi tu o budowanie horacjańskich pomników ze spiżu. Prosty przekaz – „byliśmy tu i byliśmy właśnie tacy” – jest aż nadto wymowny.

Katarzyna Frukacz
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.