Recenzje

„Tylko nie życz mi spełnienia marzeń” – Anna Strzelec

Do czego jest zdolna kobieta, której zadaniem jest od zarania dziejów dbałość o domowe ognisko, o potomstwo, o ciepłą strawę czekającą przy rodzinnym stole? Z czego potrafi zrezygnować? Jak zmuszona przez życie potrafi walczyć? Czy pozostawiona własnemu losowi będzie umieć wypełniać swoje zadania? Jeśli brutalność świata zmusi ją, by stała się Wojowniczką, czy będzie nadal delikatna, wrażliwa, romantyczna? Gdzie jest u niej, granica pomiędzy łagodnością a bitewnym szczękiem oręża? U niej, w jej kobiecej osobowości?

Na te pytania odpowiada Anna Strzelec w swej książce „Tylko nie życz mi spełnienia marzeń”. Podejrzewam, że Autorka przekazała nam ogromnie dużo wątków autobiograficznych. Takiej historii nie sposób wymyślić siedząc w bamboszkach i szlafroczku przy komputerze, niedaleko ciepłego kominka. To trzeba przeżyć, śmiać się i płakać, tulić i żegnać, nie umieć zapomnieć do końca, by wreszcie mieć odwagę opisać. I uczyć. Tak, tak – właśnie uczyć. Wybór drogi życia nie zawsze zależy od nas samych, lecz należy na niej zachować godność i nie zapomnieć o priorytetach. Priorytetem dla Anny Strzelec były dzieci, a później wnuki. O nie i o ich przyszłość walczyła, dla nich gotowa była do krańcowych poświęceń szukając jednocześnie w życiu czegoś własnego, człowieka, któremu mogłaby ufać, którego mogłaby z oddaniem kochać i ofiarować mu siebie samą. Do końca, bez reszty. Czy znalazła? Nie wolno mi na to pytanie odpowiedzieć, bo tę książkę powinniśmy przeczytać. Zapewne ona nauczy nas jak rozumieć drugiego człowieka w chwilach, gdy staje się tym najbliższym, pomoże określić granice, których przekraczać nie wolno, bo dalej jest tylko pustka.

Tylko nie życz mi spełnienia marzeńAnna Strzelec ma duszę artystki, jest zresztą także plastykiem i nie są jej obce emocje, lecz podziw budzi fakt, jak bardzo musiała być twarda oraz zdecydowana, by zachować wszystkie cechy przypisane kobiecie, by nie stracić wrażliwości, a także pogody ducha przyprawionej nieco melancholią. A wie przecież dużo. Zaznała emigracyjnej, pełnej wyobcowania samotności, zaczynając od zera, pokonywała kolejne etapy trudów koniecznych dla pozyskania właściwego statusu zawodowego poza granicami kraju i akceptacji obcych jej środowisk. I wygrywała, bo jest Wojowniczką, która zachowała łagodność, subtelność odczuwania otaczającego ją świata, bo gdzieś w głębi nadal czeka… Może czeka.

Uważam książkę Anny Strzelec za pozycję, którą trzeba przeczytać, mieć na półce i do niej wracać. Takie powroty pozwolą nam nie zapomnieć, czym są uczucia, czym powinny być. Z pełną odpowiedzialnością, z całego serca życzę Autorce „spełnienia marzeń”. Niech nie zapomni własnych słów, które są chyba dla niej ważne – „nic nie dzieje się bez przyczyny”.

Jerzy Rostkowski
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.