Felietony

Salam alejkum, Cygan!

AutoStaram się pomagać ludziom. Zwłaszcza na drodze. To jest chyba jeden z moich sposobów na poprawę świata. Zdarzyło mi się pomagać w wypychaniu auta z rowu czy zaspy lub użyczyć komuś telefonu, aby mógł wezwać pomoc. O autostopowiczach nawet nie będę wspominał. Zresztą mnie również takową pomoc zdarzało się otrzymywać.

Podczas mojej ostatniej wizyty w Polsce mijałem stojące na poboczu auto rodzinne, z którego wysiadł człowiek machający rękoma w kierunku przejeżdżających samochodów. Zdecydowanie potrzebował pomocy, więc bez wahania zjechałem z asfaltu. Uchyliłem okno, ale odruchowo wcisnąłem też guzik centralnego zamka. Podszedł do mnie mężczyzna w średnim wieku o ciemnej karnacji. Spytał, czy mówię po angielsku lub niemiecku. Wtedy zauważyłem, że stojący na poboczu „kombiak” ma francuską rejestrację. Przeszliśmy na angielski. Pierwsze słowa mojego rozmówcy brzmiały: „jestem tu na wakacjach, brakło mi benzyny, jestem muzułmaninem, salam alejkum”. Temat uchodźców ostatnio w mediach ustąpił miejsca „Bolkowi” i „pinciuset złotym na dziecko”, mimo to doskonale zdaję sobie sprawę, że jeśli nawet czegoś nie ma w mediach, to mimo wszystko to wciąż istnieje. Nie zastanawiając się długo, odpowiedziałem „wa' alejkum salam, jak mogę Ci pomóc”. Moja odpowiedź zdecydowanie zaskoczyła „Maura”. Mimo to ciągnął swój wywód. W skrócie – brakło im paliwa i potrzebują pieniędzy. Jako zastaw zaoferował mi swoją złotą, dość grubą bransoletkę, którą niespodziewanie wcisnął mi do ręki. Moją uwagę starał się zwrócić zwłaszcza na wysoką próbę złota, na jej wewnętrznej stronie. Wręczył mi również wizytówkę jakiegoś auto-salonu czy komisu w Niemczech (nazwa, e-mail, telefon). Twierdził, że właścicielem tego przybytku jest jego ojciec, który na pewno nie zostawi go w potrzebie. Spytałem, ile tej benzyny potrzebuje. Oznajmił, że 30 litrów. Dla pewności, że zrozumiem, cyfrę „30” napisał mi na powierzchni przybrudzonego lusterka. Dodał, że 100 złotych w zupełności wystarczy. Powiedziałem mu, że jeżeli ta bransoletka jest ze złota, to zdecydowanie jest warta więcej niż 100 zł. Miałem się tym w ogóle nie przejmować (w domyśle, jego stać na takie ekstrawagancje). Pozostało mi tylko spytać, czy nie ma przy sobie jakiejś karty płatniczej. Okazało się, że ma, ale akurat w tym dniu karta nie działała, ale wie, że jutro na pewno znów będzie sprawna.

Spytałem wtedy, czy bak ma zupełnie pusty. Powiedział, że kontrolka świeci mu się na czerwono i, że jeśli mu nie wierzę, to mogę sam sprawdzić. Nie sprawdziłem. Oddałem mu natomiast bransoletkę wraz z wizytówką i powiedziałem, że świecąca się rezerwa nie oznacza wyczerpania paliwa i że przy ekonomicznej jeździe może jeszcze przejechać jakieś 20-40 km, a do najbliższej stacji są tylko 4 km. Zaproponowałem mu eskortę podczas jazdy do tej stacji oraz pomoc w kontakcie z obsługą. Zrozpaczony rzekł, że nie ma pieniędzy, a w samochodzie ma małe dziecko. Powiedziałem mu, żeby tym bardziej ruszył się z tego pustkowia a pracownikowi „CPN-u” zaoferował swoją złotą bransoletkę. Dodałem również, że innej pomocy ode mnie nie otrzyma. Widziałem, że się wkurzył, ale przez niemalże zaciśnięte zęby podziękował mi za to, że się zatrzymałem i że to docenia. Potem odwrócił się od mojego samochodu i jakby nigdy nic próbował zatrzymywać przejeżdżające drogą auta. Odjechałem.

Dwa dni później podczas rodzinnej imprezy temat zszedł na imigrantów. Zacząłem opowiadać powyższą historię, ale nie dotarłem nawet do momentu w którym „uchyliłem okno, ale odruchowo wcisnąłem też guzik centralnego zamka”, gdyż przerwał mi ją krewniak od kilku lat mieszkający na Słowacji. Spytał tylko, co mi zaoferował ów muzułmanin – zegarek? bransoletkę? łańcuszek? Dodał, że był to na pewno Cygan. Przyznam, że zostałem nieco zbity z tropu. Powiedział mi wtedy, że miał sąsiada Cygana (Cygana starej daty, takiego z zasadami, niestety dziś już nieżyjącego), który opowiadał mu, jak to jeździli na podobne akcje zagranicę. Nie mógł się zwłaszcza nadziwić, że ludzie w Polsce wciąż dają się nabrać na takie numery, które oni praktykowali już od wielu lat... Nie wiedziałem co powiedzieć. Pomyślałem tylko, co mogło nastąpić, gdybym wysiadł z samochodu i postanowił sprawdzić faktyczny stan paliwa w ich samochodzie. Cały czas piszę „ich” lub „im”, gdyż w aucie był ktoś jeszcze. Podejrzewam teraz, że nie było to wspomniane przez mojego rozmówcę dziecko, ale refleksy światła na szybie uniemożliwiały jakąkolwiek obserwację wnętrza.

Wciąż uważam, że należy sobie bezinteresownie pomagać. Zwłaszcza na drodze. Uważajcie jednak na takie przypadki jak ten powyższy.

A swoją drogą Cygan podający się za niemieckiego muzułmanina, jadący na francuskich „blachach” przez Polskę, zaskoczony arabskim pozdrowieniem z ust Polaka – toż to Europa jak się patrzy! Salam.

 Snusmumriken
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.