Recenzje

„Strach. Ostatnie dni Roberta Mugabe” – Peter Godwin

Strach. Ostatnie dni Roberta MugabeStrach. Ostatnie dni Roberta Mugabe (Czarne, 2013) Petera Godwina, dziennikarza, prawnika i publicysty urodzonego w Zimbabwe, niewątpliwie należy uznać za perełkę współczesnego reportażu, który wnikliwym, przejrzystym i bezkompromisowym językiem przedstawia globalnemu czytelnikowi anatomię zła tyrana afrykańskiego – Roberta Mugabe. Autor poświęcił książkę, o czym czytamy w dedykacji, mieszkańcom Zimbabwe, „[…] którzy żyli w stanie ciągłego zagrożenia, zostali ranni lub zabici w walce o wyzwolenie się spod dyktatury. Oby ich ofiara nie została zapominana”. Tym samym Strach to nie tylko sprawny reportaż z pogranicza publicystyki oraz informacji, ale przede wszystkim kronika, świadectwo męczeńskiej i heroicznej walki mieszkańców Zimbabwe o demokratyczne przemiany i wyzwolenie spod autorytarnych, policyjnych rządów Mugabego. Peter Godwin napisał książkę ważną dla współczesnego czytelnika – kiedy My, ludzie Zachodu, pijemy kawę w restauracji za 10/15 zł, na świecie (o czym pisał Peter Singer w Życie, które możesz ocalić) według ONZ aż 1,4 miliarda ludzi żyje w skrajnym ubóstwie, a prawie miliard głoduje. Strach to również reporterskie oskarżenie R. Mugabe o doprowadzenie Zimbabwe do ruiny. (Ten afrykański kraj jeszcze przed dyktatorskimi rządami należał do czołówki najlepiej rozwijających się państw na Czarnym Lądzie). Skłania również do refleksji o fenomenie zła; jest miltonowskim obrazem Pandemonium, piekła, z tą jednak różnicą, że pierwsze skrzypce w lekturze Godwina nie gra szatan, ale człowiek motywowany nienawiścią do „rasy panów” (ludzi białych) i Zachodnich imperialistów, kolonizatorów.

O ironio. Przyczyna niedoli setek tysięcy obywateli Zimbabwe obala stereotypowy obraz czarnego imbecyla, który nie potrafi odróżnić fałszu od prawdy, dobra i zła – R. Mugabe jest postacią, gdyby przyjrzeć się bliżej meandrom losu afrykańskiego „dżentelmena”, zewnętrznie skonfliktowaną. Peter Godwin raportuje czytelnikowi nie tylko o ogromie niesprawiedliwości, brutalności i smutku wśród Zimbabweńczyków. Odtwarza profil jednego z największych zbrodniarzy – obraz „współczesnego Hitlera”, jak sam określa siebie afrykański despota, piastujący do dziś urząd „prezydenta” Zimbabwe. Mugabe, określany dyktatorem-intelektualistą, studiował w RPA, aby wkrótce zostać nadętym belfrem oraz liderem czarnoskórych nacjonalistów, którego celem jest obalenie kolonizatorskich rządów Wielkiej Brytanii i ogłoszenie niepodległości. Przez jednych znienawidzony, dla drugich figura Najwyższego, Miłosiernego Ojca, który za dobro hojnie wynagradza, a za zło surowo karze – ucieleśnienie narodowego bohatera, który powiódł rodaków na barykady, tym samym zdobywając w 1980 roku niepodległość (z mapy znika Rodezja, rodzi się Zimbabwe). Już po kilku latach rządów ten, jak określa go autor, „nienawistny afrykański Robespierre”1 odsłonił swoje prawdziwe oblicze. Przeprowadził operację pod kryptonimem „Deszcz, który wymywa plewy”, której ofiarami stali się mieszkańcy prowincji Matabeleland z plemienia Ndebele, zwolennicy partii ZAPU (Afrykański Ludowy Związek Zimbabwe). Figura Ojca i wzorzec męskości pozbył się wówczas około dwudziestu tysięcy cywilów i do tej pory nikt nie odpowiedział za ten, z rodu faszyzujących się i nazistowskich Niemiec, akt masowej zbrodni na tle politycznym. Kilka dni po odzyskaniu niepodległości Mugabe zachęcał, aby „biali” zostali w Zimbabwe i wspólnie z rdzennymi mieszkańcami budowali narodową jedność: „Chcę, żeby wszyscy w Zimbabwe grali w krykieta. Chcę, żebyśmy stali się narodem dżentelmenów”2 – przekonywał. Jednak wydarzenia w Matabeleland spędziły sen z powiek – w zniewieściałym ciele, w tym „chytrym odludku” (tak wspomina Mugabego brytyjski minister spraw zagranicznych lord Carrington) emanowała nieposkromiona siła i pragnienie autorytarnej i najwyższej władzy, która makiawelistycznie, bez skrupułów i po trupach dąży do celu. Rzeź dokonana na mieszkańcach plemienia stanowiła preludium rządów Mugabego i prorokowała długie lata bezlitosnej polityki opartej na psychologii strachu – maczety, pałki, kije, noże i ogień wytworzyły w kraju klimat wojny, stan nieustannego poczucia zagrożenia o własne zdrowie i życie.

Praca Petera Godwina, pisana w latach 2008-2010, zdaje sprawozdanie z wstrząsających wydarzeń w Zimbabwe. Realizuje również klasyczną teorię reportażu, gatunku zarówno publicystycznego, jak i informacyjnego – Godwin oddaje głos bezpośrednim uczestnikom, bohaterom rozgrywającego się piekła na ziemi, tu i teraz. Rozmawia z ofiarami (głównie oponentami politycznymi Mugabego z MDC, Ruchu na rzecz Zmian Demokratycznych), ukrywającymi się przywódcami opozycji, dyplomatami, białymi farmerami czy z przedstawicielami Kościoła anglikańskiego i katolickiego. Nieraz obraz okrucieństwa Peter Godwin maluje dosadnym, emocjonalnym językiem z wyszukanymi epitetami oraz intertekstualnymi nawiązaniami do literatury pięknej. Sam Strach, z definicji reportaż, czerpie z elementów opisu oraz narracji beletrystycznej – odbiorca może odnieść wrażenie, że właśnie śledzi losy zmyślonych bohaterów, zmyślonych wydarzeń, a wszystko wrzucone jakby w zmyśloną, surrealistyczną czasoprzestrzeń. Nic jednak bardziej mylnego – Strach to głównie literatura faktu, dokumentalny zapis prawdziwych wydarzeń, świadectwo losu ludzi z krwi i kości, którym Mugabe zgotował piekło. (Pośrednio również milcząca opinia publiczna oraz neutralna polityka Stanów Zjednoczonych czy krajów Unii Europejskiej: USA oraz UE nie uznały wyborów w Zimbabwe, a pomoc Zimbabweńczykom została sprowadzona jedynie do nałożenia embargo oraz „łączmy się w bólu z…”). Wartością książki jest język pełen pasji oraz osobisty wgląd na sytuację w Zimbabwe: „Oto zmierzam do Zimbabwe, by zatańczyć na politycznym grobie Roberta Mugabe. Utraciwszy kontrole nad sfałszowanymi wyborami, które dopiero co zorganizował, najdłużej panujący na świcie przywódca po dwudziestu ośmiu latach miał utracić władzę”3 – wyznaje Godwin, i de facto Mugabe „miał utracić władzę”, jednak kompromisowa polityka Zachodu (nie ma ropy, nie ma rewolucyjnych przemian) przez niemal pół roku biernie przyglądała się wydarzeniom po I turze wyborów (początek 2008 roku), kiedy Mugabe przystąpił do likwidacji przeciwników politycznych i zwolenników o fotel prezydenta kontrkandydata – Morgana Tsvangirai z MDC. Bezkompromisowa polityka Mugabego efektownie i efektywnie pociągała kraj na samo gospodarcze i finansowe dno: w wyniku nacjonalistycznej i ksenofobicznej „polityki rolnej” (zawłaszczanie i niszczenie farm „białych”) bezrobocie w kraju sięgnęło 95 proc., „[…] zarobki spadły do poziomu sprzed 1950 roku. Ludzie głodują. Szkoły zamknięto, szpitale zbankrutowały. Średnia długość życia obniżyła się z sześćdziesięciu do trzydziestu sześciu lat. Zimbabwe ma najwyższy na świecie odsetek sierot”4. Na konto przewiń Mugabego należy jeszcze dopisać, obok „czyszczenia politycznego” (politykobójstwa), cztery tysiące ofiar epidemii cholery, o malarii czy szalejącego AIDS nie wspominając. Za wszystkie niepowodzenia i nieszczęścia Zimbabwe odpowiada, wg Mugabego, była potęga kolonialna, która z sojusznikami (USA i Zachodem) zaplanowała rasistowski atak terrorystyczny. Ironizując – załamanie dostaw wody, nędzny stan opieki zdrowotnej, głód, ścieki i etc. nie mają nic wspólnego z falami epidemii, wszystkiemu winna „»poważna wojna biologiczno-chemiczna… Ludobójczy atak Brytyjczyków na naród zimbabweński…«”5.

Strach Petera Godwina obroni się sam. Nie potrzebuje popowych chwytów marketingowych czy zachęcających recenzji. Mocną stroną książki są realistyczne, niemal naturalistyczne opisy i relacje świadków: „W niektórych, szczególnie potwornych przypadkach, ofiary [prześladowań politycznych po I turze wyborów, dop. moje] wykastrowano, a genitalia wepchnięto im do ust, albo wydłubano oczy. Część osób w ogóle nie zostanie odnaleziona. Liczba ofiar tortur sięga dziesięciu tysięcy. Dwudziestu tysiącom spalono domy, dwieście tysięcy wypędzono [a ponad sto osób zmarło w potwornych męczarniach, dop. moje]”6 czy: „Brenda Meister nie może zapomnieć historii kobiety, która wyszła załatwić sprawunki z jednym z rocznych bliźniaków, a drugiego zostawiła z ojcem. Po powrocie zastała martwego męża na podłodze, obok dziecka z obciętą głową. Zbiry Mugabego, które to zrobiły, chwyciły ją i zgwałciły przy ciałach jej bezgłowego dziecka i męża, podczas gdy drugi z bliźniaków płakał w pobliżu”7.

Strach wstrząsa również „inaczej” – plastyczną naturą człowieka. Człowieka, który dla „świętego spokoju” współpracował z polityczną policją i katami. Szczególnie oburza (tak po prostu, po ludzku) współudział niektórych osób duchownych, którzy z definicji (czy powołania) powinni przynajmniej słowem przeciwstawić się reżymowi. Bulwersuje również polityka RPA, organizatorów mundialu w 2010 roku. Otóż Południowoafrykańczycy, władze RPA, pragnąc pozbyć się „brudu” i „wysokiego wskaźnika przestępczości” organizowali naloty na skrywających się Zimbabweńczyków oraz publiczne lincze: „Być dzisiaj Południowoafrykańczykiem to wstyd. Widzieć, co się dzieje, a jednocześnie mówić o tęczowym narodzie, po wszystkich walkach, jakie toczyli nasi rodzice” – replikuje miejscowy fotograf.

Książa Godwina wstrząsa i oczyszcza niczym starożytny dramat. Skłania do refleksji o kondycji współczesnego człowieka, stawia pytanie o istotę naszej natury i analizuje fenomen zła – zła odartego z rogów, ogona czy piekielnych oczu, a którego pierwszym poruszycielem jest człowiek.

„Wrócić potem do wygodnego świata, gdzie ludzie narzekają na drobiazgi, to surrealistyczne uczucie”8 – wyznaje Sara Andrews, młoda prawniczka.

Mariusz Rakoski
  1. Godwin P., Strach. Ostatnie dni Roberta Mugabe, przeł. Paweł Lipszyc, Czarne, Wołowiec 2013, s. 14.

  2. Tamże, s. 27

  3. Tamże, s. 13.

  4. Tamże, s. 14.

  5. Tamże, s. 216.

  6. Tamże, s. 191.

  7. Tamże, s. 199.

  8. Tamże, s. 198.

PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.