Recenzje > O filmach piórem bibliofila

Maj w kinie: „Duże złe wilki”, „Chłód nadchodzi nocą” i „Ida”

Duże złe wilki

Duże złe wilkiJest kłopot. Do tej pory częściej, a może za każdym razem, pisałem o filmach, które miały w większości świetne recenzje i komentarze. „Duże złe wilki” zostały bardzo źle potraktowane. Zmieszane z błotem. Zrugane. A film podobał mi się niezwykle. Stąd problem. Czy mam wziąć do rąk ową negatywną recenzję, poszukać w sieci komentarzy i krok po kroku do nich się odnieść? Nie miałoby to żadnego sensu. Izraelski thriller został już napiętnowany jako film klasy B i na tym chyba koniec. Porównano go do „Wściekłych psów” Tarantino, Coenów w kontekście „Fargo”. Napisano, że w kiepski sposób czerpie wzorce. Kalkuje nieporadnie. Że w kulawy sposób odnosi się do sytuacji politycznej i społecznej Izraela, konfliktu żydowsko-arabskiego. Ot, mam ambaras, bo z kolei sam wielki Quentin Tarantino wypowiedział się o „Wilkach” niezwykle dobrze, ogłaszając obraz najlepszym filmem 2013 roku. Wpadłem między młot a kowadło. O porównaniach do admiratora i Coenów wszędzie jest mowa, gdy tylko pojawi się tytuł izraelskiego obrazu. Mam, zatem wymyślić coś innego, nowego, ba! nawet orzeźwiającego, świeżego, a co najważniejsze sensownego?

Wypowiadam szeptem to, co podsuwają pierwsze minuty filmu: Pedofil. Morderstwo. Okrucieństwo. Tortury. Będą mi się wyświetlać na ekranie przez cały czas. Wtedy też pojawia się twarz Quentina Tarantino a obok tekst: „Kto zabił Laurę Palmer?”. Krążyć też będzie uśmiechnięta dość głupawo Frances McDormand grająca w „Fargo” Marge Gunderson, tak samo pajacując jak Miki, najmniej zły z wilków. Ale dla kontrastu w tle przewija się już Sarah Lund z „Forbrydelsen”. Tylko smutna, tylko zła. Nieszczęśliwa przez całe trzy serie. Miki jest mniej poważny. Ot, powaga jego przeraża, gdy pomyślimy, że za nią stoi ktoś kompletnie nieporadny, intelektualnie jakby kulejący, żałośnie odgrywający rolę królewskiego błazna, choć bez szlachetnego cynizmu i ironii. Po prostu miejscami najzwyczajniejszy idiota. W porównaniu do skali zbrodni, ogromu tragedii to jakieś cholerne nieporozumienie. Ot, pierwsze i nieostatnie oszustwo. Ten smutny idiota ma rozwiązać zagadkę zbrodni? Ma przejść drogę od „Twin Peaks”, przez „Zagubioną autostradę” i „Mulholland drive” aż po „The Killing”? Być może ma szanse… Bo idioci mają szczęście? Bo są pod specjalną ochroną Losu? Są. Ale nie do końca. Miki jest podobny do wszystkich. I kompletnie się różni. Zawieszony gdzieś pomiędzy. Zwyczajny i naznaczony. Podkreśla to prawie każda scena. Obaj reżyserzy doskonale grają tą postacią. Miotają nim, przesuwając przed widzem mnóstwo porównań, zachęcając do szukania, przypominania bohaterów, tytułów filmów. Skandynawską ciemność, szarość zamieniają na jaskrawe, ciężki słońce, żeby za moment, jakby niepoważnie, przenieść akcję w czerń nocy i ponure światła piwnicznych żarówek, rodem z hitlerowskich miejsc kaźni. Upartego, prawie doskonałego Brudnego Harry’ego, przywołują do porządku w genialnej scenie, gdzie upokarza go kilkuletni syn szefa. Czy to także dość smutny żart o wojskowym wychowaniu Izraelczyków? Wszystko to przesuwa się przed nami z szybkością niepokojącą. Tarantino, Coenowie, Lynch, Sergio Leone, Harry Callahan, skandynawskie depresje. A gdy wydaje się, że to już koniec, że reżyserzy zabrali nas w miejsce, gdzie zagadka rozwiąże się sama, a widzowie będą usatysfakcjonowani finałem, z kryminału wpadamy wprost do realizmu magicznego, jakbyśmy czytali Marqueza.

Nie, nie! Film nie jest niczego parodią. Jest groteską, która przenika się wzajemnie z tragedią. Proszę zauważyć, że jedynym pozytywnym akcentem jest według reżyserów kontakt z Arabem. Krótkie dialogi Araba z Gidim i Mikim uspokajają, wnoszą jednocześnie i magię, i realizm w szaleństwo będące fabułą. A szaleństwo wychodzi poza sam wątek kryminalny. Gdy opadną emocje, zniknie krew i śmierć, zaczniemy się zastanawiać nad tym, czego potrafi dokonać plotka, media, społeczeństwo. Dziwne, bo właśnie tego w filmie nie widać. Nawet nie specjalnie się o tym mówi. To wynika jedynie. Gdzieś pełznie w pustej szkolnej klasie, na pustych, nasłonecznionych ulicach…

Chłód nadchodzi nocą

Chłód nadchodzi nocąFilm pojawił się niedawno na DVD. Jeżeli lubimy kryminały, mroczne, ciężkie, jakby czytać Krajewskiego, takie niezbyt amerykańskie, ale gdzieś tam na pograniczu tychże z lat 70. („Bullit”…) i skandynawskich, brutalne, ale jakoś tak nie do końca dosłownie w obrazie, choć niezwykle przejmująco, gdzieś w tle powiązane z antywesternami (choćby „Bez przebaczenia”), westernami miejskimi Eastwooda, z odbitym w roztrzaskanym lustrze Jeanem Reno z „Leona zawodowca”, to ta płyta powinna stać na półce. Czworo osób. Każde ze swoimi planami. Pełni emocji. Jedna głupia, druga okrutna, trzecia skomplikowana, czwarta zdesperowana. Znakomita intryga. Świetny rysunek postaci. Niezłe zakończenie.

Ida

IdaFilm, choć czarno-biały, taki nie jest. Jest szary. Jest brudny. Brudne są postaci. Niejednoznaczne. Zakonna nowicjuszka i stalinowska prokurator, nazywana Krwawą Wandą, bo wysłała na śmierć kilku wrogów Polski Ludowej, stają się bohaterkami filmu drogi. W moskwiczu (?) przemierzają okolice Łomży. Łączy ich żydowskie pochodzenie i bliskie pokrewieństwo. Dzieli na pozór wszystko. Ich dialog, często bez słów, dialog emocji, gestów, spojrzeń to niezwykłe dojrzewanie obu kobiet. Dojrzewają, każda, do czegoś innego. Do czego, okaże się na końcu. Nie warto traktować tego filmu, jako dopowiedzenie książek Grossa i raczej nieudanego, choć ważnego, filmu Pasikowskiego. Dzięki koncercie obu kobiet (oscarowa Kulesza bez dwóch zdań!) to obraz wielu spraw. O stalinizmie, kobietach, mężczyznach (należy bacznie zwrócić uwagę na ich rolę w tym filmie), odwilży, wsi, traumie, seksie, Kościele Katolickim. Cóż, w końcu i ratowaniu żydowskich dzieci przez klasztory. I tego konsekwencjach… Absolutna konkurencja dla Smarzowskiego.

Jerzy Lengauer
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.