Powieści i opowiadania

Zapałka

ZapałkaZapalił zapałkę.

Ciepło, które poczuł na dłoni, było przyjemne. Ogień poruszył się figlarnie. Zapatrzył się…

Szła do niego z wyciągniętymi ramionami, śmiała się beztrosko, ubrana w zwiewną sukienkę. A w ręku trzymała sztuczne ognie i mówiła: „U Sylwka zapalimy”. Poczuł ogromny ból i wielki ciężar na sercu. Paliły go policzki i…

– Auu! – strzepnął z dłoni kawałki spalonej zapałki.

Poczuł, jak łzy napływają mu do oczu. Powstrzymaj to! Tylko jak?

– Dlaczego nie odbiera telefon?! – krzyczał zirytowany, wędrując po pokoju.

– Sebastianie! – zganiła go matka. – Na pewno wyszła z psem na spacer. Znasz ją, lubi obcować z naturą, lubi się wyciszyć. Czasami samotność pozwala pozbierać myśli!

– Akurat dzisiaj zachciało się jej bawić w pustelnika! – wrzeszczał. – Za dwie godziny mamy jechać na koncert!

– Uspokój się! – matka uśmiechnęła się z wyrozumiałością. – Obiecała, że wróci, to wróci!

– Mamo, gdyby wszystko było tak proste, jak myślisz!

Pamiętał dokładnie swoje słowa wypowiedziane wtedy do matki, przypominał je sobie później wielokrotnie.

Dominika wróciła, jak obiecała.

Łzy płynęły potokami po jego twarzy. Obudził się jakby ze snu, odgonił napływające wspomnienia i znów zapalił zapałkę.

– Dlaczego bawisz się zapałkami? – spytała kiedyś, późnego, jesiennego wieczoru, gdy czekali na korytarzu szpitala.

– Denerwuję się. – odparł.

Podeszła do niego, przytuliła go. Troskliwie, czule, z miłością. Musnęła jego usta i chwyciła dłonie, które tak drżały.

– Cokolwiek się stanie, masz mnie!

Jej słowa odbijały się echem w jego głowie.

– Cholera! Znowu! – zdenerwował się na bardzo krótką chwilę.

Zapalił kolejną zapałkę i w końcu świeca zaczęła swój żywot. Dominika była jak świeca. Ledwie Bóg pozwolił jej żyć, podstępny diabeł zgasił ogień jej życia. Nie płonęła nawet do połowy, nie poznała tylu wspaniałych rzeczy!

Jakiś liść opadł z pobliskiego drzewa. Cmentarz spowił się w półmroku, jedyne światło biło od zniczy poukładanych na grobach, ku pamięci. Był sam jeden. Nie tylko w tym miejscu, ale i w życiu. Dominika zostawiła taką pustkę w jego sercu, że nic nie mogło wypełnić tej otchłani. Nie było już w nim radości. Nie czuł już satysfakcji z wykonywanych czynności. Był jak kukiełka. Sztuczny, z namalowaną twarzą, sam się nie poruszał. Czekał, aż ktoś poruszy jego pajacykowate ciało. Był jak ta szmaciana lala, która zostaje wrzucona do pudła, gdy dziewczynka staje się kobietą. Opuszczony. Tak, czuł się opuszczony. Wiedział, że nic już nie przywróci minionych chwil. Zapatrzył się na kolejny liść, spadający nieopodal, ledwie mógł dostrzec jego kontury.

– Podaj do mnie, Wojtek! – wołał mały Bastek. – Szybciej!

– O, nie! To moja bramka!

Chłopcy szaleli, śmiali się i ganiali za piłką. Polana była wielka, niedaleko lasu, a dzień należał do jednego z tych piękniejszych. Słońce śmiało się razem z nimi, głaszcząc ich delikatnie promieniami.

Nagle piłka, którą kopnął Bastek, wzniosła się wysoko i uderzyła w stary dąb. Spadając, zahaczyła o kilka gałęzi. Gdy byli już na miejscu, zauważyli, że z drzewa spadło kilka liści.

– O, nie! – krzyknął wystraszony Bastek – To nie pora na nie! Ale… poczekaj mam pomysł!

Wojtek, równie wystraszony, czekał skulony u podnóży drzewa. Przybiegł Bastek z klejem szkolnym.

– Co zrobimy? – spytał Wojtek.

– Przykleimy je z powrotem na miejsce! Trzymaj zakrętkę, ja wejdę na drzewo!

Gdy był już u góry i przyklejał liście, jedna spróchniała gałąź nie wytrzymała jego ciężaru i dziewięcioletni chłopiec spadł na ziemię. Potem siedząc w domu z nogą w gipsie, pytany przez tatę, dlaczego to zrobił, odpowiedział:

– Liście spadły, a nie był to ich czas, tato! Spadły przeze mnie! Były jeszcze młode i zielone!

– Och, głuptasku! – zaśmiał się tata, ale potem spoważniał i rzekł. – Liście spadły nie przez ciebie! To było ich przeznaczenie! Czasami Bóg tak kieruje życiem, że nie zasmakujemy wszystkich jego radości i smutków. Musisz być silny! Zawsze jest jakiś sens istnienia czy umierania, cierpienia czy radości!

Wstrząsnął nim dreszcz i poczuł, że jest już dość chłodno i naprawdę ciemno.

– Do jutra, Domi! – posłał do jej fotografii całusa.

Ϡ

Nie miała zwykłego grobu. Rodzina zadbała o to, by zawsze o niej pamiętano. Tak bardzo ją kochali. Na środku marmurowej płyty stała biała ramka w kształcie serca, a w środku fotografia. Kolorowa, z uśmiechniętą dziewczyną. Od zdjęcia bił blask młodzieńczej energii, oczy żarzyły się szczęściem. Była piękną kobietą, dodatkowo zawsze uśmiechniętą, o dobrym sercu.

Bastek siedział w aucie, szukał kluczy w schowku i wtedy natrafił na to samo zdjęcie.

– Wyszłaś niesamowicie! – wołał wesoło, gdy szli przez miasto. – Już myślałem, że fotograf poprosi, żebyś zostawiła kopię jednego z nich!

– Zostawiłam. – zaśmiała się figlarnie.

– Co?! – Bastek się zatrzymał. Poczuł falę zazdrości.

– To tylko żart! – miała dziś dobry humor.

Przytuliła się do niego i tak objęci szli w stronę kwiaciarni. Mijając piekarnię, natrafili na małą Cygankę siedzącą u wyjścia z pudełkiem. Miała może sześć lat. Jej oczy były przepełnione smutkiem. Nie mówiła nic. Była sama, patrzyła przed siebie jakby zrezygnowana. Los jej nie oszczędzał. Jej postać przykuwała uwagę. Była piękna i ogarnięta smutkiem jak dzieło sztuki. Sebastian nie zauważył jej jednak. Dominika przystanęła.

– Co jest? – spytał.

– Poczekaj, wejdę do piekarni. To zajmie mi dosłownie chwilkę. Zaraz wracam!

Wychodząc już z piekarni, przystanęła przy dziewczynce.

– Jesteś głodna? – zapytała niepewnie.

Dziewczynka pokiwała głową.

– Proszę. – Dominika podała jej całą reklamówkę bułek. – Idź do domu, podziel się z rodzeństwem! Ale… ty też zjedz!

To mówiąc odeszła.

Dziewczynka była tak bardzo zaskoczona! Dopiero po chwili odwróciła się za oddalającą się Dominiką i zawołała:

– Dziękuję!

To było najpiękniejsze podziękowanie, jakie kiedykolwiek usłyszała!

Uszli kawałek, zatrzymując się przy kwiaciarni. Dominika odeszła na róg ulicy i wtedy zaatakowali ją trzej Romowie. Zepchnęli ją do ściany i przystawili nóż do gardła! Serce dziewczyny waliło jak oszalałe. Czego chcą? Co zrobiłam nie tak? Chciała zawołać Sebastiana, ale gardło miała zupełnie suche i ściśnięte z przerażenia! Jedyne, co udało jej się z siebie wykrzesać, to parę nieartykułowanych dźwięków.

– Bawi cię rozdawanie prezentów, Miłosierna Samarytanko?! Nie jesteśmy ofiarami, nie potrzebujemy litości ani współczucia! Myślisz, że jesteś lepsza od nas? – wrzeszczał ten, który trzymał nóż.

– Ja… ja…

– Stul pysk! Strach cię obleciał? – jego uśmiech był złowrogi.

Wtedy zza budynku wyłonił się Sebastian w towarzystwie straży miejskiej. Romowie rozpierzchli się w różne strony tak szybko, jak się pojawili. Kiedy później, po całym zajściu wsiedli do auta, Dominika włożyła swoje zdjęcie do schowka.

– Będziesz miał jedno, dobrze?

– Jak mogłaś?! – nie wytrzymał. – Gdyby coś ci się stało, nie przeżyłbym tego!

– Chciałam dobrze! A poza tym nic się nie stało.

– Nic?! Nie wierzę własnym uszom! Jesteś nieodpowiedzialna!

Chłopak schował fotografię do schowka i odpalił silnik. Tej nocy nie spał prawie wcale! Męczyły go wyrzuty sumienia, a napływające wspomnienia były już nie do zniesienia. W jego głowie kołatała jedna myśl. Przestać istnieć! Ale wtedy przed oczami ukazywał się obraz matki. Nie mógł jej samej zostawić, potrzebowała go!

Ϡ

Parę miesięcy później, w chłodny, grudniowy wieczór Bastek przyszedł na cmentarz. Dziś bardzo źle się czuł, choć nie przyznał się matce. Nagle zrobiło mu się słabo. Upadł, potknąwszy się o duży konar wystający z twardej gleby i uderzył głową o któryś z nagrobków. Wstał lekko oszołomiony, otrzepał spodnie i kurtkę ze śniegu, a potem ruszył dalej. Usiadł na ławce przed grobem Dominiki. Czuł się dziwnie, choć nie bolała go głowa. Ułożył bukiet czerwonych róż na grobie i przemówił:

– Misia, dzisiaj to już cztery lata jak odeszłaś… Ale wciąż jesteśmy razem. – po policzku płynęły mu łzy. – Nie chcę myśleć inaczej! Jesteś blisko mnie, głęboko w moim sercu, na zawsze! Och, gdybym mógł zobaczyć twoją twarz, gdybym mógł usłyszeć twój głos…

Mróz ścinał jego łzy, które spadały na ziemię jako koraliki, ale chłopak tego nie zauważył. Nagle zawirowało powietrze przed nim niczym trąba powietrzna i na grobie pojawiła się Dominika. Była tak piękna jak tamtego dnia, jej oczy śmiały się, a usta poruszały, nucąc magiczną melodię. Jeszcze nie patrzyła na niego. Śpiewała nieprzerwanie.

Sebastian bał się poruszyć, myśląc, że w ten sposób zaburzy widzenie, a jego ukochana zniknie. Czy to jawa, czy sen? Wydawało mu się to niemożliwym! Jednak wyraźnie czuł zapach jej perfum! Ubrana była w bladoróżową sukienkę. Siedziała na marmurowej płycie z podwiniętymi nogami, które otulała ramionami. Włosy rozwiewał jej wiatr.

Spojrzała w jego stronę i przerwała śpiew.

– Sebastianie! Mój wierny, Sebastianie! – jej głos był niczym odbicie w krystalicznej wodzie.

– Wróciłaś! – tylko to zdołał powiedzieć.

Był taki szczęśliwy, chciał ją przytulić, lecz ona nie schodziła. Czekał więc.

– Po ciebie! – zawołała.

– Przyniosłem ci róże i… – nagle zorientował się, że nie ma jej ulubionych wierszy ani kwiatów, ale przecież niósł je tutaj! Trzymał!

Gdzieś niedaleko usłyszał sygnał karetki pogotowia.

W pewnym momencie Dominika sfrunęła z grobowca i popłynęła do niego.

– Przytul mnie, proszę!

Uczynił to bez chwili zastanowienia, z wielką radością, jak czynił to kiedyś.

– Spójrz tam! – wskazała dłonią grób, nad którym rósł rozłożysty dąb.

Była blisko niego, aby się nie bał. Podeszli kawałek. W tym momencie jego oczom ukazał się obraz tak znany, tak realny. Zamarł z przerażenia. I wtedy Dominika zaczęła śpiewać:

Jeden liść spadł wolno Żółty był już dawno Ziemia drży, płacze las Dusza ta idzie w świat

Melodia zaniosła Sebastiana do szpitala. Było ciemno, a na korytarzu siedziało dwoje ludzi. Znam to miejsce! Zza szklanych drzwi wyszedł mężczyzna ubrany w zielony strój. Lekarz. Nagle wszyscy zaczęli płakać.

Sebastian poczuł wiatr otaczający jego istotę, a kiedy zmrużył powieki, był już w innym miejscu. Trumna, a w niej… Ojcze, jak to było? „Zawsze jest jakiś sens istnienia czy umierania?” Poczuł dziwną siłę, a potem przebiegły przed jego oczami myśli, obrazy, wspomnienia z prędkością światła. A Dominika nie przerywała śpiewu.

Ledwie zakwitł młody kwiat Już na ziemię smutny spadł Ziemia drży, płacze las Dusza ma idzie w świat

Zobaczył ją. Tego dnia. Bawili się razem na koncercie, tańczyli i śpiewali na cały głos w grupie znajomych, kiedy zupełnie niespodziewanie w tłum ludzi wjechało rozpędzone auto. Pijany kierowca. Dominika patrzyła na Sebastiana, pokazywała spadającą gwiazdę, śmiała się.

– Uważaj! W bok! – krzyczał Bastek, dwa kroki, które ich dzieliły okazały się przepaścią. Wszystko tak szybko się działo! Zaledwie ułamek sekundy! Za późno…

Znowu!

Dzień pogrzebu. Czarna otchłań, która pochłonęła życie. Sebastian płacze, a na ziemi pojawia się coraz więcej korali. A rozsypane płatki róż wirują wokoło. Nie zdążył nawet pomyśleć, a już przeniósł się na cmentarz. W tym momencie stał nad ciałem młodzieńca, który trzymał w reku poezję, a dookoła na białym śniegu sączyła się krew zmieszana z płatkami kwiatów.

Trzeci liść z drzewa spadł Miłość ta wiecznie trwa Ziemia drży, płacze las Dusza twa pójdzie w tan

Ludzie w czerwonych kombinezonach uginają się nad ciałem, starają się, ale serce przestało już bić. Odeszło razem z duszą do niej. Gdyby ktoś bardzo natężył słuch, mógłby usłyszeć między świstem wiatru a melodią drobnego śniegu te słowa:

Już się nie boję, ukochana! Tak długo czekałem na nasze spotkanie! Kocham Cię! Ruszajmy, najmilsza!

Ale nikt nie słuchał.

Matka Bastka stała w miejscu wypadku. Długo patrzyła w dal, na posypujący śnieg widoczny w świetle samotnej latarni. Tylko ona zauważyła korale tworzące drogę do grobu Dominiki. Pozbierała je i zrozumiała. I choć bardzo bolało ją serce, była już spokojna. Jej ukochany syn był szczęśliwy!

Zapaliła świecę i zniknęła w ciemnościach cmentarza.

Gabriela Molesztak
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Powieści i opowiadania3. Gwałt27. Opowiadanie erotyczneNestor – Powieść minionych lat (rozdz. 1-7)1. Seks w pociągu pospiesznym2. Seks w pociągu osobowym
Najwyżej oceniane Powieści i opowiadaniaRozdział II. Opowieść starej GudrunHistoria pewnego zerwaniaEpilogGdzieś w ostatecznej krainie, część 39Rozdział 1. Witajcie koty
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.