zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Recenzje > John Irving

Metoda wodna

Metoda wodnaDruga powieść Johna Irvinga powstała w 1972 roku i nosi tytuł „Metoda wodna”. Jest nie mniej zwariowana od pierwszej powieści (Uwolnić niedźwiedzie), a może nawet ją prześcignęła w poziomie zwariowania bohaterów, zdarzeń, i sposobie narracji.

Akcja powieści zaczyna się dosyć przyziemnie – Blagier Trumper ma poważne problemy z moczowodem, boli go przy sikaniu. W gabinecie urologa gryzie plastikową pierś, aby ułatwić lekarzowi przeprowadzenie bolesnego badania („Przy erekcji paskudny szklany pręt wchodzi troszkę łatwiej”). Ostateczną metodą leczenia ma być tytułowa metoda wodna, czy jednak okaże się skuteczna?

Dalej poznajemy porządny kawał życia Blagiera: czasy, gdy jest studentem, tłumaczy staro-germańskie teksty, gra w amatorskich, zwariowanych filmach kolegi Ralpha, później, gdy jest żonaty z Dużą (którą wraz z kolegą Merrillem próbowali poderwać na tzw. „cyc-petlę”… i udało się), gdy potem ma kochankę Tulpen, rozwodzi się… Ogólnie rzecz biorąc Blagier nie błyszczy intelektem, natomiast wyczuwa się w nim jakąś ujmującą prostotę. Jakby nie istniał w otaczającym go świecie, ale gdzieś zupełnie obok (co jest dość typowe dla bohaterów Irvinga). Czasami zderza się on brutalnie ze sztywną, racjonalna i inteligentną rzeczywistością i wtedy tarzamy się ze śmiechu, ale kiedy już wstaniemy z podłogi następuje gorzka refleksja.

Nieprzeciętni są również koledzy głównego bohatera. Poznajemy Ralfa Packera gdy jest studentem, zapalonym twórcą amatorskich filmów awangardowych. Jeden z nich miał traktować o życiu Blagiera, inny zaś o problemach hipisowskiej komuny Wolna Farma, zajmującej bezprawnie tereny uniwersyteckie. Innym niezwykłym indywiduum jest tutaj Merrill Overturf. Zupełnie zwariowany hedonista, uprawiający w życiu coś, co być może nazwalibyśmy dzisiaj „jazdą bez trzymanki”. Jest cukrzykiem i choroba ta prawdopodobnie wystarcza mu za wszystkie sztuczne dopalacze, których używają zdrowi ludzie (alkohol, marihuana, kawa…). Kiedy Merrill przedawkuje insulinę, zajada się słodyczami i sokiem pomarańczowym, aż w końcu znowu musi sobie koniecznie podać insulinę i tak w kółko. Opatentował własny pomysł na podrywanie dziewcząt zwany „cyc-pętlą”, dzięki któremu Blagier ożenił się ze znaną narciarką, na którą mówi się Duża (ponieważ jest duża…).

Książka napisana jest z ogromną wyobraźnią. Takich dziwactw, jakie spotykają Blagiera Trumpera nie odnajdziemy już chyba w żadnej innej irvingowskiej powieści. I tutaj, czytając mamy wrażenie podglądania innego, wewnętrznego świata jakiejś bardzo pokrętnej i nie do końca zdrowej psychiki. Jednocześnie coś sprawia, że ufamy Blagierowi, można nawet zastanowić się, który sposób patrzenia na świat jest „właściwszy” – czy faktycznie ten należący do większości? A może Trumper po prostu emanuje szczerością i prostotą, które w społeczeństwie przyjęto ukrywać ze wstydem… a on nie potrafi. Nie chce?

Dużo wyczytałam wolności z tej książki. Nic nie ogranicza bohaterów. A kiedy pojawiają się ograniczenia (małżeństwo, związek) – pojawiają się prawdziwe kłopoty i trzeba uciekać. Ewidentne nieprzystosowanie do zasad społecznych jest tu jednocześnie postawieniem pytania o sens wchodzenia w takie zasady. Niestety, jak się okazuje, za uciekanie od nich płaci się również wysoką cenę – samotności.

Trudnością w przebrnięciu przez tę powieść będzie być może nielinearna narracja. Nie jest łatwo połapać się, które wątki toczą się obecnie, a które są wspomnieniami z przeszłości. Czasem narratorem jest sam Blagier, a czasem opisuje się go w trzeciej osobie. Kiedy indziej autor przytacza korespondencję bohatera z różnymi instytucjami i rodziną. Spory galimatias, nie zawsze się wszystko rozumie, ja osobiście czytałam tę książkę trzy razy i dopiero za którymś kolejnym połapałam się w niektórych niuansach względem czasu akcji. Jakkolwiek nie przeszkadzało mi to w lekturze. Zachęcam wszystkich również do podjęcia tej próby!

A poniżej jak poprzednio zamieszczam fragment powieści.

„To jej ginekolog mi go polecił. Co za ironia: najlepszym urologiem w Nowym Jorku jest Francuz. Doktor Jean Claude Vigneron: WIZYTY TYLKO PO UPRZEDNIM ZAMÓWIENIU. Więc umówiłem się na wizytę. - Woli pan Nowy Jork niż Paryż? – zapytałem. - W Paryżu przynajmniej mogłem się odważyć na posiadanie samochodu. - Mój ojciec też jest urologiem. - Zapewne drugorzędnym – rzekł Vigneron – skoro się nie poznał, co panu jest. - Moje schorzenie jest niespecyficzne – powiedziałem. Dobrze znam historię swojej przypadłości. – Czasem bywa niespecyficznym zapaleniem cewki moczowej, raz niespecyficznym zapaleniem prostaty. Kiedy indziej miałem trypra… ale to inna historia. Kiedyś był to po prostu jakiś pospolity zarazek. Lecz zawsze niespecyficzne. - Mnie to wygląda na coś bardzo specyficznego. – rzekł Vigneron. - Niemożliwe – odparłem. – Raz reaguje na penicylinę, innym razem na sulfamidy. Kiedyś wyleczyłem się furadantinem. - No, proszę. – rzekł. – Zapalenie cewki moczowej ani zapalenie prostaty nie reagują na furadantin. - Widzi pan? – powiedziałem. – To musiało być coś innego. Coś niespecyficznego. - Specyficznego – rzekł Vigneron. – Trudno o coś bardziej specyficznego jak drogi moczowe. Pokazał mi. Usiłowałem zachować spokój na jego stole. Dał mi do ręki idealną w kształcie plastikową pierś, prześliczną, o realistycznej barwie i budowie, z piękną, sterczącą sutką. - Rany… - Niech pan ją gryzie – rzekł. – Proszę zapomnieć o mojej obecności. Ściskałem ten rzadkiej urody cyc patrząc mu prosto w oko. Jestem pewien, że mój ojciec nie stosuje tak nowoczesnych urządzeń. Przy erekcji paskudny szklany pręt wchodzi troszkę łatwiej. Pamiętam, że ze wszystkich sił starałem się nie krzyczeć. - Bardzo specyficzne – rzekł Jean Claude Vigneron, który zareagował podstępną francuszczyzną, kiedy mu powiedziałem, że jest to co najmniej niezwykłe trzymać pierś, której sutkę można gryźć do woli.”

Joanna Burgiełł
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” - świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„Wiersze II” – Tadeusz Żurawek„Zegar szronu i inne wiersze” – Joachim Sartorius„Dziewczyna o sarnich oczach” – Ryszard Mierzejewski„Z jesienią pod rękę” – Grażyna Wójcik„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeDwudziesta Żona – Indu SundaresanNajwyżej oceniane:Śmiertelna klątwa
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.