Recenzje > Subiektywny przewodnik po książkach kulinarnych

„The Flavour Thesaurus” – Niki Segnit

Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania kilku słów o ulubionych książkach kucharskich czy około kulinarnych, ale to dopiero w zeszłym tygodniu dostałam impuls, który ostatecznie przekonał mnie, że powinnam zacząć ten cykl. Dlaczego akurat teraz? Dlatego, że moją bibliotekę zasiliła nowa pozycja, która mną obsesyjnie zawładnęła. Książka, która powinna stać się biblią każdej osoby, która jest zafascynowana jedzeniem, gotowaniem, szukaniem nowych smaków i ich kombinacji. Dlatego postanowiłam zacząć właśnie od niej. Mowa o angielskojęzycznej (mam nadzieję, że zostanie kiedyś wydana po polsku) The Flavour Thesaurus autorstwa Niki Segnit.

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, czy tak naprawdę potraficie gotować? Co świadczy o tym, że potraficie gotować? Czy to, że podążacie ściśle za przepisem z książki i rezultat jest dokładnie taki, jak na kolorowym zdjęciu, a może sami intuicyjnie łączycie pewne smaki tak, że efekt jest zawsze co najmniej zadowalający? Otóż ja ciągle uważam, że gotować nie potrafię i ciągle się uczę, być może za 10, 15, 20 lat stwierdzę, że wszystkie książki kucharskie, kolorowe magazyny kulinarne nie są mi do niczego potrzebne, bo właśnie poczułam się dobrą kucharką.

Podobne dylematy przeżywała autorka, zadając sobie pytanie: czy po 20 latach doświadczenia w kuchni, pracy w biznesie spożywczym jest dobrą kucharką, a dodatkowo jej kulinarną pewność siebie zachwiała pewna kolacja u znajomej. Tam bowiem zaskoczyło ją połączenie smaków, na które by sama nie wpadła, a które było zaskakująco trafne. Zaczęła sobie zadawać pytanie skąd gospodyni wiedziała, aby połączyć dwa produkty, które na pierwszy rzut oka nie będą ze sobą dobrze współpracować. Zaczęła więc poszukiwać czegoś w rodzaju kompendium wiedzy o smakach czy słownika synonimów kulinarnych. Nie znalazła go, dlatego postanowiła sama go napisać.

Mimo, że sama twierdzi, że jest bałaganiarą, to muszę przyznać, że książka jest niezwykle sensownie usystematyzowana, czytelna i wyszukiwanie informacji jest bardzo łatwe. Tak, jest to jedna z tych książek, po które warto sięgać, gdy macie jakiś składnik, a nie jesteście pewni w połączeniu z czym się dobrze sprawdzi. Po przeczytaniu wstępu można ją czytać na wyrywki, skacząc po ulubionych składnikach. Nie jest to typowa książka kucharska, choć pojawiają się przepisy. Nie ma tu natomiast zdjęć. Za to, oprócz ogromu wiedzy o łączeniu poszczególnych składników w pary, znajdziecie tu tło historyczne, kulturowe i wiele ciekawych około kulinarnych informacji. Często opisanych kwieciście, poetyckimi porównaniami i metaforami. To jest książka do czytania dla relaksu, a wiedza dzięki niej nabyta pomoże Wam się rozwinąć w kuchni.

Autorka bazowała na 99 najbardziej popularnych rodzajach jedzenia i podzieliła je na 16 grup smakowych, m.in. pieczony (czekolada, kawa, orzeszki ziemne), mięsny (m.in. kurczak, wieprzowina, wątroba), ziemisty (m.ni. kumin, grzyby, buraki), morski (kawior, ostrygi, skorupiaki, białe ryby), leśny (m.in. orzechy laskowe, dynia piżmowa, kasztany). Pewnych produktów nie znajdziecie na liście, wybór autorki był bowiem subiektywny, za co zresztą przeprasza czytelników zawiedzionych np. tym, że nie uwzględniła cukinii. Uważa też, że jej książka nie wyczerpuje tematu.

Autorka usystematyzowała składniki w pary, co daje wielką liczbę kombinacji (niemal 5 tysięcy, a w książce opisanych jest 980). Myślicie o trzecim składniku? Otóż trzeci składnik zwiększyłby liczbę kombinacji do ponad 150 tysięcy! To rzecz jasna spowodowałoby, że książka urosłaby do niebotycznych rozmiarów i byłaby nie dość, że ciężka do napisania, to pewnie mało przyjemna do czytania. Poza tym bazując na sprawdzonej kombinacji dwóch składników można przecież eksperymentować z dodaniem innego składnika z grupy, która pasuje do grupy jednego z bazowych.

Cóż jeszcze mogłabym dodać poza tym, że książka miała fantastyczne recenzje w Sunday Times czy Observer, a także tym, że jeden z moich kucharskich guru - Heston Blumenthal - uważa ją za inspirujące źródło informacji?

Odkąd ją czytam, a robię to w każdej wolnej chwili (i wszędzie ją ze sobą noszę), czuję się jakbym odkrywała nowe planety. Nawet jeśli czasem połączenia są dla mnie oczywiste, albo gdy nie nie zgadzam z opinią autorki (moje ulubione połączenie czekolady i buraka w cieście uważa za nieprzyjemne - cóż, smak to taka subiektywna sprawa).

P.S. Podziękowania dla Anny Marii, od której dowiedziałam się o tej książce.

The Flavour Thesaurus – Niki SegnitNiki Segnit

The Flavour Thesaurus

Bloomsbury Publishing PLC, 2010

Twarda okładka, 400 stron

Karolina Grochalska
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.