zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Powieści i opowiadania > Nestor - Powieść minionych lat

Nestor - Powieść minionych lat (rozdz. 64-70)

64. O Teodozym Pieczerskim

Roku 6582 [1074]. Teodozy, ihumen pieczerski, zmarł. Powiemy tedy nieco o zgonie jego. Owóż Teodozy miał zwyczaj, gdy nadchodził czas postu, w niedzielę Maślną, wieczorem, wedle obyczaju, braci wszystkich ucałowawszy, pouczać ich, jak spędzać czas postu: w modlitwach nocnych i dziennych, wystrzegać się myśli nieczystych, biesowskiej pokusy. Biesy bowiem — mówił — podsuwają mnichom myśli, chęci złe, rozpalają ich pragnienia, i tym uszkadzane bywają ich modlitwy; gdy przychodzą takowe myśli, bronić się trzeba znakiem krzyża, mówiąc tak: „Panie Jezu Chryste, Boże nasz, zmiłuj się nad nami. Amen". I do tego wstrzemięźliwość trzeba mieć od mnogiego jadła, z jedzenia bowiem mnogiego i picia bezmiernego wzrastają myśli złe, a gdy myśli takie wzrosną, powstaje grzech. „Dlatego też — mówił — sprzeciwiajcie się biesowskiemu działaniu i knowaniom ich, trzeba wystrzegać się lenistwa i długiego spania, być skorym do pienia cerkiewnego i uważnym w słuchaniu podań ojców i czytaniu ksiąg; nade wszystko zaś należy mnichom mieć na ustach Psałterz Dawidowy, nim przeganiać gnuśność biesowską; nade wszystko też należy mieć w sobie miłość ku mniejszym, a ku starszym pokorę i posłuszeństwo, starszym zaś ku mniejszym miłość i naukę, i przykład dawać sobą wstrzemięźliwości i czuwania, pracowitości i pokory; także pouczać mniejszych i pocieszać ich, i tak spędzać post".

Mówił też tak: „Bóg dał nam czterdzieści dni tych na oczyszczenie duszy, to bowiem jest dziesięcina, dawana Bogu od roku: dni bowiem jest od roku do roku trzysta i sześćdziesiąt, i pięć, a od tych dni dziesiąty dzień oddawać Bogu na dziesięcinę, to i jest post czterdziestodniowy; przez te zaś dni oczyszczona dusza świętuje uroczyście na Zmartwychwstanie Pańskie, weseląc się w Bogu. Postny bowiem czas oczyszcza umysł człowieka. Poszczenie bowiem od początku pokazane jest: Adamowi pierwszemu nie wolno było jeść z drzewa jednego; przepościwszy też Mojżesz dni czterdzieści stał się godnym przyjąć zakon na Górze Synajskiej, i widział sławę Bożą; poszcząc, Samuela matka urodziła; poszcząc Niniwitanie gniew Boży przejednali; poszcząc Daniel objawień wielkich dostąpił; poszcząc Eliasz do nieba wzięty był na ucztę rajską; poszcząc trzej młodziankowie ugasili siłę ogniową; pościł i Pan czterdzieści dni, nam pokazując czas postu; postem apostołowie wykorzenili naukę biesowską; przez post stali się ojcowie nasi jako pochodnie dla świata, które świecą i po śmierci, dając przykład pracy wielkiej i wstrzemięźliwości, jak ten Wielki Antoni, i Eutymiusz, i Saba, i inni ojcowie, których my naśladujemy, bracia". I tak pouczywszy braci, całował wszystkich po kolei, a później wychodził z monasteru, wziąwszy trochę chlebków, i wszedłszy do pieczary, zamykał drzwi pieczary i zasypywał ziemią, i nie rozmawiał z nikim; a gdy była potrzeba poleceń, to przez okienko małe rozmawiał w sobotę lub w niedzielę, a w inne dni trwał w poście i w modlitwach, powstrzymując się surowo. I przychodził do monasteru w piątek w wigilię Łazarzową [Niedzieli Palmowej], tego bowiem dnia kończy się post czterdziestodniowy, zaczynający się od pierwszego poniedziałku następującego po Te-odorowej Niedzieli, kończący się zaś w piątek Łazarzowy; a Wielki Tydzień ustanowion jest jako post dla Męki Pańskiej.

Teodozy tedy przyszedłszy zwyczajem swoim całował braci i świętował z nimi Niedzielę Kwietną [Palmową], a gdy nadszedł wielki dzień Zmartwychwstania i wedle obyczajów świętował go uroczyście — wpadł w chorobę. Zachorzawszy zaś, chorzał dni pięć, potem, gdy nastąpił wieczór, kazał wynieść siebie na dwór; bracia zaś wziąwszy go na sanie, postawili wprost cerkwi. On zaś kazał zwołać braci wszystkich, bracia zaś uderzyli w klepadło i zebrali się wszyscy. On zaś rzekł im: „Bracia moi, i ojcowie moi, i dzieci moje! Oto odchodzę od was jak to objawił mi Pan w czas postu, gdym był w pieczarze, że mam zejść ze świata tego. Wy zaś kogo chcecie inhumenem mieć u siebie, abym błogosławieństwo dał mu?" Oni zaś rzekli do niego: „Ty jesteś nam wszystkim ojcem, kogo więc zechcesz sam, ten nam będzie ojcem i ihumenem, i będziemy słuchać go jak ciebie". Ojciec zaś nasz Teodozy rzekł: „Idźcie beze mnie, naradźcie się, kogo chcecie, prócz dwóch braci: Mikołaja i Ignacego; a z reszty kogo chcecie, od starszych do młodszych". Oni posłuchawszy jego, odstąpili trochę ku cerkwi. Naradziwszy się, posłali dwóch braci, mówiąc tak: „Kogo zechce Bóg i twoja zacna modlitwa, kogo ci się podoba, tego nazwij". Teodozy zaś rzekł im: "Jeśli ode mnie chcecie ihumena przyjąć, to ja uczynię wam nie wedle swojej woli, jeno wedle Bożego zarządzenia", i wymienił im Jakuba prezbitera. Braciom zaś nie lubo to było, mówili: „Nie tu postrzyżon". Jakub bowiem przyszedł był z Alty z bratem swoim Pawłem. I poczęli bracia prosić o Stefana domestyka [tu: kierownika chóru], będącego wtedy uczniem Teodozego, mówiąc: „Oto ten wzrósł pod ręką twoją, i u ciebie posłużył; tego nam daj".

Rzekł zaś im Teodozy: „Oto ja, z Bożego nakazu, nazwałem był Jakuba, wy zaś swoją wolą ustanowić chcecie". I posłuchał ich, dawszy im Stefana, aby był im ihumenem, I pobłogosławił Stefana, i rzekł do niego: „Dziecię! Oto oddaję ci monaster, strzeż go troskliwie, i co ustanowiłem w nabożeństwach, to zachowaj, obyczaju monasterskiego i reguły nie zmieniaj, jeno czyń wszystko wedle zakonu i porządku monasterskiego". I potem wziąwszy go bracia ponieśli do celi i położyli na łożu. I gdy szósty dzień nastał, a on chory był bardzo, przyszedł do niego Światosław z synem swoim Glebem, i gdy siedzieli u niego, rzekł do niego Teodozy: „Oto odchodzę ze świata tego i oddaję ci monaster w opiekę, jeżeli będzie jakie zamieszanie w nim. I poruczam ihumeństwo Stefanowi, nie daj, by mu się krzywda działa". Kniaź zaś ucałował go i obiecał opiekować się monasterem, i poszedł od niego. Gdy siódmy dzień nadszedł, Teodozy, w coraz większą niemoc wpadając, wezwał Stefana i braci, i począł im mówić tak: „Jeśli po moim odejściu ze świata tego okaże się, żem uczynił zadość Bogu i przyjmie mię Bóg, to po moim odejściu monaster pocznie się rozwijać i przybywać; wiedzcie wtedy, że przyjął mnie Bóg. Jeśli zaś po mojej śmierci ubożeć pocznie monaster w mnichy i zasoby monasterskie, to będziecie wiedzieli, żem Bogu zadość nie uczynił". A gdy to mówił, płakali bracia, mówiąc: „Ojcze, módl się za nami do Boga, wiemy bowiem, że Bóg trudem twoim nie wzgardzi". I przesiedzieli bracia noc tę u niego, a gdy nastał dzień ósmy, w drugą sobotę po Wielkanocy, drugiej godziny dnia, oddał duszę w ręce Boże, miesiąca maja 3 dnia [...] Płakali po nim bracia. Nakazał zaś Teodozy położyć go w pieczarze, gdzie wykazał trud mnogi, mówiąc tak: „W nocy pochowajcie ciało moje". Tak też uczynili: gdy wieczór nastał, bracia wzięli ciało jego i położyli je w pieczarze, odprowadziwszy z pieśniami, ze świecami, ze czcią, na chwałę Bogu naszemu Jezusowi Chrystusowi (s. 342—345).

65. O świątobliwych mnichach pieczerskich

Stefan tedy rządził monasterem i błogosławionym stadem, które był zgromadził Teodozy. Tacy mnisi jako pochodnie na Rusi świecą: owi bowiem surowo postu przestrzegający, owi zaś do czuwania nawykli, owi do klęczenia, owi do poszczenia przez cały dzień i przez dwa dni, inni zaś jedli chleb z wodą, inni jarzynę gotowaną, a drudzy surową. W miłości przebywając, młodsi pokorni byli starszym i nie śmieli przy nich mówić, jeno czynili wszystko z pokorą i posłuszeństwem wielkim. Także i starsi mieli miłość ku mniejszym, pouczali ich, pocieszając jako dziatwę umiłowaną. Jeśli który brat w jakieś przewinienie wpadał, pocieszali, i karę jednego brata rozdzielali między siebie trzej lub czterej, z wielkiej miłości. Taka bowiem była miłość wśród braci tych i wstrzemięźliwość wielka. Jeśli brat który opuszczał monaster, wszyscy bracia smucili się tym bardzo, posyłając poń, wzywali brata do monasteru, szli wszyscy kłaniać się ihumenowi i prosić ihumena, i przyjmowali brata do monasteru z radością. Tacy to byli [bracia] pełni miłości i wstrzemięźliwi, i postu przestrzegający. Spośród nich wymienię kilku mężów przedziwnych.

Pierwszy wśród nich, Demian prezbiter, tak postu przestrzegał i tak był wstrzemięźliwy, że prócz chleba i wody niczego nie jadł do śmierci swojej. Jeśli kto kiedy przynosił dziecię chore, jakąkolwiek niemocą nawiedzone, lub dojrzały człowiek jakąkolwiek niemocą nawiedzony przychodził w monaster do błogosławionego Teodozego, to kazał on temu Demianowi modlitwę odprawić nad chorym, i natychmiast po odprawieniu modlitwy i namaszczeniu olejem świętym otrzymywał uzdrowienie przychodzący do niego. Gdy zaś zachorzał i leżąc w niemocy miał umrzeć, przyszedł anioł do niego w postaci Teodozowej, darując mu królestwo niebieskie za trudy jego. Potem zaś przyszedł Teodozy z braćmi i usiedli przy nim, on zaś dogorywając, spojrzawszy na ihumena, rzekł: „Nie zapominaj, ihumenie, o tym, coś mi obiecał". I zrozumiał wielki Teodozy, że widzenie miał, i rzekł do niego: „Bracie Demianie, co ci obiecałem, to ci będzie". On zaś, zamknąwszy oczy, oddał ducha w ręce Boże. Ihumen zaś i bracia pochowali ciało jego.

Takiż był i drugi brat, imieniem Jeremiasz, który pamiętał chrzest ziemi ruskiej. Temu był dar darowany od Boga przepowiadania rzeczy przyszłych, i jeśli widział, że kto coś za myślą, karcił go tajemnie i nauczał, jak strzec się diabła. Jeśli który brat zamyślał odejść z monasteru, a on ujrzał to, przyszedłszy do niego karcił myśl jego i pocieszał brata. Jeśli komu co przepowiadał, czy dobre, czy złe, spełniało się starca słowo.

Był też i drugi starzec, imieniem Mateusz, ten był jasnowidzący. Pewnego razu, gdy stał w cerkwi na miejscu swoim, podniósłszy oczy swoje spojrzał po braciach, którzy stali śpiewając po obu stronach klirosu [miejsce dla chóru], i ujrzał obchodzącego ich biesa, w postaci Lacha1, w płaszczu, niosącego w połach kwiatki, które nazywają się lepkami. I obchodząc braci wyjmował z zanadrza lepek i rzucał na kogo bądź; jeśli przylgnął kwiatek do kogo ze śpiewających braci, ten, niedługo postawszy, osłabiony na umyśle, przyczynę wymyśliwszy jakąkolwiek, wychodził z cerkwi, szedł do celi, i zasypiał, i nie powracał do cerkwi do końca śpiewu. Jeśli zaś rzucał na kogo, i nie Przylgnął ku niemu kwiatek, ten stał mocno, śpiewając, dopóki nie odśpiewano jutrzni, i wtedy szedł do celi swojej. To zaś widząc, starzec opowiedział braciom swoim. Jeszcze też widział starzec to: wedle zwyczaju, gdy starzec ten wysłuchał jutrzni, i bracia przed świtem szli do cel swoich, starzec ten ostatni wychodził z cerkwi. I pewnego razu gdy szedł, siadł odpocząć pod klepadłem, bo cela jego była opodal cerkwi, i oto widzi, że tłum idzie od bramy; podniósłszy oczy swoje ujrzał jednego siedzącego na świni, a inni szli około niego. I rzekł do nich starzec: „Dokąd idziecie?" I rzekł siedzący na świni bies: „Po Michała Tolbekowicza". Starzec zaś przeżegnał się znakiem krzyża, i przyszedł do celi swojej. Gdy nastąpił świt i starzec domyślił się, rzekł do braciszka: „Idź zapytaj, czy jest Michał w celi?" I rzekli mu, że niedawno przeskoczył przez ostrokoł, po jutrzni. I opowiedział starzec widzenie to ihumenowi i braciom. Za tego też starca Teodozy zmarł, i był Stefan ihumenem, a po Stefanie Nikon, i za niego żył jeszcze starzec. Gdy jednego razu stał na jutrzni, podniósł oczy swoje, chcąc widzieć ihumena Nikona, i zobaczył osła, stojącego na ihumenowym miejscu, i domyślił się, że nie wstał jeszcze ihumen. Takoż i innych wiele widzeń widział starzec, i zmarł w starości później w monasterze tym.

Podobnie był inny mnich, imieniem Izaak. Ten zaś gdy jeszcze w świecie był, w życiu świeckim, był bogaty, bowiem był kupcem, rodem z Toropca. I zamyślił być mnichem, i rozdał mienie swoje potrzebującym i monasterom, i poszedł do wielkiego Antoniego w pieczarę, prosząc go, aby go uczynił mnichem. I przyjął go Antoni, i włożył nań odzież mniszą, nadając mu imię Izaak, było zaś na imię mu Czerń. Ten zaś Izaak obrał życie surowe, oblekał się bowiem we włosiennicę i kazał kupić sobie kozła, zdarł skórę z kozła, i wdział na włosiennicę, i obeschła na nim skóra surowa. I zamknął się w pieczarze, w osobnej uliczce, w celce małej, na cztery łokcie, i tu modlił się do Boga ze łzami. Była zaś jedzeniem jego jedna proskura2, i ta przez dzień; wodę w miarę pił. Przynosił zaś jemu wielki Antoni, i podawał mu przez okienko, w którym tylko ręka zmieścić się mogła; tak otrzymywał żywność. I to czynił lat siedem, na świat nie wychodząc, ni na żebrach nie leżąc, jeno siedząc mało używał snu. I gdy raz, wedle zwyczaju, z nastaniem wieczoru, począł bić pokłony, śpiewając psalmy aż do północy, i strudziwszy się, siadł na siedzeniu swoim, to tym razem, gdy siedział wedle zwyczaju, świecę zgasiwszy, nagle światło zabłysło w pieczarze, jakby od słońca, aż wzrok ślepiło człowiekowi. I podeszło ku niemu dwóch młodzieńców pięknych, i jaśniały lica ich jako słońce, i mówili mu: „Izaaku! My jesteśmy aniołowie, a oto idzie ku tobie Chrystus; padłszy, pokłoń się jemu". On zaś nie zrozumiawszy biesowskiego dzieła, zapomniawszy przeżegnać się, powstawszy pokłonił się, jako Chrystusowi, biesowskiemu dziełu. Biesy zaś krzyknęli i rzekli: „Nasz jesteś, Izaaku, już!" I, wprowadziwszy go do celki, posadzili go i poczęli sadowić się około niego, i była pełna cela ich i uliczka pieczerska. I rzekł jeden z biesów, rzekomy Chrystus: „Weźcie sopiałki, bębny i gęśle, i zagrajcie, niech nam Izaak popląsa". I zagrzmieli w sopiałki i w gęśle, i w bębny, i poczęli z niego naigrawać się. I umęczywszy go, zostawili ledwo żywego, i odeszli, naurągawszy mu.

Nazajutrz, gdy zaświtało i nadszedł czas pożywienia się chlebem, przyszedł Antoni wedle zwyczaju do okienka i rzekł: „Panie pobłogosław, ojcze Izaaku!" I nie było odpowiedzi; i rzekł Antoni: „Oto już zmarł". I posłał do monasteru po Teodozego i po braci. I odkopawszy zagrodzone wejście, weszli i wzięli go, mniemając, że martwego, i wyniósłszy położyli go przed pieczarą. I ujrzeli, że żyw jest. I rzekł ihumen Teodozy, że to chyba biesowska sprawa. I położył go na łożu, i służył około niego Antoni. W tymże czasie zdarzyło się przyjść Iziasławowi z Lachów, i począł gniewać się Iziasław na Antoniego za Wsiesława3. I Światosław przysławszy w nocy, zabrał Antoniego do Czernihowa. Antoni zaś, przyszedłszy do Czernihowa, upodobał sobie góry Bołdynne, wykopawszy pieczarę, tu się osiedlił. I jest tam monaster na górach Bołdynnych do dnia dzisiejszego. Teodozy zaś, dowiedziawszy się, że Antoni poszedł do Czernihowa, Poszedłszy z braćmi, wziął Izaaka i przyniósł go do siebie do celi, i służył około niego, był on bowiem osłabiony na ciele tak, że nie mógł obrócić się na drugą stronę, ni wstać, ni siedzieć, jeno leżał na jednym boku, mocząc pod siebie, często i robactwo wylęgało się pod biodrami jego z moczenia. Teodozy zaś swoimi rękami obmywał i przebierał go, przez dwa lata to czyniąc około niego. To zaś było dziwnie cudowne, że przez dwa lata leżąc ten ni chleba nie kosztował, ni wody, ni owocu, ni innego jedzenia, ni językiem przemówił, jeno niemy i głuchy leżał przez dwa lata. Teodozy zaś modlił się do Boga zań, i modlitwę odmawiał nad nim dzień i noc, dopóki ten na trzecie lato przemówił, i słyszeć począł i na nogi wstawać jak dziecko, i począł chodzić. I zaniedbywał się w chodzeniu do cerkwi, chyba siłą przywloką go do cerkwi. I tak pomału nauczyli go.

A potem nauczył się do refektarza chodzić, i sadzali go osobno od braci, i kładli przed nim chleb, i nie brał go, aż mu włożono do rąk. Teodozy zaś rzekł: ,,Połóżcie chleb przed nim, a nie wkładajcie mu do ręki, niech sam je"; i nie jadł cały tydzień, i pomału, rozejrzawszy się, zaczął gryźć chleb; tak nauczył się jeść i tak wybawił go Teodozy od knowania diabła. Izaak zaś znowu trzymał się wstrzemięźliwości srogiej. Gdy zaś Teodozy zmarł, a Stefan był na jego miejscu, Izaak rzekł: ,,Oto już podszedłeś mnie, diable, siedzącego na jednym miejscu, a teraz już nie będę zamykać się w pieczarze, lecz zwyciężę ciebie, chodząc po monasterze". I oblókł się we włosiennicę, a na włosiennicę wdział świtę zgrzebną, i począł głupkowate rzeczy czynić, i pomagać począł kucharzom, warząc dla braci. A na jutrznię przychodząc wcześniej od wszystkich, stał sztywno i nieruchomo. Gdy zaś nastała zima i mrozy lute, stał w trzewikach z przedeptanymi podeszwami, tak że przymarzały nogi jego do kamieni, i nie ruszał nogami, dopokąd nie odśpiewano jutrzni. A po jutrzni szedł do kuchni i przygotowywał ogień, wodę, drzewo, zanim przyszli inni kucharze z braci. Jeden zaś kucharz, też z takim że imieniem, Izaak, rzekł naśmiewając się z Izaaka: „O, tam siedzi kruk czarny, idź, złap go." On zaś, pokłoniwszy się mu do ziemi, poszedł, złapał kruka i przyniósł mu przy wszystkich; i nastraszyli się, i opowiedzieli ihumenowi i braciom, i poczęli bracia poważać go. On zaś, nie chcąc sławy ludzkiej, począł głupkowate rzeczy czynić, i szkodzić począł to ihumenowi, to braciom, to świeckim ludziom, tak że niektórzy razy mu zadawali. I począł po świecie chodzić, także głupka udając. Osiedlił się w pieczarze, w której przedtem był, już bowiem Antoni umarł był, i zebrał około siebie dzieci, i wkładał na nie odzież mniszą, za co odbierał razy to od ihumena Nikona, to od rodziców tych dzieci. Ten zaś to wszystko cierpiał, znosił razy i nagość, i zimno w dzień i w nocy.

Pewnej zaś nocy zapalił w piecu w izdebce pieczary; gdy rozpalił się piec, a był stary, począł buchać płomień szczelinami, on zaś, nie mając czym ich założyć, wlazłszy, nogami bosymi stanął na płomieniach, i zlazł aż wtedy, gdy wygorzał piec. I mnóstwo innych rzeczy opowiadano o nim, a niektórych i sam świadkiem byłem. I tak odniósł zwycięstwo nad biesami jak nad muchami, za nic miał strachy ich i kuglarstwa ich, mawiał bowiem im: „Chociażeście mię podeszli w pieczarze pierwej, ponieważ nie znałem knowań waszych i złości, teraz jednak mam Pana Jezusa Chrystusa i Boga mojego, i modlitwę ojca mojego Teodozego; mam nadzieję w Chrystusie, że zwyciężę was". Częstokroć bowiem biesy zbytki wyrabiali mu, i mówili: „Nasz jesteś, i pokłoniłeś się naszemu władcy i nam". On zaś mówił: "Wasz władca antychrystem jest, a wy biesy jesteście". I żegnał lice swoje znakiem krzyża, i od tego znikali. Niekiedy zaś znowu w nocy przychodzili do niego, strasząc go marami, że niby lud mnogi idzie z motykami i kilofami, mówiąc: „Rozkopiemy pieczarę tę i tego zagrzebiemy tu". Inni zaś mówili: „Uciekaj, Izaaku, chcą cię zagrześć". On zaś mówił do nich: „Gdybyście ludźmi byli, to we dnie byście przyszli, a wy jesteście ciemnością, i w ciemności chodzicie, i ciemność was zagarnie". I żegnał ich krzyżem, i znikali. Innym razem straszyli go w postaci niedźwiedzia, to znów lutym zwierzem [ryś], to wołem, to w postaci żmij wypełzali do niego, to znów żab, i myszy, i wszelkich gadów. I nie mogli mu nic uczynić, i rzekli do niego: „Izaaku! Zwyciężyłeś nas". On zaś rzekł: „Pierwej wyście byli zwyciężyli mnie w postaci Jezusa Chrystusa i anielskiej; niegodni byliście tych postaci; a teraz dopiero w prawdziwej zjawiacie się postaci: zwierzęcej i bydlęcej, i żmij, i gadów, tacy bowiem i sami jesteście, wstrętni i źli z wyglądu". I natychmiast znikły biesy od niego, i odtąd nie miał zbytków od biesów, jak to sam opowiadał: „Oto miałem przez trzy lata wojnę tę". Potem począł żyć surowiej i wstrzemięźliwość zachowywać, poszczenie i czuwanie. I tak żyjąc, zakończył życie swoje. I rozchorował się w pieczarze, i ponieśli go chorego do monasteru, i do ósmego dnia spoczął w Panu. Ihumen zaś Jan i bracia odziali ciało jego i pochowali je.

Tacy to byli mnisi Teodozowego monasteru, którzy świecą i po śmierci jako pochodnie, i modlą się do Boga za tu będących braci, i za świeckich braci, i za przynoszących dary do monasteru, w którym i do dziś cnotliwe życie wiodą wszyscy wspólnie, razem, w śpiewach i w modlitwach, i posłuszeństwie, na sławę Bogu Wszechmocnemu, i Teodozowymi modlitwami chronieni, któremu sława na wieki. Amen (s. 345—351).

66. Walki domowe

Roku 6584 [1076]. Chodził Włodzimierz, syn Wsiewołodowy, i Oleg, syn Swiatosławowy, Lachom na pomoc przeciw Czechom4. Tegoż lata zmarł Światosław, syn Jarosławowy, miesiąca grudnia 27 dnia, od rozcięcia wrzodu, i położono go w Czernihowie u Świętego Spasa. I siadł po nim Wsiewołod na stolcu, miesiąca stycznia l dnia.

Roku 6585 [1077]. Poszedł Iziasław z Lachami, Wsiewołod zaś poszedł przeciw niemu. Siadł Borys w Czernihowie miesiąca maja 4 dnia, i było władania jego osiem dni, i zbiegł do Tmutorakania do Romana. Wsiewołod zaś poszedł przeciw bratu Iziasławowi na Wołyń; i uczynili zgodę, i przyszedłszy, Iziasław siadł w Kijowie, miesiąca lipca 15 dnia. Oleg zaś, syn Swiatosławowy, był u Wsiewołoda w Czernihowie.

Roku 6586 [1078]. Zbiegł Oleg, syn Światosławowy, do Tmutorakania od Wsiewołoda, miesiąca kwietnia 10 dnia. Tegoż lata zabity został Gleb, syn Światosławowy, w Zawołoczu. Był zaś Gleb miłosierny dla ubogich i lubiących pielgrzymów, staranie miał o cerkwiach, był gorącej wiary, łagodny, piękny licem. Jego zaś ciało położone zostało w Czernihowie za Spasem, miesiąca lipca 23 dnia. Gdy siedział Światopełk na jego miejscu w Nowogrodzie, syn Iziasławowy Jaropełk zaś siedział w Wyszogrodzie, a Włodzimierz siedział w Smoleńsku — przywiedli Oleg i Borys pogan na ziemię ruską, i poszli na Wsiewołoda z Połowcami. Wsiewołod zaś wyszedł przeciw nich na Sożycę, i zwyciężyli Połowcy Ruś, i mnóstwo zabitych było tu: zabity był Iwan Żyrosławicz, i Tuky, Czudinowy brat, i Porej, i inni mnodzy, miesiąca sierpnia 25 dnia. Oleg zaś i Borys przyszli do Czernihowa mniemając, że zwyciężyli, a ziemi ruskiej wiele zła uczynili, przelawszy krew chrześcijańską, za tę zaś krew ukarze Bóg ich, i odpowiedzą za stracone dusze chrześcijańskie. Wsiewołod zaś przyszedł do brata swego Iziasława do Kijowa, pozdrowili siebie wzajemnie i siedli. Wsiewołod zaś opowiedział o wszystkim, co było. I rzekł do niego Iziasław: „Bracie, nie smuć się; czy widzisz, ile się mi przydarzyło: najpierw, czyż nie wygnano mnie i czy nie rozgrabiono mego mienia? A potem, jaką winę za drugim razem popełniłem? Czyż nie byłem wygnany przez was, braci swoich? Czyż nie błąkałem się po cudzych ziemiach, pozbawiony mienia,, nie uczyniwszy nic złego? I dziś, bracie, nie smućmy się. Jeśli mamy mieć udział w ziemi ruskiej, to obydwaj, jeśli pozbawieni go będziemy, to obydwaj. Ja położę głowę swoją za ciebie". I to rzekłszy, pocieszył Wsiewołoda, i kazał zbierać wojów od małego do wielkiego.

I poszedł Iziasław z Jaropełkiem, synem swoim, i Wsiewołod z Włodzimierzem, synem swoim. I poszli ku Czernihowowi, a Czernihowcy zamknęli się w grodzie. Olega zaś i Borysa tam nie było. Skoro Czernihowcy nie otwierali, podstąpili pod gród. Włodzimierz zaś podstąpił pod bramę wschodnią, od Streżeni, i zdobył bramę, i wzięli gród zewnętrzny i spalili go, ludzie zaś wbiegli do wewnętrznego grodu. Iziasław zaś i Wsiewołod usłyszeli, że idzie Oleg i Borys przeciw nim, i uprzedziwszy ich, poszli od grodu przeciw Olegowi. Rzekł zaś Oleg do Borysa: „Nie chodźmy naprzeciw, nie możemy stanąć przeciw czterem kniaziom, jeno poślijmy z prośbą do stryjów swoich". I rzekł mu Borys: „Ty na gotowe patrz, ja wystąpię przeciw wszystkim". Chełpiąc się wielce, nie wiedział, że Bóg hardym sprzeciwia się, a pokornym daje łaskę, aby nie chełpił się silny siłą swoją. I poszli naprzeciw, i gdy byli u sioła na Niwie Nieżatynnej, zwarli się nawzajem. Była walka okrutna. Najpierw zabili Borysa Wiaczesławowego, chełpliwego wielce. Gdy zaś Iziasław stał między piechotą, znienacka podjechawszy ktoś uderzył go kopią w plecy. Tak zabity był Iziasław, syn Jarosławowy. Gdy przedłużała się bitwa, zbiegł Oleg z małą drużyną, i ledwo uciekł, zdążając do Tmutorakania. Zabity został kniaź Iziasław miesiąca października 3 dnia. I wziąwszy ciało jego, przywieźli je w łodzi i postawili naprzeciw Gorodca. Wyszedł naprzeciw niego wszystek gród kijowski, i włożywszy ciało jego na sanie, powieźli je; i z pieśniami popi i mnisi ponieśli go w gród. I niepodobna było słyszeć pienia wśród płaczu wielkiego i zawodzenia, płakał bowiem po nim wszystek gród kijowski. Jaropełk zaś idąc za nim zawodził z drużyną swoją: „Ojcze, ojcze mój! Cóżeś pożył bez utrapień na świecie tym, tak wiele napaści doznawszy od ludzi i od braci swoich? A oto zginąłeś nie od brata, jeno za brata swojego złożyłeś głowę swoją".

I przyniósłszy położyli ciało jego w cerkwi Świętej Bogarodzicy, włożywszy je w trumnę marmurową. Był zaś Iziasław mąż piękny licem i ciałem wielki, łagodnego obyczaju, krzywdy nienawidził, miłował prawdę, nie było bowiem w nim obłudy, jeno był prosty mąż rozumem, nie oddawał złem za zło. Ile wszak zła wyrządzili mu Kijowianie: samego wygnali, a dom jego rozgrabili, i nie oddał im złem za zło. Jeśli zaś kto powie wam: „Wojów wyciął", to nie on to uczynił, jeno syn jego [Mścisław], Potem zaś bracia jego przegnali go, i chodził po cudzej ziemi, błąkając się. A gdy siedział znowu na stolcu swoim i Wsiewołod zwyciężony przyszedł do niego, nie rzekł do niego: „Ileż od was wycierpiałem!", nie oddał złem za zło, jeno pocieszywszy, rzekł: „Skoro ty, bracie mój, okazałeś mi miłość, wprowadzając mię na stolec mój i nazwawszy mię starszym od siębie, to ja nie będę pamiętał zła poprzedniego; ty mi jesteś bratem, a ja tobie, i położę głowę swoją za ciebie" — tak też było. Nie rzekł wszak do niego: „Ileż zła uczyniliście mi, a oto teraz tobie się to zdarzyło", nie rzekł: „To nie tyczy mnie", jeno wziął na się smutek bratni, okazując miłość wielką, spełniając słowa apostoła, mówiącego: „Pocieszajcie smutnych". Zaprawdę, jeśli popełnił na świecie tym jakowe przewinienie, darowane mu będzie, ponieważ położył głowę swoją za brata swojego, nie większej włości pragnąc ni mienia chcąc większego, jeno za bratnią krzywdę. O takowych bowiem Pan rzekł: „Gdyby kto duszę swoją położył za przyjacioły swoje". Salomon zaś rzekł: „Bracia w biedach pomagają wzajemnie". Miłość bowiem jest wyższa nad wszystko. Podobnie Jan mówi: „Bóg jest miłością; kto przebywa w miłości, w Bogu przebywa, i Bóg przebywa w nim". Tak dokonywa się miłość, abyśmy zasługi mieli w Sądny Dzień, abyśmy byli na świecie tym takimi, jakim On jest. Nie ma bojaźni w miłości, gdyż doskonała miłość precz odgania bojaźń, bowiem bojaźń udręczenie sprawia. Bojący się tedy nie jest doskonały w miłości. Jeśli kto rzeknie: „Miłuję Boga, a brata swojego, nienawidzę", kłamcą jest. Nie miłując bowiem brata swojego, którego widzi, jak może miłować Boga, którego nie widzi? Przykazanie mamy od Niego, aby miłując Boga miłować brata swojego. W miłości bowiem wszystko doskonali się: przez miłość i grzechy gładzone są. Z miłości wszak zstąpił Pan na ziemię i dał się ukrzyżować za nas grzesznych; wziąwszy grzechy nasze, przygwoździł siebie na krzyżu, dając nam krzyż swój na przegnanie nienawiście biesowskiej. Z miłości męczennicy przelewali krew swoją, z miłości też ten kniaź przelał krew swoją za brata swojego, spełniając przykazanie Pańskie (s. 351— 354).

67. Rządy Wsiewołoda Jarosławicza

Wsiewołod tedy siadł w Kijowie na stolcu ojca swojego i brata swojego, przejąwszy włość ruską wszystką. I posadził syna swojego Włodzimierza w Czernihowie, a Jaropełka we Włodzimierzu, przydawszy mu Turów.

Roku 6587 [1079]. Przyszedł Roman z Połowcami pod Woin. Wsiewołod zaś stał u Perejasławia, i zawarł pokój z Połowcami. I ruszył Roman z Połowcami z powrotem, i zabili go Połowcy, miesiąca sierpnia 2 dnia. Są kości jego i dotąd, leżące tam, syna Światosławowego, wnuka Jarosławowego. A Olega schwytali Chazarzy i wywieźli go za morze do Carogrodu. Wsiewołod zaś posadził w Tmutorakaniu na posadnika Ratybora.

Roku 6588 [1080]. Wystąpili Torkowie perejasławscy przeciw Rusi, Wsiewołod zaś posłał na nich syna swojego Włodzimierza. Włodzimierz zaś poszedłszy zwyciężył Torków.

Roku 6589 [1081]. Zbiegł Dawid Igorowicz z Wołodarem Rościsławiczem, miesiąca maja 18 dnia. I przyszli do Tmutorakania, i pojmali Ratybora, i siedli w Tmutorakaniu.

Roku 6590 [1082]. Umarł Osień, kniaź połowiecki.

Roku 6591 [1083]. Przyszedł Oleg z Greków do Tmutorakania, i pojmał Dawida i Wołodara Rościsławiczów, i siadł w Tmutorakaniu. I wysiekł Chazarów, którzy byli doradcami w zabiciu brata jego i przeciw niemu, a Dawida i Wołodara puścił.

Roku 6592 [1084], Przychodził Jaropełk do Wsiewołoda na Wielkanoc. Tegoż czasu zbiegli dwaj Rościsławicze od Jaropełka, i przyszedłszy, przegnali Jaropełka. I posłał Wsiewołod Włodzimierza, syna swojego, i wygnał Rościsławiczów, i posadził Jaropełka we Włodzimierzu. Tegoż roku Dawid pojmał Greków w Oleszy, i zabrał im mienie. Wsiewołod zaś, posławszy, przywiódł go, i dał mu Drohobuż.

Roku 6593 [1085]. Jaropełk tedy chciał iść na Wsiewołoda, posłuchawszy złych doradców. Dowiedziawszy się o tym, Wsiewołod posłał przeciw niemu syna swojego Włodzimierza. Jaropełk zaś, zostawiwszy matkę swoją i drużynę w Łucku, zbiegł do Lachów. Gdy zaś Włodzimierz przyszedł pod Łuck, poddali się Łuczanie. Włodzimierz zaś posadził Dawida we Włodzimierzu, na Jaropełka miejsce, a matkę Jaropełkową i żonę jego i drużynę jego przywiódł do Kijowa, i mienie zabrał mu.

Roku 6594 [1086]. Przyszedł Jaropełk z Lachów, i zawarł pokój z Włodzimierzem, i poszedł Włodzimierz nazad do Czernihowa. Jaropełk zaś siadł we Włodzimierzu, i przesiedziawszy niewiele dni, poszedł do Dźwinogrodu, i nie doszedłszy do grodu, przebity został przez przeklętego Nieradca, nauczonego od diabła i od złych ludzi: leżącego na wozie szablą przebił go z konia, miesiąca listopada 22 dnia. I wtedy podniósł się Jaropełk, wytargnał z siebie szablę, i zawołał wielkim głosem: „Och, dosięgł mię ten wróg!" Uciekł Nieradiec przeklęty do Przemyśla do Ruryka, a Jaropełka wzięli pachołkowie na koń przed się — Radko, Wojkina i inni mnodzy — i wieźli go do Włodzimierza, a stamtąd do Kijowa. I wyszedł naprzeciw niemu prawowierny kniaź Wsiewołod ze swoimi synami, z Włodzimierzem i Rościsławem, i wszyscy bojarowie, i błogosławiony metropolita Jan z mnichami i z prezbiterami. I wszyscy Kijowianie wielki płacz uczynili nad nim, z psalmami i pieśniami odprowadzili go do [monasteru] Świętego Dymitra, a ubrawszy ciało jego, ze czcią położyli je w trumnie marmurowej w cerkwi Świętego Apostola Piotra, którą sam począł był budować przedtem, miesiąca grudnia 5 dnia. Wiele biedy zaznał, niewinnie wygnany przez braci swoich, krzywdzony, ograbiony, potem i śmierć gorzką poniósł, lecz wiecznego życia i pokoju dostąpił. Był bowiem błogosławiony ten kniaź spokojny, łagodny, pokorny i braterski, dziesięcinę dawał [cerkwi] Świętej Bogarodzicy od wszystkiego swojego mienia we wszystkie lata, i modlił się do Boga zawsze, mówiąc: "Panie Boże mój, przyjmij modlitwę moja, i daj mi śmierć taką, jak dwu braciom moim, Borysowi i Glebowi, z cudzej ręki, niech obmyję grzechy wszystkie swoje krwią, i pozbędę się marności tego świata i niepokoju, siedeł nieprzyjacielskich". Jego zaś prośby nie odrzucił łaskawy Bóg: otrzymał on szczęście to, którego oko nie widziało, ni ucho słyszało, ni serce człowiecze zaznało, które przygotował Bóg miłującym Jego (s. 354—357).

68. O nowych cerkwiach i metropolitach

Roku 6598 [10881. Poświęcona została cerkiew Świętego Michała, monasteru Wsiewołodowego 5, przez metropolitę Jana i biskupów Łukasza, Izajasza i Iwana, a ihumeństwo tego monasteru dzierżył wtedy Łazarz. Tegoż roku przeszedł Swiatopełk z Nowogrodu do Turowa władać. Tegoż roku umarł Nikon, ihumen pieczerski. Tegoż lata wzięli Bułgarzy [wołżańscy] Murom.

Roku 6597 [1089]. Poświęcona została cerkiew pieczerska Świętej Bogarodzicy, monasteru Teodozowego, przez metropolitę Jana i Łukasza, biskupa białogrodzkiego, Izajasza, biskupa czernihowskiego, za prawowiernego kniazia Wsiewołoda, władającego ziemią ruską, i dzieci jego, Włodzimierza i Rościsława. gdy województwo nad Kijowskim tysiącem dzierżył Jan, a ihumeństwo dzierżył Joan. Tegoż roku zmarł metropolita Jan. Był zaś Jan mężem biegłym w księgach i naukach, miłosierny dla ubogich i wdów, łaskawy dla każdego, bogatego i ubogiego, pokorny i łagodny, małomówny, a wymowny, gdy wedle ksiąg świętych pocieszał smutnych, i takiego nie było pierwej w Rusi, ani po nim nie będzie takiego. Tego lata poszła Janka do Greków, córka Wsiewołodowa [...] i przywiodła Janka metropolitę Jana, skopca [kastrata], o którym widzący go ludzie wszyscy mówili: „To trup przyszedł". I rok jeden pobywszy, umarł. Był zaś ten mąż nie uczony, jeno umysłem prosty i prosty mową. Tegoż lata poświęcona była cerkiew Świętego Michała, perejasławska, przez Jefrema, metropolitę tej cerkwi, którą to zbudował wielką, była bowiem pierwej w Perejasławiu metropolia, i przybudował do niej wielką przybudowę, ozdobiwszy ją wszelkimi ozdobami, naczyniami cerkiewnymi. Ten zaś Jefrem był skopcem, wysoki ciałem. On wtedy mnogie budowle wzniósł: dokończył cerkiew Świętego Michała, założył cerkiew nad bramą grodzką imienia Świętego Męczennika Teodora, i potem — Świętego Andrzeja, przy cerkwi w bramie, i murowany budynek łaźni, czego nie było pierwej na Rusi. I wał założył był murowany, od cerkwi Świętego Męczennika Teodora, i ozdobił gród perejasławski budowlami cerkiewnymi i innymi gmachami (s. 357—358).

69. Odkopanie relikwii Teodozego

Roku 6599 [1091] Ihumen [Iwan] i mnisi radę uczyniwszy, rzekli: „Niedobrze jest, że ojciec nasz Teodozy leży poza monasterem i cerkwią swoją, ponieważ on to założył cerkiew i mnichów zgromadził". Radę uczyniwszy, kazali przyrządzić miejsce, w którym należy położyć relikwie jego. I gdy nadeszło święto Zaśnięcia Bogarodzicy, trzy dni wprzód kazał ihumen kopać, gdzie leżą relikwie jego, ojca naszego Teodozego, a rozkazu tego byłem ja, grzeszny, najpierwszym świadkiem, i to, co opowiem, nie ze słuchu słyszałem, jeno sam temu przewodziłem6. Przyszedłszy do mnie ihumen rzekł mi: „Pójdziemy w pieczarę ku Teodozemu". Jam tedy przyszedł z ihumenem, a nikt nie wiedział o tym; rozglądnęliśmy się, gdzie kopać, i oznaczyliśmy miejsce, gdzie kopać, obok wejścia. Rzekł zaś do mnie ihumen: „Nie śmiej powiadać nikomu z braci, aby nie dowiedział się nikt, jeno weź kogo chcesz, aby ci pomógł". Jam zaś przygotował tego dnia rydle do kopania. I we wtorek, w wieczór o zmroku, wziąłem z sobą drugiego brata, nie powiadając nikomu, przyszedłem do pieczary, i odśpiewawszy psalmy, począłem kopać. I utrudziwszy się, dałem kopać drugiemu bratu; kopaliśmy do północy, utrudziliśmy się, i nie mogąc się dokopać, począłem smucić się, że w stronę kopiemy. Ja zaś, wziąwszy rydel, począłem kopać usilnie, a towarzysz mój, odpoczywający przed pieczarą, rzekł mi: „Uderzyli w klepadło". I ja w tej chwili dokopałem się do relikwii Teodozowych: gdy on powiedział „Uderzyli w klepadło", jam powiedział: „Dokopałem się już". Gdy zaś dokopałem się, objął mnie strach, i począłem wołać: „Panie, zmiłuj się!"

W tej zaś chwili siedzieli dwaj bracia w monasterze, w stronę pieczary patrząc; ihumen jeszcze nikomu nie zwierzył się, z kim przyniesie relikwie potajemnie; gdy uderzyli w klepadło, ujrzeli trzy słupy jako tęcze jaśniejące, i, postawszy, przyszły nad wierzchołek cerkwi, w której położony był później Teodozy. Tegoż czasu widział Stefan, który był po nim ihumenem, a podówczas był biskupem, widział w swoim monasterze za polem zorzę wielką nad pieczarą; mniemając, że niosą Teodozego, było mu bowiem oznajmione o tym dzień przedtem, żałował, że bez niego przenoszą i, wsiadłszy na koń, szybko pojechał, wziąwszy ze sobą Klimenta, którego ihumenem ustanowił na swoje miejsce. I jadąc widzieli zorzę wielką. A gdy przybyli blisko, widzieli świec mnóstwo nad pieczarą, i przyszli ku pieczarze, i nie widzieli nic, i weszli w głąb pieczary ku nam, siedzącym u relikwii jego. Gdym tedy odkopał, posłałem do ihumena: „Przyjdź, abyśmy go wyjęli". Ihumen zaś przyszedł z dwoma braćmi. I rozkopałem szeroko, i wleźliśmy, i ujrzeliśmy leżące relikwie; stawy nie rozpadły się były, a włosy na głowie przylepły. I włożywszy go na mantię [opończa mnisza] i wziąwszy na ramiona, wynieśliśmy go przed pieczarę. Nazajutrz zebrali się biskupi: Jefrem perejasławski, Stefan włodzimierski, Jan czernihowski, Maryń juriewski, ihumeni ze wszystkich monasterów z mnichami przyszli, i ludzie prawowierni, i wzięli relikwie Teodozowe, z kadzidłem i ze świecami, a przyniósłszy położyli je w cerkwi jego, w prawej nawie, miesiąca sierpnia 14 dnia, w dzień czwartek, o godzinie pierwszej dnia [...] I świętowali uroczyście tego dnia.

Teraz powiem krótko, jak się spełniła przepowiednia Teodozowa. Gdy jeszcze Teodozy dzierżył ihumeństwo, kierując trzódką mnichów, poruczoną mu przez Boga, troszczył się nie tylko o nich, lecz i o świeckich, o dusze ich, aby były zbawione, najbardziej zaś o duchownych synów swoich, pocieszając i pouczając przychodzących do niego, czasem w domy ich przychodząc i błogosławieństwa im udzielając. Pewnego razu, przyszedłszy w dom Janowy do Jana i żony jego Marii — Teodozy bowiem miłował ich, ponieważ żył wedle przykazań Pańskich i w miłości między sobą przebywali — pewnego razu przyszedłszy do nich, nauczał ich o jałmużnie dla ubogich, o królestwie niebieskim, które otrzymują sprawiedliwi, a grzesznicy — mękę, i o godzinie śmierci. I gdy tak mówił o złożeniu ciał ich do grobu, rzekła mu Janowa: „Kto wie, gdzie to mnie pochowają?" Rzekł zaś do niej Teodozy: „Zaprawdę, gdzie legnę ja, tam i ty pochowana będziesz". To też spełniło się; ihumen zmarł wcześniej, a w osiemnaście lat i to spełniło się: tego bowiem roku zmarła Janowa, imieniem Maria, miesiąca sierpnia 16 dnia, i przyszli mnisi, śpiewając odpowiednie pieśni, i przyniósłszy położyli ją w cerkwi Świętej Bogarodzicy, naprzeciw grobu Teodozowego, po lewej stronie. Teodozy tedy pochowany był 14-go, a ta 16-go.

Tak się spełniła przepowiednia błogosławionego ojca naszego Teodozego, dobrego pasterza, który pasł duchowne owce nieobłudnie, z łagodnością i roztropnością, strzegąc ich i czuwając nad nimi, modląc się za poruczone mu stado i za ludzi. chrześcijańskich, za ziemię ruską. Owóż i po odejściu Twoim z tego świata modlisz się za ludzi wiernych i za swoich uczniów, którzy, spoglądając na trumnę Twoją, przypominają nauki Twoje i wstrzemięźliwość Twoją, i wysławiają Boga. Ja zaś, grzeszny Twój sługa i uczeń, nie wiem, jak wychwalić dobre Twoje życie i wstrzemięźliwość. Lecz powiem niedużo: „Raduj się, Ojcze nasz i Nauczycielu! Światową wrzawę porzuciwszy, milczenie umiłowawszy, służyłeś Bogu w cichości, w życiu mniszym, wszelkie sobie dary Boże wyjednałeś, poszczeniem wywyższyłeś się, cielesne namiętności i rozkosze znienawidziwszy, powabów i pożądliwości świata tego wyrzekłszy się, krocząc śladami wysokomyślnych ojców, współzawodnicząc z nimi, w milczeniu wznosząc się i pokorą upiększając się, w słowach ksiąg weseląc się. Raduj się, ukrzepiwszy się nadzieją na wieczne szczęście, którego dostąpiłeś, powściągnąwszy chuć cielesną, źródło nieprawości i niepokojów, Tyś, Przewielebny, biesowskich zasadzek uniknął i sideł, i ze sprawiedliwymi, Ojcze, spocząłeś, otrzymując wedle trudów swoich nagrodę. Byłeś naśladowcą ojców, postępowałeś wedle nauki ich i obyczaju ich, wstrzemięźliwości ich, i zasad ich przestrzegałeś".

Najbardziej naśladowano wielkiego Teodozego obyczajem i życiem, upodobniając się do życia jego i we wstrzemięźliwości współzawodnicząc, naśladując obyczaj jego i przechodząc od czynu do czynu coraz doskonalszego, i odpowiednie modlitwy do Boga zasyłając, miast woni błogiej zanosząc kadzidło modlitewne, tymian wonny. Zwyciężywszy światową chuć i światodzierżcę, kniazia świata tego, wroga-diabła, deptawszy go i jego sidła, zwycięzcą się okazał, odparłszy jego strzały i harde pomysły, umocniwszy się orężem krzyża i wiarą niezwyciężoną, pomocą Bożą. Módl się za mnie, Ojcze zacny, abym wybawień był od sieci nieprzyjacielskich i od przeciwnika-wroga ustrzeż mię Twoimi modlitwami (s. 358—361).

70. O różnych niedobrych znamionach

Tegoż roku [1091] było znamię w słońcu, słońce jakby zginąć miało, i mało się jego zostało, jak księżyc było, o drugiej godzinie dnia, miesiąca maja 21 dnia7. Tegoż roku, gdy Wsiewołod łowy urządzał na zwierza za Wyszogrodem, i gdy rozstawiono sieci i naganiacze krzyknęli, spadł przeogromny smok [meteoryt] z niebios, i przerazili się wszyscy ludzie. Tegoż czasu ziemia stęknęła, co wielu słyszało. Tegoż roku zjawił się w Rostowie czarodziej, który wkrótce zginął.

Roku 6600 [1092]. Przedziwne było cudo w Połocku, zdawało sią, że słychać w nocy tętent, stękanie na ulicy, uganiały biesy jak ludzie. Jeśli kto wychodził z domu, chcąc widzieć, natychmiast urażony zostawał niewidzialnie od biesów raną, i z tego umierali, i nie śmieli wychodzić z domów. Potem zaś poczęli w dzień pojawiać się na koniach, i nie było ich widać samych, jeno widziano kopyta ich koni; i tak razili ludzi w Połocku i jego okolicy. Przeto ludzie mówili, że upiory zabijają Połoczan 8. To zaś zjawisko poczęło się od Drucka. W tychże czasach było znamię na niebiosach: niby koło było pośród nieba bardzo wielkie. Tegoż roku posucha była, aż gorzała ziemia, i mnogie bory zapalały się same, i błota. I mnóstwo znamion było w kraju; i woj na wielka była od Połowców i zewsząd: wzięli trzy grody — Piasoczyn, Przewłokę, Pryłuk, i mnogie sioła spustoszyli po obu stronach [Dniepru]. Tegoż roku Połowcy z Wasylkiem Rościsławiczem wojowali z Lachami. Tegoż roku umarł Ruryk, syn Rościsławowy. W tychże czasach mnodzy ludzie umierali na rozliczne choroby, tak, że mówili sprzedający trumny: „Oto sprzedaliśmy trumien od dnia Filipowego [początek adwentu] do mięsopustu siedem tysięcy". To zaś było za grzechy nasze, bowiem rozmnożyły się grzechy nasze i nieprawości. To zaś dopuścił na nas Bóg, nakazując nam, byśmy się pokajali i powściągnęli od grzechu, i od zawiści, i od innych złych spraw diabelskich (s. 361—362).

Nestor 
  1. Należy sądzić, że wyprawa kijowska Bolesława Śmiałego spowodowała niechęć mnichów do „łacinników-Lachów", stąd się wzięła ta postać biesa na podobieństwo „Lacha".

  2. Chlebek używany jako hostia.

  3. Przypuszcza się, że klasztor kijowsko-pieczerski odegrał aktywną role w powstaniu ludowym, w wyniku którego wyzwolony został Wsiesław z porubia.

  4. Włodzimierz Wsiewołodowicz (Monomach) i Oleg Swiatosławicz pomagali Bolesławowi Śmiałemu w walce z Niemcami i Czechami.

  5. Tzn. klasztoru wydubickiego Sw. Michała, któremu patronował Wsiewołod Jarosławicz. Wspomniany niżej metropolita Jan był Grekiem; imię jego podawane jest w kronice w formie „Jan" i, obocznie, „Iwan". Jak zobaczymy w tymże opowiadaniu, występuje też czasem w latopisie imię to w postaci „Joan" („Ioann").

  6. Cały ten opis pochodzi najprawdopodobniej od Nestora, autora I redakcji Powieści minionych lat, występującego tu w pierwszej osobie.

  7. Zaćmienie to miało miejsce 21 V 1091 rano, czyli zgodnie z rachubą staroruską o 2 godzinie dnia (a o 7 wedle rachuby dzisiejszej).

  8. Przypuszcza się, że wystąpiła wtedy w Połocku jakaś gwałtownie szerząca się epidemia.

Najpopularniejsze Powieści i opowiadania3. Gwałt27. Opowiadanie erotyczneNestor - Powieść minionych lat (rozdz. 1-7)1. Seks w pociągu pospiesznym2. Seks w pociągu osobowym
Najwyżej oceniane Powieści i opowiadaniaList do Ani z Zielonego WzgórzaHistoria pewnego zerwaniaGdzieś w ostatecznej krainie, część 39Rozdział 1. Witajcie kotySkąd wzięły się kolory na ziemi, czyli historia jak najbardziej prawdziwa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialePlaża w Ksamil (Albania)Najwyżej oceniane:Narodziny
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.