zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Kącik poezji > Kalendarz poetycki

Kalendarz poetycki – lipiec

* * * Answer July - Where is the Bee - Where is the Blush - Where is the Hay? Ah, said July - Where is the Seed - Where is the Bu - Where is the May - Answer Thee - Me - Nay-said the May - Show me the Snow - Show me the Bells - Show me the Jay! Quibbled the Jay - Where be the Maize - Where be the Haze - Where be the Bur? Here - said the Year -Emily Dickinson

Lipiec

* * * Lipcu odpowiedz – Gdzie jest pszczoła – Gdzie jest rumieniec – Gdzie jest siano? Ach, powiedział lipiec – Gdzie jest nasienie – Gdzie jest zarodek – Gdzie jest maj – Odpowiedzcie – mi – Ba - powiedział maj – Pokaż mi śnieg – Pokaz mi dzwony – Pokaż mi sójkę! Plotła trzy po trzy sójka – Gdzie być kukurydza – Gdzie być lekka mgiełka – Gdzie być rzep? Tutaj – powiedział Rok –tłum. Ryszard Mierzejewski

JUILLET Depuis les feux de l'aube aux feux du crépuscule, Le soleil verse à flots ses torrides rayons; On voit pencher la fleur et jaunir les sillons Voici les jours poudreux de l'âpre canicule. Le chant des nids a fait place au chant des grillons; Un fluide énervant autour de nous circule; La nature, qui vit dans chaque animalcule, Fait frissonner d'émoi tout ce que nous voyons. Mais quand le boeuf qui broute à l'ombre des grands chênes Se tourne haletant vers les sources prochaines, Quel est donc, dites-vous, ce groupe échevelé Qui frappe les échos de ses chansons rieuses? Hélas ! c'est la saison des vacances joyeuses... Comme il est loin de nous ce beau temps envolé! Louis-Honoré Fréchette

LIPIEC Od płomieni świtu aż do zmierzchu płomieni, Gorące promienie słońca falami się rozlewające, Widać kwiat pochylony i na ziemi ślady żółknące, To są ostrych upałów zakurzone dni. Pieśni z gniazd ptasich zastępują pieśni świerszczy, Drażniący fluid krąży wokół każdego bez wyjątku, Przyroda, tętniąca życiem, jest w każdym żyjątku, W którym widać cały niepokój wywołanych dreszczy. Lecz kiedy w cieniu wysokich dębów pasące się bydło Sapie z upału i idzie tam, gdzie obok jest źródło, Cóż zatem o tej rozpasanej grupie jeszcze ktoś doda, Że uderza swych wesołych pieśni echem? Ach! Przecież to pora wakacji ze śmiechem... Kiedy daleko jest od nas, odlatuje ładna pogoda!tłum. Ryszard Mierzejewski

JULY Some flowers are withered and some joys have died; The garden reeks with an East Indian scent From beds where gillyflowers stand weak and spent; The white heat pales the skies from side to side; But in still lakes and rivers, cool, content, Like starry blooms on a new firmament, Lilies float and regally abide. In vain the cruel skies their hot rays shed; The lily does not feel their brazen glare. In vain the pallid clouds refuse to share Their dews; the lily feels no thirst, no dread. Unharmed she lifts her queenly face and head; She drinks of living waters and keeps fair.Helen Hunt Jackson

LIPIEC Niektóre kwiaty zwiędły, niektóre umarły radośnie; Ogród zapachem Wschodnich Indii cuchnie Z klombów, gdzie rosną i przekwitają słabe lewkonie; Białe gorące słońce z jednej strony na drugą blednie; Ale w jeziorach i rzekach wciąż chłodno i przyjemnie, Jak kwiaty gwiaździste na nowym firmamencie Płyną białe lilie, po królewsku, dostojnie. Na próżno okrutne niebo ciska gorące promienie; Lilia nie czuje ich bezwstydnego lśnienia. Na próżno blade chmury wzbraniają się od dzielenia Ich rosy; lilia nie wie, czym jest pragnienie i przerażenie. Nieporuszona podnosi swą twarz i głowę dostojnie; Piękno utrzymuje i życiodajnych wód upojenia.tłum. Ryszard Mierzejewski

JUILLET Le ciel flambe et la terre fume, La caille frémit dans le blé; Et, par un spleen lourd accablé, Je dévore mon amertume. Sous l’implacable Thermidor Souffre la nature immobile; Et dans le regret et la bile Mon chagrin s’aigrit plus encor. Crève donc, cœur trop gonflé, crève, Cœur sans courage et sans raison, Qui ne peux vomir ton poison Et ne peux oublier ton rêve! Par cet insultant jour d’été, Cœur torturé d’amour, éclate! Et que, de ta fange écarlate Me voyant tout ensanglanté, Ainsi que l’apostat antique, Avec un blasphème impuissant, Je jette à pleines mains mon sang A ce grand soleil ironique!François Coppée

LIPIEC Ziemia dymi, a niebo płonie, Przepiórka w zbożach drży; Ja, ciężką chandrą przygnieciony, Pochłaniam rozgoryczenie. Pod termidora* zaciekłością Cierpi natura nieruchoma W żalu i rozgoryczona, A mój smutek wciąż kipi złością. Pękaj więc, serce przepełnione, Serce bez rozsądku i odwagi, Kto wypluć nie może twej trucizny I zapomnieć, co było wymarzone! Przez ten dzień letni, który obmawia, Serce dręczy miłość i ją łamie! I to, że szkarłatne błoto twoje Widząc mnie, wszystko zakrwawia. A więc, jak antyczne odszczepieńce, Którzy w swej bezsilności bluźnili, Wkładam w moje dłonie pełne krwi To wielkie ironiczne słońce!tłum. Ryszard Mierzejewski

* termidor (fr. thermidor) – jedenasty miesiąc w roku według francuskiego kalendarza republikańskiego, trwający przez tzw. drugi sezon letni, tj. od 19 lipca do 17 sierpnia – przyp. R. M.

TOMMA HUS I JULIHETTA Tomma hus i julihetta. Alla vid stranden, borta många timmar. Husen sömnigt middagsstilla: gamla vita villor i mörkgrön skugga, nya färdiggjorda små ljusa kuber klängande frejdigt i hjärtlös solgass. Somliga låsta, andra inte. Bortglömd sover en gamling i stolen. Katten tassar mjukt genom öppen köksdörr. Tomma hus i julihetta. Skal kring växande liv och börjande död, gälla späda röster, iver och vilja, livets gränslösa viktighet oavkortad in i minsta leksaksdetalj - och sedan mognad, begär och dröm - och släckta drömmar, slocknande ögon, nattro - Den gamle rör sig. Snabbaste pojken som alltid vinner kapplöpningen från badet, svänger muntert sin våta baddräkt. Salt stänker i ring, och hans rop: jag vann! väcker åldringar, villor och träd med glad och skoningslös klarhet.Anna Greta Wide

PUSTE DOMY W LIPCOWYM UPALE Puste domy w lipcowym upale. Wszyscy na plaży, nieobecni od wielu godzin. Domy senne w poobiedniej ciszy: stare białe wille w odcieniu ciemnozielonym, nowe gotowe małe jasne sześciany trzymające się dziarsko w bezdusznej słonecznej spiekocie. Niektóre są zamknięte, inne nie. Zapomniany od dawna staruszek śpi na krześle. Łapy kota miękko w otwartych drzwiach kuchni. Puste domy w lipcowym upale. Powłoka wokół rosnącego życia i zaczynającej się śmierci, ostre rozrzedzone głosy, żarliwe i ochocze, bezkresna ważność życia nieokrojona w najmniejszych detalach gry - a potem dojrzałość, pragnienie i sen - i zgaszone sny, gasnące oczy, nocna cisza - Starzec poruszył się. Najszybszy chłopiec, który zawsze wygrywa w biegu na wyścigi z kąpieli, wymachuje żwawo swoim mokrym strojem kąpielowym. Sól bryzga dookoła i jego krzyk: Wygrałem! Budzą się starcy, wille i drzewa w radosnej i bezlitosnej jasności. tłum. Ryszard Mierzejewski

DEN UNGA POPPELN Den unga poppel står där i sin slankhet. Den darrar inte, vajar bara sakta. Den skymmer knappast himlen, men ibland skär den itu en solnedgång på mitten. Har ingen vidd att fånga ljud och fåglar, har inte ekens ljusa famn att ty till, har inte lönnens faderliga sus, bara en viskning som av gossopraner. Så måste poppeln leva utan pondus och utan stöd ... som ungdom måste det. Det går en vind genom poppellöven och vänder deras ljusa undersidor mot julisolen - Trädet rätar på sig och står där som den rankaste av pager i silverrustning under sommarblåst.Anna Greta Wide

MŁODA TOPOLA Młoda topola stoi w swej wysmukłości. Nie trzęsie się, tylko kołysze powoli. Przysłania nieznacznie niebo, ale czasem tnie na części zachód słońca w połowie. Nie jest na tyle rozłożysta, aby chwytać głosy i ptaki, nie ma jasnych ramion dębu, aby przygarniać, nie ma ojcowskiego szumu klonu, jedynie szepcze jak dziecięcym sopranem. Więc musi żyć bez autorytetu i wsparcia... podobnie jak młodzież. Wiatr przechodzi przez jej liście i odwraca ich jasne podbrzusza w stronę lipcowego słońca - drzewo prostuje się i stoi jak najbardziej wysmukły paź w srebrnej zbroi na słonecznym wietrzetłum. Ryszard Mierzejewski

Июль По дому бродит привиденье. Весь день шаги над головой. На чердаке мелькают тени. По дому бродит домовой. Везде болтается некстати, Мешается во все дела, В халате крадется к кровати, Срывает скатерть со стола. Ног у порога не обтерши, Вбегает в вихре сквозняка И с занавеской, как с танцоршей, Взвивается до потолка. Кто этот баловник-невежа И этот призрак и двойник? Да это наш жилец приезжий, Наш летний дачник-отпускник. На весь его недолгий роздых Мы целый дом ему сдаем. Июль с грозой, июльский воздух Снял комнаты у нас внаем. Июль, таскающий в одёже Пух одуванчиков, лопух, Июль, домой сквозь окна вхожий, Всё громко говорящий вслух. Степной нечесаный растрепа, Пропахший липой и травой, Ботвой и запахом укропа, Июльский воздух луговоБорис Пастернак / Borys Pasternak

LIPIEC Widziadło błąka się po domu. Cały dzień kroki powyżej głowy. Cienie na strychu drepczą po kryjomu. Błąka się po domu duch domowy. Szwęda się nie w porę bezradnie, Do wszystkich spraw się wtrąca, W szlafroku do łóżka kradnie, Obrus ze stołu strąca. Nóg na progu nie wycierając W wirze przeciągu wędruje I z zasłoną jak z tancerką pląsając Wysoko pod sufit ulatuje. Kto to jest ten łobuz-nieokrzesaniec, To widmo i ten upiór sobowtórowy? Tak, to nasz przybyły mieszkaniec, Nasz letnik-urlopowicz sezonowy. Na całe jego niedługie rozruchy Dom nasz w całości oddajemy. Lipiec z burzą, lipcowe podmuchy, Wolne pokoje wynajmujemy. Lipiec, przebrany, włóczący się W dmuchawca i łopianu puchu. Lipiec przez okna wchodzący, Wszystkim głośno mówiący do słuchu. Stepowy rozczochraniec nieuczesany, Lipą i trawą się rozchodzące Zapachy natki i kopru, zawiany Lipcowym powietrzem na łące.tłum. Ryszard Mierzejewski

Juillet L’âpre uniformité de l’azur nu brûle les champs et leurs arpents d’identité et leurs chemins d’opiniâtreté rectiligne, vers l’inconnu. Craie et poussière se retroussent en tempêtes vers les lisières et s’emportent sur les routes, là-bas; les villages! leurs toits et leurs maisons sont las, l’ombre chaude s’assied au seuil des portes; un vent de braise et de fournaise pèle les murs et fendille les glaises et les digues dont les escortes accompagnent des eaux qui semblent mortes. L’été, il est venu, malade et malfaisant, avec du plomb dans son sang blanc, avec ses durs midis de pierre; l’été! et ses lumières carnassières et ses silences fermentants. - Vous, les jardiniers de la mort et des tombes torrides, voici des fleurs qui ont des rides et qui penchent, ainsi que des remords, leurs ors et leurs faisceaux arides. - Vous, les charpentiers de la mort, voici les géantes cuirasses des grands hêtres dont l’écorce se casse dans les forêts comme engourdies où se couvent les maladies. - Vous, les embaumeurs de la mort, voici la stérile agonie des verdures trop tôt finies; voici les blés fripés, voici les orges irascibles et les rameaux crispés des vieux vergers sous des brûlures invisibles. Depuis des jours, depuis des temps, minutieux et persistant, le soleil perce à coups d’aiguilles la vie éparse en volontés tranquilles; le soleil mord, le soleil vrille le sol brûlant et haletant et ploie et broie en sa torture l’espoir en or de la moisson future. La terre entière, elle est paralysée. - Dites à quand les émeutes, les rages et l’entre-choquement des blocs d’orage et les pâles éclairs dans la nue ardoisée? En attendant, unique au loin un carreau luit du fond d’un coin et sa lueur, comme un grand jet de haine, de part en part traverse au cœur la plaine. Émile Verhaeren

LIPIEC Nagiego nieba monotonie zachłanne palą pola, ich identyczne morgi i uparte ścieżki prowadzące prosto w nieznane. Kreda i kurz wirują ku brzegom w środku burz i unoszą się tam nad drogami i wioskami! Ich strudzonymi dachami i domami. Ciepły cień przysiadł przy drzwiach na progu, a wiatr żarliwy i ognisty obdziera mury i łamie gliniaste gleby i groble, w których konwoju płyną towarzyszące wody, martwe z pozoru. Lato nadeszło z miną zbolałą i złośliwą, z ołowiem w jego białej krwi, z twardymi jak kamień południami. Lato! Z jego lśniącymi myśliwskimi torbami i fermentującą ciszą. Wy, ogrodnicy śmierci i upalnych grobowych kamieni, oto kwiaty, które mają zmarszczki, pochylone pod sumienia wyrzutami, ze swym złotem i suchymi wiązankami. Wy, cieśle śmierci, Oto potężne zbroje wielkich buków gubiących obdartnej kory zwoje w lasach jak zdrętwiałe lub noszące zarodki chorób w sobie. Wy, balsamiści śmierci, oto bezpłodna agonia zielelni, która przedwcześnie wyblakła; oto ziarno zepsute, i jęczmienie krewkie, i stare sady ze skulonymi gałęziami pod niewidocznymi oparzeniami. Przez te dni, od tego czasu, skrupulatnie i bez ustanku słońce przebija jak ostrymi igłami życie rozsiane niezmąconymi wyborami; słoneczne ukąszenia, słoneczne wiercenia, słońce palące, bez dechu, zgniata i miele w swoich torturach, nadzieja w złocie lub przyszłych plonach. Cała ziemia drży w konwulsjach. Powiedz, kiedy zachodzą te szalone wstrząsy między kolejnymi nawałnicami burzy i bladymi błyskawicami w popielatych chmurach? W oczekiwaniu, jedyny w oddali kwadrat głęboko w narożu świeci, a jego blask jak wielki strumień pogardy przebija się na wskroś do serca równiny. tłum. Ryszard Mierzejewski

LIPCOWY PORANEK pierwsza kropla dnia uderzyła w konstelację snu Tymoteusz Karpowicz Otworzyłem oczy chyba równocześnie ze słońcem o świcie w lipcową niedzielę wypoczęty i rześki po wczorajszym upale męczącym cały dzień który uważałem za stracony bo bez poezji i nastawiony jedynie na fizyczne przetrwanie Wziąłem zimny prysznic zaparzyłem kawę i ochoczo siadłem do lektury wierszy a poeta był przepyszny oryginalny inteligentny pięknie malował przyrodę a w niej krajobrazy drzewa leśne zwierzęta owady ich specyficzne zapachy i dźwięki ale ja siedziałem wciąż nie na pachnącej łące a na twardym krzesełku w pokoju gdy usłyszałem nagle żałosny płacz krowy za oknem niewydojonej wieczorem a może już głodnej o świcie I w jednym momencie rozśpiewały się ptaki nad głową i ciche bzyczenie owadów a w nozdrza uderzył zapach letniej łąki i gdy się rozejrzałem siedziałem już pośrodku niej na zielonej trawie ukwieconej wokół wszystkimi kolorami tęczy i czułem rozbudzonymi zmysłami jak wrastam coraz głębiej i głębiej w skrawek żyznej ziemi Ryszard Mierzejewski

oceń / komentuj

LIPCOWY POWRÓT W uśmiechu zieleni szumie liści czuję twą radość ze spotkania tęskniłam zamknięta w sprawach których nie rozumiem powoli odchodzi stres przed tobą stanę naga jak na początku splotę fantazje z twoimi myślami wtulę się w zapach i odzyskam wolność Brygida Błażewicz

oceń / komentuj

LIPIEC Zapachniało lipami, brzęczą głodne pszczoły, słodki zapach kwitnących drzew prawie usypia. Chwytasz rękę i puszczasz uśmiech mi wesoły i wszystko prócz tej lipy w Twym uśmiechu znika... Siedzimy pod jej liśćmi jak dawni poeci, pod innymi gwiazdami, jakby w innym świecie, za grzechy z tamtego wygnani, wyklęci tu, gdzie nikt nas nie znajdzie, pod lipowe kwiecie. Bez ubrania, bez wstydu, bez grzechu jak w raju, pod lipą, na kocu, niemal do omdlenia! Perwersyjni, zgubieni w swoim zakochaniu wymieniamy miłosne, słodkie użądlenia! Byle nikt nas nie znalazł, na pół nie podzielił! Nie wygnał jak z Edenu z lipcowej pościeli! Witold Wieszczek

oceń / komentuj
Najpopularniejsze Kącik poezjiFraszki Jana Kochanowskiego, księgi pierwsze (1-34)Wybór wierszy – grudzień 2011 – zimaWybór wierszy – kwiecień 2013 – wiosna dla każdegoWybór wierszy – styczeń 2013 - ZimaEmily Dickinson – Wybór wierszy
Najwyżej oceniane Kącik poezjiVachel Lindsay (1879–1931 r.)Wybór wierszy – sierpień 2017Alice Meynell (1847–1922 r.)Wybór wierszy – lipiec 2017Christina Rossetti (1830–1894 r.)
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeWładimir Władimirowicz MajakowskiNajwyżej oceniane:Rumunia, Góry Zachodnie
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.