zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Felietony

W razie mało prawdopodobnego zdarzenia, jakim jest lądowanie na wodzie

Bartłomiej Kozak„W razie mało prawdopodobnego zdarzenia, jakim jest lądowanie na wodzie...” – mówi Wam to coś? Co poczuliście po przeczytaniu cytatu? Możliwe, że to samo co ja – dreszczyk podobny do tego, który przebiegł po moim ciele, kiedy podpisywałem oświadczenie przed skokiem spadochronowym. Na oświadczeniu widniał fragment: „Dane osoby, którą należy powiadomić w razie wypadku”. Wypadku, którego na szczęście nie było. Były za to „ciary”.

Dlaczego o tym piszę? Otóż kilka dni temu wracałem do Polszy statkiem powietrznym w towarzystwie kilkuset pasażerów i kilku porządnych dreszczy. Pierwszy był wywołany zdaniem zacytowanym w tytule i myślą o mało prawdopodobnym zdarzeniu – występuje przy każdym locie i zawsze w tym samym momencie. To tak zwana kotwica kinestetyczna – odczucie „odpalające się” w tych samych okolicznościach.

Kolejna podniebna gęsia skórka pojawiła się również jeszcze na ziemi – tuż po odpaleniu silników, gdy w samolocie zrobiło się gorąco, a smród spalenizny rozgościł się na pokładzie niczym ryk niemowląt w czasie startu. Może z tą różnicą, że spalenizny w samolocie się przestraszyłem. Dreszczyk, który jej towarzyszył, nie był już kotwicą, a strachem, że jak ruszymy, to po nas. Że już nigdy oregano, pizzy z ananasem i cykania 4536564 takich samych zdjęć księżyca. Już nigdy pisania o kosmosie, próżni, empatii u szczurów, znaczeniu pszczół dla gospodarki, ani wpływie korników na jakość małżeńskich łóżek 23% Nowozelandczyków. Już nigdy spojrzeń prosto w oczy, prądu w łokciu, ani zastanawiania się, o czym napiszę następny felieton i czy zdążą go opublikować, bo wysyłam na ostatnią chwilę. Ta wizja – choć krótkotrwała – naprawdę była czymś bolesnym.

Bardzo szybko jednak zacząłem myśleć proaktywnie. Co mogę zrobić, żeby ocalić żylaste sznury transportujące krew do serc kilkuset osób i sznur od moich słuchawek, który tak często przerywa się z byle powodu? -Wiem! – pomyślałem – Krzyknę „feel burning” i na pewno stewardesa poczuje... Choć z drugiej strony, jeśli śmierdzi w całym samolocie, to chyba każdy już wie... Aaj tam. Zaszaleję i nic nie powiem. – Tak oto rozbuchana proaktywność zgasła na rzecz reaktywnego „chyba wszyscy czują, więc dlaczego to ja mam się odzywać?”. Nie wpadłem na to, że ci „wszyscy” mogli mieć katar, który przecież tak często mnie paraliżuje. A jeśli nie wszyscy, to przecież niemowlęta nie wyrażą swojego niepokoju inaczej niż poprzez „aaaaeeeeaaae”. Nikt nie zauważy różnicy w ich zachowaniu (może dlatego, że jej nie ma) i cała homo-sapiensowata zawartość samolotu będzie żyła w błogiej nieświadomości.

Tak czy siak, nic nie powiedziałem, bo smród ustąpił jeszcze przed kołowaniem maszyny. Zacząłem zastanawiać się, o co chodziło. Mam dwie teorie na temat pochodzenia swądu. Oto one:

1. Być może przypaliły się frytki tudzież inne jedzenie przyrządzane dla pasażerów? Jeśli nie, to przecież na wysokości wszystko smakuje inaczej, więc można przyjąć, że strawa miała być bardziej wyrazista. I pewnie była.

2. W samolocie leciała większość Polaków. Możliwe, że już przed startem kilku z nich rozpoczęło przygotowania do klaskania, ale w nieco innym stylu. Ja to widzę tak: Kilka osób chciało zagłuszyć (i zadziwić) innych klaskaczy wraz z samą załogą. Wiedzieli jednak, że wiąże się to z zaczerwienieniem i pieczeniem dłoni, więc wymyślili coś innego. Wnieśli na pokład kilka kamieni w podręcznym i jeszcze przed startem zaczęli je rozgrzewać (chcąc mieć pewność, że kamienie wytrzymają presję) pocierając jeden o drugi. Tak powstały drobne iskry i smród spalenizny. Tylko czy to możliwe, że rozniósł się on na cały samolot? Poza tym kamienie to raczej kiepski pomysł. Już talerze perkusyjne zrobiłyby większe wrażenie na uszach, ale wniesienie ich na pokład mogłoby nastręczać kłopotu.

Chyba jednak przypalone żarełko jest winne... a jeśli spaliło się ze wstydu tak jak lampiony, o których pisałem chyba dwa miechy temu? Pytanie – czego może wstydzić się jedzenie – pozostawiam otwarte.

Bartłomiej Kozak
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćAfera srajtaśmowaDzień jak co dzieńCichoWolność słowa
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeJeremi i Rekin 2Najwyżej oceniane:Storczyki
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.