Recenzje > John Irving

Świat według Garpa

świat wg garpaSławę przyniosła Irvingowi jego czwarta powieść, z roku 1978. Została sfilmowana cztery lata później, a główną rolę w ekranizacji zagrał Robin Williams. Od momentu tej publikacji John Irving stał się sławnych pisarzem i, można powiedzieć, wykształcił własny, niepowtarzalny styl snucia opowieści – przedstawia historię życia jednego człowieka, od narodzin, do śmierci. Mowa oczywiście o „Świecie według Garpa”.

Jest to również, pierwsza w repertuarze tego autora, powieść pisarza o pisarzu. Tytułowy Garp zaczyna pisać już w szkole. Publikuje opowiadania, w których przedstawia zmyślone, ale ciekawe zdarzenia (w książce jest to opowiadanie Irvinga „Pensjonat Grillparzer” o trupie cyrkowej, w filmie opowieść zmieniono, pojawia się wiszący fortepian i rękawiczki). Niestety sławę młodego autora nieustająco przyćmiewa jego dość ekscentryczna rodzicielka, Jenny Fields. Jest ona wojującą feministką i również pisze książki, lecz w przeciwieństwie do dzieł syna, jej twórczość jest oparta na faktach z jej osobistego życia, bardzo zaangażowana ideologicznie w walkę o prawa kobiet (są to lata pięćdziesiąte w Stanach Zjednoczonych). Matka odnosi ogromne sukcesy, jeździ na spotkania autorskie, odczyty, wiece. Syn ledwo się utrzymuje na rynku wydawniczym.

Historia Garpa w wielu elementach uderzająco zbiega się z faktami z życia samego autora. Oczywiście wiele jest zmyślone, Irving nie pisze autobiografii. Jednak edukacja bohatera przebiega w tej samej szkole (Exeter, w stanie Main), bohater również staje się młodym, nie do końca rozumianym autorem (do czasu tej powieści tak też było z Irvingiem), wychowywany jest przez matkę, bez ojca, w czasie pisania „Świata...” tak samo jak główny bohater – Irving miał dwóch synów. Niektóre z tych wątków przewijają się przez całą twórczość pisarza, a tropienie ich i obserwowanie ich przemian mogą być zajmujące.

Uwagę zwraca coś, co określiłabym mianem pewnej „niewinnej pikanterii”. Spotykamy się tu bowiem z otwartymi, bezpośrednimi opisami seksualności, męskości i kobiecości, choć nie jest to już tak jak w „Małżeństwie wagi półśredniej” temat sam w sobie i nie jest już tak obsceniczne, jak tam się zdarzało (przynajmniej tak mi się wydaje, ale wrażliwość każdego z nas może być inna). Erotyka absolutnie nie znikła (i jak sądzę, nigdy nie zniknie z twórczości tego pisarza), natomiast została ładnie sfunkcjonalizowana – charakteryzuje bohaterów, jest częścią historii, daje motywację niektórych zachowań. Cały jeden rozdział został poświęcony tematowi żądzy (jest to zarówno rozdział poświęcony Jenny i jej przemyśleniom o stosunkach damsko-męskich, które frapują ją przez całe życie). Natomiast za temat całości utworu ja osobiście uznałabym chyba „odwagę do życia”. Garp ją ma, ale Jenny ma jej zdecydowanie więcej. Jenny ma jej w sobie tyle, że nie ma już w niej miejsca na wątpliwości. Wydaje mi się, że wielu z nas tego potrzeba – odwagi do życia, żeby nie było już miejsca na wątpliwości.

Niesamowitość i absurdalność, a także erotyczny charakter niektórych zdarzeń, tworzą tutaj niepowtarzalny nastrój. Konia z rzędem osobie znającej pisarza, o którym można by powiedzieć „o, Irving pisze tak jak tamten!”. Pisarza, który tak samo zręcznie wprowadza duże dawki czarnego humoru, erotyki i atmosferę skandalu, nie nadużywając wytrzymałości czytelnika, jak on w tej właśnie książce. Opisy same w sobie są dość szczegółowe i czasem naturalistyczne, natomiast ich ogólny kontekst z reguły naprawdę bawi, albo ewentualnie skłania do refleksji, ponieważ, tak jak wspomniałam, nie jest to już erotyka jako temat sam w sobie. To zresztą, jak nietrudno się zorientować, jeden z ulubionych motywów pana Irvinga (mam na myśli seks). I uważam, że świetnie mu on wychodzi…

Zastanawiam się, jakie uszczerbki mogłabym wyłuskać dla przeciwwagi. Akurat nie jest to moja ulubiona powieść, do tej jeszcze dojdziemy. Natomiast właśnie ze „Światem…” zetknęłam się jako pierwszym, jeśli chodzi o Irvinga. Od samego początku czułam, że to jest właśnie to, co chcę czytać. Brzmi paskudnie, prawda? Słodko aż do paskudności. Ale cóż ja poradzę…

Postanowiłam, że nie będę na siłę szukać dziury w całym, oddam głos autorowi tak, jak to mam w zwyczaju.

Z początku powieści (w przekładzie Zofii Uhrynowskiej-Hanasz), charakterystyka Jenny Fields:

Jenny poprosiła, żeby jej kupiono książkę o ślimakach. Przeczytała o nich wszystko: jak się odżywiają, rozmnażają, rosną. Było to pierwsze żywe stworzenie, które zrozumiała do końca – jego życie, seks i śmierć. W Dog’s Head Harbor istoty ludzkie nie były tak przystępne. W szpitalu Jenny czuła, że nadrabia stracony czas – dokonała mianowicie odkrycia, że ludzie nie są tak znów o wiele bardziej tajemniczy ani atrakcyjni od ślimaków. „Moja matka – pisał Garp – nie bawi się w szczegóły”. Dostrzegała wszakże jedną uderzającą różnicę między ludźmi a mięczakami, a mianowicie, że większość ludzi ma poczucie humoru – tyle, że humor nie był mocną stroną Jenny. W owym czasie wśród pielęgniarek […] krążył bardzo popularny dowcip, ale Jenny Fields nie dopatrzyła się w nim niczego śmiesznego. Pewnego dnia, jak mówi kawał, jakiś mężczyzna przywołał taksówkę. Z trudem zszedłszy z krawężnika, o mało nie upadł na kolana. Był purpurowy z bólu na twarzy – albo się dusił, albo wstrzymywał oddech, w każdym razie nie ulegało wątpliwości, że mówienie sprawia mu trudność. Taksówkarz otworzył drzwi i pomógł mu wsiąść. Mężczyzna położył się z tyłu twarzą do podłogi, wzdłuż siedzenia, przyciskając kolana do piersi. -Kutas złamany! – wrzasnął taksówkarz, komentując sytuację na jezdni. -Gorzej! – jęknął pasażer. – Molly mi go chyba odgryzła! Dowcipy z zasady wydawały się Jenny mało śmieszne, a ten w szczególności. Żadne kawały o kutasach nie wchodziły w grę; Jenny trzymała się od tych spraw z daleka. Była już nieraz świadkiem kłopotów, jakie stąd wynikały, a dziecko wcale nie należało do najgorszych.

Joanna Burgiełł
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.