zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Felietony > Na wspak

Dzieje początków krytyka-miernoty

Kasia FrukaczNa początku Bóg stworzył autora i recenzenta. Recenzent zaś bezładem i pustkowiem swym runął pod powierzchnię bezmiaru fal, a duch pisarskiej krzywdy unosił się nad wodami. Wtedy recenzent rzekł: „Znikąd pomocy!” I tyle go było widać. Bóg widząc, że recenzencka wina słuszna, pomocy udzielić zaniechał. I nazwał Bóg światłość utworem, a ciemność – utworu recenzją. I tak odpłynął recenzent (na fali) – w podzięce. Albowiem wiedział, że było to dobre.

Paraboliczny wstęp kogo miał odstraszyć, tego zapewne odstraszył – i znowuż dobrze się stało. Dywagacje na temat zasadności produkowania literackich recenzji są bowiem w gruncie rzeczy bezcelowe, a więc – dość hermetyczne. Zainteresowanym oznajmiam stricte prywatną opinię na temat problematycznego zjawiska: recenzent to jeden z czytelników, wyrażający własną (w domyśle: jak najbardziej podważalną) na temat utworu opinię. Zwykle jest więc traktowany w dwojaki sposób: 1) jako jeden z partnerów dyskusji, którego zdanie można (choć niekoniecznie trzeba) wziąć pod uwagę przy doborze lektury, 2) jako zbędne tło, niemające wpływu na wspomnianą kwestię wyboru. Do umownego wyliczenia można by dodać także i punkt trzeci – gdy pozycję recenzenta rozpatrzymy przez pryzmat urażonego autorskiego ego. Wówczas mamy do czynienia z typową – w opinii rzeczonego autora: ociekającą stereotypowym smrodkiem umysłowego zaścianka – krytyczną pijawką.

W wielkiej pogardzie miał Gombrowicz krytyków, chrzcząc ich przaśnym mianem „kulturalnych ciotek” i „doczepionych pół-krytyczek”. A wiedział Witold, że było to dobre – bo palce w tym maczał sam Freud. I jego „mechanizm przeniesienia” – takoż dobry, bo śmiesznie prosty. Otóż krytyk krytykuje, by obronnym gestem (czyt.: kosztem zdolniejszego literata) pozbyć się własnych kompleksów i ukryć rażącą niewiedzę. W związku z tym krzywdzony literat obiera jedną z dwóch alternatywnych wojennych ścieżek:

1) Ścieżka wojenna pierwsza: literat zmilcza „bezpodstawną potwarz”, gardząc recenzenckim „brakiem”. Nawiasem mówiąc: mianem „literackiego braku” czechosłowaccy komuniści określali po wojnie autorów literatury popularnej (w domyśle: nieideologicznej).

2) Ścieżka wojenna druga: literat nie zmilcza „bezpodstawnej potwarzy” – nadal gardząc recenzenckim „brakiem”, tyle że werbalnie. Dochodzi tym samym do: rzeczowej polemiki / polemiki z elementami pyskówy / pyskówy pospolitej (niepotrzebne skreślić).

Polemikę od pyskówy odróżniam, biorąc pod uwagę zarówno stopień personalnych ataków literata-frustrata na recenzencką miernotę, jak i – związaną z powyższym – rangę obelgi zawartej w przekazie. Przechodzimy tym samym do genezy zjawiska.

Odwieczny konflikt na linii: pisarz vs. krytyk tradycję ma tyleż bogatą, co przerażającą w swym bezsensie. Mamy tu bowiem do czynienia z dość klasycznym schematem, a jak wiadomo – schematyczność trąci anachronizmem. Otóż: literat – pisząc – świadomie (?) wystawia pisarskie swe pośladki na dotkliwe razy, będące udziałem nie tyle czytelniczych zelówek, ile tępych (sic!) recenzenckich obuchów. Recenzent natomiast – pisząc o piszącym – wystawia marność swą nad marnościami i marność po stokroć (słowem: Freudowski kompleks beztalencia) na dość oczywisty zarzut nieobiektywnej zawiści. Zazwyczaj nie bierze się pod uwagę faktu, że ćwierć-literacką miernotą niekoniecznie muszą kierować prywatne przesłanki (tj. chęć ukrycia haniebnej ignorancji i krypto-pretensji wobec zdolniejszej części narodu). Zdarza się bowiem i tak, że wspomniana miernota opiniuje książkę jako potencjalny czytelnik, a więc – poważmy się na bluźnierczy wniosek – w kategoriach potencjalnego czytelnika właśnie powinna być postrzegana. Pójdźmy dalej: literat-frustrat, plując obelgi w bezmyślną „gębę” domniemanego recenzenta-ignoranta, poniekąd obraża mikroskopijny odłamek własnego targetu. Sprawa robi się śliska tym bardziej, gdy samozwańczy sędzia-krytykant zajmuje – w opinii samego literata – pozycję zbyt niską, by na publiczną ewokację własnych poglądów się ważyć. I tu dygresja.

We Wrocławiu rokrocznie, w sezonie jesiennym, odbywa się Międzynarodowy Festiwal Kryminału. Zjeżdżają wówczas do Breslau literaci, gotowi współdzielić z sympatykami gatunku własne pisarskie doświadczenia i wiedzę. Jakieś dwa lata temu miałam okazję – ja: ćwierć-krytykancka miernota – wysłuchać mini-wykładu Marcina Wrońskiego. Autor poczytnych kryminałów o komisarzu Maciejewskim pracuje równocześnie jako redaktor w jednym z wydawnictw. Podczas swojej prelekcji dość sugestywnie opowiadał o pewnym niezmiernie uciążliwym typie autora, który jakąkolwiek sugestię odnośnie korekty tekstu traktuje w kategorii osobistej potwarzy – żeby nie powiedzieć: tyrańskiego zamachu na artystyczną wolność słowa. Ową przypadłość ambitnych autorów podsumować można krótko: nie będzie redaktor – niespełniony pół-literat – pluł w twarz „pełnowartościowego” pisarza. Takoż pluł nie będzie młodociany recenzent-ignorant – szerzący mentalne bylejactwo w obliczu literackiej nieskończoności wrzechświata.

Reasumując: stworzył Bóg pisarza na swój obraz, na obraz Boży go stworzył. Podnieś rękę na ten twór Boski – odrąbana będzie. Miej czelność podważyć głębię literackiego tworu – zepchnie twór twój korpus marny w spienioną fali toń. Dzięki niech będą niebiosom za literatów z klasą, którzy nie znajdują wątpliwej etycznie przyjemności w mieszaniu ludzi z błotem. Takoż dzięki niech będą tym spośród nich, których stać na faktyczną polemikę – bez aroganckiej ostentancji w dyskredytowaniu rzekomo głupszych „partnerów” dyskusji (dodajmy: przy użyciu środków tak słabych, że wręcz prymitywnych). Tym prawdziwym, pełnowartościowym pisarzom rzeknę prosto: zaprawdę bądźcie płodni i rozmnażajcie się czem prędzej, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną. Abyście panowali nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi – z wybujałym ego i śmiesznymi roszczeniami do horacjańskich pomników ze spiżu.

Katarzyna Frukacz
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeJeremi i Rekin 2Najwyżej oceniane:Storczyki
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie

Komentarze do zdjęć:

Kasia Frukacz

Me: Very nice...

Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.