Recenzje

„Mały Brat” – Cory Doctorow

Mały Brat Cory’ego Doctorowa zaczyna się kiepsko. Fakt zgarnięcia grupy dzieciaków czort wie dlaczego z okolic metra po zamachu terrorystycznym w San Francisco i więzienia ich przez Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA nie budzi lęku czy słusznego gniewu na niedobrą władzę, a irytację na warsztat autora. Zdecydowanie trzeba było pokusić się o dopracowanie początkowej partii powieści o takie szczegóły, dzięki którym dla czytelnika byłoby jasne, że paskudni ultraamerykańscy funkcjonariusze DBW rzeczywiście mogą być przekonani, że za zamachem terrorystycznym stoi przeciętny siedemnastolatek1. A tak, nieco zalatuje mi to tanią kafkowością: „jeśli system wyciągnie po ciebie łapy, po Tobie, mały”. Niby chwytliwe, ale jednak nie w każdym wykonaniu zdaje egzamin. Poza tym rozpoczynałam lekturę z nadzieję na jakieś intertekstualne smaczki w postaci mrugnięcia okiem w stronę Orwella także na pewnym poziomie szczegółowości: jednak poza tematem kontrolowanego i inwigilowanego społeczeństwa, tytułem powieści i nawiązującym wyraźnie do Roku 1984 nickiem, z którego początkowo korzysta bohater (oj, mógł Doctorow rozegrać to inaczej i pozostawić Marcusa do końca w1n5t0nem), nie było tam zbyt wiele z elementów świata znanego z powieści Orwella — a już na pewno nic z grozy nawracania zbuntowanych jednostek na miłość do Wielkiego Brata.

Nie musi to stanowić od razu poważnego zarzutu, oczywiście, choć trudno wymagać, by miłośniczka dystopijnych światów nie szukała Orwellowskich śladów w powieści zatytułowanej tak, a nie inaczej. Nie będę popadać jednak w skrajność i powiem od razu, że im dłużej się czyta, tym jest lepiej. A nawet — znacznie lepiej. Mimo to trzeba mieć na uwadze, że Mały Brat to de facto raczej powieść sensacyjna dla młodzieży, a nie profetyczna dystopia. Mnie z takim podejściem czytało się tę książkę całkiem przyjemnie. Wydaje mi się, że takie nastawienie może przydać się również innym: zwłaszcza tym, którzy dwudzieste piąte urodziny mają już za sobą.

Akcja powieści rozpoczyna się w szkole. Ta instytucja stanowi całkiem niezły symbol świata, w którym żyje bohater wraz ze swoją rodziną i przyjaciółmi. Szkoła Marcusa to budynek pilnie strzeżony przez kamery. Jako że funkcja automatycznego rozpoznawania twarzy została uznana za niekonstytucyjną, kamery owe zawierają detektory chodu. „O ile wiem, żaden sąd jak dotąd nie ustalił, czy kamery rozpoznające chód są bardziej legalne [niż rozpoznające twarze], ale dopóki tego nie rozstrzygnie, jesteśmy na nie skazami” — konstatuje Marcus. Aby wydostać się niepostrzeżenie z budynku, musi oszukać wszechobecne, ale jednak zdecydowanie nieinteligentne (czegokolwiek by nie pisano na opakowaniu) urządzenia, wsypując żwir do butów. Ze żwirem w butach nie sposób chodzić w sposób standardowy.

W tej oto powieściowej szkole — jak i w wielu zwyczajnych, nieliterackich, których władze pilnie dążą do osiągnięcia cudownego stanu pełnienia nadzoru bez przemęczania się oraz realizowania procesu (nigdy deklaratywnie, ma się rozumieć) unifikacji kontrolowanej — promuje się zachowania konformistyczne oraz, chyba niewychodzące nigdy z mody, donosicielstwo. Istnieją serwisy internetowe, w których życzliwi koledzy oraz przypadkowi przechodnie mogą zamieszczać fotografie napotkanych wagarowiczów, a każde działanie uczniów podejmowane w szkolnych komputerach osobistych jest skwapliwie nadzorowane przez nauczycieli. Co oczywiste, obchodzenia blokad i pozostawanie anonimowym doprowadza szkolnego boga nad bogi, szacownego dyrektora Bensona, do wściekłości.

Cory Doctorow w opowieści o nastolatkach, którym dzięki pasji oraz wierze w wolność udaje się wydostać spod władzy zdawałoby się wszechmocnego DBW nienachalnie przedstawia całe mnóstwo problemów, przed którymi stoją obecnie społeczeństwa wielu państw. Współczesny świat budowany jest w pewnym sensie już nie na lęku przed terroryzmem jako takim, ale na obawie przed tym, co inne i obce: nieprzypadkowo przeważająca większość uwięzionych przez DBW w Małym Bracie, to kolorowi. Powieść zmusza, najpewniej w przypadku wielu z nas po raz kolejny, do refleksji na temat tego, na ile pragnienie bezpieczeństwa może usprawiedliwić ograniczanie ludzkiej wolności i zagarnianie sfery prywatnej. W Małym Bracie zostały przedstawione realne zagrożenia, realne lęki. Autor sugestywnie pokazał świat, w którym ludzie coraz powszechniej wykorzystują zdobycze technologiczne przeciwko innym ludziom teoretycznie „dla ich dobra”. Ograniczanie możliwości płatności gotówką, monitoring na skalę totalną, śledzenie jednostek m.in. dzięki ich kartom do metra, powszechne pozyskiwanie danych biometrycznych, świadomość całkowitego braku anonimowości w sieci to przecież nie tylko powieściowe zagadnienia. Dobrze choć trochę poznać szczegóły tyczące się tych i tym podobnych problemów, by później nie określać INDECT-u (Inteligentnego systemu informacyjnego wspierającego obserwację, wyszukiwanie i detekcję dla celów bezpieczeństwa obywateli w środowisku miejskim) mianem li i jedynie ciekawostki. Popularyzacja tego typu informacji to wielka zaleta powieści, tego nigdy za wiele. A tak zupełnie na marginesie nadmienię jeszcze, że nazwa systemu operacyjnego wymyślonego na potrzeby Małego Brata, ParanoidLinux, brzmi przeuroczo.

Mały Brat - Cory DoctorowMimo fabularnych niedoskonałości powieści, o których wspomniałam, na podkreślenie i głęboki ukłon w stronę autora zasługuje umiejętność zgrabnej żonglerki niezwykle szerokim spektrum tematycznym. I tak: poza akcentowanymi zewsząd tematami technologicznymi w Małym Bracie poruszane są zagadnienia związane z szeroko rozumianą kontrkulturą, takie jak: charakterystyka yippisów, anarchizm, feminizm, freeganizm. Jest mowa o słynnym roku 1968, pojawiają się cytaty z Allena Ginsberga, Jacka Kerouaca. A przy tym to wszystko ani nie nudzi, ani nie jest polewane sosem dydaktyzmu na siłę.

Niby nic dziwnego w tym, że w powieści sensacyjnej dla młodzieży siedemnastolatek musi uratować świat, który zna. Niestety, dzieciak walczący w sieci z rządem swojego imperium trąci mi nieco Cardem i rodzeństwem Endera zdobywającym władzę przez internet, która to historia zawsze mnie nieco rozczulała swego rodzaju naiwnością — choć może w czasach, w których miliony dobrowolnie poddają się władaniu miłościwie nam panującego Mr Zuckerberga (rocznik 1984), nie powinna. Poważniej raziła mnie swego rodzaju upraszczająca problem polaryzacja. My-obywatele oraz oni-władza ukazani są jako całkowicie odrębne światy. Co ciekawe, do tego drugiego świata nie należy wyłącznie wszechmocny DBW, ale też choćby dyrektor szkoły. A przecież to znaczne uproszczenie, nawet dla potrzeb fikcyjnej rzeczywistości: aby świat powlekła siateczka z najrozmaitszych narzędzi inwigilacji, ludzie muszą to zaakceptować.

Na monitoring wizyjny w szkołach (tych całkiem realnych) zgadza się rada pedagogiczna. Rodzice nie oponują, by dzieci z prowincjonalnej szkółki wchodziły na teren budynku za okazaniem stosownego identyfikatora z kodem kreskowym (podczas gdy dorosłych, obcych — wierzyć mi się nie chce, że legitymowanych — wpuszcza pani woźna). Monitoring miejski staje się jedną z obietnic wyborczych lokalnego burmistrza. Wcale nie jesteśmy tak odlegli od świata powieści Doctorowa, jak pewnie byśmy chcieli. Marcus mówi: „Benson wraz z innymi paranoicznymi administratorami szkoły wydali (…) pieniądze przeznaczone na nasze podręczniki na te idiotyczne kamery”. W naszym świecie pieniądze, która można wykorzystać na wiele sensownych projektów, wydaje się na inne idiotyczne kamery.

Zwolennicy działań rządowych (których w dużym uproszczeniu na własny użytek można nazwać „entuzjastami kamer”) prezentowani w powieści wypowiadają tak oklepane, stereotypowe, przewidywalne kwestie, że trudno traktować ich jak ludzi, którzy mają własne poglądy. Mam szczerą nadzieję, że to jednak niedoskonałości pisarstwa Doctorowa i schematyzm w tworzeniu postaci, a nie smutne odwzorowanie rzeczywistości. Ot, jak nie traktować choćby ojca głównego bohatera jako manekina bądź totalnego idioty, gdy mówi: „Nie czas zgrywać prawnika i mówić o Karcie Praw. Nadszedł czas, w którym wszyscy musimy się trochę poświęcić, żeby miasto mogło być nadal bezpieczne” w kontekście chaotycznych, bezcelowych policyjnych łapanek. Nieco przerażająca jest jednak wizja tego, że tego typu poglądy w rzeczywistości mogą dominować w mainstreamie. A biorąc pod uwagę brak głośnej debaty poza środowiskiem trzeciego sektora na tematy dotyczące bezpieczeństwa i prywatności, bynajmniej nie można tego wykluczyć.

I tak na koniec przychodzi mi na myśl puenta jednego z ostatnich tekstów Michała Zaczyńskiego, mojego ulubionego felietonisty „Newsweeka”. W krótkiej notce zatytułowanej Współczesne nastolatki dystansuje się on od popularnej pozycji krytyka młodzieży i zastanawia się, co dzisiejszym młodym mają do zaoferowania ludzie po trzydziestce2. Czy ma to być m.in. styl życia znanego autorowi psychologa społecznego (sic!), który żyje w „zamkniętym na trzy szlabany plus ochrona i portier osiedlu Słoneczkowa Dolina” i niepytany — jakby chciał przekonać sam siebie — opowiada, jak mu tam dobrze? Bóstwo, jakim jest bezpieczeństwo, nie zadowala się, jak widać, cząstkowymi ofiarami. Trzeba złożyć ofiarę ze wszystkich sfer swego życia, a i tego pewnie zbyt mało.

„Chryste, my naprawdę to sobie robimy” — pisze Zaczyński. Tak jest, oto sedno: to nie jacyś oni, my sami to sobie robimy. Zgadzając się. Nie interesując się. Milcząc. Młodzi (oraz mniej młodzi) czytelnicy Cory’ego Doctorowa — aby móc wynieść z lektury coś więcej niż poczucie zagrożenia i/lub miło spędzonego czasu — powinni mieć tego pełną świadomość.

Oryginał powieści opublikowany na jednej z licencji CC do pobrania ze strony: www.feedbooks.com.

Urszula Dobrzańska
  1. Niedawno rzeczywistość przegoniła fikcję, a tym samym wydźwięk powieści stał się znacznie mocniejszy. 1 stycznia 2012 r. w USA wszedł w życie NDAA (National Defense Authorization Act), który m.in. umożliwia bezterminowe przetrzymywanie w areszcie — bez procesu i wyroku sądu — osoby podejrzanej o terroryzm (dopisek z 23.01.2012 r.).

  2. M. Zaczyński, Współczesne nastolatki, w: http://www.newsweek.pl.

PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.