Recenzje

W ciemności – film o człowieku w ekstremalnej sytuacji

W ciemnościNowy film Agnieszki Holland, W ciemności, to historia o zagładzie i ocaleniu. Oparto ją na wspomnieniach Krystyny Chiger, zawartych w Dziewczynce w zielonym sweterku, i książce Roberta Marshalla W kanałach Lwowa. Choć film zyskał uznanie amerykańskiej prasy, nie powinno się go zestawiać ze sztandarowymi hollywoodzkimi produkcjami: Listą Schindlera Spielberga i Pianistą Polańskiego. Dlaczego? Odpowiem za chwilę.

W ciemności opowiada historię kanalarza i złodziejaszka Leopolda Sochy, który przez ponad rok ukrywa grupę Żydów w lwowskich kanałach. Oczywiście bohater dba o własne interesy i pomaga uciekinierom za pieniądze. Jednak kiedy te się kończą okazuje się, że Leopold nie zostawia Żydów i postanawia opiekować się nimi, nawet kosztem własnego życia. Skąd ta zmiana? Czyżby Poldek zmienił się w miłosiernego samarytanina lub przeżył nawrócenie? Holland nie podaje jednoznacznej odpowiedzi, bo w jej filmie nic nie jest czarno-białe. Nie wszyscy Polacy chcą pomagać Żydom. Niemcy nie są tylko mordercami, ale odczuwają strach. A Żydzi bywają egoistami dbającymi tylko o własne przetrwanie. Socha nie szczyci się swoją postawą. Po prostu robi to, co uważa za słuszne. Reżyserka pokazuje, jak cienka granica przebiega pomiędzy dobrem i złem oraz że nie należy klasyfikować ludzi czy patrzeć na nich jednowymiarowo. Decyzję o tym, po której stronie się opowiedzieć, każdy podejmuje sam. To, jacy jesteśmy naprawdę, pokazują momenty graniczne, a także nieoczekiwane zagrożenia. Według Holland u każdego kres wytrzymałości, zdolności do pokonywania cierpienia, leży w innym miejscu i nie należy tego oceniać.

W ciemności paradoksalnie widać więcej niż mogłoby się wydawać. Ukrywa się w niej strach, miłość, dylematy, relacje międzyludzkie, ale też dobro i nadzieja. Te dwie ostatnie pozwalają obrać właściwy kierunek, a potem wydostać się z mroku. Dobro i nadzieja traktowane są w filmie jako odkrycie, najwyższa wartość. Świat przepełniony zniszczeniem, agresją, zobojętnieniem na cierpienie, mogą uratować tylko one. Filmowe nadzieja i dobro nie są jednak patetyczne, koturnowe czy wytarte. Niczego nie ma tu w nadmiarze. Nie odnosi się wrażenia, że oglądany obraz jest tylko szumnym manifestem.

U Holland znalazło się też miejsce na ironię i wytknięcie obłudy. Dwunastu apostołów, dziesięciu sprawiedliwych, potop czy masowa zagłada Żydów przez Rzeszę (przedstawiona jak Sąd Ostateczny) to tylko kilka biblijnych aluzji. Wydaje się, że mają one jeden cel: pozować na spełnienie się woli Bożej. Ale, jak wiadomo, pozory mylą, a reżyserka chciała przekornie pokazać, że tragedia ludzi nie wynika z działania Boga. Więź pomiędzy Sochą i Żydami nie jest sprawą boskiej ingerencji. Rodzi się i trwa, chociaż nie da się ukryć, początkowo jest podszyta chęcią zrobienia interesu. Obłuda w filmie wyraźnie czai się w zakończeniu, kiedy to Poldek mówi: To są moje Żydki. Tak jakby chciał podkreślić swoją wyższość i to, że bez niego osoby, które wyłoniły się z kanału, nie miałyby racji bytu. Budzi to niesmak, ale też obnaża stereotypowe myślenie Polaków.

W ciemności różni się od wszystkich filmów o Holokauście, które dotąd obejrzałam. Jest w nim miejsce na wzruszenie i bunt, jak w pozostałych, ale znajdzie się chwila na wzięcie głębszego oddechu, zdystansowanie. Oczywiście pojawia się kilka scen na pokaz, nieco wystylizowanych po hollywoodzku, lecz nie klasyfikuje to filmu do miana typowej, amerykańskiej produkcji. Ciekawe jest opowiedzenie historii z punktu widzenia zwykłego człowieka, Leopolda Sochy, który nie dostrzega w sobie dobra i charyzmy. Zmiana dokonująca się w bohaterze pokazana jest jedynie za pomocą spojrzenia, wyrazu twarzy. Dlatego odpowiednie zaakcentowanie tego momentu wymagało sporego kunsztu od grającego Poldka Roberta Więckiewicza. Aktor idealnie wczuł się w postać i nadał jej wyjątkowego charakteru. Odtwórca roli nie musiał wcielić się w osobę, która dojrzewa, przechodzi diametralną przemianę, lecz w kogoś, kto kieruje się intuicją. Socha to złożona osobowość. Z jednej strony śliski cwaniaczek, któremu zależy wyłącznie na własnym dobru, z drugiej dobry mąż i ojciec oraz czuły na ludzką krzywdę człowiek. Więckiewicz doskonale wyważył wszystkie te elementy, za co powinien zostać nagrodzony.

Film Agnieszki Holland ma szansę na zdobycie tegorocznego Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny. Czy zostanie uhonorowany tym wyróżnieniem, okaże się 26 lutego. Przedtem jednak musi zmierzyć się z polską krytyką. Przewiduję, że będzie łaskawa i wysoko oceni wysiłki reżyserki.

Iwona Głowacka
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.