zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Felietony > Tipy z pipy – czyli pamiętnik idealnego pana domu

Z prądem i bez

4.07 – Libertas

LibertasHa! Stało się! Jakiś czas temu dostałem propozycję współpracy z poczytnym miesięcznikiem. Takim prawdziwym, mającym nawet numer ISSN! Miesięcznik jest online i – tu Was zaskoczę – wydawany jest co miesiąc. Od lipca najlepsze z moich wypocin są publikowane na łamach Miesięcznika Ludzi Wolnych „Libertas”. Bierzcie i czytajcie z niego wszyscy (mam nadzieję, że nie grozi mi ekskomunika). Może jeszcze wyjdzie z tego coś fajnego, kto wie? Aż sobie musiałem wydrukować. Teraz będę żyć z tantiem (tych urojonych) z LIBERTAS.PL.

16.07 – Frania zapędzona do prania

PranieDzisiaj kolejny dzień z serii robienia wszystkiego na *ania. Pech chciał, że zaczął się od prania. Na szczęście pranie idzie bardzo szybko. Człowiek nie nadąża rozwieszać. Jednego nie skończy, a ta już drze japę i piszczy, że kolejne gotowe! A wszystko to dzięki odkryciu 15-minutowego programu. Od nasypania proszku, wlania płynu do płukania i zamknięcia bębna czas operacyjny wynosi równe 15 minut. Miszczostwo. Po prostu rakieta.

To jest odkrycie na miarę maratonu – później ktoś wymyślił półmaraton i nie trzeba było już tyle biegać. Oszczędność czasu 50%!

Nie można tylko przesadzać z Cocolino (ten taki z koalą) i innymi podobnymi, bo czasami przy 15 minutach pozostaje jeszcze piana na ubraniach. Ale tego biedronkowego można lać, ile wlezie – do oporu. Nic się nie pieni i nie czuć. Chociaż może kiedyś pomyliłem go z Vanischem? Sam nie wiem.

Z drugiej strony zapachy tych płynów mogą zaskoczyć. Na przykład taki zapach leśny. Wypierzesz, wysuszysz, uprasujesz, założysz i walisz lasem, jakbyś dopiero co wrócił z boru jakiegoś. Targetem są tu chyba tylko leśnicy czy tam leśniczowie (generalnie chodzi o tych człowieków mieszkających w leśniczówkach). Ewentualnie w okresie świątecznym, gdzie wszystko wali choinką to i my możemy być.

Wracają do tematu sypania proszku. Też macie z tym problemy? Ja na przykład nigdy nie wiem ile i gdzie wsypać. Nie mogę wykminić, z której komory to cholerstwo pobierze proszek. Więc zachowawczo sypę do obu, żeby przy kolejnym praniu nie przesypywać. Sposób się sprawdza, bo po całym cyklu proszku nie ma w łobu komorach. Kiedyś trzeba zrobić testy organoleptyczne i metodą prób i błędów to przedebagować. Chociaż, z drugiej strony, tam powinny być wbudowane jakieś małe diody LED. Ustawiasz program, a ta pulsuje stroboskopowo, wskazując, gdzie należy go nasypać. Albo taka strzałka „wsyp mnie tu”. Tymczasem, jako obejście problemu (workaround taki), z ratunkiem przychodzą tylko kapsułki do prania. Raz, dwa, ciach, wrzucasz z ubraniami i temat z głowy.

Na koniec podzielę się w Wami pewnym lajfhakiem. Przed praniem wyciągajcie wszystkie paragony i inne kartki. Oszczędzi to długiej zabawy w obieranie ubrań.

Ja spadam – pralka znowu drze ryja i sceny robi, że skończyła i trzeba ją opróżnić (wyczytałem, że podobnie mają krowy, jak się ich długo nie doi). Nabawię się jeszcze jakichś stanów lękowych od tego piszczenia.

Suplement. Kusi mnie ten program fitness. Ciekawe czy wtedy pralka zacznie gadać głosem Chodakowskiej? „I raz, i dwa, świetnie, super! I raz, i raz...”. I wtedy spalasz kalorię od paczenia w obracający się bęben.

20.07 – Ciemność

KorkiWracam dzisiaj na wioskę z roboty, a tam blackout. Otwieram chałupę, zapalam światło, albo raczej chcem zapalić. A tam nie ma, skończyło się!

Obleciałem całą posiadłość, niestety nigdzie prądu nie znalazłem. Jak na specjalistę IT przystało, spróbowałem jeszcze jednego lajfhaku – wylazłem, zamknąłem, otworzyłem i wlazłem z powrotem. Niestety reboot chałupie nie pomógł, dalej nie bootuje. Zacząłem debagować problem. Kable na słupie są? Są! Idą do chałupy? Ano idą. Rachunek zapłacony? Zapłacony... Wniosek nasuwa się jeden – prądu brak.

Sprawdzam jeszcze dla pewności korki, a tam pomiędzy bakapowymi korkami i żarówkami – pacze pełna, nieotwarta flaszka. Tylko czemu nie wino?! Znowu karma. Ale jak się nie ma co się lubi, to się chla co się ma. Trza się porządnie napić, bo wszechobecna cisza działa jak deprywacja sensoryczna. Tego się nie da wytrzymać. Ja potrzebuję elektronicznego szumu...

Jakby to powiedziała redaktor Jaworowicz: „Ile jeszcze razy w Polsce będzie dochodzić do takich sytuacji?! Ja nie chcę robić sztucznej sensacji...”

Nie działa (kolejność według piramidy Maslowa): PC, Internet (ten szybki), lodówka, żelazko, suszarka. Ciepła woda też nie działa... Biedronka również.

Co działa? Tylko licznik na prąd. Nie pytajcie jakim cudem, po prostu działa! I pewnie nabija...

Oczywiście do zakładu energetycznego nie ma co dzwonić, tam wiecznie zajęte jak prądu nie ma. Jak w tym teleturnieju – traf na otwartą linię.

Jak mawiała Pani Frał: Apokalipsa. Wyglądam co jakiś czas przez okno na ulicę, żeby zobaczyć czy nie snują się już na niej jakieś głodne zombiaki. Na razie tylko masa sąsiadów...

Suplement. Zostało mi jeszcze 56% baterii. Słońce zachodzi. Przy 10% zacznę się bać. Jak zgaśnie zielona kropka, będzie to oznaczało, że już po mnie... Lecę szukać jakichś powerbanków.

22.07 – Michael Crichton

Michael crichtonCzesio się zakochał... Po uszy! Really! Takie duże królicze! Co prawda to uczucie platoniczne, bo i obiekt już dawno nie żyje. Zapytacie w kim? A w Michaelu Crichtonie! A dokładniej mówiąc: w jego genialnych powieściach. Są tak wciągające, że pożera się je dosłownie w ciągu kilku godzin (licząc z trawieniem i wydaleniem!). Bardziej chyba wciąga tylko kibel podczas jelitówki.

Ani się człowiek obejrzy, a na zegarku 3 am i oczodoły ryją już po tylnej okładce. I odginają jej skrzydła, i patrzą to z lewej, to z prawej, pod światło nawet! W poszukiwaniu dodatkowego tekstu, niedowierzając, że to już koniec...

Michael wskakuje na drugą lokatę w klasyfikacji mych ulubionych pisarzy. Pierwszy miejsce należy oczywiście niezmiennie do Roberta Ludluma.

Zaraz siadam i zamawiam wszystkie jego pozostałe pozycje! A pomyśleć, że pierwsze trzy jego powieści zakupiłem całkowicie przypadkiem na wyprzedaży i przeleżały na półce kilka miesięcy!

Parafrazując Jagodę Wątrobę: Chcem do Empiku!

Kamil Piotrkowski
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Koniec (gorszy) świataPliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologie
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeJeremi i Rekin 2Najwyżej oceniane:Cmentarz przy ul. Ogrodowej w Łodzi
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.