zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Recenzje > Audiobooki, czyli książki czytane

„Nowe przygody Mikołajka” – René Goscinny

Nowe przygody MikołajkaZa genialnie wydane audiobooki Nowych przygód Mikołajka (dwa tomy) należą się wydawnictwu Znak wielkie oklaski! Już miałem okazję zachwycać się nad okładką audiobooka, która dokładnie kopiuje czy też odzwierciedla okładkę książki. W tym przypadku jest tak samo. Na księgarskiej półce przyciąga natychmiast wzrok. Znakomicie prezentuje się na półce domowej biblioteczki. Wpisuje się pięknie w cały ten szał Mikołajkowy, w te gadżety, przeróżne wydawnictwa, gdzie króluje kreska Sempégo i odmieniane przez wszystkie przypadki imię Mikołajek… W środku znajdujemy nie jedną płytę mp3, ale 11 w pierwszym tomie i 7 w drugim. Oprócz przełożenia tych liczb na rozdziały (i dodatki) w płytach o „normalnym formacie”, to właśnie ta dodatkowa, nadprogramowa płyta zawiera wszystko w formacie mp3! Chciałoby się powiedzieć truizmem, że „dla każdego coś dobrego”. Dla mnie chociażby jest to ogromne ułatwienie. Bez odtwarzacza mp3 mogę słuchać w każdym miejscu mieszkania, nie przeszkadzając innym (jak można przeszkadzać Mikołajkiem?!), i na wieży z cd i na laptopie z mp3.

Czytają Jerzy i Maciej Stuhrowie… Cóż, uznałem to za dobrą wiadomość. Świetną wręcz. I chciałbym na tym zaprzestać. Jerzy Stuhr to według mnie jeden z najznamienitszych żyjących aktorów. Mogłem przyjąć „w ciemno”, iż jest równie znakomitym lektorem, co aktorem. Ucieszyłem się. Słuchać przez wiele godzin głosu ulubionego artysty, czytającego moją ulubioną w dzieciństwie książkę, to coś wspaniałego. Jednak po kilku minutach się rozczarowałem. Dialogi kilkuletnich, pewnie niespełna dziesięcioletnich uczniów, zaczęły mi się jawić jakby knajackim tonem, prawie, że więziennymi rozmowami, jakimś gitowskim językiem, przefiltrowanym jedynie na dziecięce pojmowanie świata. Potem zacząłem się przyzwyczajać, a może i lektor przypomniał sobie o chłopięcych latach. Wszystko wróciło do wyobrażanej przeze mnie normy i zaczęło być wspaniale, przyjemnie… Zacząłem dostrzegać wspaniałą interpretację postaci taty Mikołajka. Nerwowego, kłótliwego, trochę nierozumiejącego dzieci, jakby z niezamierzonym do nich dystansem. Miejscami bardzo śmiesznego, miejscami dającego wiele do myślenia dorosłym czytelnikom. A Maciej Stuhr. Och! I tutaj znowu rozczarowanie, ale już do końca słuchania! I tak jak z jego ojcem Jerzym – doskonały ton, świetna interpretacja postaci dorosłych, ojca Mikołaja, sąsiadów, opiekunów szkolnych, dyrektora szkoły, także kobiecych – przede wszystkim mamy Mikołaja, nauczycielki. Nic dodać, nic ująć. Ale chłopaki, kiepsko! Chyba Maciej Stuhr za bardzo przejął się rolą. Może chciał przerosnąć ojca wkładając całą swoją inwencję aktora i lektora w dziecięce krzyki, dąsania, kłótnie, które miejscami odbierałem bardzo nierealnie, nieautentycznie. Nie, nie! To tylko moje odczucie. Słychać w tym głosie wielką siłę, ogromne przyłożenie się do roli. Ale jakby to nazwać? Przeinterpretowanie? Wierzę jednak, że wielu słuchaczom może to przypaść do gustu, nie razić, a wręcz wzbogacać czytaną książkę. Jednakże ja jestem zwolennikiem łagodnej interpretacji, która pozostawia słuchaczowi wiele do własnej wyobraźni. Czyli, jakbym czytał książkę, a nie oglądał film… A może to po prostu kompleks czytelnika? Odczucia wytrawnego, doświadczonego słuchacza, wielbiciela audiobooków od lat mogą być przecież całkiem inne. Stąd też nie zastanawiajmy się, proszę, nad wyższością lektora Jerzego Stuhra nad lektorem Maciejem Stuhrem. Gwoli formalności: Obaj Stuhrowie podzielili się po połowie każdego tomu. Z tym, że pierwszy zaczyna Jerzy Stuhr, drugi Maciej.

„Mikołajki” zacząłem czytać, gdy miałem jakieś 13 lat. Pamiętam, że wspólnie z kolegami ze szkoły, a później sąsiadem, równie zafascynowanym, zauroczonym tymi opowiadaniami, wymienialiśmy się kolejnymi tomami, najpierw zdobywanymi w bibliotece, potem już kupowanymi. Bo na przestrzeni kilku lat, w okolicach połowy lat 80., miałem skompletowane już wszystkie tomy. To były książki, które pozwalały się oderwać od powieści przygodowych, pirackich, indiańskich i tym podobnych, które zaprzątały głowę dziesięcio-kilkunastolatka. Potem pozwoliły na odsunięcie na bok polskich komiksów. Z „Mikołajków” cytowało się powiedzonka, zdania, frazy. Opowiadaliśmy sobie co lepsze, co śmieszniejsze fragmenty, żeby ich nie zapomnieć i zwrócić uwagę sobie nawzajem na niechcący pominięte. To książki, które czytało się nad talerzem z obiadem tuż po szkole, wystawiając się na karcenie przez matkę. Sądziłem, że te czasy już nie wrócą. Do przygód Mikołajka wracałem potem wielokrotnie. Czasami brałem z półki któryś tom i czytałem parę rozdziałów, jakieś fragmenty. Dla poprawienia humoru, dla przypomnienia, dla uśmiechu, dla powrotu do dzieciństwa. Dlatego, żeby z żoną wymieniać się zapamiętanymi dykteryjkami na temat ojca Mikołajka, Buni, czy Kleofasa, ale z niego głupek! Jakiś czas temu zacząłem czytać Mikołajki kilkuletniej córce. Doszło do tego, że już sama prosiła, żeby przed snem poczytać jej któryś z tomów i sama wybierała który. Żona także nie mogła się dłużej opierać i czytała. Nie wiadomo, czy bardziej córce, czy sobie? Już zdążyłem się przyzwyczaić, że będziemy wspólnie tylko wracać do tych tomów ze zniszczonymi okładkami, aż tu nagle po dwudziestu latach Nowe przygody Mikołajka! Dwa razy po kilkadziesiąt opowiadań. I natychmiast audiobooki! I w takim wykonaniu! Sprawiło mi to niewiarygodną radość! Nie wiedziałem, nie przypuszczałem, że ukaże się tom drugi. A niedawno Nieznane przygody Mikołajka. Teraz czekam na formę słuchaną.

Oba tomy wydane, powtórzę, genialnie! Równie w formie książkowej co audiobookowej, bo przecież audiobook zawiera wszystko, co i książki. W pierwszym tomie to wstęp córki Goscinny’ego – Anne, która mówi o uczuciach i więzach, przyjaźni autorów, będących chyba podstawą dla stworzenia tych opowiadań.

Tak jak i większość pozostałych tomów z przygodami Mikołajka te przełożyła Barbara Grzegorzewska, więc mamy ciągłość języka, bez niespodzianek, te same imiona, pseudonimy, zdrobnienia, ten sam styl.

Przygody Mikołajka dotyczą przełomu lat 50. i 60. ubiegłego wieku, jeszcze sprzed epoki „powszechnych telewizorów i lodówek”. Jednak, nie wiem dlaczego, nigdy to mnie nie raziło. Opowiadania są takie rześkie, jakby opowiadały o czasach teraźniejszych. Być może dlatego, że skupiają się przede wszystkim na relacjach międzyludzkich. Lodówka, samochód są na dalszym planie. Służą tylko jako rekwizyty do pokazania śmiesznych stosunków rodzinnych i sąsiedzkich. A tych mamy co niemiara. Goscinny wyciąga te relacje na światło dzienne z ogromną swobodą. Trochę ironicznie pokazuje jaki jest standardowy tata, który pracuje w biurze, a po pracy chce w spokoju usiąść w fotelu z gazetą, jednak tego spokoju nie może mu zapewnić Mikołajek, którego wszędzie pełno; jaka jest mama, ciągle przebywająca w swoim kuchennym królestwie, dla której najważniejszą rzeczą w życiu jest przygotowywanie posiłków dla swoich panów. Na tych kontrastach doprawianych prześmiesznymi szczegółami rodzą się przezabawne sytuacje. Ale to nie wszystko. Na zasadzie przeciwieństw konstruowana jest relacja, ba! wojna społeczna i rodzinna! między sąsiadami, pracownikiem i szefem, teściową i zięciem. Przecież mamy Bunię, mamę mamy Mikołajka. I wydawałoby się nic nowego: z dość chłodnych stosunków między zięciem i teściową autor wyciąga złośliwe dialogi, komentarze, bardziej rozumiane i doceniane przez dorosłych czytelników niż dzieci. Mamy pana Blédurta (z żoną, chociaż to nie ona jest „główną atrakcją” wzajemnych stosunków obu rodzin), państwa Courteplaque – nowych sąsiadów z córką Jadwinią, o której Mikołajek mówi, że nie jest tak fajna jak chłopaki, ale się z nią ożeni, jest szef taty Mikołajka – pan Moucheboume. Sytuacje z udziałem tych postaci są przezabawne. Dlaczego? Bo widzimy w nich samych siebie, naszych sąsiadów, naszą rodzinę, nasz stosunek do szefostwa. Wszędzie mnóstwo złośliwości i kpin. Od wspólnej zabawy przez obrażanie się, po pomoc i wścibskość. Bo autorzy przypisali każdej z postaci, która pojawia się w zbiorach opowiadań wielokrotnie, która tworzy owe Mikołajkowe środowisko naturalne, właściwe cechy. A te cechy właśnie dają słuchaczowi możliwość i komfort zadomowienia się w stworzonym środowisku, uśmiechu już na sam dźwięk imienia, nazwiska postaci, nawet po usłyszeniu już kilku słów, które zapowiadają uczestnictwo osoby w jakimś zdarzeniu, towarzyszeniu Mikołajkowi. Samo życie!

Wszystko to, co napisałem, jest widziane z punktu widzenia dorosłego czytelnika. Zauważcie na czym się skupiłem. Rodzina, sąsiedzi, toczona od wieków wojna między teściową a zięciem. Czyżbym po ponad dwudziestu latach nie potrafił spojrzeć do tyłu? Czyżbym się stał taki jak tata Mikołaja? Czyżby nie bawiły mnie szkolne historie? Szaleństwa na przerwach? Zabawy na boisku szkolnym? Wzajemne odwiedziny w domach szkolnych kolegów? Oczywiście, że nie! Stosunku między dorosłymi to dokładna kopia stosunków między małymi kolegami. A może i odwrotnie? Podobne cechy, wyraziste, powtarzalne prawie, co opowiadanie, posiadają najbliżsi koledzy Mikołaja: Alcest, ten, co bez przerwy je, Kleofas, Ananiasz, pupilek naszej pani, Joachim, Rufus, którego tata jest policjantem, Maksencjusz o długich nogach z wystającymi brudnymi zawsze kolanami, Euzebiusz, lubiący dawać fangi w nos, Gotfryd, który ma bardzo bogatego tatę. Oni się kłócą, popychają, biją, jeżdżą na szkolne wycieczki, zostają w szkole po lekcjach, przychodzą do szkoły w wolny dzień za karę, ściągają, uwielbiają swoją panią, nazywają swojego opiekuna Rosołem. To im konfiskowane są zabawki przynoszone do szkoły pomimo zakazów. To oni wybierają się na pusty plac pełen desek i cegieł. Historie z nimi związane wzbudzają tak ogromny śmiech, że należy zakazywać ich czytania przy jedzeniu, bo grozi to zakrztuszeniem i pluciem okruchami, jak w przypadku Alcesta, tego, co ciągle ma od masła tłuste ręce.

Jest jeszcze coś, na co do tej pory nie zwróciłem uwagi. Goscinny dał nam bardzo szeroki obraz powojennej, małomiasteczkowej Francji. Zwyczajów prowincji z drobnymi sklepikarzami, powstającymi domami towarowymi, dorabianiem się mieszczaństwa, wyjazdów na wieś, ulicznymi lodziarzami, policjantami pilnującymi porządku na ulicach, wesołymi miasteczkami… Pokazał szkołę jeszcze nie koedukacyjną, z czwartkiem jako dniem wolnym od nauki…

Zatem, Dorośli Czytelnicy, obejrzyjcie się za siebie i poszukajcie w swojej pamięci postaci ze szkoły i podwórka. Tacy byliśmy. Bez wątpienia. Te same zabawy, te same kłótnie, te same powiedzonka, przyzwyczajenia. Tak samo zachowywaliśmy się w ławkach i na przerwach w szkole podstawowej. Ileż postaci wymyślonych przez Goscinnego i narysowanych przez Sempégo krążyło wokoło nas! Zatem autorzy wyłącznie pokazali rzeczywistość? Więc dlaczego to nas tak śmieszy? Przeglądamy się w zwierciadle i wychodzi to nam na zdrowie. Terapia?

Trudno streszczać lub recenzować wszystkie opowiadania z tych tomów. Wiele rzeczy jest powtarzalnych. Oczywiście koledzy Mikołaja, zachowania ich i rodziców. Przez tę powtarzalność Goscinny buduje humor, który nie nudzi. Przecież można ciągle słuchać czy czytać: Rosół. To nasz opiekun, nazywamy go tak, bo wciąż mówi: <Spójrzcie mi w oczy>, a na rosole są oka. Przedstawianie tych samych postaci z tomu na tom jest zabawne, nie nudne: że Alcest ciągle je, że Gotfryd ma bardzo bogatego tatę, że tata Rufusa jest policjantem, że Ananiasz nosi okulary i przez to nie można go bić i tak dalej. Ale powtórzenia z tomu na tom, z opowiadania na opowiadanie mają przecież nową scenerię. Pisarz przenosi nas do fryzjera, do dentysty, do lasu, do domu towarowego, do pociągu, do fabryki czekolady, nawet na wieś do Buni. I do wielu, wielu innych miejsc, w których jednak bohaterem jest zawsze Mikołajek, opisujący z jednej strony szaleństwa swoich kolegów, a z drugiej dostrzegający swoim dziecięcym wzrokiem śmieszne zachowania i pozy dorosłych…

-----

Recenzja powstała przy współpracy z portalem www.info.audiobook.pl

Jerzy Lengauer

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Audiobooki, czyli książki czytane:

„Siddhartha” - Hermann HessePod flagą biało-czerwoną„Senność” - „Ziewanne” historyjki„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pachnidło” w interpretacji Tomasza TraczyńskiegoJęzyk angielski dla początkujących - recenzja„Lato przed zmierzchem” – Doris LessingHanna Bakuła „Hania Bania”„Nowe przygody Mikołajka” – René Goscinny„Kocham Paula McCartneya” – Joanna Szczepkowska„Kontrabasista” – Patrick SüskindPrzygody Olivera Twista - Charles Dickens„Złote nietoperze” – Grażyna Jeromin-Gałuszka„Ptasiek” – Williama WhartonaCheri„Wróżby Kumaka” – Günter Grass„Za blisko domu” – Linwood Barcley„Róże cmentarne”, czyli ogólne naśladowanie„Gnój” – Wojciech KuczokCzapa, czyli śmierć na ratyDynastia Miziołków„Zapiski na pudełku od zapałek” – Umberto EcoDzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy„Kubuś Fatalista i jego pan” – Denis Diderot„Coś mocniejszego” – Rafał A. Ziemkiewicz„Lolita” – Vladimir NabokovChłopiec z Nowolipek, czyli „Nowolipie” Józefa HenaRyby śpiewają w Ukajali, czyli Amazonka w sycącej pigułceRio de Oro, czyli w dorzeczu Złotej Rzeki„Cienie nad rzeką Hudson” – Isaac Bashevis Singer„Śmierć mówi w moim imieniu” – Joe Alex„Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” – Jerome K. Jerome„Obsługiwałem angielskiego króla” – Bohumil Hrabal„Źródło prawdziwej siły” – Fabian Błaszkiewicz„Morderca bez twarzy” – Henning Mankell„Tragedia w trzech aktach” – Agata Christie„Zgon Oliwiera Becaille”, „Nantas”, „Radykał” – Emil Zola„Spóźnieni kochankowie” – William Wharton„Lektor” – Bernhard Schlink„Gimnastyka dla języka” – Małgorzata Strzałkowska„Skarb w Srebrnym Jeziorze” – Karol May„Modlitwa o deszcz” – Wojciech Jagielski„Śmierć na Nilu” – Agata Christie„Gaumardżos! Opowieści o Gruzji” – Marcin Meller i Anna Dziewit-Meller„Dżuma” – Albert Camus
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” - świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„Wiersze II” – Tadeusz Żurawek„Zegar szronu i inne wiersze” – Joachim Sartorius„Dziewczyna o sarnich oczach” – Ryszard Mierzejewski„Z jesienią pod rękę” – Grażyna Wójcik„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeDwudziesta Żona – Indu SundaresanNajwyżej oceniane:Legenda Pendragonów
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.