zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Pomysł na... > Strefa Zgniotu

Trzy sposoby na zdobycie dziewczyny

Walter Bez MieniaW odpowiedzi na liczne prośby zdesperowanych czytelników postanowiłem podzielić się swą wiedzą z zakresu zdobywania przedstawicielek tzw. płci przeciwnej, czyli tzw. kobiet, zwanych też czasami dziewczynami. Cóż… Zdaję sobie sprawę z tego, że w oczach niektórych mogę uchodzić za autorytet w tych sprawach (dwa śluby cywilne, jeden kościelny, dwa rozwody, jeden pogrzeb teściowej). Tak więc dziś dla wszystkich sfrustrowanych, załamanych i niekochanych męskich serc trzy niezawodne sposoby na zdobycie dziewczyny.

Sposób pierwszy: ŁOWCA

Najpierw trzeba namierzyć ścieżkę, po której dziewczyny mają zwyczaj się przechadzać. Jest to dosyć proste i każdy, kto posiada sprawny zmysł powonienia, powinien sobie z tym poradzić. Dziewczyny bowiem wydzielają dość intensywne i specyficzne zapachy. Gdy ścieżka będzie już wypatrzona, wówczas należy sporządzić odpowiednio zamaskowaną kryjówkę. Najlepiej gdzieś nisko, żeby bez problemu móc z niej nagle wyskoczyć. Ostatecznie można też na drzewie, byle nie za wysoko, bo można nogi połamać. Wiadomo, że dziewczyny poruszają się w grupach większych, mniejszych oraz pojedynczo. Sztuki poruszające się pojedynczo radzę przepuszczać, gdyż są mocno podejrzane. Mogą to być egzemplarze chore lub też w inny sposób felerne, dlatego trzymają się na uboczu. Oczywiście mogą trafić się tacy, co gustują akurat w takich samotnicach, ja jednak nie polecam. Przed zajęciem miejsca w kryjówce należy rozstawić w widocznym miejscu tablicę ze zdjęciem Roberta Pattinsona. Najlepiej w samych majtkach lub nawet bez. Tablica powinna mieć gdzieś z boku dziurkę z przywiązanym sznureczkiem. Teraz już tylko trzeba czekać. Osoby z wrażliwszym słuchem powinny zaopatrzyć się wcześniej w zatyczki do uszu. Gdy nadejdą dziewczyny i dostrzegą afisz, zaczną wydobywać z siebie przeraźliwe piski. W tym czasie nie należy nic robić, tylko czekać, aż się zmęczą. Może to potrwać od dziesięciu do kilkudziesięciu minut. Gdy już zachrypnięte od pisku odejdą, wówczas należy wyjść z kryjówki, wysmarować afisz superklejem i schować się ponownie. Po kilku minutach pojawi się najbardziej zdesperowana sztuka, która pod jakimś pozorem oddaliła się od grupy, żeby przywłaszczyć sobie tablicę lub chociaż ją pogłaskać bez świadków. Gdy już przyklei się do Pattinsona, należy wyjść z kryjówki, złapać sznurek — i w zasadzie dziewczyna jest już zdobyta. Można ją potem przyrządzić na gorąco, pamiętając, że im młodsze, tym dłużej dochodzą. Podczas przygotowywania dobrze jest najpierw odrobinę posłodzić, a dopiero potem pieprzyć. Dobre są również na kanapce, byle nie na zimno. Najlepiej podawać z piwem. Smacznego.

Sposób drugi: SWATY

Dosyć oryginalny sposób na zdobycie dziewczyny, odnoszący się do starych, sprawdzonych metod. Dodam może jeszcze, że bardzo starych. Tak bardzo starych, że, o ile dawniej nie dziwiły one nikogo, dziś mogą właśnie wydać się nieco oryginalne. Ale po kolei. Na początek należy oczywiście sobie jakąś dziewczynę upatrzyć. Podczas takiego wyboru dobrze jest zwrócić szczególną uwagę na to, żeby nie była mężatką, gdyż mogłoby to doprowadzić do kłopotliwych sytuacji. Gdy już mamy upatrzoną odpowiednią dziewczynę, kupujemy wódkę w ilości hurtowej (tu nie warto być oszczędnym — w końcu o ważną rzecz chodzi!). Następnie zdobywamy gdzieś dwóch dziewosłębów (najlepiej w strojach regionalnych — można poszukać w Puszczy Kurpiowskiej). W takiej asyście przybywamy znienacka do domu przyszłej panny młodej, najlepiej pod pozorem kupienia owcy lub krowy, gdyż to zazwyczaj przynosi szczęście w swatach. Zanim rodzice dziewczyny ochłoną ze zdumienia, należy ich posadzić do stołu i zacząć poić wódką. W tym czasie dziewosłęby muszą wychwalać nasze największe zalety (mogą przy tym tańczyć, śpiewać i grać na instrumentach ludowych). A że bogaty — duża liczba zer na koncie… właściwie same zera; a że gospodarny — w gospodzie bywa co dzień; a że zaradny — dla każdego znajdzie dobrą radę; a że młody — ledwie pięćdziesiąt wiosen; a że przystojny — niczego mu nie brakuje (no, może trzech zębów z przodu, ale z otwartą gębą łazić przecie nie musi); a że robotny — żadnej pracy się nie boi i stać może przy niej godzinami; a że nie pije dużo (są tacy, co piją więcej — sam znam dwóch!); a że ręki na kobitę nie podnosi (tym bardziej że kobity nie ma); a że… Ale może już starczy.

Najistotniejsze jest to, że w tym momencie zarówno rodzice przyszłej panny młodej, jak i sama zainteresowana powinni ryknąć gromkim śmiechem. Liczymy głównie na to, że dziewczyna będzie rechotać aż do tak zwanego rozpuku, ze wszystkimi towarzyszącymi temu okolicznościami w postaci trzymania się za brzuch, tarzania po podłodze itp. Krótko mówiąc — padnie ze śmiechu i będziemy mogli uważać ją za zdobytą. Możemy — w geście zdobywcy — postawić na niej nogę, a następnie zarzucić ją sobie na plecy i zabrać do domu. Ryzyko, że rodzice dziewczyny mogą wykazać się znajomością obyczajów i zaproponować nam czarną polewkę, arbuza czy jakiś stary koszyk, jest znikome. W końcu swaty to stara i zapomniana już tradycja. I w tym tkwi jej skuteczność.

Sposób trzeci: SPRZĘŻENIE ZWROTNE

Teraz dla odmiany może coś bardziej sensownego, czyli tak zwane sprzężenie zwrotne.

Dziewczyny nienawidzą w szczególności, gdy ktoś im się sprzeciwia. Dotyczy to wszystkich dziewczyn, bez wyjątku. Nawet tych uległych. Jeśli bowiem dziewczyna (ew. kobieta) jest uległa w stosunku do swojego faceta, to tylko dlatego, że tego chce. I jeśli nagle jej facet zmieniłby front i przestał być w stosunku do niej władczy, to momentalnie ona zaczęłaby szukać sobie innego obiektu zainteresowań, bo najzwyczajniej „ciepłe kluchy” jej nie rajcują. Jest to właśnie coś w rodzaju „sprzężenia zwrotnego”, które działa na tej zasadzie, że gdy dostaniemy na tacy coś, o co z trudem walczymy, to bardzo szybko przestaje to być atrakcyjne, a nawet zaczyna napawać nas niechęcią.

Jak działa to w przypadku podrywu? Wyobraźmy sobie, że pewna samica naszego gatunku poznała gdzieś nowego faceta. Powiedzmy, że na pierwszy strzał spodobał jej się. Powiedzmy, że teoretycznie dopuszcza do siebie myśl, że coś tam mogłoby się z tego wykluć. Teraz najważniejsze jest to, co on zrobi. Jeżeli da jej w jakikolwiek sposób odczuć, że chciałby sobie na nią „zapolować”, to niestety, ale w tym momencie on sam staje się zwierzyną. Równanie jest prostsze niż 2 + 2. Jeśli facet wysyła w jej kierunku sygnały świadczące o tym, że ona mu się podoba, to oznacza automatycznie, że ona właśnie może zacząć go urabiać na tysiąc sposobów tak długo, aż jej się nie znudzi. Tylko najbardziej wyrafinowani „łowcy” wiedzą, w czym rzecz. Jeśli bowiem dziewczyna nie otrzyma od takiego osobnika żadnego, bodaj najmniejszego sygnału… wówczas zacznie się niepokoić. Oczywiście najpierw dyskretnie rozpyta się, czy nie jest gejem, żeby uniknąć ewentualnej gafy. Jeśli jednak okaże się, że jest w stu procentach hetero i mimo to poza neutralną życzliwością nie obdarza jej niczym więcej… Wówczas ma ofiarę na widelcu! Ona zacznie przeglądać się w lustrze trzysta razy dziennie, sprawdzając, czy przypadkiem nie wypłynęło jej ukradkiem oko albo nie wyrósł róg na nosie, zacznie… denerwować się po prostu! Dlaczego mu się nie podoba? Co jest z nią nie tak??? A może on jest po prostu nieśmiały? Może potrzebny jest mu jakiś delikatny sygnał? Zaczyna więc uśmiechać się do niego, mniej więcej co 30 sekund. A on? Nic! „O, mój panie! Teraz przeholowałeś. Przecież nie podejdę i nie rzucę ci się na szyję! Za kogo mnie masz?!” No i zaczyna się wściekać. Jak on śmiał jej się przeciwstawić? Powinien łasić się jak pies, skomleć i żebrać o jeden jej uśmiech. Gad! Podły zimny gad! Wredny, wyrachowany samiec! Teraz zaczyna się etap zimnej wojny: ona zaczyna być w stosunku do niego złośliwa, okropna, opryskliwa… Bóg jeden wie, ile wysiłku ją to kosztuje. A po nocach oczywiście ryczy z bezsilnej wściekłości, bo zaczyna sobie zdawać sprawę, że w najokropniejszy na świecie sposób właśnie się zakochała.

I wtedy nieuchronnie następuje coś, co po prostu nastąpić musi. Jakiś drobny incydent, błahostka, niczym kamyczek wywołuje lawinę. Może to być cokolwiek: przypadkowe zderzenie w windzie, nie tak wypowiedziane lub źle usłyszane słowo… W każdym razie nieszczęsna ofiara, która trafiła na lepszego myśliwego, wybucha! Wyrzuca z siebie całą złość, całą gorycz, całą zranioną ambicję. Wymyśla mu od ostatnich kretynów, męskich szowinistycznych świń… Teraz wystarczy upolowaną zwierzynę lekko pogłaskać i w zasadzie jest już zdobyta i obłaskawiona.

Ostrzeżenie: biorąc pod uwagę, że wychowała się na wolności, należy jeszcze przez dłuższy czas zachować ostrożność. W szczególności podczas ujeżdżania — potrafi nieźle bryknąć. Znane są również przypadki kąsania i drapania.

Walter Bez Mienia
Najpopularniejsze Pomysł na...Arcydzieła z gazet, mąki i wodyEfektowne upięcie włosów za pomocą wypełniacza do kokaPomysł na... ceramiczne magnesy na lodówkęWłasnoręcznie wykonany prezent ślubny, czyli ozdabiamy koszulkiBrafitting – chwyt reklamowy?
Najwyżej oceniane Pomysł na...Pomysł na... ceramiczne magnesy na lodówkęJak utrzymać na miejscu skaczące cycki?Oko na Maroko, czyli czego i jak używać do makijażuBrafitting – chwyt reklamowy?Świąteczna kartka Ważki Fioletowej
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeKoszulkiNajwyżej oceniane:Koszulki
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.