Felietony

Śmierć? Każdemu polecam!

Nie, nie jest listopad. Nikt w rodzinie mi nie umarł. Jakiejś wielkiej tragedii w narodzie nie było. No, może przepraszam, pod Smoleńskiem się TU 154 rozbił, ale ponoć w Chinach więcej w tym czasie zginęło ludzi. Poza tym odcięłam się na tydzień od mediów, więc niewiele wiem. A mimo to pisać będę o śmierci. Bo ona nas otacza. W każdej chwili. W co drugiej reklamie. W chwili, gdy to czytasz może też, choć sobie z tego sprawy nie zdajesz, Czytelniku Drogi.

Mnie osobiście, jako kobietę, ta śmierć dotyka wybitnie często. Znaczy się media mnie nią dotykają. Zwłaszcza teraz, wiosną. Bo wiadomo, żadna z przedstawicielek płci pięknej starzeć się nie chce. Bo starość to wiek podeszły, następnym jej etapem wiek odeszły jest. Co więc zrobić? A no łyknąć tabletkę, tudzież się posmarować się kremikiem i już młodość wraca. Ewentualnie można jeszcze sobie jakiś zabieg „na wiosnę” zafundować, co by nie było widać, że nam coraz bliżej do ponownych narodzin – tym razem nie z ciała, a z ducha. Co jeszcze można zrobić, by zatuszować fakt istnienia starzenia się i (czyli obumierania poszczególnych komórek ciała)? Dobry wujek gazeta czy ciocia portal kobiecy donosi: musisz KONIECZNIE zrzucić kilka kilogramów, i to z pomocą naszej cudownej diety, bo inaczej cholesterol, choroby, brzydkość, mąż pewnie zostawi Cię dla szczuplejszej... Bo tylko nasze specyfiki sprawią, że będziesz piękną (jakbyś już nią, Droga Kobieto, nie była...) i wiecznie młodą! Aż się ciśnie na usta stare powiedzenie: żyj szybko, kochaj mocno, umieraj młodo i zostaw po sobie ładne ciało...

Więc się wkurzamy na to wszystko, frustrujemy. Bo temat śmierci nas nie dotyczy wszak! Nie no, o wszystkim mogę rozmawiać, ale po co zaraz o śmierci? To przecież taka tragedia... A więc: śmierć śmierci! I chwytamy za papierosa. Tak, wiem, to infantylne co powiem, ale palenie nie tylko skraca papierosa, ale też życie. I często o tejże śmierci na opakowaniach wspomnianego specyfiku czytamy. Jeden papieros – ponoć sześć godzin naszej ziemskiej tułaczki mniej.

Pójdźmy dalej. Każda szanująca się gazeta kobieca wspomniała choć kilka razy o tym, że ubezpieczać się trzeba. Ja wszystko rozumiem, to ważna sprawa, rzekłabym przyszłościowa. Ale już mówienie o tym, że trzeba wykupować ileś dodatkowych ubezpieczeń, bo a nuż widelec coś się stanie, bo trzeba biust, nos czy inny mały palec u lewej stopy ubezpieczyć, bo co będzie, jak się coś w nas „popsuje”, coś obumrze? Nie żeby to było naturalne w pewnym wieku, że się „psujemy”... No ale może nam się uda naprawić za pieniądze z ubezpieczalni to, co się gdzieś po drodze zniszczy... Coś mi tu powieścią Lema zalatuje.

A czemu by o śmierci nie pogadać tak normalnie, bez udawania. Jakby na to nie patrzeć, to już w dniu narodzin wydany jest na nas jej wyrok. Bolesne to, ale prawdziwe. Nie uciekniemy. Ale przecież śmierć to ponoć początek nowego, lepszego życia! Albo pójdziemy do Nieba, albo się zreinkarnujemy lub osiągniemy nirwanę i już nie będziemy musieli się więcej męczyć. Zależnie kto w co wierzy, ale tak czy tak – raczej powinniśmy na życie po śmierci patrzeć optymistycznie.

Ostatnio przez przypadek dostałam w swoje łapki nader mądrą książkę Dzieje Duszy małej Tereski. Wyznaje ona w niej, że wielokrotnie życzyła swoim rodzicom śmierci. Straszne? Wcale, że nie. Po prostu ona chciała, by trafili oni tam, gdzie będą wiecznie szczęśliwi, gdzie wszystkie troski i problemy naszej rzeczywistości znikną.

Świętej pamięci Ojciec Badeni – poniekąd znany i uznany mistyk, który się z mistycyzmem nie utożsamiał ani przez chwilę – wydał w 2007 roku (miał wtedy 95 lat) genialną książkę. Nosi ona tytuł: Śmierć? Każdemu polecam! Pisze w niej, że śmierć to tak jak czekanie w Krakowie na fantastyczne wakacje na Hawajach. Większość chyba woli Hawajski odpoczynek niż siedzenie w mieście, nawet jeśli jest to nasz piękny Kraków...

Także, moje Drogie Panie i moi Drodzy Panowie, nie naprawiajmy swych ciał na siłę, nie upiększajmy tego, co Matka Natura pięknego nam dała. Cieszmy się życiem, wyzbywajmy się kompleksów i bądźmy wiecznie młodzi duchem. Nawet, jeśli ciało nam trochę posłuszeństwa odmówi. I więcej optymizmu jeśli Chodzi o śmierć! To tragedia dla tych, co żyją, a nie dla tych, którzy już umarli.

A więc, cytując wspomnianego Ojca Joachima, chcę Wam powiedzieć śmiało i odważnie: Śmierć? Każdemu polecam! Bo ten jest najszczęśliwszy z ludzi, kto koniec życia umie powiązać z jego początkiem1.

Olga Gretka
  1. J.W. Goethe

PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.