zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Felietony > Na wspak

No to bach

Jaki odgłos wydaje międzymiastowa, poPRLowska (albo i starsza, licho wie), skrzypiąca w przestworza (tj. wybrakowany sufit remontowanego wrocławskiego dworca) lokomotywa – zwana dalej Polskim Pociągiem Tanich Linii Kolejowych – gdy uderzy w tył drugiej, konkurencyjnej (zwanej dalej Polskim Pociągiem InterRegio)? Głośny. Porównywalny do tego, który towarzyszy zderzeniu dwóch tramwajów na jednym z przystanków Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Różnica tkwi nie tyle w dźwięku, ile w szczególe technicznym. W pierwszym przypadku panu kolejarzowi – nawigującemu z krótkofalówką wkraczanie jednej ciuchci na peron zajęty przez ciuchcię drugą – pomyliły się dokumentnie krzywizny. W przypadku drugim zawinił motorniczy, który – niebaczny na bliskie sąsiedztwo drugiego pojazdu z tyłu – żwawo ruszył i głupio przyhamował. Jeden peron – dwa pociągi, jeden przystanek – dwa tramwaje. Błąd człowieka czy błąd logistyczny?

Zachodzi tutaj klasyczny, żeby nie powiedzieć: tragiczny, konflikt interesów socjalno-bytowych. Otóż brakuje w Polsce przestrzeni do życia i przemieszczania. W przypadku kolei dostrzec można co prawda swoisty pozytyw – deficyt peronów pokrywa się bowiem dobudową nowych. Zważywszy jednak na zgubne skutki rozczłonkowania dworców w ramach nad wyraz optymistycznej (tak, żyjemy w kraju optymistów) akcji „Robi się!” – pociecha z dobudowy marna. A dym po zderzeniu tramwajów nikły. Różne zderzenia chodzą po ludziach – myślę sentencjonalnie, obserwując nerwową dezercję mieszczuchów z poturbowanych pojazdów. Tramwaj do tramwaju – buch! Kieliszek do kieliszka – bach! Zderzają się ludzie i rzeczy. Taka pani w dziekanacie, dla przykładu. Zimna jak głaz, odpiera niewzruszenie desperackie ataki studenta-petenta. Bach, bach, bach – zderzenie jednostronne, cykliczne, z tendencją do zwyrodnień. Zderzeniogenne jest także równoczesne obcowanie z rodzimą literaturą dwojakiego sortu – tą użytkową, czytaną przez ogół społeczeństwa (ogół jest tu pojęciem abstrakcyjnym, niezwiązanym bynajmniej z liczebnością) i tą wartościową, o której ogół nie słyszał. Za całą pociechę mam jedno polskie wydawnictwo, które prosperuje wcale nieźle, choć jak dotąd nie skalało się publikacją mózgodestrukcyjnej masówki. Na pohybel jednak – z tuzin również prosperujących, ale skażonych. Bach.

Pozostając przy tematyce literackiej: wielkim prześmiewcą jest emigrant Janusz Rudnicki, który na książkowej okładce tytułuje się szumnie: „pół człowiek, pół Polak”. Niewinny w gruncie rzeczy zwrot wydaje się o tyle kolizyjny, że działa drażniąco na osławiony polski kompleks rodaka w świecie (w tym wypadku – co gorsza – rodaka w Hamburgu). Dochodzi tu do zderzenia nie tyle fizycznego, ile czysto ideowego – romantyczny mit Polaka-pielgrzyma dostaje po pysku ciętym gombrowiczowskim „buchbachem”. Zakładam, że niewielu jest w Polsce ludzi z dystansem, którzy rudnickiej ironii nie pomylą z antypatriotyczną kalumnią. Równie mało tych, którzy np. lekturę „My z Jedwabnego” Anny Bikont docenią za heroiczny wkład pracy autorki, bez wywlekania wirtualnych spisków wirtualnej „Żydokomuny”. Z narodowym kompleksem, narodową martyrologią i narodowym odkłamywaniem historii żartów nie ma. Nie ma też – jak wiadomo – spokojnej polemiki. O zderzenie nietrudno, a efekt raczej przykry.

Kasia FrukaczCiekawostka niezwiązana z tematem: w zeszłorocznej edycji Nagrody Literackiej „Nike” Rudnicki przegrał w finale z – o ironio – „Naszą klasą” Słobodzianka, który losy jedwabieńskich Żydów przełożył na język sceniczny, wzorując się w dużej mierze na bohaterach książki Bikont. Świat jest mały – kolejne buch.

A wszystko przez to, że – jako się rzekło – brakuje w Polsce przestrzeni wszelakiej. Nic więc dziwnego, że się naród gniecie i obija w przedświątecznych podróżach koleją, a politycy przenoszą tradycyjne polskie pyskówki poza granice kraju – ku czci i chwale nowo rozpoczętej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Krajowa ciasnota usprawiedliwia wszak zarówno redukcję wagonów w okresach wzmożonego przepływu zasobów ludzkich, jak i eksterytorialną ekspansję słownych zderzeń (wypadałoby dodać: trafiających w próżnię). Swoją drogą: 1 lipca br. Jedynka inaugurowała nasze europejskie przewodnictwo kosmopolitycznym koncertem, Dwójka za to – na łez otarcie – nadała mniej więcej w tym samym czasie powtórkę kabaretu z okazji 4. edycji Śląskiej Gali Biesiadnej. W feralnym wyborze widzę pewną niekonsekwencję – tu Polska w Unii, tam Śląsk w Zabrzu. Buch. Tu jedność w różnorodności, tam – różnorodność wewnątrzplemienna i żółto-niebieskie krzesełka na trybunie wojewódzkiego stadionu. Bach. Linia programowa publicznego nadawcy obfituje, jak widać, w kontrasty.

Buchbach buchbachem – myślę egzystencjalnie – stojąc na dworcu wśród tłumu i błogosławiąc własną przezorność w wyborze późniejszego pociągu. Obserwuję zderzone ciuchcie z pewną dozą smutku i z pełnym zrozumieniem słucham telefonicznej rozmowy starszego pana, który jedzie – k*rwa – do Rzeszowa, ale chyba – k*rwa – nie dojedzie. Kilka dni wcześniej, dla odmiany: siedzę w pociągu podczas postoju i patrzę ze zgrozą, jak krewka „pasażerka na gapę” bije chuderlawego staruszka SOK-istę. SOK-ista uderza wdzięcznym pląsem o szybę przedziału (bach), krewką pasażerkę natomiast siłą wyprowadza z wagonu równie krewki konduktor. Tragizm obu sytuacji wydaje się oczywisty – człowiek chce (jechać), a nie może, bo mu rzeczywistość (PKP) nie pozwala. Z tym ideowo-cielesnym zderzeniem ludzi i maszyn, rzeczy i pojęć sprawa jest więc w gruncie rzeczy prosta. Na chęciach się kończy, a potem już tylko boli.

Postscriptum (con dolore)

Buch – głośnik anonsuje kilkudziesięciu pasażerom zderzonych pociągów gromkie zadośćuczynienie. Mogą legalnie (tj. bez konieczności wymiany biletu) przenieść się do późniejszego, podążającego analogiczną trasą pociągu. MOJEGO pociągu. Pociągu, który ma 4 wagony.

Bach – jeden wagon wyłączony z użytku. Rezerwacja dla wycieczki niepełnosprawnych dzieci.

Katarzyna Frukacz
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeJeremi i Rekin 2Najwyżej oceniane:Coraz bliżej święta
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie

Komentarze do zdjęć:

Kasia Frukacz

Me: Very nice...

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.