Zapraszamy do współpracy
Recenzje > Biblioteka nastolatki

„Miłość przez małe m” – Francesc Miralles

Bez bicia przyznam się, że o autorze nie wiem kompletnie nic. Z nieudolnie przetłumaczonej, napisanej po hiszpańsku biografii dowiedziałam się tylko, że nie jest to jego pierwsza powieść. Będę zatem być może miała okazję poznać jeszcze inne w dalszej przyszłości.

„Miłość przez małe m” postanowiłam do siebie przygarnąć przede wszystkim ze względu na tytuł i przepiękną okładkę. Wiedziałam już, że z kotami ma niewiele wspólnego, mimo to szata graficzna zupełnie mnie oczarowała.

Cała historia ma swój początek w dniu, w którym Samuel słyszy natarczywe chrobotanie do drzwi swojego mieszkania. Gdy je otwiera, do jego domu wślizguje się kot, który ani myśli się wynosić. Samuel częstuje zatem nieproszonego gościa spodeczkiem mleka i tym samym daje początek zjawisku, które nazywa miłością przez małe „m”.

Zjawisko to jest, według niego, szeregiem zdarzeń prowadzących do osiągnięcia szczęścia poprzez robienie pozornie całkiem nieznaczących rzeczy. I tak bohater poznaje Tytusa, szalonego Valdemara, uroczą panią weterynarz i w końcu spotyka kobietę, z którą łączy go pocałunek motyla z dzieciństwa.

Książkę, ze względu na bardzo krótkie rozdziały, czyta się szybko. Często spotykane są w niej anegdoty, wiersze czy głębsze refleksje natury filozoficznej. Jest tak między innymi z tego tytułu, że nasz główny bohater jest wykładowcą na uczelni. Szczerze mówiąc niczego takiego się nie spodziewałam, liczyłam na coś lżejszego i może ten fakt troszeczkę popsuł mi odbiór lektury.

Miłość przez małe mNie twierdzę, że jest ona zła. Niestety jej fabuła chyba nie do końca do mnie przemawia, sploty zdarzeń mają dziwny tor i całość jest dosyć chaotyczna.

Myślę, że samo przesłanie jest dla mnie całkiem jasne i w książce widać je jak na dłoni, co akurat autorowi się udało. Owo szukanie szczęścia, choć widoczne, jest nieco oględnie ukazane.

Książce nie mówię nie, bo czytało się całkiem przyjemnie. Jedne wątki zainteresowały mnie bardziej, inne mniej. Niektóre z anegdot bardzo mi się spodobały i warto je zapamiętać, a inne czytało mi się troszkę opornie.

Zachwyciła mnie wspominana szata graficzna, choć nie do końca pasuje mi do tej książki. Uroczy kot na okładce wręcz namawia do czytania, a czarne kotki na każdej stronie stwarzają ciekawy klimat. Szkoda tylko, że o samym kocie książka nie jest.

Zakończenie całkiem zgrabne, chociaż żałuję, że ten jeden wątek nie został bardziej rozbudowany i był troszkę w tle lub na równi z innymi, mniej ważnymi. Widocznie tak miało być i na tym polegał zabieg miłości przez małe „m”.

Czytało się przyjemnie, wam pozostawiam decyzję, czy również się na tę lekturę skusicie. Poszukiwaczom szczęścia polecam ją na pewno. Jeśli natomiast chcecie poczytać o samych kotach, to tutaj tego nie znajdziecie.

Manuela Giel
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Siddhartha” - Hermann Hesse„Antologia poezji hippisów” - świat, którego już nie ma
Najwyżej oceniane Recenzje„Wszystko o Edycie” – Teresa Ewa Opoka„Two Greedy Italians” – Antonio Carluccio, Gennaro Contaldo„Wintro” – Kornel Maliszewski„Tropem tajemnic Riese” – Łukasz Kazek, Bartosz Rdułtowski„Traktat o łuskaniu fasoli” – Wiesław Myśliwski
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeKod Leonarda da VinciZwodniczy punktAtramentowa śmierćLolita – Vladimir Nabokovświat wg garpaNajwyżej oceniane:Czysta anarchia
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie