zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Recenzje > Audiobooki, czyli książki czytane

„Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” – Jerome K. Jerome

Trzech panów w łódce nie licząc psa„Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” przeczytałem jeden jedyny raz, gdy miałem około 12-13 lat. Lektura tej krótkiej humorystycznej powieści przypadła na jeden ze szczęśliwych okresów mojego dzieciństwa, stając się jednocześnie jego symbolem. Z przykrością zdaję sobie sprawę, że obecnie ta książka nie jest pewnie żadną atrakcją dla dzisiejszych kilkunastolatków zawładniętych cartoonową magią szklanego ekranu, bądź przylepionych do laptopa. Szkoda. Cóż, czasy się zmieniają, a my wraz z nimi. Wówczas powieść Jerome’a czytałem jako małomiasteczkowe dziecko, któremu los zesłał w inteligenckim warszawskim mieszkanku na Starówce kilkanaście dni, z których kilka, pomiędzy kinami, muzeami i wyprawami do księgarń, mogłem spędzić na rozkosznie wygodnym fotelu czytając Jerome’a.

Cóż jest w niektórych książkach, że tak przyciągają, że się ich pragnie, że się je wspomina rzewnie? Magia miejsca? Magia czasu? Magia dzieciństwa? Pewnie wszystko razem. W późnym PRL-u nie było zbyt wielu radości, więc czas poświęcony lekturom jawi się wyjątkowo wspaniale.

Nie liczmy zatem na razie psa, bo jest on jedynie rekwizytem, oczywiście nad wyraz zabawnym, chociaż nie najważniejszym w powieści. Liczmy to, co powoduje, że powieść jest tak dobra, iż potrafiła zamknąć drzwi za szarą, brzydką codziennością i wciągnąć czytelnika do świata, którego odwiedziny wspomina się latami. Myślę sobie tak: w książce uwodzi przede wszystkim sielanka. Oczywiście rozumiana nie jako gatunek literacki, tylko jako idylliczna, łagodna, spokojna atmosfera, łącząca się nierozerwalnie z błogostanem ducha trojga bohaterów, absolutnie pozbawionych kłopotów z punktu widzenia czytelnika zza Żelaznej Kurtyny prawie sto lat później.

W skrócie jest mniej więcej tak: trzech angielskich dżentelmenów (Harris jest znawcą restauracji i pubów oraz miłośnikiem oglądania nagrobków; George, w niniejszym przekładzie Jerzy, to pracownik banku; zaś Jerome to alter ego pisarza i jednocześnie narrator), londyńczyków, zapewne kawalerów około trzydziestki, znudzonych monotonią dość dostatniego i spokojnego życia, postanawia odpocząć i dla zdrowia sprawić sobie dwutygodniowe wakacje. W wyniku burzy mózgów w mieszkaniu Jerome’a postanawiają ruszyć wypożyczoną łodzią w górę Tamizy. Robi wrażenie? Żadne, prawda?

W trakcie wyprawy narrator popisuje się elokwencją i opowiada o historii mijanych miejscowości. Snuje niezwykle interesujące opowieści poczynając od Celtów i prochów Wielkiego Cezara przez Sasów, Duńczyków i Normanów, kończąc na Tudorach i Stuartach, zahaczając oczywiście o odpowiednie nazwiska i tytuły, wymieniając między innymi Elżbietę I, Henryka VIII, Cromwella, sir Walpole’a, mówiąc o nich z pozycji doskonale wyedukowanego przewodnika turystycznego, dla którego owe postacie są bardziej dobrymi przyjaciółmi, o których z przyjemnością wspomina, niż postaciami historycznymi. Opowieści aż kipią od humoru, żartów, ale wtrącanych z niezwykłą powagą, tak jakby ówczesnych czasów nie można było przedstawiać inaczej. Ze słów Jerome’a wynika, że historia Anglii jest pełna głupot, a dawni władcy i politycy to ze wszech miar postacie ułomne. Ale cóż, to nasza historia i nasi bohaterowie, zdaje się wymawiać takie słowa nosowym głosem, siedząc z wyciągniętymi nogami i rękoma założonymi na brzuchu Jerome.

Z kolei opisy przyrody i miejscowości to wybuch poezji! Patetycznie, w podniosły sposób. Całe stada środków poetyckich zaprzęgniętych w zasady poprawnego i pięknego pisania. I tutaj audiobook ma wyższość nad książką. Czytając pewnie bym szybko przemknął po tekście szukając kolejnych żartów i anegdot o angielskich królach. Słuchając tonę w poemacie wśród metafor, peryfraz, paraboli, hiperboli, cudnych wyliczeń, wśród namalowanego słowami poety obrazu angielskiej kniei lub wybrukowanych kamieniami uliczek.

A czy to robi wrażenie? Wiem, żadne. Bo to nie historyczne wiadomości autora ani jego biegłość w posługiwaniu się środkami stylistycznymi świadczą o sile tej powieści. Bo to nie przewodnik, nie podręcznik historii, nie poemat, ale powieść humorystyczna. Sama ironia, sama farsa!

Żeby trochę to wyjaśnić należy wrócić do trzech znudzonych, a zadufanych w sobie jegomości. Przypominam, że narrację w pierwszej osobie prowadzi jeden z nich, Jerome, opiekun psa o imieniu Montmorency. To właśnie on, Jerome rzecz jasna, a nie Montmorency, bardzo szczegółowo przybliża słuchaczowi-czytelnikowi postaci dwóch pozostałych bohaterów. Jednakże skupia się bardziej na cechach osobowościowych niż wyglądu zewnętrznego. Bodajże tylko raz mówi o jednym z nich, że jest słusznej postury. Taki sposób przedstawiania przyjaciół sprawia wrażenie nieustającej rubasznej pogawędki o sympatycznych starych druhach, którzy nie są być może intelektualistami bądź wzorem cnót, ale za to są kochani ze wszystkimi swoimi przywarami. Narrator opowiada o nich w dwojaki sposób: po pierwsze bezpośrednio, gdy są w trójkę, a Jerome komentuje ich zachowanie, wypowiedzi; po drugie, używając stwierdzeń, że Harris bądź Jerzy kiedyś opowiadali, że… i snując opowieść usłyszaną od któregoś z nich, której tenże jest bohaterem, a przynajmniej drugoplanową postacią. Obaj odbijają się w szyderczo krzywym zwierciadle postawionym przed nimi przez Jerome’a. Aż chciałoby się powiedzieć, że to niemożliwe, że są prawie protoplastami braci Marx, tak bardzo ich zachowania stanowią nieprzerwaną farsę, szaloną komedię. Za sprawą lekko basowego, nosowego głosu, który już sam w sobie jest zapewne ironią z dziewiętnastowiecznego angielskiego, przybranego przez Rocha Siemianowskiego, wyobrażamy sobie pewnych siebie facetów, elegancko ubranych, wypowiadających właśnie tak narzuconym przez lektora tonem komunały, frazesy, mające w ich zamyśle stanowić wiekopomne odkrycia albo być przykładem dla mniej doświadczonych słuchaczy. Megaloman z kciukami zatkniętymi za kieszonki kamizelki, bądź bawiący się srebrnym łańcuszkiem od koperty drogiego zegarka, bez zająknięcia raczy mniej publikę historią swoich morskich wypraw, bądź… jakichkolwiek innych, w zależności od tego, co jest akurat przedmiotem konwersacji.

Zatem wszyscy trzej, bo oczywiście w krzywym zwierciadle odbija się także Jerome, mając około trzydziestki są już doświadczonymi obieżyświatami, doskonałymi znawcami natury ludzkiej, bywalcami towarzystwa, tudzież obeznani z większością sportów i zawodów właściwych ich społecznej kondycji. Ta niezwykła napuszoność w słowie kontrastuje z niezwykłą zdolnością do zaprzeczania temu w czynach, które dzięki temu stają się prawie że ustawicznymi krotochwilnymi scenkami. A że każdy z tych panów widzi owe cechy u dwóch pozostałych, a nie u siebie, z nadzwyczajną gorliwością rozbrykanych kumpli Mikołajka, stara się to uzmysłowić tamtym. Wszystko to razem wzięte daje nam portret Groucho Marxa, który z poważną miną stawia rankiem wannę z zimną wodą pod łóżkiem śpiącego przyjaciela, albo scenę rodzajową, w której wszyscy trzej ku uciesze wyobraźni słuchacza biorą udział w pakowaniu ekwipunku, odrzucając po kolei zdawałoby się niezbędne rzeczy, które nie zmieściłyby się pewnie i na barkę towarową, albo rozpakowując się w poszukiwaniu szczoteczki do zębów złożonej na samym dnie jeszcze przed myciem zębów.

Powieść podzielona na rozdziały, co przy audiobooku nie ma szczególnego znaczenia, bo format mp3 jest z kolei podzielony na kilkadziesiąt kilkuminutowych plików, w zasadzie ma trzy części.

W pierwszej poznajemy bohaterów i jesteśmy odbiorcami prześwietnego monologu hipochondryka, który znakomicie oddaje także stan i współczesnych poszukiwaczy chorób, ale już nie w bibliotekach, tylko na stronach internetowych, co poniekąd daje satysfakcję, iż owa przypadłość nie jest dwudziestowiecznym wynalazkiem oraz nie dotyczy tylko steranych życiem emerytów, a jest raczej niedomaganiem wynikającym z nudy, gnuśności i dobrobytu. Przynajmniej tak to ironicznie postrzega Jerome. Poza tym jesteśmy świadkami dokonanego wyboru w sprawie wakacji, pakowania i wyruszenia z domu. Prawie każdy z tych fragmentów powieści służy narratorowi do przeróżnych dygresji, będących w głównej mierze historyjkami albo przeżytymi osobiście, albo usłyszanymi od Harrisa bądź Jerzego, tudzież pochodzącymi od kogoś innego, co zwykle autor awizował mniej więcej takimi słowami: „pewien znajomy opowiedział… przeżył taką przygodę… historię…”. Bardzo dobre są pewnego rodzaju komentarze, których Jerome nie unika, na temat własnych i wspólnych z przyjaciółmi zachowań, czynności. Stara się wówczas spojrzeć z boku na dziejącą się scenę, zinterpretować ją z innego punktu widzenia i w tenże sposób wyłuskać absurdy i komizm sytuacji, jak choćby w przypadku, gdy gapie obserwują bohaterów wychodzących z domu z ekwipunkiem.

Druga część dotyczy pierwszego dnia wyprawy, rozpoczętej przez Jerome’a i Harrisa, ponieważ Jerzy dołącza do nich po południu, po zakończeniu dnia pracy. I tutaj mamy genialną scenę na londyńskim dworcu kolejowym, jakby żywcem wyjętą z doniesień polskiej prasy ponad sto lat później, opisujących stan informacji PKP w skutek zmiany rozkładu jazdy pociągów.

Ostatnia część dotyczy prawie dwutygodniowej wyprawy łodzią w górę Tamizy, gdzie trzej panowie prezentują cały zestaw swawoli, mniej lub bardziej zamierzonych gagów oraz słownych i sytuacyjnych igraszek.

Historia podróży opowiadana przez Jerome’a przetykana jest co rusz literackimi wycieczkami burzącymi ciągłość narracji. Niektóre są ściśle związane z fabułą, inne dość luźno dotyczą właściwej opowieści. Taki sposób opowiadania, odchodzenia od właściwego tematu przywodzi na myśl „Kubusia Fatalistę i jego pana” Diderota. Jerome’owi ciągle się coś przypomina, nieustannie chce coś dodać. Bezwzględnie nie jest to nużące. Wręcz zachęca słuchacza, stwarza, że opowieść jest interesująca, a opowiadacz balansuje gdzieś między finezją narracji a najzwyczajniejszą gadatliwością.

Z tej na poły komedii satyrycznej, na poły komedii sytuacyjnej słuchacz czerpie nie tylko zabawę. Uśmiechając się z pobłażaniem lub zaśmiewając do łez z okropnych cech bohaterów, które w konfrontacji ze światem ulicy, szynku, żeglugi rzecznej pokazują absurdalność zachowań trzech panów, ich pychę, ignorancję, konformizm, megalomanię, mitomanię i mnóstwo, mnóstwo innych. Odnosi się czasem wrażenie, że Jerome pod pozorem powieści stworzył słownik najzabawniejszych, a zarazem najgroźniejszych cech ludzkiego charakteru. Dość prostymi środkami, nie wysilając się na tworzenie karkołomnej epiki, autor wrzuca jednego z bohaterów do Tamizy w koszuli tego, który zaśmiewa do rozpuku w łodzi, czyni z nich ofiary fotografii, na której widać tylko ich nogi i pośladki i tak dalej, i tak podobnie.

Oczywiście nie byłoby tak śmiesznie, gdyby nie byłoby to wpisane w obraz Anglii przełomu XIX i XX wieku. Mamy więc dość dokładne menu, ówczesne mody na grę na banjo, na fotografię, na strój żeglarski, właśnie wycieczki po rzece. Poznajemy poniekąd ówczesną żeglugę na Tamizie: barki towarowe, żaglówki, łodzie wycieczkowe, statki parowe. Poniekąd to wszystko, co przewija się w filmach o tamtej epoce.

Sam nie wiem, jaki należy mieć stosunek do lektora. Audiobook został wydany w 2006r. Przyjmując, że mniej więcej w tym roku Roch Siemianowski czytał „Trzech panów w łódce”, to miał około 56 lat. Jerome K. Jerome pisał powieść mając niespełna lat 30. Jak głos lektora ma się zatem do narratora? Uważam, że nie przeszkadza. Aczkolwiek już po kilkunastu minutach słuchacz wyrabia sobie obraz sylwetki Jerome’a. I z pewnością nie jest on zbieżny z tym, jakim był w intencji autora. Sama gra barwą dźwięku, tonem jest znakomita. Tak samo w przypadku opowiadanych poważnym głosem anegdot, jak i opisów przyrody czy na wpół żartobliwych lekcji historii.

Aż cisną się na usta słowa, że Jerome zapoczątkował coś, co nazywamy angielskim humorem. Być może. Bo potrafi śmiać się z samego siebie, ze swoich przyjaciół, z własnych przywar, głupot. Delikatnie żartuje z narodowych, historycznych świętości. Drwi, dworuje. Z pewnością ze smakiem.

-----

Recenzja powstała dzięki współpracy z portalem www.info.audiobook.pl.

Jerzy Lengauer

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Audiobooki, czyli książki czytane:

„Siddhartha” - Hermann HessePod flagą biało-czerwoną„Senność” - „Ziewanne” historyjki„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pachnidło” w interpretacji Tomasza TraczyńskiegoJęzyk angielski dla początkujących - recenzja„Lato przed zmierzchem” – Doris LessingHanna Bakuła „Hania Bania”„Nowe przygody Mikołajka” – René Goscinny„Kocham Paula McCartneya” – Joanna Szczepkowska„Kontrabasista” – Patrick SüskindPrzygody Olivera Twista - Charles Dickens„Złote nietoperze” – Grażyna Jeromin-Gałuszka„Ptasiek” – Williama WhartonaCheri„Wróżby Kumaka” – Günter Grass„Za blisko domu” – Linwood Barcley„Róże cmentarne”, czyli ogólne naśladowanie„Gnój” – Wojciech KuczokCzapa, czyli śmierć na ratyDynastia Miziołków„Zapiski na pudełku od zapałek” – Umberto EcoDzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy„Kubuś Fatalista i jego pan” – Denis Diderot„Coś mocniejszego” – Rafał A. Ziemkiewicz„Lolita” – Vladimir NabokovChłopiec z Nowolipek, czyli „Nowolipie” Józefa HenaRyby śpiewają w Ukajali, czyli Amazonka w sycącej pigułceRio de Oro, czyli w dorzeczu Złotej Rzeki„Cienie nad rzeką Hudson” – Isaac Bashevis Singer„Śmierć mówi w moim imieniu” – Joe Alex„Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” – Jerome K. Jerome„Obsługiwałem angielskiego króla” – Bohumil Hrabal„Źródło prawdziwej siły” – Fabian Błaszkiewicz„Morderca bez twarzy” – Henning Mankell„Tragedia w trzech aktach” – Agata Christie„Zgon Oliwiera Becaille”, „Nantas”, „Radykał” – Emil Zola„Spóźnieni kochankowie” – William Wharton„Lektor” – Bernhard Schlink„Gimnastyka dla języka” – Małgorzata Strzałkowska„Skarb w Srebrnym Jeziorze” – Karol May„Modlitwa o deszcz” – Wojciech Jagielski„Śmierć na Nilu” – Agata Christie„Gaumardżos! Opowieści o Gruzji” – Marcin Meller i Anna Dziewit-Meller„Dżuma” – Albert Camus
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” - świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„Wiersze II” – Tadeusz Żurawek„Zegar szronu i inne wiersze” – Joachim Sartorius„Dziewczyna o sarnich oczach” – Ryszard Mierzejewski„Z jesienią pod rękę” – Grażyna Wójcik„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeDwudziesta Żona – Indu SundaresanNajwyżej oceniane:Legenda Pendragonów
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.