Recenzje

„Biało-czerwony” - Dawid Bieńkowski

Biało-czerwonyJak jest rola kobiety w dzisiejszym świecie? Jaki powinien być stuprocentowy facet? I kim jest ‘nowoczesny’ mężczyzna? To jedne z licznych pytań postawionych przez Dawida Bieńkowskiego w jego najnowszej powieści „Biało-czerwony”.

„Biało-czerwony” to tak naprawdę rozliczenie z polskością – kulturą sarmacką i mitem mężczyzny – Polaka. Ofiarą kpin staje się Paweł. Prawnik, właściciel kancelarii, mieszkający w eleganckim apartamencie ze śliczną żoną i synkiem. Nic nie wskazuje na to, by bohater był osobą niesamowicie ograniczoną, o zawężonych horyzontach i radykalnych poglądach.  

Paweł żyje w stworzonym, na poły wyimaginowanym przez siebie świecie, który został w nim głęboko zakorzeniony już w dzieciństwie; wychowywany był w patriarchalnej rodzinie, w której kobieta nie miała żadnych praw, a jej jedyną misją było sprzątanie, pranie, gotowanie i usługiwanie mężczyźnie. W tym miejscu musimy się na moment zatrzymać i przyjrzeć bliżej stosunkom rodzinnym, w których dorastał bohater, i wyjaśnić pojęcie patriarchatu. Patriarchat jest to ustrój, w którym dominujące stanowisko zajmuje mężczyzna, stojący na czele rodu. Jego początki sięgają epoki prehistorycznej, gdy osobnik płci męskiej polował na zwierzynę, zapewniał bezpieczeństwo żonie i dzieciom, a kobieta była odpowiedzialna za dom i wychowanie najmłodszych członków plemienia. Co ciekawe, w starożytności ojciec był już nie tylko głową rodziny, ale także jej właścicielem i tym samym miał prawo decydować o życiu i śmierci pozostałych członków. Taki model funkcjonował w wielu społeczeństwach na całym świecie i niestety występuję w wielu domach do dziś.  Ów patriarchat zdeterminowała tak naprawdę osobowość bohatera. „Dziadek, a może Ojciec w jednej osobie” był zawsze zajętymi ważnymi, męskimi sprawami, dlatego nie poświęcał swojej uwagi i czasu Pawłowi. Za jego wychowanie była odpowiedzialna matka, która starała się za wszelką cenę zrekompensować synowi brak „ojcowskiej” miłości. Jednak bohaterowi zawsze tego brakowało. Jego największym marzeniem był moment, w którym Dziadek przytuli go, pobawi się z nim lub po prostu porozmawia. Niestety nigdy nie doczekał się tej chwili. Mimo złych doświadczeń z dzieciństwa Paweł taki model stosunków rodzinnych pragnie ugruntować w swoim domu. Uważa, że jedynym zdaniem prawdziwego mężczyzny jest zarabianie pieniędzy, ponieważ kobiety nie są stworzone do myślenia.  

Bohater jest strasznie zbulwersowany, a zarazem zaskoczony, gdy po powrocie z kancelarii nie zastaje w domu Majki - żony , która winna czekać na niego z gotowym obiadem. Nie wie, co ma w tej sytuacji począć, musi sam sobie przygotować posiłek, jednak boi się, że może zostać zauważony przez Dziadka: „bo to wstyd, bo upadek, żeby mężczyzna, żeby Prawnik. Żeby sam jadł, to pół biedy, ale sam sobie robił (…)”. Według bohatera to hańba, kompromitacja i poniżenie, bo w końcu to on jest głową rodziny, to on ciężko pracuje na jej utrzymanie, a przecież zadaniem żony jest gotowanie. Dziadek jest jego wielkim autorytetem, to z jego zdaniem się liczy, to jemu chce zaimponować, to jemu chce udowodnić, że jest prawdziwym mężczyzną. Tak naprawdę to od jego pochwał  uzależnia swoje postępowanie i tym samym poglądy.  Mówi o nim: "Dziadek, a być może Ojciec", co jest dobrze przemyślanym zbiegiem wprowadzonym przez autora, sygnalizuje, bowiem zakłócone relacje pokoleniowe; ojciec i dziadek przekazują ten sam wzorzec wychowawczy zlewając się w jedno. Bohater chce sprostać wymaganiom postawionym przez "żołnierza, powstańca, kawalerzystę", dlatego na każdym kroku pragnie udowodnić swoją męskość. Chce się poświęcić dla rodziny swoją ciężką pracą, uważa, że pieniądze są w stanie załatwić wszystko, dlatego nie dostrzega prawdziwych potrzeb żony i syna. Twierdzi, że zadaniem mężczyzny jest panowanie w domu i płodzenie dzieci.

Paweł nie rozumie w najmniejszym stopniu swojej żony, jest tak ograniczony i zapatrzony we własną osobę, że nie dostrzega jej potrzeb i pragnień. Uważa, że jego jedynym obowiązkiem jest przynoszenie pieniędzy do domu, a nie okazywanie zainteresowania i czułości bliskim. Majka natomiast nie może znieść życia w ciągłej samotności. Gdy przestaje w końcu panować nad swoimi emocjami, urządza mężowi karczemną awanturę prosząc go, by spędzał więcej czasu z nią i z dzieckiem, a przede wszystkim by praca nie była dla niego najważniejsza. Zaistniała sytuacja wprawia w zdumienie bohatera, nie może pojąć jak w ogóle kobieta miała czelność podnieć głos na mężczyznę; to nie do pomyślenia i wbrew regułom tego świata.  Oczywiście, argumenty żony w ogóle do niego nie docierają, w końcu to wszystko jej wina, bo to ona nie zdaje sobie sprawy z powagi i odpowiedzialności jego pracy oraz wysiłku, jaki musi w nią włożyć; kobiety mają za „małe główki”, by to zrozumieć. Paweł uważa, że bycie prawnikiem jest godne szacunku i uznania, natomiast pasje a zarazem pracę Majki jaką jest tłumaczenie książek traktuje z przymrużeniem oka, gdyż jest to przedsięwzięcie mało dochodowe, a tym samym bezsensowne. Gdy Majka przedstawia mu plan założenia sklepu wspólnie z przyjaciółką, Paweł przeżywa szok. Kobiety w jego przekonaniu nie nadają się ani do pracy, ani do myślenia – to bezbronne istotki, którymi trzeba się opiekować bez względu na to, czy mają na to ochotę czy nie. Mimo swoich poglądów i teorii dotyczących tego, co płci pięknej wolno, a czego nie, pożycza małżonce pieniądze na otworzenie własnego biznesu choć myśli, że to przedsięwzięcie nie przyniesie oczekiwanych zysków. Oczywiście pan prawnik się mylił. Jeśliby spojrzeć na jego zachowanie z psychologicznego punktu widzenia to stwierdzimy, że on nie myśli, tylko przetwarza dane w swoim „mózgowym procesorze”. Uważa, iż jemu jako głowie rodziny, temu, który utrzymuje dom, należą się liczne przywileje – niewolnicze wręcz oddanie żony, Święta Drzemka regenerująca siły, rytualne oglądanie telewizji po pracy, spotkania z kolegami przy „łyski” oraz nowy, elegancki i koniecznie drogi samochód jako świadectwo prestiżu, statusu społecznego, a przede wszystkim męskości. W jego świecie nie ma po prostu miejsca na wyższe pobudki, będące oznaką „miękkości”.

Paweł wybiera zawsze najprostsze z możliwych rozwiązań, a zarazem takie, by to jemu było dobrze, bez względu na to, co może czuć druga osoba. Po narodzinach dziecka (pomijajmy oczywiście fakt, że w ogóle nie zajmował się synkiem, bo to nie należy do zadań przeznaczonych dla prawdziwego mężczyzny) przeniósł się do gościnnego pokoju, by płacz nie przeszkadzał mu w spokojnym śnie; bo w końcu jako prawnik musi być wypoczęty idąc następnego dnia do pracy. Do syna zwraca się „Młody”,  bo przecież nie będzie  nazywał go zdrobniale Wiktorkiem – to takie niemęskie i niewłaściwe; słowo „synku” z trudem w ogóle przechodzi przez jego gardło. Tak naprawdę nie łączy go z dzieckiem żadna więź, nie jest dla niego autorytetem, jakim powinien być ojciec dla chłopca. Wychowaniem Wiktorka zajmuje się Majka. To ona jest dla niego „mamusią i tatusiem”, ponieważ on nie potrafi i nic chce okazywać mu uczuć, a na pewno nie tych pozytywnych. Najtrafniej obrazuje to sytuacja, w której bohater wyrzuca z łóżka własne dziecko, bo nie chce, by przytulało się do mamy. Pragnie, by jego syn wyrósł na prawdziwego mężczyznę, dlatego nie może pozwolić, by zachowywał się jak „mięczak”. Paweł nie potrafi być ojcem dla swojego syna, traktuje go w sposób przedmiotowy. Jego zachowanie wobec Wiktorka jest uwarunkowane zakorzenionym w nim poglądzie, że ojciec zajmuje się ważniejszymi sprawami niż wychowanie dziecka.  Nie może zrozumieć jak mężczyzna będący milionerem może opiekować się dzieckiem, krochmalić pościel, a na domiar złego to wszystko może sprawiać mu ogromną radość. Jest to dla niego nie do pomyślenia gdyż uważa to za zajęcia typowo kobiece, dlatego mówi: „Taki pochwiak z niego, a nie Polak – facet prawdziwy!”. Opieka nad synem stanowi dla niego olbrzymi problem. Jest po prostu bezradny, nie potrafi wykonywać najprostszych domowych czynności. Każe Wiktorkowi włożyć brudne ubranie, wyjęte z pralki, jeść zimny gulasz; nie wie nawet jak rozbić jajka by usmażyć jajecznicę. Zamiast opiekować się synem udaje się w wędrówkę po apartamentowcu, pozostawiając małe dziecko bez opieki.  Rolę ojca Paweł traktuje wedle wielowiekowej tradycji. Ojciec bowiem ma być wobec dziecka zdystansowany, surowy, ma mu pokazywać istotę męstwa oraz uczyć dzielnie dostawać w skórę i nie płakać się przy tym.  Z drugiej strony bohater chętnie pokazuje zdjęcia i filmiki syna współpracownikom, chwaląc się dokonaniami „Młodego”, choć twierdzi, że w znacznej mierze robi to, by zdobyć względy kobiet (nic tak dobrze nie działa, jak kochany, opiekuńczy tatuś).

Podejście bohatera do seksu też budzi kontrowersje. Paweł nie chce współżyć z żoną,  ponieważ „ona się tam rozłoży i mruczy, i się przeciąga”, chce, by był dla niej czuły, by ją przytulał i całował. A on tego nie chce i nie potrzebuję, uzasadniając „robię się wtedy twardy (…). I muszę natychmiast działać! A ona, że poczekaj jeszcze, i wzdycha (…) I ja muszę się poskromić i powstrzymać, i to męczy, szkodzi, niszczy organizm”. Majka prosi go, by leżąc przy niej okazywał jej swoją miłość, a nie miał na myśli tylko seksu, on natomiast uważa, że nie jest „jakiś miękas”, żeby będąc z kobietą w łóżku nie myślał o tym. Paweł woli spędzić wieczór przed telewizorem, oglądając wyścigi, by nie ujawnić swoich uczuć żonie, a tym samym nie stać się „miękkim”. Utożsamia męskość z atrybutami seksualnymi. Chce, by żona go pragnęła i zachwycała się nim, tak jak za czasów licealnych, by mógł ją brać tak, jak on tego chce, a ona by wczepiała palce w jego włosy i wołała: „Paweł, jesteś cudowny!” Seksualne wyznaczniki męskości przenosi na wszystkie obszary życia. Mężczyzna walczy zatem nie tyle o szacunek, ile raczej o podziw, o kobiece zachwyty i o to,  by kobieta zawsze chciała się mu oddać.

„Bo mężczyzna na poziomie powinien znać się na łyski i w gronie innych mężczyzn na poziomie -  smakować i rozmawiać o łyski” – właśnie tak Paweł widzi stuprocentowego faceta. W wolnym czasie, zamiast spędzać czas z rodziną, wybierał męskie towarzystwo, wspólne delektowanie się trunkiem prawdziwych mężczyzn i oglądanie zmagań sportowych. Świat bohatera, to świat wymyślonych przez niego pozorów. Mężczyznę według bohatera określa więc „Twardość”, „Parcie”, „Napięcie” – w pracy, w domu, w samochodzie. Musi być zawsze Silny, Mocny, Potrzebny, Najlepszy. Musi konkurować z innymi osobnikami płci męskiej i oczywiście zwyciężać każde starcie czy pojedynek.  Męskość tak naprawdę konstytuują lęki. Nie to określa mężczyznę kim jest, lecz to, czego panicznie się boi, a boi się miękkości, zwiślactwa, pochwiactwa, które są wcieleniem najgorszych obaw. Zwisior, flak, miękas, pochwiak – to obelgi przeznaczone dla niepełnych mężczyzn, nazywanych przez Pawła nowoczesnymi. „Nowoczesny w ogóle musi dużo rozmawiać, nazywać swoje uczucia, być wrażliwym i rozumiejącym, a przede wszystkim mieć kontakt ze swoją miękkością, przyznawać się do niej, pokazywać ją i się jej w ogóle nie wstydzić, no i mieć wypielęgnowane dłonie, delikatne, budzące zaufanie” – takim typem bohater pogardza.

„Biało-czerwony” to groteskowa opowieść „prawdziwego mężczyzny i Polaka”, która jest przerażająca, kontrowersyjna i śmieszna zarazem. Postać głównego bohatera jest przerysowana: z jednej strony mamy do czynienia ze zdolnym, dobrze zarabiającym prawnikiem, a z drugiej z osobą tak ograniczoną, bezradną i niepotrafiącą poradzić sobie w dzisiejszym świecie, w którym mężczyźni piorą, sprzątają, gotują, opiekują się dziećmi, a jednocześnie pracują. Ten drugi obraz rzeczywistości jest dla bohatera nie do przyjęcia. Bieńkowski wyszydza jego sposób patrzenia na rzeczywistość, pozerstwo, a przede wszystkim obnaża jego bezradność.  Paweł nie potrafi uszczęśliwić swojej żony, być autorytetem dla swojego syna, zająć się najprostszymi domowymi sprawunkami, a co najważniejsze zrozumieć drugiej osoby, jej potrzeb i pragnień. Nie rozumie, że Majka potrzebuje jego wsparcia, miłości, czułości, a syn chce mieć prawdziwego ojca, na którego będzie mógł liczyć, a nie kaprala, który tylko wydaje rozkazy.

Mimo, że jest to powieść groteskowa, oparta na stereotypach, to zawiera wiele prawd, funkcjonujących w dzisiejszym świecie. Stereotypy ukazane na stronicach powieści będą jeszcze bardzo długo zakorzenione w naszej świadomości, o ile w ogóle ludzkość kiedykolwiek się ich pozbędzie. Powieść „Biało-czerwony” to refleksja nie tylko nad stosunkami damsko – męskimi, ale także nad całą polskością. I w tym rozrachunku ponosimy sromotną klęskę, jako naród.

Edyta Winiarska
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.