Felietony > Bramin na wojnie, tylko spokojnie

Czas.......

28.03. Dzień czwarty.

Wczoraj dołożyli mi współwięźnia. Mariusz. Cygan spod Mławy. Drobny złodziej który już miał okazję zakosztować życia za kratami. Tłumaczył mi trochę jak to jest, co to jest „BAJERA”, czyli slang więzienny, jak wygląda życie na „POTWORKU” czyli zakładzie półotwartym. Gdzie najpewniej mnie skierują. Dowiedział się że sądy masowo odwieszają wyroki w zawieszeniu. Masa młodych ludzi często z drobnymi przewinieniami ląduje w pudle. Nie ma przebacz. To pan Ziobro i jego świeżo poustawiani prokuratorzy. Oczywiście nie zwalę winy za własną głupotę na pana Ziobro. To tylko formalne wyjaśnienie okoliczności odwieszenie mojej kary. Przypuszczam że gdzieś na poziomie przepływu energii, jest to efekt moich „Dobrych Życzeń” Dla tego Pana i jego kolegów partyjnych. W przestrzeni wszystko krąży ...

Staram się nie łamać. Co dzień rano jest spacer – biegam dookoła tego trójkąta o boku 10x10x15m. Co dzień robię pompki. Dziś idę do biblioteki. Może uda mi się dostać jakąś rozsądną pozycję. Czytam cały czas, nic innego mi nie pozostaje. Póki co, są to bzdury, odpady z biblioteki, może dzisiaj coś wartościowego wyłowię.

W sumie minęły pełne trzy dni odkąd siedzę, czuję jakbym tu już był miesiąc. Ciągnie się ten czas. Marnuje, mnie się w kulkę godzina za godziną, Powoli, dokładnie i wrzuca do kosza. Z radia leci tępa repeta 140 uderzeń na minutę przerywana histerycznie luzacką paplaniną speakera. Opowiada o tym co tam się dzieje. Trudno wyobrazić sobie jak to boli. Te paplanki o zakochanych, o imprezach, o szkole, wolałbym nie wiedzieć, że ten świat istnieje, czasami, ale nade wszystko chce do tego wrócić.

Chciałbym trochę pomedytować, ale to trudne. Nie ma miejsca, trudno wyciszyć umysł. Wyłączyć się. Każdy bodziec przytłacza. Śmieci na podłodze wydają się być ogromne i ohydne, Mariusz chrząka, mówi coś niewyraźnie przez nos. Cela jest duszna. Koleś ma chore zatoki. Z rana panuje tu półmrok. Na śniadanie chleb, margaryna, salceson, kawa z mlekiem. Brakuje mi apetytu. Mariusz mówi, że najgorsze są pierwsze trzy miesiące. Staram się nie przeklinać, myśleć pozytywnie- to minie, wszystko mija, wyjdę twardszy, może mniej naiwny, może bardziej uważny. Brakuje zajęć, które dają poczucie, że jestem potrzebny, przydatny, cokolwiek, za co ktoś może chcieć podziękować. Hej, wy tam, malkontenci po drugiej stronie murów, nie narzekajcie, jesteście wolni, wystarczy parę dni tutaj, by zrozumieć siłę tego przywileju.

Kiedy czytam to co piszę, wyczuwam ton krzywdy, zawód. Ale to ja sam sprawiłem że to się wydarza. Teraz to nie ma znaczenia. Nic nie ma znaczenia, jest tylko czas, czas jak flauta na środku morza. Dzisiaj przyglądałem się młodym łebkom na spacerniaku. Dlaczego to się dzieje? Dlaczego tu trafiamy, skąd w nich tyle gniewu? A ja? Czy ja mam go w sobie? Jeśli tak, to skrył się skrzętnie w środku. Siedzi cicho i czeka na swój moment, myślę czasem o śmierci. Nie da się tego uniknąć. Co by zmieniła na lepsze? W tym momencie, chyba nic. Dla was, tam za murami, w pewnym sensie już umarłem. To chyba najcięższa możliwa próba jaka mnie spotkała. Co będzie warte moje życie kiedy wyjdę? Jak zdejmę z siebie to brzemię. A z rodziny hańbę która ich spotkała? Czy ktoś jeszcze będzie chciał komplikować sobie mną życie? I tak w kółko, pytanie za pytaniem skalp za skalpem. Bo czego tu być pewnym? I po co ? Po co ciągle zaczynać od zera, kiedy połowa życia pewnie już za mną? Co zrobię kiedy wszyscy się ode mnie odwrócą? Czy mam prawo w nich wątpić? Czy mam prawo wymagać od nich czegokolwiek? A może wyjdę złamanym, wściekłym gadem, odartym z resztek godności i szacunku do siebie? A może dramatyzuję, może to drobiazg, chwila która minie lada moment? Jak zatrzymać ten strumień pytań? Kiedy nic poza zadawaniem sobie pytań nie mam do czynienia ...

Tylko na jedno jedyne pytanie mam odpowiedź: za co ? Sam jestem sprawcą, sędzią i katem. Sam wydałem wyrok nawet sam przyszedłem aby, założyli mi na ręce kajdanki. Tyle wiem. Nic poza tym. Jestem w jednym z wielu małych ziemskich piekiełek. Siedzę i jęczę.

Coś pozytywnego. Mariusz mówił (nie wiem czy to prawda, wychowawca twierdzi że nie) że po zapłaceniu grzywny można się ubiegać o ponowne zawieszenie kary. Jeśli to prawda. Proszę niebo i ziemię, żeby się udało. Rzucałem dziś monetą, czy wyjdę wcześniej. 3 razy było na tak.

Włączam „BETONIARĘ” czyli radio, niech łomocze, potrzebuję złudzenia, że czas leci szybciej. Codziennie wykonuję serię ćwiczeń – pompki na kostkach, pół- brzuszki (takie jak uczyła mnie siostra) pompki tyłem z podparcia (za plecami). Muszę zachowywać kondycję. Większość czasu leże w łóżku. Spacerniak używam jako bieżni. Dam radę. Chyba.

29.03. Dzień piąty.

Pierwszy weekend w kiciu. Pierdlu, mamrze, pudle... Nic się nie dzieje. Kilku klawiszy na dyżurach. Wczoraj nie miał, kto ze mną iść do biblioteki. Czytam „Działa Navarony”. Nie wiem czy w tym stosiku makulatury znajdę jeszcze coś do czytania. Na telefon też się nie załapałem. Tak bardzo chciałem usłyszeć syna, dodzwonić się do A. Nim wyjedzie w Alpy. Czy ona wie, co się stało? Czy ją to obchodzi? Pewnie czuje się oszukana... Kto wie. Jak to boli. Ta bezradność. Świadomość, że już ją pewnie straciłem... Weekend. Jutro niedziela. Pewnie pójdę nawet na mszę. Ja, Buddysta. Byle się nie nudzić. Posiedzę, posłucham, czas zleci. Mariusz mówi, że się źle czuje. Wczoraj uczyłem go angielskiego alfabetu. Chłopak po podstawówce, prawie analfabeta. Jak czyta to literuje. Czuję się jak Dante. Czyściec – Londyn, Niebo – Te kilka tygodni z A. Czas na piekło. W imię, czego? Komu się zdadzą te moje oświadczenia na coś? Zaraz idę biegać, dotlenić umysł. Niczego mi tak nie brak jak powietrza i przestrzeni..

W końcu udało się. Przełom. Najpierw była bieżnia i 208 kółek, które zrobiłem w ciągu godziny. Potem długie godziny czekania. O 17. W porze kolacji, udało mi się dostać do telefonu. Zapomniałem. Umyłem wcześniej kibel. Proszkiem do prania. Najbardziej obrzydliwy „Gier” (Kibel w „Bajerze”) jaki w życiu widziałem. Wziąłem i umyłem. Trochę z nudów, a trochę z trudności wynikających z załatwiania wszystkiego 1 ręką, podczas gdy druga zamyka nos i usta. Obsypałem cały ten syf proszkiem, polałem wodą i umyłem.

Ostatnie 2-3 miesiące pełne są symboli, a ostatnie parę dni zwłaszcza. Dzień przed aresztowanie zacząłem malować na ścianie odlatującego kruka. Nie wiem, co mnie napadło, ale przywołałem jakiegoś złego ducha. Wtorek – dzień, kiedy wylądowałem na dołku. Najpierw rano spóźniłem się na autobus do pracy. Potem wsiadłem w Katowicach w autobus, który bez zatrzymywania się jedzie aż na peryferie sosnowca. Potem jak w końcu wysiadłem z tego autobusu, poszedłem na chwilę do Auchan'a bo było zimno. Autobus do Katowic miał być za 14 minut. Przyjechał za 10 minut. Uciekł mi. Wlokłem się, zatem na piechotę do Sosnowca, drogą szybkiego ruchu, stamtąd zabrała mnie dopiero koleżanka z pracy. Mój ostatni dzień w pracy to był najbardziej nerwowy, nieprzyjazny, niekoleżeński, dzień w pracy. Wieczorem mieliśmy iść do kina na „Karmel”. Przedtem miałem wejść tylko na chwilę na komisariat wyjaśnić, o co chodziło panom policjantom, kiedy nawiedzili moje mieszkanie w czwartek, kiedy była u mnie siostra. Poprzednim razem, kiedy moja siostra urzędowała u mnie, też nawiedzili ją policjanci. To był dzień, kiedy złapali mnie w Zgorzelcu. Symbole. W mojej torbie, którą miałem ze sobą miałem sporo przypadkowych rzeczy. Mój ulubiony kolor to zieleń. W środku była mała rycerska tarcza z zielonego plastiku – część zabawki mojego syna i zielone serce papierowe – kopertka na walentynkowy cukierek od A. Czy to też symbole? Dobre? Oby... Tak czy inaczej będę je trzymać ze sobą do końca. Tarczę – dla ochrony przed potworami, serce, – aby wierzyć, że jest ktoś, kto jest sercem ze mną.

30.03. Dzień szósty

W niedzielę nie dzieje się nic. Nawet wybiegu nie było. Graliśmy z Mariuszem w kółko-krzyżyk. Na obiad kotlet. W radiu “Złote przeboje” muza jakby bliższa uchu. Byle do jutra..

Bartłomiej Smuga
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.