zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Felietony

Zimowe stłuczki

Jerzy lengauerZanim anonimowi komentatorzy anonimowego medium (dlaczego ciągle mam wrażenie, że cofnąłem się w czasie do lat anonimowych donosów? Lubimy zapełniać niewybrednym etycznie tekstem białe strony, nie podpisując się pod nim, prawda?) wyleją na mnie wiadro pomyj lub kubeł fekalii, proszę, żeby sami sobie przypomnieli, albo ich rodzice im opowiedzieli, jak to w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku bywało. Otóż wówczas latem szło się mniejszą lub większą grupką do Czernik torami. Jechało się do Gierłoży (także „na pałacyk”). Wsiadało do pociągu w kierunku Martian. Albo po prostu wdychało chlor na basenie, kalecząc stopy i kolana o odłupaną farbę. Ja wiem, że to trudne zadanie, ale proszę, żeby się także zastanowili nad tym, jak i kiedy zapragnęli być samodzielni. Na podwórku, na letnich wyprawach poza miasto. Kiedy to matka zostawiła już ich niezależnych w piaskownicy. No i w końcu, czy teraz obejmują zbyt troskliwą opieką swoje nastoletnie dzieci?

Dzieci, szczególnie nastolatki, nie mają tak jak samochody systemów antypoślizgowych, ABS-ów, poduszek powietrznych, solidnych zderzaków, wytrzymałej karoserii.

Ratownik – od słowa ratować. Co lub kogo ma ratować? Życie? Zdrowie?

Porównanie dzieci do aut wymusza poniekąd rozważania nad różnicą między stłuczką, kolizją i wypadkiem. Czy można mówić w przypadku drobnego, acz niemiłego i bolesnego zdarzenia o wypadku?

Ratownik w tym czasie pisze lub odczytuje krótką wiadomość tekstową. Dzieci pływają na głębokości ponad trzech metrów. Wyglądają pod wodą jak małe, ruchliwe rybki w akwarium, gdy patrzy się na nie z góry. Czy to, które dotrzymuje regulaminu krytej pływalni i skacze do wody właśnie na tę głębokość łamie zakazy wypisane na tablicach porozwieszanych na ścianach? Być może. W każdym razie ma na oczach okulary do pływania. Nie może mieć przecież okularów korekcyjnych, bądź soczewek kontaktowych, gdyby takowe nosiło. Zresztą i tak by to w niczym nie pomogło. Chlor, para i kropelki robią swoje. Ratownik nadal pisze bądź czyta. Dziecko skacze. Jedna z ruchliwych rybek akurat podpływa i zderzają się oboje pod wodą. To pływające ma szczęście, bo następuje jakaś dziwna podwodna amortyzacja. Drugie wychodzi z wody z płaczem i odkruszonym kawałkiem zęba. Nikt nie wykazuje zainteresowania. Rodzice przybywają na telefon. Pochlipujące dziecko jest pocieszane, ubierane. Wszyscy z tej strony kolizji rezygnują z dopytywania się, dociekania. Jedynie ważna jest informacja, czy ta druga rybka jest w dobrej formie. Druga strona się nie pojawia. Widocznie nadal ratuje życie lub zdrowie przez telefon, iphone, ipod, czy co tam innego przynosi dzisiaj sztuczna inteligencja. Rodzice umawiają wizytę u dentysty. Za dosztukowanie zapłacą parę złotych. Nie warto interesować się odszkodowaniem.

Gdy nie pada śnieg można dość zgrabnie omijać dziury, szpary, szczeliny w tafli lodu. Można się także nauczyć ich na pamięć i nie jeździć tam, gdzie są. Wymaga to jednak parokrotnego przejechania trasy z uwagą i nosem przy ziemi, pardon, lodzie. Oczywiście sprawi to, że trasa będzie nieco krótsza, to znaczy kółko będzie miało mniejszą średnicę. Trochę to uciążliwe, bo lodowisko nie jest zbyt duże. Szkoda, że pożałowano całej doliny amfiteatru. Dziecko nie ma zamiaru, cóż, nawet nie ma prawa, biorąc pod uwagę jego dziecięcość, uważać, czy też spodziewać się szczelin, w których zostanie płoza łyżwy. Niestety zostaje. Jedna noga z tyłu i upadek na plecy. Na szczęście radość ze szkolnego wuefu na lodowisku pozwala wstać i jeździć dalej. Płoza zostaje drugi raz. Tym razem upadek na kolana. Opiekun chce wzywać pogotowie. Stłuczone kolana puchną. W szkole pielęgniarka czyni ulgę altacetem. W domu podobnie. Rodzice czekają, aż się sprawa rozwinie. Puchną? Bolą? Może chodzić? Może zginać? Ochraniacze kolejnym razem? A może po prostu trzeba się przyjrzeć tafli lodowiska. Dlaczego o ósmej rano, w momencie otwarcia, średnio nadaje się do bezpiecznej jazdy?

Prawie zmyślone. Zatem zapraszam do wylewania pomyj i fekalii. Oczywiście na mnie, a nie basen czy lodowisko.

Jerzy Lengauer
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeJeremi i Rekin 2Najwyżej oceniane:Uchodźcy
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.