Recenzje > Audiobooki, czyli książki czytane

„Zapiski na pudełku od zapałek” – Umberto Eco

Z okładki audiobooka wydanego przez ”Propagandę” spogląda na słuchacza z pewną wyniosłością, może nawet odrobiną zakamuflowanej kpiny, lektor Leszek Filipowicz. Czy tak właśnie wyobrażamy sobie inteligenta? Rozpinany, dość elegancki sweter. Biała koszula. Ciemny krawat. Okulary. Na kolanach pies. W okularach. Wstęp do swoistego humoru? Przekazywanego słuchaczowi w poważnym stylu profesora semiologii, który w pisanych tekstach o współczesności przełomu lat 80. i 90. puszcza do słuchacza oko. Umberto Eco - intelektualista, pracownik naukowy, wykładowca, felietonista, powieściopisarz, językoznawca, analityk znaczeń wyrazów i wyrażeń być może wygodnie rozparty w domowym fotelu, w swoim gabinecie, obmyślał przy papierosie i espresso owe króciutkie felietony. Może były to tylko dopełnienia opowieści, którymi bawił swoich studentów, synów, przyjaciół. Opowieści, dla których podstawą były z kolei jego podróże, obserwacje z ulicy, biblioteki, pociągu, urzędu, samolotu. Może pomysłem do napisania dwóch czy trzech stronic było jedno słowo usłyszane w kawiarni, artykuł przeczytany w porannej gazecie, rozmowa na ulicy? Czasami tak jest, że intelektualista, pozornie nie zwracając uwagi na toczące się wokół niego życie, dostrzeże jakiś bodziec, powiedzmy, że podpowiedź, do stworzenia felietonu. Różnie to z nimi przecież bywa. Tymi inteligentami, intelektualistami, pisarzami. „Normalny” człowiek z trudem to pojmuje. A jak o tym pisze sam Eco? Proszę bardzo: Nigdy nie zapomnę pierwszego spotkania z wielkim człowiekiem, jakim był Erving Goffman. Podziwiałem go i kochałem za geniusz i głębię spojrzenia pozwalającą mu gromadzić i opisywać najbardziej nikłe odcienie zachowań społecznych, za umiejętność wyłuskiwania najmniej widocznych cech, które uchodziły uwadze innych. Siedzieliśmy przy stoliku przed kawiarnią i po chwili, patrząc na ulicę, Goffman powiedział: «Wiesz, wydaje mi się, że w miastach jest już za dużo samochodów». Być może nigdy nie przyszło to do głowy, gdyż zastanawiał się nad znacznie ważniejszymi rzeczami; nagle doznał olśnienia i miał umysł na tyle świeży, że je wyjawił. Zejdź, zatem czasami na ziemię, Szanowna Inteligencjo! Nie róbcie z siebie snobistycznych głupców, Drodzy Intelektualiści! Ta poważna „fotelowa” mina niech rozjaśni się żartem i kpiną z profanów raczej, niż ma być dla profanów powodem do kpin z głębi inteligenckiego spojrzenia.

Pisząc Zapiski na pudełku od zapałek miał Umberto Eco około 60 lat. Był już uznanym naukowcem, a co najważniejsze powieściopisarzem. Czy miał prawo tak opisywać rzeczywistość? Tak z sarkazmem, poniekąd wyniośle, tak boleśnie wytykać głupotę? Tak bardzo ironicznie traktować ulicę? Ba! Całe to życie poza uniwersytetem, własną biblioteką? Tak się wadzić, tak bawić? Chociażby, co zrobił Eco ze mną, umysłowym prostaczkiem, który pisząc parę słów o jego felietonach, boi się zastosować dwukropek, tracąc resztki zaufania do swoich i tak miernych umiejętności: Pisarz pisze dla innych pisarzy, nie-pisarz pisze dla sąsiada z klatki schodowej albo dla kierownika miejscowego urzędu pocztowego i boi się (często niepotrzebnie), że jego czytelnicy nie zrozumieją lub nie wybaczą mu takiej śmiałości. Wielokropek jest dla niego przepustką; chce zrobić rewolucję, ale z pozwoleniem policyjnym w kieszeni”. Cóż, Umberto Eco, intelektualny policmajster, właśnie zabrał mi to pozwolenie.

Około 60-letni pisarz. Jak sobie poradził z zapewne przepalonym włoskimi papierosami głosem 60-letniego intelektualisty lektor Leszek Filipowicz? Wcale sobie nie poradził. A raczej nie wziął w ogóle tego pod uwagę. Skupił się wyłącznie na interpretacji, co uważam za słuszne. To ta kpina, sarkazm, ironia, którymi wypełnione są felietony, stanowią o ich sile. Leszek Filipowicz świetnie je odkrył przed słuchaczem. Dodał do tego nieśpieszny głos, z podkreśleniem odpowiednich słów, zwrotów, wyrażeń, zdań. W fantastyczny sposób potrafi w tym celu przeciągnąć samogłoski w słowie, mówiąc na przykład „wrooogiem”, lub inne zakończyć z naciskiem bądź w odpowiednim momencie przyspieszyć. Potrafi, czytając tekst, co zdarza się niezwykle rzadko lektorom, uśmiechać się. Ten uśmiech, który prawie słuchacz widzi, udziela się i słuchacz także uśmiecha się mimowolnie. Jednym słowem pełna zabawa!

Zapiski na pudełku od zapałekNie sposób jest w kilku zdaniach usystematyzować tych trzydzieści pięć felietonów. To może trud, któremu z chęcią się podda i bez wątpienia podoła autor pracy magisterskiej lub podyplomowej. Większość felietonów jest dwu- lub trzystronicowych. Nie świadczy to jednak o tym, że te krótsze są łatwiejsze odbiorze. Nie jestem wstanie podpowiedzieć słuchaczowi, pozostawiając to jego uznaniu, dlaczego niektóre z felietonów odebrałem jako trudne. Brak mi wiedzy? Być może. Chociaż znaczenie obcych mi słów mogę sprawdzić w słowniku. Poza tym felietony nie są pisane dla studentów historii czy językoznawstwa. W tekstach nie roi się od „kolofonii” czy „mizoginów”. Nie roi się też od nieprzetłumaczonych wyrazów i zwrotów angielskich i włoskich, choć czasami to właśnie one są pomysłem, podstawą felietonu. Może w swojej czołobitności dla kunsztu i mądrości autora Imienia róży nie jestem w stanie napisać, że niektóre z tekstów są po prostu nudne? Oczywiście najłatwiejsze i najzabawniejsze są felietony, w których Eco kpi z tak zwanego codziennego życia, odpowiednio nazywając przedmioty czy sytuacje, które powodują, że owo życie staje się miejscami koszmarem, jak na przykład piekielny dzbanuszek. Innym tego przykładem jest felieton pod tytułem Jak wyrobić sobie nowe prawo jazdy, w którym autor pokpiwa z biurokracji i urzędowych utrudnień, które funduje obywatelowi państwowa władza wykonawcza. W genialnie złośliwy sposób opowiada o tym właśnie tak: trzeba poświęcić parę dni nastanie w kolejce, przy czym zakaż dym razem, kiedy człowiek dociera do okienka, okazuje się, że musi wypełnić inny formularz albo kupić innego rodzaju znaczki skarbowe, apotem stanąć grzecznie na końcu ogonka. Oczywiście specjalnie przesadza. Wyolbrzymia znaczenie i oddziaływanie sytuacji, z których składa się codzienne życie. Jednakże budując prawie wszystkie felietony na zasadzie hiperboli zwraca uwagę na może nie koszmary, ale idiotyczne rozwiązania społeczne i państwowe, które są jedynie utrudnieniami. Jest to także asumpt do stworzenia zgryźliwego zakończenia felietonu, jak chociażby w tym powołanym wyżej: członek Czerwonych Brygad może mieć w ciągu paru godzin dziesiątki fałszywych praw jazdy, a proszę zważyć, iż sporządzenie fałszywego dokumentu jest bardziej pracochłonne niż wykonanie autentycznego. (…) mamy tylko jedno rozwiązanie: zatrudnić skruszonych członków Czerwonych Brygad w wydziale ruchu. Oni mają to, co nazywamy know how. Taki zgryźliwych podsumowań mamy kilka. Oprócz uśmiechu słuchacza i złożonego w myślach przyrzeczenia, że zgadza się z autorem w całej rozciągłości, że staje po jego stronie, to warto przecież się zastanowić, czy nie za łatwo poddajemy się manipulacji, słowom, ocenom, twierdzeniom, które płyną zewsząd w odzewie na każde zdarzenie. Czy Umberto Eco nie podpowiada, nakazuje wręcz: zastanów się, myśl, wyraź własną opinię? I nie ad hoc! Trzeba usiąść w fotelu i z tą wredną miną inteligenta wysilić umysł także nad informacjami gazet, telewizji, Internetu. Może taka postawa da nam również poczucie własnej godności, jaśniejszego spojrzenia na codzienne życie? A także pozwoli na inny stosunek do tej snobistycznej inteligenckiej społeczności?

Włoski intelektualista chyba przekazuje obywatelom coś jeszcze. Opisuje świat trudny, głupi, powikłany w szczegółach. Czasami wydający się nie do przejścia. Nie daje jednak recepty. Raczej podpowiada, żeby potraktować trudności z kpiną, uśmiechem, a nie z powagą czy złością, tudzież absolutnym podporządkowaniu się wskazaniom, przepisom i konwenansom. Bo nie zawsze „piekielny dzbanuszek” obleje spodnie gorącą kawą i nie zawsze taksówkarz nie wyda nam reszty… I nie każdy tekst musi być oparty na wielokropku…

-----

Recenzja powstała dzięki współpracy z portalem www.info.audiobook.pl.

Jerzy Lengauer

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Audiobooki, czyli książki czytane:

„Siddhartha” - Hermann HessePod flagą biało-czerwoną„Senność” - „Ziewanne” historyjki„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pachnidło” w interpretacji Tomasza TraczyńskiegoJęzyk angielski dla początkujących - recenzja„Lato przed zmierzchem” – Doris LessingHanna Bakuła „Hania Bania”„Nowe przygody Mikołajka” – René Goscinny„Kocham Paula McCartneya” – Joanna Szczepkowska„Kontrabasista” – Patrick SüskindPrzygody Olivera Twista - Charles Dickens„Złote nietoperze” – Grażyna Jeromin-Gałuszka„Ptasiek” – Williama WhartonaCheri„Wróżby Kumaka” – Günter Grass„Za blisko domu” – Linwood Barcley„Róże cmentarne”, czyli ogólne naśladowanie„Gnój” – Wojciech KuczokCzapa, czyli śmierć na ratyDynastia Miziołków„Zapiski na pudełku od zapałek” – Umberto EcoDzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy„Kubuś Fatalista i jego pan” – Denis Diderot„Coś mocniejszego” – Rafał A. Ziemkiewicz„Lolita” – Vladimir NabokovChłopiec z Nowolipek, czyli „Nowolipie” Józefa HenaRyby śpiewają w Ukajali, czyli Amazonka w sycącej pigułceRio de Oro, czyli w dorzeczu Złotej Rzeki„Cienie nad rzeką Hudson” – Isaac Bashevis Singer„Śmierć mówi w moim imieniu” – Joe Alex„Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” – Jerome K. Jerome„Obsługiwałem angielskiego króla” – Bohumil Hrabal„Źródło prawdziwej siły” – Fabian Błaszkiewicz„Morderca bez twarzy” – Henning Mankell„Tragedia w trzech aktach” – Agata Christie„Zgon Oliwiera Becaille”, „Nantas”, „Radykał” – Emil Zola„Spóźnieni kochankowie” – William Wharton„Lektor” – Bernhard Schlink„Gimnastyka dla języka” – Małgorzata Strzałkowska„Skarb w Srebrnym Jeziorze” – Karol May„Modlitwa o deszcz” – Wojciech Jagielski„Śmierć na Nilu” – Agata Christie„Gaumardżos! Opowieści o Gruzji” – Marcin Meller i Anna Dziewit-Meller„Dżuma” – Albert Camus
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„Wiersze II” – Tadeusz Żurawek„Zegar szronu i inne wiersze” – Joachim Sartorius„Dziewczyna o sarnich oczach” – Ryszard Mierzejewski„Z jesienią pod rękę” – Grażyna Wójcik„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeDwudziesta Żona – Indu SundaresanNajwyżej oceniane:Śmiertelna klątwa
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.