zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Recenzje

„Antologia poezji hippisów” - świat, którego już nie ma

O „Antologii poezji hippisów” nie mogę pisać obiektywnie. To poezja, która chwyciła mnie za serce. To książka, którą musiałem mieć za wszelką cenę, gdy dowiedziałem się, że jest na rynku. To kwintesencja myśli kilkunastolatka i rzecz, do której wracam, żeby przypomniała mi o czasach smutku, żalu, nieszczęścia, ale i niedościgłych ideałów młodych ludzi w wytartych jeansach, porozciąganych swetrach, z długimi włosami. Tomik legendarny. Wiersze zebrane i wydane staraniem legendy polskich hippisów – Anny Radeckiej „Mamy”, która o „Antologii” i o hippisach pisze na sześciu stronach dwóch wstępów. Przy współudziale równie legendarnej postaci – Wojciecha Michalewskiego „Tarzana”, autora „Mistyków i narkomanów”, wydanych w sześć lat po „Antologii”. Właśnie, „Życie w drodze” zostało wydane w 1986 r. W schyłkowym PRL-u było to niezwykłe. Wydaje mi się, że jest to ewenement tamtych czasów. Tom wypuszczono w 3000 egzemplarzy. Nie mam najmniejszego pojęcia, czy ukazały się kolejne wydania. Ewenement przynajmniej z dwóch powodów. Raz, że pozwolono w PRL-u wydać książkę, która jak na dłoni pokazuje subkulturę niechcianą, od jej początków, czyli od lat sześćdziesiątych; która stanowi jej apoteozę. To w zasadzie pomnik wystawiony hippisom przez samych hippisów. Tym bardziej, że sprawa nie kończy się tylko na wierszach, w których mowa o wędrówce, porzuceniu mieszczańskiego trybu życia, wódzie, prostytucji, narkotykach, śmierci, więzieniu, szpitalu, ale także na opisaniu, krótkim, ale prosto z mostu, czym jest hippizm. Po drugie, bo w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku do głosu w polskiej subkulturze dochodzili, a może i już przewodzili kontestacji – punki, skinheadzi i mnóstwo mniej ważnych ruchów subkulturowych. Wtedy czas hippisów się kończył. Z ruchu, który odgrywał znamienną rolę w młodzieżowych niepaństwowych sferach, jak chociażby pielgrzymki, zamieniał się w ideały, które dotyczyły już tylko pojedynczych ludzi, stopniowo znikających z ulic naszych miast, koncertów, chowających się gdzieś w niezależnej kulturze albo w bieszczadzkich czy suwalskich samotniach.

Anna Radecka w „O antologii od siebie” pisze, w jaki sposób powstał ten tom. Pisze o sobie i postaciach, które odegrały znamienną rolę w stworzeniu „Antologii”, a także w jej życiu. Są to: Andrzej Szklarz, z którym łączyła ją więź matczyna, pięknie opisana w jednym z wierszy; Jerzy Gzula, któremu Radecka dedykuje początkowy tekst tomu; a także Radosław Nowak, Joachim Biernacki, Mick Osmulski, Grzegorz Wróblewski. Historia powstania „Antologii” jest serdeczna, pełna uczuć, trochę obalająca uznany przez nas mit hippisów, bo pokazująca, że wśród nich są ludzie wykształceni, zainteresowani poezją i pełni chęci tudzież umiejętności zatrzymania w czasie własnych przeżyć.

Z kolei w „O hippizmie nie tylko dla rodziców” Radecka króciutko opisuje ruch, jakim był w 1982 roku. Pisze o czymś, co jest jakby prosto przeniesione z „Lata Miłości 1967” z High Ashbury, lub jeszcze ciągle istniejącej kopenhaskiej Christiany. A więc o komunach, hippchatach. Pisze o ubiorze, ideałach, stosunku do życia, jedzeniu, preferowanych przez hippisów zawodach, religii, pacyfizmie, a nawet opisuje szczegółowo, co dzieje się w przypadku zajścia przez dziewczynę-hippiskę w ciążę. Można to odebrać trochę jak dziecinne, śmieszne, puste ideały. Ale zważmy, że Radecka pisała to w 1982 roku, gdy dla zbuntowanej, trudnej młodzieży nie było zbyt dużo alternatyw w reżimowym państwie. Przywołuje, tak samo jak Michalewski w „Mistykach i narkomanach”, wspaniałą legendę o powstaniu pacyfki, symbolu pokoju, wolności i miłości: „Inną ozdobą, a jednocześnie symbolem jest pacyf albo pacyfka, znak pokoju. Jak głosi jeden z przekazów, małej japońskiej dziewczynce, chorej na chorobę popromienną, doradziła szamanka, aby narysowała 100 lecących żurawi, a wtedy wyzdrowieje. Dziewczynka zmarła nie ukończywszy pracy”1.

„Antologia” zawiera 113 wierszy 27 autorów, jak udało mi się policzyć, dwie autorskie noty poetów i dwa wstępne teksty Anny Radeckiej. Wiersze mają przeróżne formy. Od bardzo krótkich tekstów, nawet dwu- czy kilkuwersowych, do dość długich. Znalazłem tylko pięć utworów rymowanych. Oto jeden z nich, stanowiący hymn ówczesnych hippisów:

song a my się na złość rozmnożymy na chudy na państwowy wikt na suchy chleb i obierzyny – tego nam nie zabroni nikt

Antologia Poezji Hippisówa my na noże na języki w łachmanach w butach co jak psy wyszczerzą gwoździe w warkot dziki mieszając błoto krew i łzy a my – na pięści my pod prąd głodni – a syci niezliczeni w ściśniętych sakwach brudnych rąk do nieba naznosimy ziemi!!!2

Takich hymnów jest więcej. Tej samej autorki, Katarzyny Anny Dziki, „beatnik”. Sam tytuł świadczy o odniesieniu się do tradycji amerykańskiej. Hippisi to przecież spadkobiercy amerykańskich hipstersów i potem beatników. Albo „o umieraniu dla Janusza”, „hippisi po polsku”, czy w końcu „kawiarniane spotkania” Wiesława Ziubryniewicza „Żubra”, gdzie dość, wydaje mi się, przewrotnie autor twierdzi, że „- jesteśmy hippisi dążymy/ do Pokoju do Miłości do ogólnego/ Dobra”3, a wypowiedź pochodzi zza kawiarnianego stolika, przy którym hippisi siedzą, dyskutują i palą marlboro, popijając jedną herbatę na czterech.

Nie ma się co w tych wierszach doszukiwać wykwintnych figur poetyckich, bo nie w tym rzecz. Opisują w dość prosty sposób trud hippisowskiego życia, niezrozumienie przez otoczenie, są krzykiem rozpaczy, jak choćby ten wyżej cytowany. Niektóre sprawiają wrażenie głęboko przemyślanych, bo starają się pokazać głębię uczuć za pomocą metafor. Taką próbą możemy odczytać w „paranoicznej elegii czyli kilogramie myśli psa kosmicznego (fragment)” Mariana Suszka, utworach Jerzego Dębniaka, Marka Jusięgi, „liście z dnia grzechu” Joanny Olbrychtowicz.

Odnajdziemy w wierszach przejmujące świadectwa pobytu w szpitalu psychiatrycznym (Andrzej Książek, „wesoły dom” Marka Szwantnera „Pedra”), bezdomności, niespełnionej miłości (Krzysztof Biernacki, Agnieszka Strumiłło)), śmierci i samobójstwa („przemiana” Adama „Wampira”), odrzucenia („dysonans blues” Katarzyny Anny Dziki), narkomanii (Andrzej Książek, Jacek Zajączkowski „Zając”), alkoholizmu („delirium tremens” „Małego”, „pieśń desperatki” Agnieszki Strumiłło), więzienia („pod celą”, „tam gdzie stoi czas” Wojciecha Michalewskiego „Tarzana”).

Wszystkie utwory preferują ubogą interpunkcję (prawie żadną), brak wielkich liter. Jednak to nie razi. Raczej przypomina ubóstwo i prostotę hippisów.

Są utwory opisujące zewnętrznie samych hippisów: „widziałem czas/ stał w starej kurtce wytartych spodniach/ w butach z odprutą zelówką”4, ale nieukrywające problemów narkomanii: „ręce ponacinane jak/ kalendarz Robinsona”5. Cóż za wspaniałe i przerażające zarazem porównanie, które od razu przywołuje samotność. Tylko że w tym przypadku niszczącą. Inne przewijające się w utworach obrazy hippisów to „długowłosi ludzie”, „nieogolony ksiądz”, „długowłosy chłopiec” z wiersza „wspomnienie” Grażyny Elżbiety Koper „Suzi”. Mamy także inne, pozytywne, prawie magiczne: „mały książę ze słonecznymi włosami”, ale i „niedoszły samobójca”. Także epitety, którymi obrzucają hippisów inni: „narkoman brudas”. A ci inni to „ci co cię nie rozumieją”, „młodzi zdolni”, „młodzi przedsiębiorczy”, młodzi porządni”, „zadowolone z siebie wielodzietne rodziny”, „matki tkwiące w ramówkach kolejek”, „ogólnie szanowani obywatele”.

W wierszach jest wiele odniesień do chrześcijaństwa, szczególnie do Jezusa (Marcin Harlender, „wspomnienie” Grażyny Elżbiety Koper „Suzi”), co poniekąd można wytłumaczyć fascynacją hippisów właśnie Jezusem. Ale także i do religii Wschodu. Takim przykładem jest wiersz „OM” Alicji Orzechowskiej. Fascynacja naukami i postawą Buddy jest równie silna, jak Jezusem. Przywoływane są postacie księży. Co też nie może dziwić, ze względu na działalność księdza Andrzeja Szpaka, zwanego „kapłanem hippisów”, związkami z czasopismem hippisowskim „Wyspa” i hippisowskimi pielgrzymkami.

W moim mniemaniu jest to świadectwo czasów, które odeszły. Niektórych z autorów tych wierszy już nie ma. Już nic nie napiszą. Już nikogo nie będą dręczyć swoim wyglądem, zachowaniem. Pozostał pomnik. Napisany przez nich.

Jerzy Lengauer
  1. Anna Radecka, O hippizmie nie tylko dla rodziców, w: Życie w drodze: Antologia poezji hippisów, wyd. Iskry, Warszawa 1986, str. 9. Dla porównania ta sama legenda z: Wojciech Tarzan-Michalewski, Mistycy i narkomani, Wydawnictwo Etos, 1992, str. 26: Przy okazji usłyszałem historię »znaku lecącego żurawia«. Po wybuchu bomby atomowej w Hiroszimie, wśród ofiar konających na białaczkę popromienną, była mała dziewczynka, która bardzo chciała żyć. Lekarze walczyli o jej życie z całych sił, ale nie było żadnej nadziei. Wreszcie, gdy wszystkie metody współczesnej medycyny zawiodły, jeden z lekarzy przypomniał sobie starą legendę japońską, że ktokolwiek wytnie z papieru sto znaków lecącego żurawia na tle słońca – nie umrze, choćby był najbardziej chory. Opowiedział o tym dziewczynce i mała uczepiła się tej myśli. Poprosiła o papier i nożyczki. Wycięła z papieru dziewięćdziesiąt osiem znaków. Z dziewięćdziesiątym dziewiątym w rękach umarła. Ten znak wśród pacyfistów, potem hipisów amerykańskich, później zaś na całym świecie, został przyjęty jako symbol walki o pokój i miłość (…).

  2. Katarzyna Anna Dziki, w: Życie w drodze: Antologia poezji hippisów, Iskry, Warszawa 1986, str. 41.

  3. Życie w drodze: Antologia poezji hippisów, Iskry, Warszawa 1986, str. 145.

  4. Robert Bernadkiewicz, widziałem czas, w: Życie w drodze: Antologia poezji hippisów, Iskry, Warszawa 1986, str. 17.

  5. Katarzyna Anna Dziki, na dworcu, w: Życie w drodze: Antologia poezji hippisów, Iskry, Warszawa 1986, str. 42.

Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Siddhartha” - Hermann Hesse
Najwyżej oceniane Recenzje„Wiersze II” – Tadeusz Żurawek„Zegar szronu i inne wiersze” – Joachim Sartorius„Dziewczyna o sarnich oczach” – Ryszard Mierzejewski„Z jesienią pod rękę” – Grażyna Wójcik„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeDwudziesta Żona – Indu SundaresanNajwyżej oceniane:Adele. Dziewczyna, która rozkochała w sobie świat
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.