zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Recenzje

„Skazana na życie” – Anna Langfus

Skazana na życieJestem pewien, że pokolenie, które wychowało się w czasach pokoju, w jakimkolwiek miejscu na świecie, nie jest w stanie zrozumieć ilości nagromadzonego strachu w duszy ludzkiej, gdy godzinami, dniami i nocami, miesiącami, latami wisi nad człowiekiem groźba śmierci. Nie, to jeszcze za mało! Sama groźba mało znaczy. Ogromny lęk wynika z kumulacji na zewnątrz, na ulicy, poza domem, na każdej ścieżce, w każdej klatce schodowej, w obliczu każdego innego człowieka, tylko i wyłącznie zagrożeń. Ich obecność tworzy ten przeszywający strach, który obezwładnia, sprawia, że człowiek staje się zaszczutym psem, w którego oczach to pojawia się niewyobrażalny smutek, to obezwładniająca panika. Ale i to nie wszystko. Bo, gdy strach w obliczu nieustannego niebezpieczeństwa zastępuje jedzenie i sen, gdy jest najbliższym przyjacielem i najukochańszymi rodzicami, do drzwi duszy puka obłęd. Brak wtedy siły w rozumie i sercu żeby zrozumieć, że jednak zasłona śmiertelnych niebezpieczeństw z woli jakiegoś boga bądź losu może się uchylić. Stamtąd wyjrzy człowiek. Stamtąd wysunie się pomocna dłoń. Ale zaszczuty pies kuli ogon. Z przerażeniem szczeka. Z obawą macha ogonem. Nie wierzy. Bo wszystko wywrócone jest do góry nogami. Sądzilibyśmy, że wszystko wokół nas jest domem wariatów. Za chwilę podniesie się kurtyna strachu, otworzą się jakieś drzwi. Znikną czarne mundury, ucichną złowrogie warknięcia, szmalcownicy będą tylko bohaterami jakiejś okrutnej bajki. Nie! Bo znowu świat wywraca się do góry nogami. Straszliwa rzeczywistość jest normalnością, a ofiara tej rzeczywistości nie ma już siły na zachowanie człowieczeństwa i godności. Ten „jakiś” bóg normalnością obdarowuje czarne mundury. Ofiara może już jedynie podnieść w szaleństwie głowę i z dumą, w łachmanach, z wysmaganymi esesmańskim bykowcem plecami przejść się przed plutonem egzekucyjnym trzymając w palcach pozbawionych paznokci hitlerowski papieros. Tylko trzymając, bo spuchnięte wargi i pozbawione wody usta nie są w stanie przyjąć od oprawcy jedynego podarunku.

Tak przez bez mała sześć lat żyła Anna Langfus, autorka książki pod tytułem „Skazana na życie”. Nigdy nie broniłem się ani innych nie zniechęcałem do zaglądania na ostatnie strony czytanych książek. Tym razem wręcz zachęcam. Z „Posłowia do polskiego wydania” autorstwa Jeana-Yvesa Potela czytelnik dowiaduje się mnóstwa szczegółów dotyczących samej autorki, gdzie mieszkała, z jakiej rodziny pochodziła, jakie naprawdę nosiła nazwisko, a i powodów do napisania tej powieści. Tak, właśnie powieści. Bo Anna-Regina Szternfinkiel napisała powieść, z wątkami autobiograficznymi. Nie biografię. To świadectwo równe w swojej wymowie i autentyczności holocaustowej twórczości Primo Leviego, Imre Kertésza, Jeana Améry’ego. Z równie ogromnym ładunkiem traumy, o czym przecież świadczy sam tytuł! Proszę zauważyć, Czytelniku, że Anna Langfus nie nazywa siebie skazaną na śmierć, choć to właśnie bliskość śmierci wyziera prawie z każdej strony tego świadectwa. Tak jak wymienieni wyżej autorzy Anna Langfus swoje nieszczęście widzi w wydawanym na nią wyroku życia. Autorka stworzyła na bazie swoich przerażających przeżyć, o których nigdy się już w szczegółach nie dowiemy, literacką fikcję, która jednak oddaje autentyczność Holocaustu i tego okrutnego sponiewierania ocalałych z Shoah Żydów. Sponiewierania w latach wojny i psychicznego sponiewierania powojennego, od którego większość z nich nie potrafiła się już uwolnić do końca życia. Być może dlatego autorce zabrakło odwagi, żeby wszystkie swoje przeżycia przelać na papier z prawie że dziennikarską dokładnością. Nawet nie próbuję się postawić na jej miejscu. Jestem przekonany, że zabrakłoby mi odwagi na stworzenie takiej fikcji. Świadomość, że mogłaby być prawdą dawałaby tylko łzy. Dlatego rozumiem. Ale można to świadectwo potraktować inaczej. Może Anna Langfus w poczuciu obowiązku przekazania świadectwa kolejnym pokoleniom zdecydowała się na pracę nad powieścią, której formuła i środki bardziej trafiałaby do serc i rozumów wychowanych w pokoju czytelników? Tego też się nigdy nie dowiemy.

Skazana na życie. Z ponad trzech milionów Żydów mieszkających w Polsce zamordowanych zostało około 90%. Prawdopodobnie każdy z ocalałych stracił w czasie wojny co najmniej jednego członka najbliższej rodziny. Na każdego z nich zapadł zatem wyrok skazujący na życie. Nawet nie próbuję się odwoływać, Czytelniku, do Twoich uczuć. Jaki to musiał być przejmujący krzyk, odzwierciedlający straszną rzeczywistość: oni umarli, ja muszę żyć!

Anna Langfus nie była silna. Ileż to razy taki wyrok spadał na nią? Pochodząca z dość zamożnej mieszczańskiej rodziny, gdzie była niania, a karty i popołudniowa herbata w salonie w towarzystwie rodziny była na porządku dziennym, młoda kobieta odczuła wszystkie potworności żydowskiego losu w wojennej Polsce. Każdy kolejny etap historii II wojny światowej na polskich ziemiach był dla niej wyrokiem skazującym na życie. Na życie w samotności. Na życie w obliczu strachu, głodu, bólu, poniżenia. Każde kolejne zdarzenie powodowało, że młoda kobieta gubiła coś ze swojego człowieczeństwa. Szaleństwo, panika, obłęd, depresja, rezygnacja to byli domownicy jej duszy, serca i rozumu.

Panika zaczyna się, gdy Jakub kończy się ubierać. Już do mnie nie należy. Należy do tego człowieka w zieleni i o twarzy bez wyrazu. Kiedy jest gotów, mama podaje mu płaszcz nieprzemakalny. Zwyczajny gest, jakim go bierze, sprawia, że tracę głowę. Już nie myślę o budowaniu zdań; urywanymi słowami, po niemiecku, po polsku, czepiam się tego człowieka, którego noc rzuciła między nas, błagam, żeby nie zabierał mi męża, żeby wziął mnie, zabił… Odsuwa mnie jednym ruchem ramienia, a w jego oczach odbija się cień pogardy. W chwili gdy obaj wychodzą, zaczynam krzyczeć, krzyczeć coraz głośniej, matka przytrzymuje mnie, przyciska do piersi, niewzruszona, niezłomna1.

Autorka nie próbuje wprowadzać do fabuły rysu historycznego. Uznaje, że czytelnik zna, wie, zdaje sobie sprawę z wydarzeń, które dla bohaterów powieści są tłem. Czasami tylko krótkie zdanie, oszczędny dialog uświadamiają, gdzie fabuła ma miejsce lub co dalej będzie się działo: - Mają zlikwidować wszystkie getta – odzywa się teściowa – wszystkie poza gettem w Warszawie (…). Zostańcie tu, jeśli chcecie. My wyjeżdżamy do Warszawy. To nasza jedyna szansa. – Później w oczach mojej teściowej już nie istniejemy. Zwraca się wyłącznie do Jakuba. – Trzeba uciekać stąd jak najszybciej2. Bo Anna Langfus nie przywiązuje wagi do dat, nazw miejscowości. Być może ogromna trauma nie pozwalała jej tego zapamiętać. Być może świadectwo polega na zapamiętaniu tylko własnych odczuć związanych ze zdarzeniami, twarzami, słowami wyłaniającymi się z wojennego zamętu.

Wydarzenia opisywane przez Annę Langfus to świadectwo wszystkiego, co czytelnik literatury holocaustowej i wojennej powinien znać. Chciałoby się powiedzieć, że autorka nic nowego do tej literatury nie wnosi. A jednak tak nie jest. Cóż więc jest w tej powieści, że nie pozwala na postawienie książki na półce i zapomnienie? Jeżeli szukałbym jakiegoś trafnego określenia dla powieści, to prawdopodobnie zdecydowałbym się na przymiotnik „przejmująca”. „Przejmujące świadectwo”, tak chyba jest właściwie. Brak w powieści rozważań, które możemy znaleźć u Primo Leviego, a nawet Imre Kertésza. Nie ma analizy jak u Jeana Améry’ego. Jest świadectwo wydarte z głębi duszy. Świadectwo, które potrafi czytelnika przeniknąć. Które pozbawia jakichkolwiek złudzeń. Autorka stara się oddać wiele z tego, co było charakterystyczne dla przygnębiającej żydowskiej rzeczywistości. Jeżeli wszystkich była świadkiem, to tym bardziej to świadectwo jest przejmujące, tym bardziej rozumiemy jej ból przypominania i pisania. Bo czyż nie sprawia bólu historia żydowskiego dziecka oddanego księdzu pod opiekę, wyprowadzonego przez siostrę księdza do lasu i tam pozostawionego, tam okłamanego? Dla ratowania brata-księdza. Autorka nie wydaje wyroku. Tylko opowiada. Wyrok wydaje na siebie. Ona musiała tego słuchać. Ona, która słowiańskiej urodzie zawdzięcza zwierzenia Polaków-katolików.

Tak, jest świadkiem zdarzeń, których chyba wyobraźnia czytelnika, mimo licealnego wykształcenia i filmowego wychowania, nie była dotąd w stanie ogarnąć. Do tej wyobraźni autorka wkłada obraz szmalcowników, jakże innych, ale równie okrutnych: - Tak, to ja – odpowiada kobieta – przyszłam. I jeszcze będę przychodziła. – Cicho się śmieje. – Widzisz, nie mam uprzedzeń. Jesteś moim Żydem, tylko dla mnie. Wszystko mi zawdzięczasz, słyszysz? Wszystko. Mam w rękach twoje życie. Wasze życie, was wszystkich. Jedno moje słowo i wszyscy jesteście zgubieni. Ale go nie powiem, jeśli będziesz mnie bardzo mocno kochał, bardzo mocno. On milczy. Kobieta się niecierpliwi. – Na co czekasz? Nie masz w żyłach krwi? Jej głos staje się naglący, słychać na przemian sprośne słowa i groźby. Więc od tego zależy nasze życie? Że wyjdzie stąd niezadowolona i nas zadenuncjuje!3.

Dla kogo zakończenie wojny było ulgą, radością? Niepotrzebne zdawałoby się pytanie. Autorka jednak obejmuje świadectwem marność żydowskiego życia po jej zakończeniu. Temat bolesny i do niedawna jeszcze skrywany głęboko. Stosunki polsko-żydowskie to przecież nie tylko szmalcownicy i ratowanie Żydów przez uhonorowanych i nigdy nie odnalezionych Sprawiedliwych. To także ból powrotu: -O co chodzi? – Ależ… ja tu mieszkam. – To ja tu mieszkam. – Staram się otworzyć drzwi, ale kobieta je trzyma, walczymy w milczeniu. Słyszę, jak sapie, potem piszczy: - Sztuczka z poprzednią właścicielką. Próbowało jej już co najmniej dziesięć osób. Jeśli jest pani prawdziwą właścicielką, to niech pani wróci z milicją. Całym ciężarem napieram na tę wolę pełną wrogości. Rozlega się męski głos. – Jeszcze jedna – mówi kobieta – jeszcze jedna, która tu mieszkała. – Wywal ją za drzwi4. Kolejny wyrok skazujący na życie.

Zauważa mnie strzelec wyborowy. Patrzymy na siebie. Podnoszę głowę i trzymam ją sztywno, prosto. Zalewa mnie fala głupiej dumy, tak silna, że nie mogę już odróżnić, czy to z przerażenia tak mocno bije mi serce, czy też z poczucia własnej szlachetności. Lufa kieruje się w moją stronę. Niemiec uśmiecha się, jakby miał zrobić dobry żart. Czas się zatrzymuje. Duma mnie opuszcza. Nogi mi miękną, mam wrażenie, że odrywają się od ciała. I nagle żal mi tej żywej masy, w której rozpłynęła się każda osobowość, gdzie można było jedynie się poddać, nie czyniąc tego straszliwego własnego wysiłku, by stać. Otacza mnie tylko powietrze, a ono nie podtrzymuje. Raczej zachęca do tego, by wyciągnąć się na solidnej i twardej, dającej ukojenie, silnej, dobrej ziemi… Już nie patrzę na Niemca. Unoszę się we mgle. Głowa powoli staje się pusta i ciężka, ciężka… tym cięższa, im bardziej pusta. Pojawia się ostatnia myśl: głowa nieboszczyka musi ważyć sto razy więcej niż głowa żywego… sto razy więcej…5. Bardzo, bardzo oszczędny opis sytuacji, gdy bohaterka trafia na Umschlagsplatz. Znowu o samym miejscu nie ma nic. Za to jak zatrważająco opisane uczucia ofiary! Cała sytuacja zbiega się do kontaktu wzrokowego ofiary i strzelca, zwierzyny i myśliwego!

Podobnie gdy autorka podejmuje temat odpowiedzialności Niemców za Holocaust i wojnę. Znane z książek Irit Amiel i Primo Leviego wątpliwości opisuje w zatrważającym fragmencie, gdy bohaterka poznaje niemieckiego żołnierza, który otwiera przed nią swoją duszę. Jest człowiekiem. Ma do kogo tęsknić. Ma powód, żeby przeżyć. Zdawałoby się, że jest także ofiarą. Ale Anna Langfus pozbawia złudzeń. To człowieczeństwo znika, gdy z niemieckiego portfela wypada zdjęcie żydowskiej rodziny. Bezbronność śmiertelnie rannego żołnierza jest pretekstem do wykrzyczenia: - Niech pan postara się zrozumieć to, co teraz panu powiem. Pamięta pan tę żydowską rodzinę, którą pan zamordował? Pamięta pan, prawda? Tę fotografię… Ja też jestem Żydówką, jak oni. I gardzę pana śmiercią. Tę śmierć, którą z taką łatwością pan zadawał, nareszcie sam pan ją poznaje. Na próżno odgrywa pan dzielnego niemieckiego żołnierzyka, pan się boi. Pan straszliwie się boi6. I znowu nie ma tu absolutnie żadnej analizy. Nie ma za i przeciw. Nie ma mniej lub bardziej logicznych argumentów. Nie ma rozumu. Tylko uczucia. Uczucia, które dyktowane są straszliwą rzeczywistością. Autorka daje czytelnikowi obraz, zdarzenie, sytuację. Widzimy, tak jak w poprzednim fragmencie, dwoje ludzi twarzą w twarz. Oprawcę i ofiarę. Patrzą sobie w oczy. Tyle, że przerażenie jest w oczach oprawcy! Takich obrazów jest w powieści więcej. Wydaje się, że dla autorki jest to niezwykle ważne. Jest kwintesencją świadectwa.

Powieść w swojej formie przypomina wędrówkę. To odyseja. Chyba niezamierzenie. Tło historyczne do tego zmusza. Rodzinne miasto, getto warszawskie. Umschlagsplatz. Ciemne kąty, ciasne kryjówki. Przydrożne rowy, las. Po drodze znikają najbliżsi krewni. Samotność i strach powoli pozbawiają człowieczeństwa, stając się karmą dla powojennej traumy. Kolejni towarzysze to przeraźliwie wstrząsające świadectwa kaźni w gestapowskich kazamatach. Mrok rozjaśniają twarze, za pojawianiem się których idzie wyciągnięta pomocna dłoń ratująca bohaterkę w chwili, gdy gaśnie nadzieja. To trochę bajkowe, być może zbyt nieprawdziwe w odczuciu czytelnika. Licentia poetica czy prawda, której nasze pokolenie nie jest w stanie pojąć?

Moja ręka przechodzi na drugą stronę… Napotyka jedynie pustkę. I natychmiast niebo się chwieje, grzebiąc mnie na dnie swych ciemności7. Pustka i ciemność towarzyszą Annie Langfus do końca życia. Z nich wydobyła świadectwo przejmujące bólem i niepozostawiające nadziei na pogodzenie się z żydowskim losem, którego nieodłącznym towarzyszem jest trauma Holocaustu.

Jerzy Lengauer
  1. Anna Langfus, Skazana na życie, tłum. Hanna Abramowicz, wyd. Prószyński i S-ka, 2008, s. 15.

  2. Tamże, s. 24.

  3. Tamże, s. 67.

  4. Tamże, s. 268.

  5. Tamże, s. 49.

  6. Tamże, s. 145.

  7. Tamże, s. 271.

Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” - świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„Wiersze II” – Tadeusz Żurawek„Zegar szronu i inne wiersze” – Joachim Sartorius„Dziewczyna o sarnich oczach” – Ryszard Mierzejewski„Z jesienią pod rękę” – Grażyna Wójcik„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeDwudziesta Żona – Indu SundaresanNajwyżej oceniane:Śmiertelna klątwa
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.