Recenzje > Audiobooki, czyli książki czytane

„Gnój” – Wojciech Kuczok

GnójTo mógł być jeden dzień, albo pięć wieczorów, kiedy słuchałem jak stary K. krzyczał: Ty gówniarzu, ty gnoju, ty zdechlaku! Ty histeryku pieprzony! Kara zaległa. Wiesz, za co? Będziesz jeszcze? Co mógłby myśleć spocony, czerwony na twarzy? Jakby o tym opowiadał, gdyby to on był narratorem? Że już nie może wytrzymać z gnojem, z lumpen-kurą? Na zimno przygotowywałby pejcz, a słuchacz wsłuchany w jego myśli drżałby z nienawiści do niego, czy może kręcił tylko głową z niedowierzaniem? Przemawiałby psychopata, zwyrodnialec, czy biedny, zniszczony, niedoceniony, niedowartościowany ojciec? Bił strasznie! W szale, który rodził się wiele godzin, nawet dni wcześniej. Przygotowania z fazy myśli pewnie powoli przechodziły do fazy przygotowania narzędzi i miejsca. Ten plan opowiadałby nam w szczegółach. Tak, mój ojciec nie bił dzieci, ale ja… Ja… zdejmuję pejcz, obracam go w rękach. Zdechlak już wchodzi. Będzie, cholera, histeryzował… Tak ona go wychowała… Taki delikatny po niej… A ja ją wyciągnąłem z rynsztoka... Znowu gonitwa wokół stołu… Niech wyje, niech ucieka na bosaka na ulicę… Nie wytrzymam, nie wytrzymam… Żur… Żur.. Ten gnojek nie ma pojęcia… Że ja… sadysta… A to wściekła suka, szmata, kurwa, hiena cmentarna! W moim domu, który zbudował mój ojciec! W tym domu! Najstarszym domu w okolicy!

Zatem takiego właśnie starego K. moglibyśmy wysłuchiwać w najstarszym domu w okolicy ulicy Cmentarnej. W Chorzowie. Nad Rawą. Gdy Niebiescy przez 10 lat nie zdobyli mistrzostwa Polski. Moglibyśmy. Wówczas jednak nie słuchalibyśmy głosu Wojciecha Chorążego. Filmowego aktora drugoplanowego. Aktora teatralnego. Ale przede wszystkim lektora. Co za przejmujący głos tego 37-latka! Bardzo, bardzo wyraźny. Nie potężny, ale niezwykle wyrazisty, o przejmującym czystym tembrze, słyszalnym bez żadnego wysiłku czy potrzeby specjalnego koncentrowania się ze strony słuchacza. Jakbyśmy siedzieli w doskonale akustycznej sali, gdzie tenże głos bez śladu uchybienia mocy czy wyrazistości dochodzi z każdej strony, bez względu na to, gdzie znajdowałby się słuchacz. Co ten głos wyróżnia, co sprawia o jego świdrującej wibracji? Być może melodyka. Twarda, ale nie bolesna. To takie niesłyszalne już na ulicach akcentowanie każdego słowa osobno, bez „połykania” ostatnich sylab, z wrażeniem jakby ich akcentowania! Jakby z pauzą między poszczególnymi wyrazami! Chociaż bardziej odczuwalną niż słyszalną, bo niewymuszoną, nie nienaturalną. Ów tembr przynosi na myśl bardziej instrument muzyczny niż głos ludzki. Daje niekrępujące, nawet bardzo przyjemne wrażenie zapadania się w głos Chorążego, w słuchowisko, w powieść… Tworzenia jedności słuchacza, lektora i opowiadanej historii.

Ale nie można rozumieć głosu Wojciecha Chorążego w sposób jednorodny. Czy to tylko taka fantazja lektora, czy może po prostu cecha, że lektor wyłuskuje co kilka zdań pewne słowo, które wypowiada z naciskiem. Nie akcentuje, nie wymawia głośniej czy ciszej, wolniej lub szybciej. Naciska. Najpierw tego nie słychać. Ten nacisk na słowa, niemające w poszczególnych zdaniach żadnego na pozór znaczenia, dochodzi do uszu słuchacza, gdy ten odważy się już zastanowić nad specyfiką melodyki głosu, bez względu na odczytywaną akurat treść czy osoby wypowiadające swoje frazy, jak chociażby w takim zdaniu: Ślina była moją pierwszą nauczycielką, gdzie Chorąży z naciskiem wypowiada wyraz ślina, wyróżniając go spośród innych na przestrzeni kilku zdań!

Powieść składa się z trzech części: Przedtem, Wtedy i Potem. W dwóch ostatnich częściach Wojciech Chorąży użycza głosu chłopcu z chorzowskiej podstawówki. Chłopcu, którego imienia nie znamy. Jest gnojem, synkiem… Więcej wiemy o jego myślach, uczuciach, które krążą wokół domu rodzinnego, ojca, matki, wuja, ciotki, szkoły… Mniej o wyglądzie, który musimy sobie wyobrazić, bardziej po wyzwiskach kierowanych do syna przez starego K. niż po zdawkowych, przypadkowych opisach. Jednakże owo obelżywe zdechlak, odmieniane przez wszystkie przypadki, które mogłoby być wymienne z imieniem chłopca, synka, tak bardzo przylega do osóbki dziecięcego narratora, że słuchacz przestaje się zastanawiać czy rościć prawa do zadawania pytań o imię chłopca.

A rzecz zaczyna się jak klasyczna saga rodzinna. Można przypuszczać, jedynie przypuszczać, że i w tej pierwszej części narratorem jest chłopiec. Można przypuszczać, iż są to rodzinne wspomnienia już dorosłego narratora. Że to on wprowadza słuchacza w klimat historii dziejącej się w częściach następnych. Tutaj poniekąd głównym bohaterem jest dwupiętrowy dom, dom rodzinny starego K. i chłopca. Miejsce, gdzie przewijały się śląskie, chacharskie (ach! jak dawno w literaturze nie słyszałem tego słowa!), mieszczańskie, inteligenckie i artystyczne cechy. Gdzieś pobliżu ulicy Cmentarnej, zwanej sprzedwojnia Sztajnką. To tutaj narasta, rodzi się klimat, przyzwyczajenia, ba! obłęd rodziny i starego K., co później będzie oddziaływało, odciskało piętno, rzutowało na życie chłopca w starym dwupiętrowym domu.

Z dokumentalną dokładnością, precyzyjnie prawie chirurgicznie czy aptekarsko opowiada 38-letni Kuczok o narzędziach wychowawczych: pejczu, żurze. Ich opis, straszne, bolesne fragmenty dziecięcej pamięci, skoncentrowane na sytuacjach związanych ściśle z owymi słowami, które są kwintesencją dzieciństwa, wzbudzają u słuchacza nie tyle smutek, żal, ale rozbijają w pył mit szczęśliwego dzieciństwa! Zapomniane, gdzieś za mgłą, sprzed kilkudziesięciu, a może tylko kilkunastu lat, zdarzenia, obrosłe już dorosłością, nagle stają się niezwykle wyraźne i bolesne. Wyciskają łzy. Przed mokrymi oczami pojawiają się przedmioty. Być może skórzany pas z ciężką klamrą. Może przedłużacz z porcelanową wtyczką, przewód od żelazka, wilgotna szmata. Ileż ich mogło być? O ilu nie chcemy pamiętać? Ilu nie znamy, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, domyślić się, jakie wariactwo, jakie szaleństwo drzemało w zniszczonych umysłach naszych rodziców? Mam nadzieję, że niewielu rodziców… Czy pamiętacie smagnięcie za zaległą karę? Czy pamiętacie uderzenie natychmiast po popełnieniu „przestępstwa”, zapisanego w urojonym kodeksie własnego ojca? Czy pamiętacie strach przed przyznaniem się? Strach przed powrotem do domu? Czy pamiętacie to niezwykle częste „dlaczego?”. Właśnie, bo niezwiązane z pytaniem „za co?”, ale z miłością. Jeszcze nie do końca potrafimy to zrozumieć, nie potrafimy skonstruować pytania, nie potrafimy wyartykułować odpowiednich słów. Tylko przeczuwamy, że to miłość. Więc, dlaczego? Widać pytanie w naszych błagalnych, smutnych, przerażonych oczach. Pełnych ufności i pełnych strachu. I bezsilność. Bezsilność w oczach tego drugiego z rodziców. Tak uczą nas nienawiści. Do własnych żon, mężów, dzieci. Tak uczą jak dobierać narzędzia, którymi będziemy wychowywać własne dzieci. Tak uczą nas marzeń. A marzenia chłopiec ma wspaniałe. Pewnie narysowałby je w czarnych kolorach, może szarych. Na białej kartce. Śni, marzy o wojnie. Małej wojence w kraju. Albo chociażby w mieście. Najprostszy podział na my i oni. Jak ołowianymi czy plastikowymi żołnierzykami, gdy bawimy się z kolegą. Tyle, że wśród wrogów jest stary K. A cała wojna to jeden strzał. Jak w zabawie żołnierzykami, gdy najważniejsze jest tylko jedno starcie. A my z kolegą umawiamy się, kto tym razem ginie i kończy się zabawa, żeby można było wyjść na podwórko, albo po prostu skończyć przed kolacją. A więc jeden strzał. Ginie stary K. i można już w spokoju wyjść na podwórko…

Znaliście takich w dzieciństwie. Spuszczona głowa, uśmiech raczej blady. Chude ręce. Zgrzebny strój nawet jak na smutne lata 80. Widać strach przed dziecięcą inwencją. Może po prostu jej brak? Głupek. Zdechlak. Słabeusz. Podświadomie czujecie, że to ofiara, którą można spokojnie, bez żadnych konsekwencji traktować jak… ofiarę, bo taka przypadła mu rola w systemie kastowym chorzowskich ulic. Trochę mamy tutaj wczesnego Niziurskiego, jak „Lizus” czy „Grubas”, jeżeli dobrze sobie przypominam. Z tą szkolną, chłopięcą nietolerancją, podziałami, wyśmiewaniem, odtrącaniem, wyrzucaniem na margines społeczeństwa kilku- czy kilkunastolatków tworzącego struktury na podobieństwo dorosłego świata… Te szkolno-uliczne sekwencje, jak i prawie awanturnicza historia sanatoryjna, nie są wcale oddzielnymi opowieściami, bo autor niezwykle zręcznie powiązał je z domowym środowiskiem i wpisał w stan psychiczny chłopca, jego postrzeganie świata, jego miejsce, czy raczej brak miejsca w świecie, spowodowany metodami wychowawczymi starego K. i nienormalną sytuacją w starym dwupiętrowym domu.

A tak! Dom! Na chwilę Kuczok porzuca chłopca i starego K., żeby dopełnić jego wizerunku. Nie opisuje jednak jego pękających ścian, zapadających się fundamentów, przechylającego się pewnie dachu, ale w usta chłopca wkłada opowieść o siostrze i bracie starego K. Opowieść dziwną, poniekąd żenującą. Opowiedzianą z perspektywy wszystkowiedzącego narratora. Trochę fantasmagoryczną, trochę śmieszną. O starym nieporadnym kawalerze pragnącym miłości, uzależnionym od terroryzujących go brata, mieniącego się przewodnikiem rodzinnego stada i kompletnie zwariowanej siostry dewotki. Mam dziwne wrażenie, że tą historią Wojciech Kuczok znowu zbliża się bardziej do sagi rodzinnej, sugerując delikatnie i powoli koniec rodzinnej historii, w jakiś nędzny a straszliwy sposób, czemu poświęcona jest część trzecia powieści. Słuchając jej, czytelnik omotany treścią poprzednich części, zapomniał, że opowiedziana historia może być realna. Tyle uczuć, emocji, bicia serca i jakiejś mieszczańskiej magii znalazło się w jej treści. Autor nie kończy jej konstruując zakończenie w sposób logiczny dla słuchacza. Trochę dryfuje w stronę burleski chyba świadomie nie przypominając czytelnikowi, że opowieść dzieje się na Śląsku, na terenach kopalń, gdzie fundamenty przedwojennych budynków zostały podkopane przez górnicze tunele, a kanalizacja miejska pamięta pruskie czasy…

Cóż, nawet zakończenie nie dało mi odpowiedzi na pytanie, czy słuchałem Gnoja czy Gnoju? A raczej je tylko bardziej skomplikowało.

-----

Recenzja powstała dzięki współpracy z portalem www.info.audiobook.pl.

Jerzy Lengauer

Załóż wątek dotyczący tego tekstu na forum

Audiobooki, czyli książki czytane:

„Siddhartha” - Hermann HessePod flagą biało-czerwoną„Senność” - „Ziewanne” historyjki„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pachnidło” w interpretacji Tomasza TraczyńskiegoJęzyk angielski dla początkujących - recenzja„Lato przed zmierzchem” – Doris LessingHanna Bakuła „Hania Bania”„Nowe przygody Mikołajka” – René Goscinny„Kocham Paula McCartneya” – Joanna Szczepkowska„Kontrabasista” – Patrick SüskindPrzygody Olivera Twista - Charles Dickens„Złote nietoperze” – Grażyna Jeromin-Gałuszka„Ptasiek” – Williama WhartonaCheri„Wróżby Kumaka” – Günter Grass„Za blisko domu” – Linwood Barcley„Róże cmentarne”, czyli ogólne naśladowanie„Gnój” – Wojciech KuczokCzapa, czyli śmierć na ratyDynastia Miziołków„Zapiski na pudełku od zapałek” – Umberto EcoDzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy„Kubuś Fatalista i jego pan” – Denis Diderot„Coś mocniejszego” – Rafał A. Ziemkiewicz„Lolita” – Vladimir NabokovChłopiec z Nowolipek, czyli „Nowolipie” Józefa HenaRyby śpiewają w Ukajali, czyli Amazonka w sycącej pigułceRio de Oro, czyli w dorzeczu Złotej Rzeki„Cienie nad rzeką Hudson” – Isaac Bashevis Singer„Śmierć mówi w moim imieniu” – Joe Alex„Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” – Jerome K. Jerome„Obsługiwałem angielskiego króla” – Bohumil Hrabal„Źródło prawdziwej siły” – Fabian Błaszkiewicz„Morderca bez twarzy” – Henning Mankell„Tragedia w trzech aktach” – Agata Christie„Zgon Oliwiera Becaille”, „Nantas”, „Radykał” – Emil Zola„Spóźnieni kochankowie” – William Wharton„Lektor” – Bernhard Schlink„Gimnastyka dla języka” – Małgorzata Strzałkowska„Skarb w Srebrnym Jeziorze” – Karol May„Modlitwa o deszcz” – Wojciech Jagielski„Śmierć na Nilu” – Agata Christie„Gaumardżos! Opowieści o Gruzji” – Marcin Meller i Anna Dziewit-Meller„Dżuma” – Albert Camus
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Spadkobiercy Winnetou” – Karol May„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.