Muzycznie - czyli co nam w duszy gra > Fotoreportaże z koncertów chóru God's Property



Tak, jestem już w Polsce:), i od razu wracam do mojego kronikarskiego rzemiosła... a było to tak... Była niedziela, od rana śliczna pogoda, postanowiliśmy więc odwiedzić naszą drogą przyjaciółkę Anisię, która z powodu swojego kolana spędzała czas w domu. Prosto zaś od niej mieliśmy się udać na koncert gospel do Krzysztofa i zrobić tym niespodziewankę naszym drogim koleżankom Magdzie i Edycie, która już nie raz nas zapraszała...
U Anisi mieliśmy się spotkać z Orzełkiem, ale Orzełek oczywiście spóźniła się prawie dwie godziny, po czym wpadła i od progu wyrzuciła z siebie: Ja wam to wszystko zaraz wytłumaczę, otóż byłabym wcześniej, ale jak zwykle coś mi wypadło, a wszystko tak dobrze szło, ale potem jechałam tak szybko, że pobiłam chyba swój życiowy rekord, na rowerze z Zetu na O, bo ja jechałam tak szybko i przez rondo, ale nie wyciągałam ręki jak skręcałam bo się wstydzę i chyba kierowcy nie wiedzieli gdzie jadę, bo raz byłam rowerem, a zaraz potem samochodem, a jeszcze później człowiekiem, tzn samochodem bo jechałam po ulicy, a potem nagle skręciłam na pasy i wjechałam na chodnik, czyli byłam człowiekiem, ale nie denerwujcie się, wszędzie zdążymy bo doktor zawiezie nas samochodem
.


No i powiedzcie sami, jak tu nie kochać tego naszego Orzełka! Nawet jak się spóźni, to potem swoją bogatą osobowością potrafi wszystko wynagrodzić! Oczywiście nie mam tak dobrej pamięci, żeby dokładnie zacytować całą tę opowieść, ale starałem się przynajmniej najważniejsze punkty przytoczyć.
Anisia niestety nie dała się porwać na koncert, pomimo, że zaproponowałem, że mogę ją nosić na rękach:), w związku z tym Maja pojechała samochodem z Doktorkiem, a my zrobiliśmy sobie spacer.



Trochę spóźnieni weszliśmy do kościoła. Koncert już trwał w najlepsze, dziesiątki głosów kierowane przez dyrygenta Adama Saczkę wznosiły się do nieba, a nasze koleżanki - chórzystki God’s Property (zapewne zaskoczone naszym entrée) jeszcze weselej kołysały się w rytm muzyki. Jestem pewien, że bez ich popisów tanecznych ten chór nie byłby taki sam! Zobaczcie sami ile energii wkładają w śpiew i taniec! Przyznaje tylko, że momentami się martwiłem czy Edytka się nie wyrwie i nie zacznie śpiewać STO LAT, STO LAT. Nie wyrwała się.



Nasze aniołeczki piknie przed nami śpiewały, obracam sie do tyłu, patrzę a w ławach same grzeszniki! Że też się sufit kościoła na nas nie zawalił to prawdziwy cud!

Kiedy dziewczyny przestały śpiewać weszła jakaś kobieta i zepsuła cały efekt bardzo fajnego koncertu, jakimś dziwnym przemówieniem. A że kobieta się strasznie męczyła składaniem zdań, więc Fusek postanowił skrócić jej męki i bardzo entuzjastycznie zaczął bić brawo, co podchwycił cały kościół:). Niestety Pani za mikrofonami nie zrozumiała aluzji.
A po koncercie poszliśmy uczcić ten pięknie kończący się dzień kuflem nektaru bogów... czyli piwem!
I to by było na tyle...
P.S. Ostatnio wysiadła mi karta TV, przez co nie mogłem oglądać Wiadomości i wiecie co, od miesiąca ani razu nie widziałem Kaczyńskich, ani nie słyszałem o nowych pomysłach Giertycha! Wniosek: wystarczy wyrzucić telewizor i Polska staje się najwspanialszym krajem na świecie!
Nie nie żałuję Przeciwnie bardzo ci dziękuję za to, że jesteś moim krajem Że jesteś piekłem mym i rajem...
Koncert zrelacjonował Witold Wieszczek.
