Recenzje

„Aimée i Jaguar” – Erica Fischer

Aimée i JaguarUprzedzam Szanownych Czytelników, że zdradzam poniżej elementy istotne dla rozwoju akcji.

Pamięć o tej książce to same emocje. Nie żadne wzniosłe uczucia, które zmuszają do rozmyślań na temat etyki, moralności, a dalej całej ludzkości, życia i śmierci, czy powodów, dla których kochamy… Nie, nie i jeszcze raz nie! To po prostu płacz, zwykły osobisty smutek. Takie rozżalenie i tęsknota, gdy siedzimy wpatrzeni w ścianę, z oczami mokrymi od łez. Gdy tęsknota, gdy potrzeba bliskości wydziera nam serce, a krzyk zamiera w krtani, żeby spotkać się ze światem zewnętrznym smętnym łkaniem. Gdy odjeżdża pociąg, gdy słońce zachodzi, gdy noc jest boleśnie czarna. Gdy jesteśmy za słabi, żeby wytrzymać samotność. Gdy wszyscy i wszystko wokoło nas to za mało. Za mało do życia. A żyć trzeba. Frau Wust wyła po nocach z tęsknoty? Może z pożądania? Na ile była silna, żeby pamiętać o dzieciach? Na ile starczało jej siły, żeby podnieść się z łóżka i żyć? Pytań na temat samej tylko miłości, tęsknoty, pożądania może czytelnik zadać sobie mnóstwo. Gdybyż to było zwykłe romansidło, o ileż prostsza byłaby lektura. Delikatne muśnięcie dłoni na ławce w parku. Przelotny wieczorny pocałunek na ulicy. A tu: Lilly Wust na zdjęciach z roku 1991, 1993… Pięćdziesiąt kilka lat po tragedii. Czy może pięćdziesiąt kilka lat po najpiękniejszym ze zdarzeń w jej życiu? Albo pięćdziesiąt kilka lat wielkiej samotnej miłości? Szczupła, siwa staruszka przyciskająca dłonie do twarzy. Znamy ten gest, prawda? To pamięć wielkich emocji. To trudna niezwykle próba sięgnięcia w głąb wspomnień. Bolesnych, ciężkich, przyprawiających o bicie serca, drżenie ciała. Rozdzierający smutek! Splecione palce dłoni, a na nich pochylona głowa. Nie widać oczu, nie widać wyrazu twarzy. Co się w nich maluje? Rozpacz czy ukojenie? Kolejne zdjęcie. Zaciśnięte pięści, w dużych oczach nie widać łez na czarno-białej fotografii, ale coś z nich emanuje. Wysiłek, który właśnie odchodzi? Nadchodzące ukojenie? Czy było warto wspominać, Frau Wust? Swoje dzienniki, dokumenty i zdjęcia rodzinne Felice, wszystkie listy i wiersze, które pisały do siebie, zgromadziła Lilly w dwóch po brzegi wypełnionych walizkach1. A na koniec: - Czasami jest mi smutno - mówi Lilly – teraz to już nie jest tylko moja historia2. Dlaczego właśnie w ten sposób? Bo to już historia jej i Felice? Historia Niemiec? Dorzucona cegiełka do lesbijskiej historii Europy? Pokolorowana kolejna biała plama historii II wojny światowej?

No, a gdyby tak zapomnieć o emocjach? Wyłuskać z tej opowieści, stworzonej na bazie pamiętników, listów, wierszy, zapisanych w pamięci rozmów, owiniętej wydarzeniami lat 1933-45, coś jeszcze? Erica Fischer w przedmowie pisze między innymi i tak: Jako Żydówka podchodzę do historii z pozycji Jaguara, nie potrafię być tak wyrozumiała jak wiele młodych kobiet odmawiających refleksji nad możliwą współwiną Aimée3. I dalej: Zapotrzebowanie lesbijskich kobiet na wzorce i bohaterki, które tworzą niejako kontynuację ich własnej historii, jest tak wielkie, że często zanika krytyczny dystans do wydarzeń lat 1933-45. Fakt, że jedna z bohaterek została zamordowana jako Żydówka, a nie jako lesbijka, a druga w Trzeciej Rzeszy nie była prześladowana za miłość do innej kobiety, niezbyt dobrze wpisuje się w wymarzony obraz lesbijskiego heroizmu4. Właśnie. Ale według mnie, pomimo, że nie uciekam od żydowskiej tragedii, niezaprzeczalną bohaterką tej historii jest Lilly Wust. Dlaczego? Bo, na pozór wszystkiemu, jest… inna. Ach! Lilly Wust. Kobieta narodowego socjalizmu. Matka dla dzieci, które będą tworzyły Naród i walczyły dla niego o europejską przestrzeń życiową. Mężnie znosząca niedogodności wojenne w Berlinie, czekająca na walczącego dla i za Führera męża. Jak o nich mówił doktor Aue? Kobieta daje życie, wychowuje, karmi, ale nie tworzy niczego nowego5. Ścierająca kurze, gotująca obiady, chodząca po zakupy Frau Wust jednak robi coś nowego - ulega przemianie najpierw w lesbijkę-kochankę, potem w Żydówkę-antyfaszystkę, by w końcu znienawidzić Wielki Naród Niemiecki. Warto uważnie przeczytać książkę. Warto prześledzić tę przemianę i zastanowić, co do tego doprowadziło. Bo można szukać powodów w wielkiej miłości. Można domyślać się, że Felice przemieniła Lilly w Aimée dzięki swojej niezwykłej, charyzmatycznej osobowości. Ale można przypuszczać, że to trochę czasy, wojna światowa, na ironię hitleryzm sprokurowały tak dziwną przemianę. Używam słowa „sprokurowały” świadomie, właśnie żeby miało trochę ironiczny i cyniczny wydźwięk, tak jakby nie na miejscu, ale żeby sugerowało szaleństwo a wręcz bezsensowność tychże czasów i działań.

Zapominamy, więc o emocjach i myślimy o Berlinie lat 40. ubiegłego wieku. W uporządkowane na pozór życie rodzinne Wustów wkradają się mniej lub bardziej przypadkowo myśli niepożądane z punktu widzenia narodowego socjalizmu, kładąc się cieniem na popiersiu Hitlera w nasłonecznionym salonie. Najpierw nie zwracając na to uwagi, potem dostrzegając różnice, następnie z ciekawością obserwując, potem ulegając w pełni, już Lilly-Aimée a nie Frau Wust, przyjmuje w swoich progach libertyńsko-emancypancką, ale także intelektualno-artystyczną elitę, powoli odchodzącą w niepamięć za sprawą faszyzmu, Republiki Bawarskiej a może nawet kawiarni Budapesztu i Wiednia czasów Austro-Węgier. Ile w tym jest literackiej fantazji, a ile wspomnień Lilly? Ile podretuszowania Eriki Fischer? Ile mojej wyobraźni, wypaczonego zwrócenia uwagi? Pozostawiam do rozwagi Czytelnikom, zwracając jednak uwagę na kontrast i na towarzystwo chadzające w owych czasach ulicami Berlina.

A gdyby nie zapomnieć o emocjach? To wówczas wkrada się w nasze życie ta piękna, fenomenalna pod każdym względem Żydówka – Felice, zwana Jaguarem! Felice, która ma długie nogi i lśniące jedwabne pończochy6. Potem Felice pochyla się, a jej włosy muskają policzek chorej, Lilly miękną kolana, a gorąco uderza dokładnie w to miejsce, przy którym jej panowie trudzili się na próżno. Lilly jest bliska omdlenia. (…) Teraz Felice jest blisko jej twarzy, że oczy Lilly zaczynają pływać. Szum w głowie i całym ciele jest głośny jak lawina spadających kamieni. Jakby w ucieczce przed jej miażdżącą siłą Lilly zamyka oczy i poddaje się miękkim wargom Felice. Nagle nastaje spokój tak wielki, jakby ich walące serca przestały bić. Kiedy Lilly wraca do przytomności i rozbudzona patrzy w dziwnie dorosłą twarz Felice, do oczu napływają jej łzy. Przepełnia ją tak ogromna czułość jak nigdy dotąd7. A jeszcze później? Później mamy historię wielkiej miłości, gdzie serce drżą jak liście osiki, gdzie oczy zakrywa mgła z pożądania. Gdzie Lilly przeżywa najpiękniejsze rozkosze, jakich nie dałby jej nigdy mężczyzna. Odkrywa prawdziwą siebie? Tak, jak najbardziej. Tylko, że jest to liczone miesiącami. Pięknymi miesiącami, opisywanymi w listach, wierszach, pamiętnikach. Obu kochanek. Nawet nie trzeba się domyślać zakończenia, widząc jaki jest podtytuł: „Historia pewnej miłości, Berlin 1943”. 1943 zatem! Tak, krzyczmy! Krzyczmy z rozpaczy, z bezsilności. Felice tropiona nie za miłość lesbijską, choć z także z tych powodów bardziej ostrożna, ale za przynależność rasową. Z drugiej strony balansująca z miłości na granicy odpowiedzialności za bliskich i kochanych. W końcu, nie może się to inaczej skończyć, rozpoczyna swoją odyseję ku niebytowi, kolejnymi listami dając Lilly nadzieję. Szarpanina nadziei, bezsilności, upokorzenia – to odyseja Lilly. Przemierza ogarniętą wojną Europę, żeby choć przez chwilę ujrzeć ukochanego Jaguara. Kochaliście tak kiedyś? Tak, tak, wiem, co z dziećmi? Gdzie zatem kochająca die Mutter? Powtórzę, kochaliście tak kiedyś?

Odyseja Felice, w zasadzie od pojawienia się jej na scenie familijnej Wustów to historia niemieckich Żydów. Erica Fischer nie zostawia na marginesie Shoah. Krok po kroku recenzuje wspomnienia Lilly, jej znajomych, przyjaciół, rodziny, żeby w zatrważający sposób dać scenerię tragedii lesbijskiej żydowskiej miłości. Od strachu, przez lekceważenie zagrożenia, po kolejne hitlerowskie rozkazy, aż po wywiezienie do obozu pracy i w końcu odejście tam, skąd nie przemówi już do Lilly wierszami i listami. Po drodze szczegółowe opisy męczarni rozstania, strasznych obozowych warunków, wszy, chorób. Ale i złudnych nadziei na ocalenie, którymi karmi nas i siebie Aimée.

To chyba nie jasna i trzeźwa, rozumna i logiczna ocena sytuacji powoduje, że Lilly Wust przyszywa do ubrania żółtą Gwiazdę Dawida? To miłość. To pamięć o Jaguarze, którą bez ustanku kultywuje, czytając wiersze i listy, siedząc w samotności i wpatrując się godzinami w pozostawione przez kochankę książki. Nie dochodzi do tego powoli. Nagle widzi jak na dłoni niemiecką winę. Nienawidzi Niemców. Sąsiadów, żołnierzy, ludzi na ulicy. Prawie, że wariuje z tęsknoty. Czyni tak, jakby chciała, żeby to ryzyko Jaguara było teraz jej udziałem. Jakby chciała popełnić inaczej samobójstwo. Ale cóż, i tak spotyka ją los berlińskich kobiet. Głód, nędza, rosyjskie „wyzwolenie”. Na szczęście, cóż to za szczęście! Udaje jej się spotykać ludzi, którzy nie wiedząc jak jest beznadziejnie wyczerpana tęsknotą, pomagają. A raczej, od których nie spotyka jej spodziewana krzywda.

Więc jak to się skończyło? Co nowego uczyniła Lilly Wust? Jej syn wspomina: W tym sensie odebraliśmy naprawdę antyniemieckie wychowanie. Matka bez przerwy przeklinała cholernych nazistów, a wszyscy Niemcy byli hitlerowcami8. A ona sama tak: Niemców nadal nienawidzę. Ciągle coś z nich wyłazi. Taki charakterystyczny przykład: Naprzeciwko jest przystanek autobusowy, z którego zawsze odjeżdżałam do pracy. Teraz otwarto tutaj szkołę zawodową. Stoję na przystanku, a dzieciaki hałasują. I nagle jedna kobieta mówi do drugiej: »Harmider jak w żydowskiej szkole!«. Czasami cieszę się, że niedługo już mnie nie będzie, naprawdę9. To smutne, ale Lilly pisała tak w latach 80. ubiegłego wieku. W Polsce słychać takie słowa słychać nadal.

Elisabeth Wust zmarła w marcu 2006 roku w wieku 92 lat. Datę śmierci Felice Schragenheim ustalił sąd na 31 grudnia 1944 roku.

Jerzy Lengauer
  1. Erica Fischer, Aimée & Jaguar: Historia pewnej miłości, Berlin 1943, przeł. Katarzyna Weintraub, wyd. Czarne, str. 293.

  2. Tamże, str. 293.

  3. Tamże, str. 15, z „Przedmowy”.

  4. Tamże, str. 16, z „Przedmowy”.

  5. Jonathan Littell, Łaskawe, przeł. Magdalena Kamińska-Maurugeon, str. 209.

  6. Erica Fischer, Aimée & Jaguar: Historia pewnej miłości, Berlin 1943, przeł. Katarzyna Weintraub, wyd. Czarne, str. 34.

  7. Tamże, str. 47.

  8. Tamże, str. 285.

  9. Tamże, str. 292.

PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.