Recenzje

„Łowy” – Marta Tarasiuk

„Łowy” – Marta TarasiukMarta Tarasiuk, autorka ogólnodostępnego zbioru opowiadań o tytule „Łowy”, należy do tej zawężonej grupy pisarzy, którzy w swoich tworach lubują się w robieniu dobrej miny do złej gry. Jest to, rzecz jasna, zabieg celowy. Nawet w opowiadaniach o problematyce nienależącej do zabawnych, pojawia się ironiczny humor. „Łowy” to literacki debiut Marty Tarasiuk, charakteryzujący się różnorodnością zamieszczonych w nim teksów pod względem tematyki i kategorii. Możemy przeczytać o polowaniu na jednorożce, kruczym królu, przepowiedni wypowiedzianej przez jelenia, dość niezwykłej pracy domowej oraz staraniach naukowców związanych z podróżami w czasie. Autorka nie kieruje prac do odbiorców mieszczących się w określonej grupie wiekowej. Czytać może każdy. Ewentualnie na własną odpowiedzialność.

Opowiadanie otwierające zbiór, „Valravn”, mówi o zamordowanym królu, którego ciało wydziobały kruki. Powraca on jednak pod postacią czarnego rycerza, nie mając najwyraźniej zamiaru dać za wygraną. Autorka delikatnie przypomina nam, za co tak bardzo kochaliśmy książki pana Andrzeja Sapkowskiego. W „Valravnie” pojawia się nawiązanie do wiedźmińskiego Jeża, lecz w zupełnie innej odsłonie. Z pewnością opowieść spodoba się miłośnikom bajek braci Grimm i tym, którzy tęsknią za dzieciństwem. Motyw z „Titeliturego” również znalazł miejsce w tej mrocznej historii. Niewielu ludzi, jak dotąd, doceniło literacką stylizację „Valravna”, która w tym akurat tworze została wyciągnięta na pierwszy plan. Tekst przywołuje na myśl stare pisma, choć wciąż jest zrozumiały i przyjemny w czytaniu. Czytelnik nie połamie sobie języka na dawno nieużywanych słowach, a mimo to odniesie wrażenie, że kartkuje bardzo starą księgę. Utwór przypomina kształtem baśń, lecz zdecydowanie jedną z tych pisanych „dla dorosłych”. Takiego połączenia nie powstydziliby się twórcy wielu średniowiecznych mitów i legend.

Po „Valravnie” następuje nagła zmiana tematu i musi minąć chwila, aby czytelnik zmienił także nastawienie. Autorka celowo rozplanowała kolejność opowiadań tak, by tematy przeplatały się ze sobą. Praca domowa abstrahuje od opowieści fantastycznej w klimacie średniowiecza i ściąga nas na powrót w świat nowożytny. Przedstawia dylemat zwyczajnej, nastoletniej dziewczyny, która nie może uporać się ze swoim zadaniem domowym. Temat brzmi następująco: Gdyby miała ukazać ci się zjawa, kim by była i co by ci powiedziała? Nie byłoby to oczywiście problemem dla oczytanej bohaterki, gdyby nie fakt, że od momentu, gdy usiadła do pisania, co rusz ktoś jej przeszkadzał. Bo cóż by się stało, gdyby duch sprzed sześciuset lat nieco później się pojawił i zapytał o drogę na Grunwald? Albo, gdyby wampir poczekał z kolacją, aż biedna dziewczyna odrobi zadanie? Doprawdy, maniery w dzisiejszych czasach są znikome, nawet wśród zjaw i potworów. Ale żeby różowy słoń nie potrafił zrozumieć sfrustrowanej nastolatki! To już dla niej był szczyt wszystkiego. Na trzech nieproszonych gościach jednak się nie skończyło.

Po raz kolejny zmiana tematu nieco wybija z rytmu, kiedy po w pełni humorystycznej „Pracy domowej”, ukazuje się tytułowe opowiadanie – „Łowy”. Mowa, rzecz jasna, o łowach na jednorożce. Czy może raczej polowaniu. Ale czy na pewno ludzie będą myśliwymi? W przeciwieństwie do poprzedniego utworu, historia jest o wiele bardziej dramatyczna. Idzie raczej w parze z „Valravnem”. Miłośnicy Fantasy po raz kolejny mają szansę zaczytać się i utonąć w przejmującej opowieści o tym, jak łowca niespodziewanie odkrywa, że tym razem to on jest zwierzyną. Niestety, okrutny los uświadamia mu to zbyt późno i nagle, zamiast łownej zwierzyny, jest już tylko ofiara. Adoratorzy happy endów lepiej niech ominą opowiadanie pod tytułem „Łowy” szerokim łukiem. Marta Tarasiuk pokazuje za jego pomocą, że nie zawsze utwór z nutą humoru ma rozśmieszać, ale nieraz wręcz wywoływać gorzki uśmiech na ustach.

Marta Tarasiuk zdecydowanie lubuje się w nagłych przeskokach. Po dramatycznych „Łowach” następuje diametralna zmiana klimatu. „Waga czasu” to niezwykle humorystycznie ukazane zmagania naukowców z tezą, iż przy podróżach w czasie musi zostać zapewniona równowaga ciężkości. Jeżeli cokolwiek zostanie przeniesione w przeszłość, obiekt o tej samej wadze należy wysłać również w przyszłość. Inaczej skutki mogą być katastrofalne. Czy Heinlein miał rację i rzeczywiście równowaga zawsze musi zostać zachowana? Amerykańskie wojsko nie jest o tym do końca przekonane. Tak naprawdę nikt z jego członków niewiele rozumie z naukowego bełkotu. To jednak nie podcina miłośnikom nauki skrzydeł, którzy dzień w dzień próbują przełamać, według nich absurdalną, teorię. Jakże wielkie zdumienie mogło ogarnąć uczonego człowieka, kiedy nie tylko udowodniono mu, iż się mylił, ale także zrobiono to w sposób szokujący. Jakby nie patrzył, IX legion rzymski maczał w tym palce.

Ostatnia historia, o braterskiej miłości, przypomina tematyką „Łowy”. W Tamerisie i Tlarze złoty jeleń, król lasu, zostaje ustrzelony przez Tamerisa. Nim wydaje ostatnie tchnienie, wypowiada przepowiednię, która ma doprowadzić zabójcę i jego siostrę do zguby. Oszalały ze strachu Tameris poświęca wiele miesięcy, aby dotrzeć do wyroczni. Jej słowa niszczą chłopaka wewnętrznie, bowiem według przepowiedni tylko on sprowadzi na swą najukochańszą siostrę, Tlarę, śmierć. Jest to opowieść bardziej dramatyczna od „Łowów”, lecz podobnie, jak w polowaniu na jednorożce, nie została napisana dla wielbicieli szczęśliwych zakończeń. Poruszająca historia ma za zadanie zmusić czytelnika do zastanowienia się nad tym, jak często postępuje zbyt pochopnie i jak wiele może przez to utracić. Tak, jak przy „Valravnie” ciarki przebiegały po plecach, tak przy „Tamerisie i Tlarze” po policzkach mogą popłynąć łzy.

Zbiór otwiera opowieść, od której włos jeży się na głowie; zamyka go ckliwa historia. Wnętrze zaś kryje humor, zarówno ten ironiczny, jak i ten istniejący wyłącznie dla uciechy. Marta Tarasiuk, debiutantka literacka, już na wstępie pokazuje się wielowymiarowo. Po autorze potrafiącym zaciekawić utworami z najróżniejszych kategorii można spodziewać się tylko jednego – każdy w jego powieściach znajdzie coś dla siebie. Darmowego e-booka „Łowów” Marty Tarasiuk można bezproblemowo pobrać na stronie www.marta-tarasiuk.blogspot.com.

Joanna Jaworska
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.