zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Felietony > Przeczytane – przemyślane – napisane

Własny pokój

Sobotni poranek i nareszcie wiosna. Przyroda liże rany po zimie, rozkwita w przyspieszonym tempie, nadrabiając spóźnienia. Ciągnie mnie w kierunku bzu, fioletowe kiście zaczynają wydzielać cudowny zapach, to mnie uskrzydla. Lecz czy wypada w moim wieku pisać jeszcze o skrzydłach? Chyba że o tych ostatecznych…

Tymczasem wiosna w zalotach kusi życiem i rozpoczynaniem wszystkiego od nowa. Że się tej wiośnie w głowie nie zakręci od kółeczek, które robi bez końca – wiosna, lato, jesień, zima, wiosna, lato, jesień, zima… – tak od lat, wieków, epok aż po nieskończoność.

Przeczytane ostatnio książki skłaniają mnie do myśli o przemijaniu. Pewnie również dlatego, że zawód, który wykonuję, ociera się o smutną zmienność zdrowia z chorobą. Tym razem jednak rozgryzam problemy płci. Znalazłam dziś rano na trawie skorupkę ptasiego jajka, czyli że pisklę siedzi już w gniazdku. Ciekawe, on czy ona? Znaczenie płci w gatunku zależy od gatunku, każdy ma własne zasady.

Czy ktoś chciałby zostać małżonkiem modliszki?

W przyrodzie zasady bywają dość stałe, przynajmniej na pierwszy rzut oka, w historii homo sapiens prawa zmieniają się i nie są takie oczywiste. Jeśli jednak prześledzić historię naturalną ludzi, sprawa jest bardzo zagmatwana. Na próbę wpisałam do wyszukiwarki frazę: „rola płci w przyrodzie”. Wyskoczyło mnóstwo haseł, ale z płcią nic niemających wspólnego. Była natomiast rola lasu, rola grzybów w przyrodzie, rola wody, negatywna rola owadów. O płci ani słowa, no i kto by pomyślał? Przecież tyle się tej płci poświęca czasu i uwagi, i jakie ta uwaga przyjmuje oblicza, począwszy od specjalnych nauk, kierunków na wyższych uczelniach, poprzez feministyczne ruchy, aż po życie codziennie. Mówi się o walce płci, zastanawiam się, z czego ta walka wynika.

Feminizm, zwrot najczęściej w tej walce używany, stał się niepotrzebnie hasłem pejoratywnym. W wielu kręgach, a także potocznie, utożsamia się go z dziwną ekstremą, której nikt do końca nie rozumie, a większość traktuje z przymrużeniem oka. Tymczasem nie taki diabeł straszny, jak go malują: femina w języku łacińskim oznacza ‘kobieta’. Feminizm to ideologia i ruch społeczny związany z dążeniem do równouprawnienia kobiet i tylko to ma oznaczać. Tymczasem feministki kojarzy się raczej z babami, które nie lubią facetów.

Nową falę ruchów feministycznych XX wieku zapoczątkowała wydana przez Betty Friedan w roku 1963 książka pod tytułem „Mistyka kobiecości”, a kontynuacją była działalność pierwszej i największej, założonej przez nią organizacji feministycznej w Stanach Zjednoczonych – Narodowej Organizacji Kobiet. Autorka książki zakwestionowała w niej powojenny kontrakt społeczny w USA, nakazujący kobietom spełniać się wyłącznie jako niepracujące żony oraz lokować wszystkie ambicje w prowadzenie domu i wychowywanie dzieci. Napisała, że kobiety nie muszą się wstydzić swoich pragnień ani też mieć poczucia winy, jeśli mają własne marzenia. Argumentowała, że kluczem do przełamania patriarchalnej „mistyki kobiecości” są edukacja i praca zawodowa. Nie godziła się przy tym z postulatami feminizmu radykalnego, który nazwała złudną nadzieją dla kobiet. Nawoływała do większego włączenia mężczyzn w sferę prywatną oraz do rozpoznania specyficznych potrzeb każdej z płci.

Wiek XIX nie był dla kobiet łaskawy. Niemal w 100% ich życie zostało zmarginalizowane do sfery prywatnej. Zamknięto je w domach, całkowicie uzależniając od męża lub od rodziny. Żyły w sztucznym świecie, często nieświadome zagrożeń. Rozwój przemysłu i handlu sprawił, iż z córkami nie wiązano żadnych nadziei. Nie miały dostępu do szkół, były wychowywane w domu do samego zamążpójścia, a potem ponownie w tych domach zamykane. Nierzadko bywało, że całe życie spędzały w murach, rodząc kolejne dzieci, umierając w połogach, przy porodach. Nie mogły w żadnym stopniu zabezpieczyć siebie i rodziny przed ewentualną utratą majątku z powodu bankructwa bądź przedwczesnej śmierci męża. Nie chciały umierać z głodu lub iść „po chleb” na ulicę. Nie posiadały pieniędzy, a rodzinne posagi w całości przejmowali małżonkowie i oni decydowali, na co zostaną wykorzystane. Ten stan rzeczy sprawił, że część kobiet zaczęła się bronić, powołując do życia ruch sufrażystek (słowo pochodzi od łacińskiego słowa suffragium i znaczy tyle co ‘głos wyborczy’). Żeby zmienić swój los, musiały mieć możliwość mówienia we własnej sprawie.

Dziś twierdzi się, że poza legalnymi organizacjami walczącymi o prawa kobiet, wielkie znaczenie w zjawisku rodzącego się feminizmu i jego narastaniu miały – i ciągle mają – książki. Poczucie krzywdy i niesprawiedliwości najczęściej rodzi się samo, a tylko przypadek sprawia, że dochodzi do głosu. To nie musi być nic spektakularnego, wystarczy jedno przebudzenie, żeby dostrzec własną wartość i odważyć się żyć. Jest taka wspaniała książka, według niej powstał także film – „Smażone, zielone pomidory” Fannie Flagg. To historia przyjaźni dwóch kobiet. Gruba, pięćdziesięcioletnia Ewelina Kapusta, u której właśnie zaczyna się menopauza i która po odejściu dzieci nie potrafi odnaleźć się w życiu, zaprzyjaźnia się z kobietą poznaną w domu starców. Wspólne rozmowy tych pań, sporo różniących się wiekiem, sprawiają, że w Ewelinie budzi się poczucie własnej wartości. Kobieta uświadamia sobie istnienie lęku, który zdominował jej życie, zbytnią pokorę i niemą zgodę na negatywne zachowania męża. Kiedy pewnego dnia (scena z filmu) on, jak zwykle rycząc, dopomina się piwa, zamiast podać mu je bez szemrania, krzyczy do niego w odwecie: „spierdalaj Ed!”. I ten krzyk ją uzdrawia. Z takiej złości też czasem może się zrodzić feminizm.

To był zaledwie wstęp do mojego wywodu, nawiązanie do kolejnej książki Virginii Woolf, a właściwie eseju pod tytułem „Własny pokój”. Esej został napisany, a później wygłoszony przez autorkę na wykładach w Cambridge w 1928 roku. Były one przeznaczone dla angielskich kobiet ze średnich i wyższych sfer. Trudno się nie ocknąć po takiej lekturze. Nie żebym miała kłopoty z własnym ego, ale raczej dlatego że kobiece problemy z lat 20. XX wieku ujrzałam nagle w pełnym świetle i stwierdziłam, że obecnie wiele z nich tkwi jeszcze we współczesnym społeczeństwie.

Własny pokój

Jest wiosna w Londynie, rok 1928. Angielski parlament przyznaje kobietom pełne prawa wyborcze. Nieco wcześniej, pod koniec wieku XIX, zniesiono ustawę zakazującą im pracy w wolnych zawodach, zaraz po tym uzyskały dostęp do niektórych wyższych uczelni, a później prawo posiadania własnego majątku. Masowy udział kobiet w I wojnie światowej udowodnił, że potrafią jak należy walczyć i jeśli wystąpi potrzeba, zastąpić mężczyzn w kraju owładniętym wojną. Tak więc zasadnicze cele sufrażystek zostały osiągnięte. Teraz musiały się tylko doskonalić, uczyć się żyć w społeczeństwie na równoprawnych zasadach. Niełatwo było przeskoczyć kilkanaście wieków i dorównać pod każdym względem mężczyznom. Płeć narzuciła kobietom od zarania dziejów drugorzędną rolę. Mogły wprawdzie jechać „bez trzymanki”, ale w zamian musiały oddać prawo do wyboru drogi. Autorka ukazuje, a raczej opisuje, z jakim oddaniem i samozaparciem kobiety próbowały otwierać dla siebie szkoły i uniwersytety. Pokazuje kontrast między bogatymi budynkami szkół i uniwersytetów, tworzonymi od wieków w celu kształcenia synów angielskich rodzin, wielkimi kaplicami, przestronnymi gabinetami, bogatymi strojami profesorskimi i wysokimi gażami, a ubogimi uniwersytetami kobiecymi, które mieściły się w nieogrzewanych salach, zrujnowanych budynkach, bez dobrej kadry, bez wsparcia finansowego, ale działały już z wielką pasją i oddaniem, mimo społecznym oporom.

Virginia WoolfVirginia Woolf, zbierając materiały do wykładów, penetrowała półki w bibliotekach, poszukując śladów kobiecości w dziełach literackich, podręcznikach, rozprawach badawczych i filozoficznych. Odnajdywała je w wielu tytułach i w treści, ale żadna z prac nie była napisana przez kobietę. Niemal wszystkie były tendencyjne, co wynikało z niektórych tytułów, a w innych – z treści. Oto kilka z nich: „Boska cześć oddawana kobietom”, „Niższe poczucie moralne kobiet”, „Uroki i powaby kobiety”, „Składanie kobiet w ofierze”, „Mniejsza pojemność mózgu u kobiet”, „Kary fizyczne dla kobiet”, „Miłość do dzieci u kobiet”, „Umysłowa, duchowa i fizyczna niższość”, „Próżność właściwa kobietom”. Na podstawie tych lektur stwierdziła, że już najwyższa pora coś zmienić. Konieczne było przełamanie utrwalonych przez lata ograniczeń, a także, może nawet przede wszystkim, niemożność psychicznego i umysłowego wyzwolenia się z narzuconego przez mężczyzn systemu pojęć. Virginia udowodniła w swoim eseju, że warunki społeczne i sytuacja materialna decydują o tym, w jakim stopniu człowiek może rozwinąć swoje twórcze zdolności. Odsunięcie kobiet od uczestnictwa w życiu społecznym i zdobywania odpowiednich doświadczeń ustawiło je na przegranych pozycjach. W czasach elżbietańskich (XVII–XVIII wiek) kobieta wobec nauki, sztuki czy literatury była dla świata tylko białą plamą. W światłych, zamożnych domach zdarzało się, że mogła sobie pozwolić na więcej, lecz stanowiło to niewielki ułamek. Cała reszta kobiet nie liczyła się dla świata. Pewien profesor, znawca poezji Szekspira, uznany polityk Charles Travelian w trakcie prelekcji został zapytany przez jedną ze śmiałych pań, czy kobieta byłaby w stanie pisać tak pięknie jak Szekspir? W odpowiedzi usłyszała od niego, że „kobieta niezdolna jest do napisania nawet najgorszego z jego dzieł”. Na ponowne pytanie z jej strony – dlaczego tak uważa? na jakiej podstawie? odpowiedział, że „koty podobno też mają duszę, lecz to nie znaczy, że pójdą do nieba”.

To przesadne zacietrzewienie, z którym traktowano kobiety, dowodziło, jak trudno będzie przełamać społeczne bariery. Brakowało dotychczas w literaturze obrazu kobiety z krwi i kości, takiej, jaka jest, ponieważ prawdę o niej pisali tylko mężczyźni. Ta prawda była bardzo wypaczona. W sferze fantazji kobieta była kimś ważnym, a w sferze praktyki – zerem. W literaturze była natchniona, pełna głębokich myśli, władała życiem królów i bohaterów, w praktyce była niewolnicą, rzadko potrafiła czytać, pisać, i zazwyczaj stanowiła własność męża, często była bita i „ciskana po kątach”.

„Chcę was prosić, żebyście pisały książki najrozmaitsze, nie cofając się przed żadnym tematem, od najbardziej banalnych, po najambitniejsze” – o to prosiła Virginia angielskie kobiety w czasie swojego wykładu. –„,,Starajcie się, skąd tylko się da, o pieniądze, które pozwolą wam podróżować, rozmyślać o przeszłości i przyszłości świata, czytać książki i snuć marzenia, wałęsać się i przystawać na rogach ulic. Piszcie też książki podróżnicze i przygodowe, dzieła naukowe, książki historyczne i biograficzne. W ten sposób oddacie literaturze przysługę. Książki bowiem mają to do siebie, że nawzajem na siebie oddziaływają. Wierzę głęboko, że jeśli przeżyjemy następne sto lat, to zarabiając na własne utrzymanie i dysponując własnym pokojem, każda z piszących, to nauczymy się korzystać z wolności i pisać to, co naprawdę myślimy – jeżeli potrafimy nabrać pewnego dystansu i obserwować ludzi, nie tylko ich wzajemnych relacji, lecz także ich relacji z rzeczywistością. Nikt nie ma prawa odgradzać nas od świata. Jeżeli spojrzymy prawdzie w oczy, że szukanie ramienia, którego można by się uchwycić, jest złudzeniem i każdy z nas idzie i tak własną, samotną drogą przez życie, to z takiej prawdy i z takiego wysiłku nieznanych poprzedniczek będziecie mogły czerpać siłę do twórczego życia. W tym celu warto się trudzić – nawet znosząc biedę i brak uznania”.

Obecnie często pyta się autorki książek o zdanie na temat literatury kobiecej. Mam wrażenie, że traktuje się temat dość prowokacyjnie. Odpowiadam zawsze tak samo, że połowa świata należy do kobiet, połowa sukcesów i połowa porażek, ale jeszcze dzisiaj zdarza się, że przy budowie nowego domu każdy domownik otrzymuje swój własny pokój, mąż gabinet, salę do ćwiczeń albo pokój do majsterkowania, podobnie dzieci i babcia z dziadkiem. Tylko kobieta, żona, zamiast własnego pokoju otrzymuje małżeńską sypialnię, kuchnię, piwnicę i pralnię, bo właśnie tam ma się na co dzień rozwijać, a dobre książki, jeśli chce, może pisać na stole w kuchni albo na desce do prasowania.

Kobiety i mężczyźni – różnimy się pod wieloma względami. Nasze mózgi zbudowane są trochę inaczej, wychowywani byliśmy na innych zasadach, kobiety miały być ułożone i bierne, mężczyźni ambitni i aktywni, więc trudno żebyśmy pisali tak samo. Mężczyźni piszą i kształcą pióra od wielu wieków, mniej więcej od sześciu tysięcy lat, kobiety dopiero od stu lat, to niebywałe, że piszą tak dobrze. Poza tym, fakt bezsporny, to dzięki nim chodzi w tej chwili po świecie prawie siedem miliardów ludzi. Dziś nikt kobietom nie stawia pomników, o przepraszam, jest Syrenka Warszawska i Nike.

Na świecie od wieków przyjęto zasadę, że literatura wysoka musi stanowić o rzeczach istotnych – o wojnach, historii, przewrotach, powstaniach, o powstawaniu potęg państwowych i ich rozpadaniu, o wyprawach, zjawiskach społecznych, o polityce i o samochodach. Ale życie nie tylko z tego się składa. Wszyscy potrzebujemy wrażeń estetycznych. Mężczyźni, tak samo jak my kobiety, kochają, cierpią, wzruszają się z różnych powodów. Opisy międzyludzkich relacji to pole dla kobiet. To one potrafią drobiazgowo ukazać urodę świata, siłę uczuć, kulisy zjawisk historycznych, opisując na przykład wojnę od strony przeciętnego człowieka, od jednostki. To głównie kobiety piszą o macierzyństwie, zjadły na tym zęby. Ubierają świat w delikatność, czułość i miłość. Któż tak jak one pisze o kokardach, falbankach i o modach? Kobieta zatem wypełnia lukę, która jest przecież połową życia każdego człowieka. Może używa nieco innych słów, jest mniej dosadna, bardziej roztkliwiona, może robi to nieco naiwnie, ale przecież nie o to chodzi. Gdyby kobiety w tej chwili przestały pisać, świat byłby o wiele uboższy.

Krystyna Januszewska
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Koniec (gorszy) świataStudent i krasnale
Najwyżej oceniane FelietonyAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeJeremi i Rekin 2Najwyżej oceniane:Cmentarz przy ul. Ogrodowej w Łodzi
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.