zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Felietony > (Nie)życiowy groch z kapustą

Wigilijny blues

Tegoroczny… a właściwie już zeszłoroczny, kiedy Czytelnik czyta te słowa… wiecie, pisać w ten sposób to jak wpaść w czasoprzestrzenną dziurę i już w sumie nie wiadomo, co się pisze na tej białej karcie programu Office 2010 (a dzisiaj kalendarz przecież jeszcze cały czas pokazuje na końcu 9…): teraźniejszość? Przyszłość? Coś pomiędzy? A może to i bez znaczenia…

Cóż, zatem zeszłoroczny (bo teraźniejszość Czytelnika nie powinna ulegać wątpliwości, z takich wątpliwości nic dobrego nigdy nie wynika, wie to każdy pisarz) mój czas wigilijny, przedświąteczny przebiegał dziwnie. Zazwyczaj zewsząd słychać narzekania na choinkowe ozdoby w witrynach sklepowych, sławne reklamy coca-coli z rozświetlonymi tirami i św. Mikołajem – już w październiku. Narzeka się na komercjalizację świąt, hipermarketyzację, kiczowatość, plastikowość, udawaność, pretensjonalność… I nie przeczę, tak być może jest w rzeczywistości – być może istotnie wielu, może nawet większość ludzi patrzy na ten czas przez perspektywę pieniędzy, drogich prezentów, świątecznych szynek, zamęczonych karpi i wybuchających lampek choinkowych. A nie może być inaczej?

Tego roku (to znaczy poprzedniego) przechadzałam się ulicami dużego miasta, jakim niewątpliwie jest Warszawa i oglądałam witryny sklepowe. Ponieważ prawie wcale nie oglądałam telewizji, dość późno zauważyłam, że świąteczny czas już się zaczął, natomiast typowej świątecznej gorączki (jak i reklamy coca-coli…) nie widziałam wcale. Powiem wam, że to tak jakby święta przeszły koło nosa (chociaż jest dopiero Wigilia…) Przyznam, że ogólna atmosfera bożonarodzeniowa jakoś zupełnie mnie ominęła. Co prawda śpiewałam kolędy, słuchałam ich (i tradycyjnych i presley’owskich i nawet odkryłam Earthę Kitt czy Ellę Fitzgerald…), plotłam papierowe łańcuchy, lepiłam papierowe anioły, ubierałam najpiękniejszą na świecie choinkę (najpiękniejsza, bo moja, wasze na pewno też są… były najpiękniejsze na świecie?), a jednak… w Wigilię siedzę przy laptopie i słucham bluesa; i czuję bluesa (uśmiechy, Rafale).

Przypomniawszy sobie sklepowe witryny wydaje mi się, że odkryłam na czym polega magiczność świąt, gdzie leży jej sedno, jaki jest powód, że są młodzi ludzie, którzy nie lubią tego czasu, a raczej, którym ten czas nie zapewnia wystarczających wrażeń, nie sprawia przyjemności. Dlaczego są domy, w których w Wigilię króluje telewizor, gdzie prezenty są suchym rytuałem albo targowiskiem próżności. Gdzie święta wydają się sztuczne i niepotrzebne, skojarzone wyłącznie z bolącym brzuchem – rozdętym z przejedzenia. Otóż tajemnicę tę rozwiązały przede mną czarne, błyszczące oczy wielkiego, białego pluszowego miśka. Tak się zazwyczaj dzieje, kiedy w domu nie ma dzieci. W domu, albo w głowie, albo w sercu…

Dzieci są istotą Bożego Narodzenia. To dzieci wierzą w św. Mikołaja, czekają na pierwszą gwiazdkę, cieszą się z prezentów, ubierają choinkę, liczą wigilijne potrawy, chowają sianko pod obrus, chcą śpiewać kolędy. To wszystko jest dla nich. A my – im bardziej doroślejemy, tym bardziej nie lubimy świąt, nudzą nas i denerwują. Bo nie ma w nas dzieci, które potrafiłyby się nimi cieszyć. Sprawdźcie na samych sobie, kochani: macie w rodzinie dzieci? Lubicie dzieci? A macie święta? Lubicie?

Kiedy tego (zeszłego) roku kleiłam łańcuchy i anioły z papieru byłam sama. Rodzice nie mogli się doczekać, kiedy skończę, bo już by chcieli, żeby choinka była ubrana (chociaż jeden obowiązek z głowy). I nie chodzi o to, że są złymi, nudnymi ludźmi. Po prostu w którymś momencie przestali rozumieć. Przestali rozumieć to, co rozumieją dzieci – że anioły i łańcuchy muszą być sklejone! Że co roku trzeba robić nowe ozdoby na choinkę. Że każda choinka musi być inna, każdy prezent niepowtarzalny. Że święta (tak samo z resztą jak i całe życie!) przecież muszą być zabawą, a nie obowiązkiem. Bo jako obowiązek one nie mają sensu. Ani jedno, ani drugie. Ani święta, ani życie.

Joanna Burgiełł
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeJeremi i Rekin 2Najwyżej oceniane:Coraz bliżej święta
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.