Recenzje

Afrykańska odyseja - czyli bogaci i biedni

Afrykańska odyseja Afrykańska odyseja K. Brinkbaumera to książka o próbach przedostania się ludzi z Afryki do bogatego raju, Europy. Próbach często tragicznych, przez Saharę, nocnym pontonem przez Morze Śródziemne, przez mury w Ceucie czy Melilli. O ukrywaniu się w marokańskich górach przed policją, przed wszystkimi, bez żadnych praw. O kilkuletnich wędrówkach jakie dzisiaj nie są dostępne ludziom z bogatej Europy. Za dużo życia na taką wędrówkę, za dużo ludzi umiera samotnie po drodze.

Marzenia o wyrwaniu się. Z beznadziei do bogatego raju. Raju znanego głównie z opowieści i amerykańskich filmów, bo niby skąd indziej, skoro zwykły Polak czy Niemiec może jeździć po Afryce gdzie chce, a Murzyn nie ma nigdzie wstępu, chyba że jest informatykiem, inżynierem, studentem bogatych rodziców albo piłkarzem.

Bogaci i biedni. Europa i Afryka.

Podczas czytania nasuwa się refleksja, do jakiej części świata należymy my, Polacy? Odpowiedź jest prosta. Do tej bogatej. I to zdecydowanie. Ktoś mógłby zaprotestować, jak to, przecież tyle nas dzieli od Stanów Zjednoczonych albo Norwegii! To prawda. Dzieli, i to dużo. Ale różnicy między jednym bogatym i drugim bogatym zawsze są duże. Patrzę właśnie na listę najbogatszych ludzi świata (mniej istotne czy jest to aktualna lista): pierwsza osoba Warren Buffet – majątek 62 miliardów dolarów, druga Carlos Slim Helu majątek 60 mld, trzecia Bill Gates 58 mld. Różnica między pierwszą a drugą osobą wynosi aż 2 miliardy dolarów. Dwa miliardy, ogrom pieniędzy, można za to wybudować tysiące domów, całe miasto. Gdyby porównać natomiast majątek najbiedniejszej osoby świata i drugiej w tej skali, nie byłoby takich różnic. Prawdopodobnie obaj by nie mieli nic. Myślę, że gdyby porównać nawet majątek najbiedniejszego człowieka na ziemi i milionowego w tym rankingu nadal by obaj nie mieli nic.

Różnice między bogatymi zawsze są duże, między biednymi niewielkie. Dlatego taki bogaty kraj jak Szwajcaria czy Stany Zjednoczone dużo różni od innego bogatego kraju jakim jest Polska. Ale wszystkie te kraje: Polska, Szwajcaria, Stany Zjednoczone są bardzo do siebie podobne, gdyby je porównać do np. Kongo. I bardzo się wszystkie różnią od Kongo.

Istotną różnicą nie jest jakim się jeździ samochodem i czy w ogóle stać kogoś na samochód, ale to, czy ma się dostęp do wojny pitnej, to, czy można zasnąć spokojnie w swoim łóżku. Bez strachu, że ktoś pobije, zgwałci i nie poniesie za to żadnej kary. To, czy od kilkudziesięciu lat toczy się wojna nad którą nikt nie może zapanować. To, czy tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi umiera na AIDS nigdy nie leczonych. To, czy ma się prawo do godności w codziennym życiu, czy też trzeba pozbywać się tego wszystkiego, żeby po prostu przeżyć.

Dla takiego mieszkańca Kongo my już jesteśmy taką Szwajcarią. Cieszmy się ze swojego szczęścia, że urodziliśmy się w takim bezpiecznym i dostatnim kraju.

Oto kilka cytatów, choć najlepiej by było zacytować cała książkę.

(EUROPA I AFRYKA - I)

„Szturm 29 września” oznacza dla świata uchodźców mniej więcej tyle samo co 11 września dla reszty – a przynajmniej dla zachodniego – świata. Stał się symbolem, hasłem. 29 września 2005 roku siedmiuset afrykańskich uchodźców usiłowało sforsować mur pod Ceutą. Tysiące próbowały tego samego w poprzednich tygodniach w Melilli; co najmniej czternaście osób zginęło, wiele dotarło do raju, wiele okaleczył drut kolczasty. Szturm na najdalej wysunięty bastion Europy miał w sobie coś średniowiecznego: hiszpańscy policjanci pałkami spychali uchodźców z powrotem na drugą stronę. Były to obrazy przedziwnej bitwy. Ludzie, którzy coś posiadają, bronili się przed tymi, którzy nie mają nic i nie mogą sobie pozwolić na telewizor i samochód. Przypominało to wojnę bogatych z czarną nędzą, kolektywny wybuch strachu i obrzydzenia biedą. Nie były to obrazki z liberalnej, zjednoczonej Europy, jakie ta chciałaby oglądać.

(STANY ZJEDNOCZONE I AFRYKA - II)

„Dla nas liczy się bawełna, zawsze liczy się wyłącznie bawełna”, powiedział ambasador Republiki Burkina Faso, Moussa B. Neble. Zawsze i wszędzie liczy się dla Burkina Faso tylko bawełna, bo trzy miliony ludzi w Burkina Faso, czyli jedna czwarta ludności, zależy od bawełny, i to w najściślejszym znaczeniu tego słowa – to dla nich kwestia głodu lub przeżycia. Tymczasem dwadzieścia pięć tysięcy farmerów uprawiających bawełnę w Teksasie i Arkansas otrzymało w ciągu jednego roku miliard dolarów subwencji, bo lobby rolnicze z południowych Stanów finansowało amerykańską kampanię wyborczą. Jest to równowartość całorocznych przychodów Burkina Faso. Z powodu tych subwencji na całym świecie spadły ceny i dlatego Burkina Faso nie może swojego jedynego produktu eksportowego sprzedawać z zyskiem.

Bartłomiej Tomaszek
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Recenzje„Biały kruk” – Andrzej Stasiuk„Pachnidło” w interpretacji Tomasza Traczyńskiego„Mistycy i narkomani” – Wojciech „Tarzan” Michalewski „Antologia poezji hippisów” – świat, którego już nie ma„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości
Najwyżej oceniane Recenzje„21 wierszy miłosnych” – Adrienne Rich – Miłość jako doświadczenie i instytucja„Wielkie pranie mózgów. Rzecz o polskich mediach” – Piotr Szumlewicz„Siddhartha” – Hermann Hesse„Moje drzewko pomarańczowe”, czyli lekcja czułości„Pat Garrett and Billy the Kid” i „Szczęśliwy T-shirt”
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.