Felietony

Praca przychodzi sama

Kolejny dzień. Wstaję z myślą, że dziś może wydarzy się coś nadzwyczajnego, że ktoś zadzwoni i powie: właśnie szukaliśmy kogoś takiego jak pani.

Włączam komputer, robię kawę, zapalam papierosa. Nerwowo zaczynam przeszukiwać oferty "dam pracę" (to już jakby mój etat od pewnego czasu). Sprzątaczka, pakowaczka, ochroniarz... i dopisek: mile widziani emeryci bądź renciści. Paranoja – myślę sobie.

Szukam dalej... Jest. Sprzedawca w sklepie... Nie jest to moje wymarzone zajęcie, ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Nie każdy zostaje od razu kierownikiem (chyba). Zadowolona i pełna wiary chwytam za mój nieco już zużyty – od tych ciągłych rozmów z niby pracodawcami – telefon. Wybieram numer. W oczekiwaniu na głos, który winien odezwać się po drugiej stronie – próbuję ułożyć w głowie przebieg rozmowy.

Telefon odbiera bardzo miła pani. Po około pięciu minutach pytań typu: jakie ma pani wykształcenie?, jakie doświadczenie? – myślę sobie – jest dobrze. Po czym nagle słyszę: A czy posiada pani orzeczenie o lekkim stopniu niepełnosprawności?

Szczęka mi opadła. Jakie orzeczenie? W ogłoszeniu nie było mowy o żadnym orzeczeniu. Poirytowana całą sytuacją bez namysłu odpowiadam: ja na szczęście nie, ale państwo z pewnością – po czym rozłączam się, nie życząc – jak to zwykle czynię – miłego dnia. Przez chwilę nie mogę dojść do siebie.

Tyle poszukiwań, około ośmiu darmowych minut rozmowy i nagle słyszę, że nic z tego nie będzie, bo nie posiadam orzeczenia? Nie poddaję się jednak. Tu jest Polska – tu trzeba być "twardym". Sprawdzam maile – może tu ktoś podesłał jakąś ofertę Zapomniałam już nawet, gdzie umieszczałam swoje ogłoszenia "szukam pracy"... ale sporo tego było i nie były to jakieś podejrzane portale.

Na jednym adresie mailowym reklamy, na drugim też... Z nadzieją (a ta przecież nazywana jest matką głupich) otwieram kolejny.

Patrzę i oczom nie wierzę... Pośród reklam widnieje nieznany mi adres mailowy z tematem "oferta pracy". Klikam i czekam na załadowanie się wiadomości. Tekst brzmi mniej więcej tak:

Witam. Jeśli jesteś młoda, uśmiechnięta, komunikatywna i chcesz spróbować czegoś nowego – napisz lub zadzwoń (...). Oferuję Ci pracę w prywatnej agencji towarzyskiej w Niemczech. Znajomość języka nie jest wymagana. Zarobki od 300-600 euro dziennie.

Chwila zamyślenia. Nawet nie próbuję komentować tego w swoich myślach. Idę do kuchni w celu wypicia kieliszka (lub dwóch) czerwonego wina. Chyba wystarczy mi wrażeń na dziś. Jutro kolejny dzień poszukiwań.

Życie nie jest brutalne – życie jest zadziwiające!

Klaudia Maciejewska
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.