zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Recenzje

„Strach” – Jan Tomasz Gross

Czym jest Strach Jana Tomasza Grossa, jak nie książką o historii Polski? Kawałku historii. Nie zdziwiłem się, że wzbudziła tak wiele dyskusji, pobudziła do polemik. Można się było tego spodziewać po książce autora Sąsiadów. Bo przecież jest, o czym dyskutować. Aczkolwiek przeraziła mnie intensywność tych dyskusji. Czytelnicy na pewno pamiętają: awantura wokół samego autora – marsze, groźby, odczyty w kościołach, inwektywy, posądzanie o antypolonizm, wręcz o zamach na polską historię i kulturę; z drugiej strony polemiki w gronie intelektualistów i historyków oraz seria artykułów w prasie na tematy związane z antysemityzmem, o stosunkach polsko-żydowskich; każdy szanujący się felietonista wypowiedział się na ten temat… Od Radia Maryja i Dziennika Polskiego, przez Tygodnik Powszechny i Gazetę Wyborczą, po Politykę

Nie jestem w stanie ocenić, czy cytowane przez Grossa fragmenty są adekwatne z punktu widzenia naukowego. Czy są to pozycje dobre, rzetelne, właściwe? Przyjmuję, że pracownik naukowy amerykańskich uniwersytetów, autor kilku pozycji historycznych, nie tylko o stosunkach polsko-żydowskich (!), napisał książkę o historii na podstawie posiadanej i wypracowanej przez badania wiedzy. Mogę jedynie dać wyraz swoim subiektywnym odczuciom, zdając sobie jednakże sprawę, że Strach wpisuje się w dyskusję o polskich latach powojennych, stara się rozszerzyć wiedzę na temat tego okresu, daje możliwość spojrzenia niepodręcznikowego na fragment historii.

Boleję i jednocześnie jestem zatrwożony, że tekst pisany może wzbudzić tyle emocji. Jak to możliwe, że po przeczytaniu około trzystu stron nagle podnoszą się głosy epatujące wielkimi, górnolotnymi słowami, pojęciami? Bóg, Naród, Ojczyzna, Honor, a dalej fałsz, kłamstwa. Skąd ta reakcja? Co Gross naruszył? Co poruszył w nas, Polakach? Dlaczego tak od razu na wysokiej nucie, niespokojnie, nerwowo, rewolucyjnie? Czy może ten tytuł? Rzeczywiście. Z jednej strony może być odebrany niezwykle prowokacyjnie. Na pierwszy rzut oka… Strach. A dalej: antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. A potem jeszcze dosadniej: historia moralnej zapaści. Nie ma się co dziwić. Samo słowo „strach” użyte jako tytuł wzbudza wielkie emocje. Ale odbierzmy to na spokojnie. Przenieśmy się w czasy powojenne. Czyż strach nie był wszechogarniający? Czyż nie był uczuciem, które towarzyszyło prawie wszystkim? I nie tylko w jeszcze nieutrwalonych do końca granicach naszego kraju? Strach przesiedlanych Niemców, strach Ukraińców i Łemków wywożonych w ramach akcji „Wisła”, strach mieszkających po małych wsiach Polaków i tychże Ukraińców oraz Łemków na południowo-wschodnich krańcach Polski atakowanych, jakby wojna się jeszcze nie skończyła, strach „leśnych chłopców” przed władzą ludową, strach młodych żołnierzy młodego państwa przed atakami z lasu. No i strach Żydów. A to tylko wszystkim znane przykłady. Strach w miastach, strach we wsiach, strach o majątek, strach o najbliższych, strach o życie, przeżycie… Strach na Wybrzeżu, strach na Mazurach, strach na Śląsku, strach w Bieszczadach… Nie ma co, Gross nie mógł użyć innego słowa. Odwołał się do uczuć. I odwołał się nie tylko do strachu części obywateli Polski, ale do strachu czasów i miejsca – epoki. Wyobrażam sobie. Ale nie tylko na podstawie książki Grossa, czy wiedzy wyniesionej ze szkoły. Zatem niech zadziała wyobraźnia: Skończyła się wojna, nie ma już Holocaustu. Wszyscy zaczynają życie od nowa. A tu najpierw jakieś plotki, skrawki wiadomości, ktoś coś usłyszał. Biją Żydów, zabijają, znęcają się. Za miastem, na drodze, w pociągu, we wsi, w kamienicy w środku miasta. I te powody! Bo Żydzi zabili Jezusa, bo Żydzi porwali dziecko chrześcijańskie na krew do macy. Z jednej strony - przerażenie idiotyzmem powodów, z drugiej – przerażenie, że wróciło. Ale co wróciło? Lata międzywojenne? Czy wojna? Czyż nie mogli tak myśleć ludzie ocaleli z Holocaustu? Zatrwożeni, że słowo „Żyd” może znowu równać się „getto”. I to nie tylko getto ławkowe. A co sobie wyobrażają dzieci? Że za przyznanie się do judaizmu, za czarne włosy, ciemne oczy, długi nos grozi niebezpieczeństwo? Jakie uczucia to w nich wzbudza? Właśnie, strach… Antysemityzm tuż po wojnie. Antysemityzm to wrogość wobec Żydów. Czy ktoś zaprzeczy, że po wojnie w Polsce była wrogość wobec Żydów? Autor „Strachu” podaje mnóstwo przykładów tej wrogości. Oczywiście dyskutowało się i nadal dyskutuje nad tym, czy użyta przez Grossa skala jest na tyle adekwatna do rozmiarów zjawiska, żeby zgodzić się z jego tezami. Jednakże liczba przykładów wziętych ze wspomnień, wypowiedzi, książek, prac naukowych i historycznych potwierdza antysemityzm. Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że Gross ma rację. Chociaż tłumaczę sobie sloganami, że przecież nie wszyscy Polacy to antysemici, nie zawsze tak było w dziejach Polski, nie wszyscy Żydzi ucierpieli. Oczywiście. Jestem daleki od generalizacji, uogólnień. Ale to jest rzecz tak oczywista, że nawet nie warto się nad tym zastanawiać głębiej. Co dziwne, wynoszę to z tej książki. Otóż to, Gross przez cytowanie tak wielu antysemickich wydarzeń nie uogólnia, nie mówi o istnieniu w Polsce wszechogarniającej fobii. Poprzez podawanie niezwykle smutnych, potwornych przykładów raczej wyłuskuje antysemityzm, udowadniając, że jego powodem były czasy. Czasy moralnej zapaści. To nie jakiś cały naród nagle upadł moralnie. To nie cały naród niemiecki urządził obozy koncentracyjne. To nie cały naród polski wywiózł Ukraińców i Łemków na północ Polski. To nie cały naród polski jest antysemicki. Na Boga! To czasy! Ale czasy, które stworzyli ludzie! Czasy moralnej zapaści. Przychodzi mi do głowy dziwny przykład, ale znany wszystkim: jeśli ktoś jest słabszy, inny (gruby, chudy, mały, garbaty, kulawy), to ci lepsi, normalni wykorzystują go na podwórku, w szkole, zabierają kanapki i pieniądze, biją, kopią, popychają. W tym czasie to Żydzi byli słabsi. Hitlerowska maszyna uczyniła ich właśnie tymi słabszymi. Zabrała rodziny, godność, majątek, odwagę. Kilka lat zabijania i poniżania. Na oczach innych narodów. Gross pisze o wielkiej pokusie wykorzystywania słabszych. A gdy się ma w pamięci lata międzywojenne, stosunek endecji do Żydów, getta ławkowe etc., to łatwo zrozumieć, że szaleństwo tych czasów moralnej zapaści mogło dać wielu ludziom asumpt do okrutnych czynów. Żyd – inny, Żyd – słabszy, Żyd – innowierca. Wśród Polaków, którzy po wojnie chcieli stanowić jedność. Ach, ta jedność! Dwadzieścia lat szukania tożsamości i jedności między wojnami światowymi. A po II wojnie – nagle dwie Polski: ludowa i sanacyjna. Gdzie tu miejsce dla innych? Zastanówcie się, proszę, ci, którzy piszecie o „ziejącym nienawiścią do Polaków Grossie”, może autor boleje też nad wielkim nieszczęściem Europy, której i Polacy są mieszkańcami, spowodowanym II wojną światową? Ile te lata wyrządziły ludziom krzywdy, nie tylko materialnej. Jakąż wyrwę w psychice uczyniły, jeżeli potrafiły opętać skrzywdzonych nienawiścią do innych skrzywdzonych?!

„Strach” podzielony jest na sześć rozdziałów, wstęp i epilog. Tytuł każdego z nich (oprócz pierwszego rozdziału) jest cytatem obrazującym jego treść, wzbudzającym już na wstępie ciekawość. Rozdziały podzielone są na dość krótkie podrozdziały, z których każdy ma także swój tytuł. Jedenaście stron bibliografii, oczywiście także cytowanej w książce, daje możliwość zweryfikowania tez autorskich Grossa.

Strach, antysemityzm w Polsce tuż po wojnie

A cytaty są przerażające. Wiele z nich mówi o denuncjowaniu Żydów Niemcom, morderstwach. Najgorszym antysemityzmie, bo pozbawionym absolutnie żadnego szacunku do życia innych ludzi. Wskazującym wręcz na mechanizm grupowy. Gross tak to ujmuje: „Mechanizm tych zbrodni ukazuje, że działano z premedytacją (…), czasami nawet, co do drobnych szczegółów – na przykład że najlepiej będzie obciąć dzieciom główki siekierą podczas snu”. Gross uważa, że nie można takich mechanizmów tłumaczyć psychologią tłumu. Pewnie ma rację, jeśli je planowano. Jednakże nie wyklucza to szaleństwa, które pewnie nie zdarzyłoby się w innych okolicznościach, innych czasach, które pełne są antysemityzmu, innych rodzajów rasizmu, szowinizmu, ale o innym absolutnie natężeniu! Właśnie – gdyby przejaw antysemityzmu zdarzył się „jeden jedyny raz, w jakimś małym miasteczku” nie byłoby mowy o moralnej zapaści. Ale jak tłumaczyć tak wiele okrucieństw? Gross mówi o klęsce europejskich zasad cywilizacyjnych. Dlaczego takie okrutne postępowania nie dotyczyły tylko jakichś wybranych grup ludności? Dlaczego wrogość do Żydów była i w ludności miejskiej, i wiejskiej? Dlaczego w napadach brały udział osoby cywilne, mundurowi – przedstawiciele władzy – milicjanci, żołnierze, kolejarze, ale i harcerze? Gross próbuje to tłumaczyć przyzwoleniem społecznym. Bez wątpienia. I podaje przykłady, z których wynika, że morderców po prostu usprawiedliwiano. Szokujące jest to, że usprawiedliwiali ci, którzy jednocześnie potępiali Holocaust! Wrogość, agresja w stosunku do Żydów, niewykluczająca dzieci, ciężarnych kobiet! To bezprzykładne okrucieństwo tworzy w moich myślach obraz niekończącej się dla Żydów wojny. Powodów do przyzwolenia na te potworności szuka autor także na szczeblach władz lokalnych i państwowych, gdzie interesant żydowski był kimś gorszym, dłużej obsługiwanym, czasami po prostu odsyłanym, bezwzględnie upokarzanym.

Osobnym tematem, któremu Gross poświęca więcej miejsca, jest przejmowanie majątku żydowskiego przez ludność cywilną i władze. Według niego Zabór żydowskiego mienia był zjawiskiem na tyle powszechnym, że pociągnął za sobą wyłanianie się norm regulujących sposoby, w jakie robiono z niego użytek. Nastąpiła redystrybucja dóbr i, jak zawsze w takich okolicznościach, powstały mechanizmy sankcjonujące praktykę społeczną z nim związaną. Czy nas to przeraża? Jakoś mniej. Mam nieodparte wrażenie, że nasza część Europy przyzwyczajona do ciągłych wojen, przesiedleń, wygnań, wędrówek narodów, już nic sobie z tego nie robi. A że przy okazji jesteśmy biedni, to… korzystajmy. Aczkolwiek przerażają obrazy czekających godzinami poza granicami wsi na wysiedlenie Żydów, żeby przejąć ich domy. Jak wyścig po złoto. Byłoby to śmieszne, gdyby nie było potworne! A okradanie mieszkań, rozkopywanie mogił w poszukiwaniu kosztowności? To nie dowód szaleństwa? Ile tych rzeczy jest wśród nas? Ale przecież meble, sprzęty gospodarskie, przedmioty użytku domowego, zabawki, pierzyny, poduszki, ubrania (o których często mówiono »żydowskie łachy«) nie znikły z powierzchni ziemi i tylko w drobnej części zostały wysłane jako zdobycz wojenna do Niemiec. A władza? Cóż, za odpowiedź może służyć choćby tylko to, że ocalałe po wojnie bóżnice żydowskie przejmowano na „cele społeczne”.

Nie ucieka też autor od potwornie smutnego zjawiska antysemityzmu wśród dzieci. Gross zdaje sobie sprawę, że skutki tego zjawiska działały w obie strony, wywołując traumę u żydowskich dzieci, ale także zmiany w dzieciach, które mniej lub bardziej nieświadomie dawały wyraz wrogości wobec swoich żydowskich rówieśników. Autor cytuje za Ireną Chmieleńską: Nie potrafię postawić prognozy, jaki będzie dalszy rozwój moralny dzieci, którym w okresie kształtowania się pojęć i form etycznych wmontowana została zasada, że dobrze jest zabić kilka milionów ludzi po to, aby móc po nieco tańszej cenie kupić słoniny. Ja też tego nie potrafię sobie wyobrazić. Ale zdając sobie sprawę, jak bardzo dzieci nasiąkają stereotypami otoczenia, z trwogą odkrywam, że pokutuje to w teraźniejszości. Czego dowodem są, mam nadzieję, że jak najrzadsze, wypowiedzi naszych sześćdziesięcio - czy siedemdziesięcioletnich sąsiadów, znajomych, z kompletnie nieuzasadnioną niechęcią do Żydów…

W osobnych rozdziałach Gross omawia pogrom kielecki. Na początku pierwszego z nich trochę miejsca poświęca średniowiecznemu przesądowi - powszechnemu w Polsce tuż po wojnie, iż Żydzi uprawiają mord rytualny, to znaczy porywają i zabijają dzieci chrześcijańskie i zużywają ich krew do robienia macy. Warto uważnie o tym przeczytać. Przy okazji przywołuje tutaj Gross bardzo ciekawe wypowiedzi ambasadora brytyjskiego w Polsce i ówczesnego biskupa lubelskiego Stefana Wyszyńskiego. Należy także zwrócić baczną uwagę, gdy Gross pisze o reakcjach Kościoła na wydarzenia kieleckie. Z wyraźnym, w moim odczuciu, obiektywizmem autor przywołuje reakcję na pogrom biskupa częstochowskiego Teodora Kubiny. Co jest przecież także dowodem na to, że Gross nie ma, o co się go posądza, alergicznej reakcji na chrześcijaństwo, katolicyzm i Polaków.

Jan Tomasz Gross stara się polemizować ze stereotypami. Odniosłem wrażenie, że zarzuca się mu, jako coś złego, posługiwanie się terminem „katoendecja”. Nie widzę powodów do negatywnych reakcji. To tylko zlepek słów, który w jakiś tam sposób próbuje obrazować związki pewnej grupy o określonych poglądach politycznych z religią. Czy nie jest to prawdą? Czy nawet nie można pokusić się tutaj o uogólnienie? A czyż owa grupa nie prezentuje pewnych swoistych poglądów odzwierciedlających stosunek do rozmaitych spraw? Choćby relacji polsko-żydowskich? Czy może on (ten stosunek) jest aż tak negatywny, że słowo „katoendecja” poruszyła czyjeś serca? Nie mnie o tym sądzić i wypowiadać się przy okazji recenzji. Jednakże porównując ów termin z „żydokomuną” („określenie będące wyrazem pokutującej w rozmaitych kręgach polskiego społeczeństwa opinii o naturalnej sympatii Żydów do komunizmu”) – nie można by powiedzieć, że endecy czują sympatię do katolicyzmu? Ile prawdy w obu terminach? Który z nich jest bliższy prawdy? Gross z tym właśnie polemizuje. Stara się dowieść, że krążące wypowiedzi o tym, iż agresja powojennych Polaków w stosunku do Żydów wynikała stąd, że wielu Żydów było komunistami, są, delikatnie mówiąc, nie do końca prawdziwe.

Proszę zwrócić uwagę na jeszcze jedno: książkę ilustrują fotografie. Smutne zdjęcia pomordowanych, osieroconych dzieci, ofiar pogromów. Może one przemówią? Może, chociaż one będą powodem do zastanowienia się, zanim powiemy coś złego o Żydach. Ale nie tylko. Również o Niemcach, Ukraińcach, innych Polakach…

Jerzy Lengauer
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” - świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„Wiersze II” – Tadeusz Żurawek„Zegar szronu i inne wiersze” – Joachim Sartorius„Dziewczyna o sarnich oczach” – Ryszard Mierzejewski„Z jesienią pod rękę” – Grażyna Wójcik„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeDwudziesta Żona – Indu SundaresanNajwyżej oceniane:Adele. Dziewczyna, która rozkochała w sobie świat
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.