zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Recenzje

„Pociąg do podróży” – Andrzej Bart

Pociąg do podróżyTo nie pierwsza książka Andrzeja Barta, którą przeczytałem. Po prawdzie, druga. Obie zaczynają się podobnie. Kompletny chaos. Czasu, miejsca, przestrzeni, postaci. Wyjaśnienia czynione przez autora potęgują jedynie uczucie bezradności u czytelnika, brak zrozumienia tego, co dzieje się na kolejnych stronach książki. Wątła nitka fabuły jest prawie nie do uchwycenia. Ciągle się wymyka. Przerywanie co jakiś czas lektury wiąże się z próbą uporządkowania przeczytanych fragmentów, ułożenia w jakąś logiczną całość. Bez skutku. Pisownia nazwisk i imion, tu i ówdzie rzucone słowa: Bronks i Harvard, umiejscawiają w końcu akcję w Stanach Zjednoczonych, na Wschodnim Wybrzeżu. Może by i tak było, ale powieść przybiera formę political fiction i chyba jesteśmy nie w znanym nam państwie, lecz w stolicy futurystycznego mocarstwa, na którym spoczywa nie tylko dbałość o bezpieczeństwo chwili, niedalekiej przyszłości, ale także korygowanie przeszłości. Do owej korekty zabiera się Rada Mędrców o nazwiskach wyjętych wprost z ironicznych, sarkastycznych, wrednych opowiadań Woody’ego Allena. Nie jestem jednak w stanie odczytać w nich ukrytego żartu. No, być może poza mocno zasugerowaną żydowską aluzją. Czyli wdepnęliśmy w Allena, myślę sobie, tłumacząc jednocześnie, że jeżeli ten niezrozumiały galimatias będzie trwał do końca powieści, to czekają mnie czytelnicze katusze, a ja nie będą rozumiał ironii i aluzji. Aczkolwiek świta też nielogiczna nadzieja (piękny przynajmniej neologizm mi się trafił, a może i oksymoron), że ten bałagan treści jest tylko przygrywką, wstępem, prologiem, mało rytmiczną uwerturą i zaraz wszystko nabierze literackiego, prozatorskiego wdzięku.

I tak się stało zanim jeszcze otworzył się przed czytelnikiem rozdział drugi. Światowa Rada Mędrców nie została powołana przez Andrzeja Barta tylko dla popisania się umiejętnością czerpania z Allena-pisarza. Żydowska i antyrasistowska aluzja stała się jeszcze bardziej wyraźna, gdy czytamy: Możność zabicia Hitlera, nawet jedenastoletniego, to gratka, której im pozazdrościłem od pierwszej chwili1. Zdanie klucz, wytrych. Esencja i sedno książki. Jedno zdanie i do tej pory zdezorientowany, ale też trochę zainteresowany czytelnik wie wszystko. Stoi przed nim dwóch Terminatorów, wysłanników z przyszłości, wojowników o lepszą przyszłość, obrońców pokoju i sprawiedliwości, których ręce mają zostać zbroczone krwią niedorosłego potwora, niewinnego dzieciątka… Nie, nie, oni nie wyglądają jak Arnold Schwarzenegger. Z nim mają tyle wspólnego, że ich ofiarą ma być Austriak, a sami lądują w Wiedniu, 1 stycznia 1900 r. gwoli formalności.

Od tej symbolicznej daty zaczyna się radosny korowód dwóch amerykańskich dżentelmenów po nowej, XX-wiecznej Europie, ale jeszcze z cieniem fin de siécle na plecach. Wiedeń, Londyn, Paryż, Łódź, swoisty internacjonalistyczny kwadrat jest areną, sceną, gdzie co chwila zmienia się dekoracja, gdzie dwaj główni aktorzy przebierają się w co rusz innych garderobach, ale zawsze ze złotą gwiazdką na drzwiach. Jeżeli dekoracje przemieniają się jak różnokolorowe szkiełka kalejdoskopu, to nasi bohaterowie przedzierzgając się stosownie do inscenizacji podobni są kameleonom. Autor poddaje ich ciągłej mimikrze co powoduje, że czytelnik otrzymuje znakomity wachlarz scen, a nawet krótkich opowiadań w ramach już niepokrętnej fabuły. Znajdujemy zatem wędrowców w czasie jako dystyngowanych dżentelmenów, bywalców najwykwintniejszych hoteli europejskich stolic i wyścigów konnych, kupców, przedsiębiorców, marszandów, kolekcjonerów, mecenasów sztuki (patrz: Hitler), romantycznych kochanków, klientów lombardów, odzianych w biały bezrękawnik pacjentów szpitala psychiatrycznego.

Zabawa w podróże w czasie daje zwykle pisarzowi przesympatyczną możliwość tworzenia zabawnych sytuacji, które wynikają z posiadanej przez czytelnika i bohatera wysłanego w przeszłość wiedzy o nadchodzących wydarzeniach, o których statyści nie mają pojęcia. Taką krotochwilną rozrywkę Bart urządził przy okazji napomknień o Zygmuncie Freudzie i Pablu Picassie. Pisarze korzystają też często z okazji, żeby popisać się wiedzą o historii, żeby wydarzenia historyczne były tłem dla fabuły powieści. W Pociągu do podróży jest trochę inaczej. Brak nachalności w opieraniu akcji na sztafażu zdarzeń znanych z podręczników historii. Autor bawi raczej czytelnika literaturą. Miejscami „pachnie” Proustem, Niebezpiecznymi związkami de Laclosa, Mistrzem i Małgorzatą Bułhakowa, Ziemią obiecaną Reymonta, Targowiskiem próżności Thackeraya.

Kto zazdrości im „możności zabicia Hitlera”? Narrator w pierwszej osobie. Podrzędny pisarz, bo pracujący na rzecz literackiego celebryty, o którym narrator ma zdecydowanie kiepskie zdanie: Tak, temu słynnemu bydlakowi o miłym uśmiechu, który nie umie nawet ukryć pogardy dla takich jak ja, mimo że dla niepoznaki pozwala ze sobą wypić2. Pisarz przypadkowo trafia na temat życia i rusza śladem wyprawy Terminatorów. A Andrzej Bart przestaje się przejmować takimi drobiazgami jak logika postaci i czasu, ciągłość akcji, chronologia rozdziałów. Czytelnik traci z oczu bohaterów, których ma w zasadzie trzech. Pierwszoosobowa narracja nie daje komfortu wszechwiedzy. Wręcz przeciwnie, bo narrator wielokrotnie tłumaczy się, że nie dotarł do odpowiednich materiałów, śladów, listów, dzienników, notatek. Czasami wydaje się, że literacki śledczy cofa się w przeszłość. Dziwnym trafem znajduje się nagle nie tylko w miejscu, które odwiedzili podróżnicy w czasie, ale też niedługo po nich. Częsty brak stosownych dla epoki rekwizytów powoduje, że czytelnik odbiera miejsce jako neutralne czasowo. Akcja może dziać się równie dobrze na początku dwudziestego wieku, albo sześćdziesiąt, sto, dwieście lat później. Szczególnie widać to, gdy akcja powieści skupiona jest na bohaterze-narratorze. Ten pisarz, a później przybierający postać prosto z Hammetta bądź Chandlera, tropiciel, prywatny detektyw, jest bity po pysku, kopany, częstokroć pijany, bez grosza przy duszy, wymięty psychicznie jak jego prochowiec, kapelusz, marynarka, ląduje w objęciach kobiet o nieszczególnej kondycji, w hotelach, w których mrok skrywa idących jego śladem wrogów. Czy dzieje się to w nowojorskich czy bostońskich zaułkach lat 40. ubiegłego wieku? Czy w dzielnicach nędzy futurystycznego Paryża? Jaki ma sens szukanie odpowiedzi na te pytania, jeżeli autor potrafi uśmiercić bohatera, a za kilkanaście stronic czytelnik będzie świadkiem jego zmartwychwstania?

Nie ja jeden jestem już po lekturze Fabryki muchołapek. Nie do mnie jednego dotarły strzępki informacji z biografii Andrzeja Barta. Z tych strzępków jesteśmy w stanie już sobie coś ułożyć. Fabryka muchołapek, Chaim Rumkowski, Łódź, getto, Żydzi, „możność zabicia Hitlera”, Łódź w Pociągu do podróży. Wyraźniejszy staje się zamysł. I pomimo literackiej fikcji drżę, czuwam, niepokoję się o misję Johna Millera i Davida Sterna. Przez chwilę przestaje być to krotochwila, bałamutna literacka zabawka. I jeżeli dostrzegam w powieści jakąś głębszą myśl, to właśnie wiązałbym ją z tymi strzępkami, bo nawet fikcyjne obdarowanie życiem sześciu milionów niewinnych, a może i trzydziestu, potrafi, choć odrobinę poprawić samopoczucie.

Nie jestem w stanie zrozumieć nienawiści do języka. Do jego brzmienia, tonu, tembru. Mówią, że nie lubią, że źle im się kojarzy, że to szczekanie. Mój Boże, Telemann, Haydn, Strauss, nawet (bo nie należy do moich ulubionych kompozytorów) Wagner! Ile delikatności, subtelności! Ale przekreśla to wstrętne, ohydne kilkanaście lat, których początkiem jest młoda prostytutka i upadek ze schodów.

Jerzy Lengauer
  1. Andrzej Bart, Pociąg do podróży, Noir Sur Blanc 1999, s. 27.

  2. Tamże, s. 7.

Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” - świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„Wiersze II” – Tadeusz Żurawek„Zegar szronu i inne wiersze” – Joachim Sartorius„Dziewczyna o sarnich oczach” – Ryszard Mierzejewski„Z jesienią pod rękę” – Grażyna Wójcik„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeDwudziesta Żona – Indu SundaresanNajwyżej oceniane:Śmiertelna klątwa
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.