zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Powieści i opowiadania

Tajemnica zamku w Świnach

Tajemnica zamku w Świnach

PROLOG

Mężczyzna, ciężko dysząc, przedzierał się przez gęste zarośla pogrążone w mroku nocy. Ost­re gałęzie pokaleczyły mu dotkliwie twarz i ręce. Jego ubranie zwisało w strzępach. Poruszał się nie­mal po omacku — gruba warstwa chmur nie przepuszczała księżycowego światła. Jego ruchy by­ły jednak — pomimo wyczerpania — zdecydowane i pewne. Nie sprawiał wrażenia kogoś, kto pa­nicznie i bezładnie ucieka przed czymś. Wyglądał raczej jak ktoś, kto z rozpaczliwą determinacją chce osiągnąć swój cel. I raczej orientował się w kierunku, w którym się poruszał. W pewnym mo­men­cie krzaczaste zasieki ustąpiły i mężczyzna wydostał się na otwartą przestrzeń. Zrobiło się odro­binę jaśniej i czarna sylwetka zrujnowanej budowli była doskonale widoczna na tle nieba. Męż­czyz­na zrobił jeszcze kilka kroków, lecz nagle przystanął i osunął się na kolana. W jednym z okien sta­rej warowni pojawiło się nikłe światło. Mężczyzna przez chwilę wpatrywał się w nie, a następnie po­wstał i zawrócił, by ponownie zniknąć w gęstwinie lasu.

MOTTO

Jeśli posiadasz dwie kozy, tedy weź jedną i pójdź z nią na targ. I sprzedaj tę kozę, a za pie­nią­dze kup psa. A jeśli masz już psa, to weź go i sprzedaj. A za pieniądze kup kozę. Albowiem za­praw­dę powiadam ci, że nie masz psa i nie masz kozy, której nie sprzedałbyś na targu, i nie masz tar­gu, na którym nie kupiłbyś psa lub kozy. Dlatego zawsze trzeba mieć kozę albo psa i mieszkać blis­ko targu. A kto ani nie ma psa lub kozy, ani nie mieszka blisko targu, ten powinien radować się szcze­gólnie. A ten, kto nie chce radować się szczególnie, ten niechaj się nie raduje.Rabbi Mordechaj Cajtung

WSTĘP

W grudniu 2012 roku następuje seria zamachów terrorystycznych na terenie Dolnego Śląs­ka. W wielu miastach podkładane są tzw. bomby walutowe, eksplodujące potężnymi dawkami go­tów­ki. Ludność przebywająca w polu rażenia bomb zaczyna bogacić się w zastraszającym tempie. Ze sklepów wykupowane jest wszystko, co tylko posiada metkę z ceną. Światowe korporacje, prze­wi­dując koniec tego systemu rzeczy, postanawiają użyć wszelkich środków, by zapobiec katastrofie. Do walki z szajką terrorystów zostają zmobilizowane potężne siły oraz ściągnięci najlepsi specja­liś­ci. W pościg za złoczyńcami wyruszają m.in. inspektor Zasada, komisarz Zawada, aspirant Zagłada, przo­downik Zabawa-Niepsuj i posterunkowy Żenada. Wpadają jednak w pułapkę i zostają obsypani pie­niędzmi, dzięki którym mogą już do końca życia żyć sobie długo i szczęśliwie. Świat zamiera w przerażeniu. Czy naprawdę nie znajdzie się nikt, kto ocali ludzkość?

ROZDZIAŁ 1

W którym komisarz Ostrowski gra na skrzypcach, a aspirant Waciak jest bezgranicznie zachwycony, choć czasem blednie

Komisarz Ostrowski przerwał grę na skrzypcach i powiedział

— Waciak, weźcie no jeszcze raz to przeczytajcie. Od tego momentu, jak on wyłazi już z tych krzaków.

Aspirant Waciak posłusznie wykonał polecenie.

— …ciężko dysząc, przedzierał się przez gęste zarośla pogrążone w mroku nocy. Ostre ga­łę­zie pokaleczyły…

— Jak z krzaków wyłazi, mówiłem!

— Przepraszam, szefie. Chwilunia! …i mężczyzna wydostał się na otwartą przestrzeń. Zro­bi­ło się odrobinę jaśniej i czarna sylwetka zrujnowanej budowli była doskonale widoczna na tle nie­ba. Mężczyzna zrobił jeszcze…

— Stop! — Ostrowski przymknął oczy i zamyślił się. Po chwili zwrócił się do podwładnego:

— Jak myślicie, Waciak, dlaczego zamki popadają w ruinę?

Aspirant rozejrzał się po ścianach komisariatu, na których widniały liczne pęknięcia.

— Bo nie posiadają funduszy remontowych?

— Nie, Waciak. Zamki popadają w ruinę, ponieważ są stare. Nowe zamki na ogół są w dob­rym stanie. Oczywiście są też i stare zamki, którym nie pozwolono popaść w ruinę, i tutaj mogłaby zna­leźć zastosowanie wasza teoria o funduszach remontowych. Generalnie jednak przyjąłbym za­sa­dę, że wszystkie zamki zrujnowane są stare.

Twarz Waciaka wyrażała bezgraniczny zachwyt.

— Genialne, szefie. Po prostu genialne.

— Och, to po prostu zwykła metoda dedukcji, która w mojej rodzinie jest stosowana już od wie­lu pokoleń, a zapoczątkował ją mój słynny przodek, który jeszcze wówczas nosił angielskie naz­wis­ko. Później nasza rodzina wyemigrowała za chlebem do Polski i… Ale czy ja wam już o tym kie­dyś nie opowiadałem?

— Dokładnie dwa tysiące czterysta pięćdziesiąt dziewięć razy, ale za każdym razem słu­cham z przyjemnością.

— Świetnie. To teraz zróbcie listę wszystkich starych zamków na Dolnym Śląsku, ze szcze­gól­nym uwzględnieniem tych zrujnowanych, albowiem pragnę wam zakomunikować, że wkra­cza­my do walki z szajką, która dokonuje tych okropnych zamachów walutowych.

Waciak zbladł, potem zzieleniał, następnie przeprosił na chwilę i wyjrzał przez okno. Gdy już wytarł usta chusteczką, wystękał:

— Szefie, ja mam żonę i dzieci...

Ale Ostrowski był już pochłonięty grą na skrzypcach.

ROZDZIAŁ 2

W którym Ostrowski ukazuje swój kunszt dedukcji

Zanim minęło pięć kolejnych zamachów walutowych, aspirant zjawił się u Ostrowskiego z listą niemal stu obiektów. Komisarz najpierw metodą dedukcji wykluczył wszystkie te, których nazwy za­czy­nały się na Ą, Ę i Ń w jakimkolwiek języku. Następnie odrzucił wszystkie te, których właś­ciciele mieli w rodzinie Inuitów. Potem kazał Waciakowi podać sześć dowolnych cyfr (Waciak po­dał sześć zer), dodać do nich zsumowaną wartość wszystkich cyfr aktualnej daty, przemnożyć przez godzinę, podzielić przez współrzędne geograficzne Jerozolimy i wyciągnąć pierwiastek trze­cie­go stopnia w zaokrągleniu do piątej liczby po przecinku. Otrzymany wynik Ostrowski podarł na drob­ne strzępy, podpalił na łyżce, a następnie połknął i oświadczył:

— Jedziemy do Świn koło Bolkowa. Jestem przekonany, że wszystkie zbrodnie tej podłej szaj­ki mają ścisły związek z tym miejscem. Ponadto nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że herszt tej bandy jest piwnookim blondynem, lat około 67, ubranym w dresy renomowanej firmy ma­jącej w nazwie literę P. Powinien mieć również nieco przykurczony mały palec u lewej nogi i ślad po ukłuciu się widelcem trzy i pół centymetra nad prawą łopatką.

ROZDZIAŁ 3

W którym Ostrowski każe Waciakowi siedzieć cicho

Waciak chciał jeszcze zdążyć wyrazić swe niebotyczne zdziwienie, lecz nie zdążył. Wsiedli do automobilu znanej marki, której nazwy nie podamy, gdyż firma ta nie opłaciła w terminie kryp­to­reklamy. Podczas podróży nasi bohaterowie przeżyli mnóstwo fantastycznych przygód, o których z pewnością opowiemy przy okazji, lecz teraz skupimy się na zasadniczym wątku.

Po przyjeździe na miejsce ich oczom ukazały się ruiny zamku w Świnach, które wyglądały bar­dzo malowniczo, tylko były nieco zrujnowane. Ostrowski wybiegł z samochodu i wykonał pad bocz­ny do tyłu z półsaltem w ćwierćprzysiadzie, co musiało skłonić do głębszej refleksji każdego po­tencjalnego napastnika. Za nim wygramolił się Waciak i trzymając w dłoni rewolwer, zawołał:

— Ręce do góry!

W tym momencie od strony ruin padł strzał i kula przemknęła aspirantowi tuż koło nosa, na wy­sokości lewego oka. Waciak po namyśle schronił się za drzewem. Tymczasem Ostrowski roz­po­czął pertraktacje.

— W imieniu prawa jesteście aresztowani! Wychodźcie pojedynczo, w milczeniu, z rękoma na głowie i nosami na kwintę!

Po chwili usłyszeli odpowiedź z zamku

— Nic z tego! Zamek jest zaminowany. Jeśli nas nie poniechacie, to zrobimy tu taką eks­ploz­ję walutową, że jeszcze wasi wnukowie nie zdążą wydać wszystkich pieniędzy!

Komisarz zastanowił się chwilę i zawołał:

— Wychodź ze mną na KSW! Położysz mnie, to pójdziesz wolno!

— Parol kawalerski, że odejdę?

— Parol!

— Nie może to być! — zakrzyknął Waciak, ale Ostrowski dał mu tylko znak, że ma siedzieć cicho.

ROZDZIAŁ 4

W którym Waciak zdradza, kto był jego przodkiem

Po chwili z zamku wyszedł blondyn, lat 67, ubrany w dresy renomowanej firmy z literą P w na­zwie, i stanął przed komisarzem. Gdy podali sobie ręce, mężczyzna rzekł:

— Tylko bardzo proszę uważać na miejsce nad moją prawą łopatką. W dzieciństwie ukłułem się widelcem…

— Ależ oczywiście! — odparł Ostrowski. — Zaręczam panu, że zawsze walczę zgodnie z za­sadami fair play.

Rozpoczął się długi i żmudny pojedynek. Całe godziny mijały, nie przynosząc rozstrzyg­nię­cia. Kilkakrotnie ogłaszano przerwę na opatrzenie drobnych urazów i ugaszenie pragnienia. Gdy wy­dawało się, że szala zwycięstwa już przechyla się na stronę stróżów prawa, z zamku wybiegł dru­gi z opryszków i rzucił się na Ostrowskiego. Zaraz za nim wybiegł również trzeci. To prze­są­dzi­ło sprawę i po chwili komisarz leżał zamroczony, a nad nim pochylały się głowy trzech ban­dziorów. W tym samym momencie jak spod ziemi wyłonił się za nimi Waciak i zamachnąwszy się od ucha policyjną pałką, zdzielił wszystkie trzy łby jednym potężnym ciosem.

Ostrowski przez dłuższą chwilę nie był w stanie wydusić ani słowa. Gdy już przyszedł nie­co do siebie, wysapał:

— Ależ macie rękę! Na miły Bóg, toż to imaginację przechodzi!

Waciak uśmiechnął się tylko skromnie i odparł:

— Niegdyś przodek mój, Longinus Podbipięta, pod Zbarażem jednym cięciem ściął trzy łby tatarskie…

EPILOG

Komisarz Ostrowski został uhonorowany honorowym dyplomem uznania, natomiast as­pi­rant Waciak został w uznaniu honorowych zasług przyjaźnie poklepany po plecach przez wielu przed­stawicieli wysoko postawionych osobistości. Ponadto obydwaj zostali dodatkowo wyróżnieni moż­liwością wypełnienia zaległych wniosków urlopowych za ubiegły rok. Fala zamachów wa­lu­to­wych ustała i świat wracał powoli do normalności. Na konferencji prasowej zorganizowanej na cześć bohaterów padło oczywiście znamienne pytanie:

— Jak pan wpadł na pomysł, by powiązać tę zagadkową relację o przedzierającym się nocą przez krzaki mężczyźnie z zamachami walutowymi?

Ostrowski uśmiechnął się tylko tajemniczo i rzekł:

— Niestety, nie mogę zdradzać takich szczegółów publicznie, gdyż ułatwiłbym w ten spo­sób wszystkim opryszkom ich przestępczą działalność.

Waciak coś jeszcze zaczął dodawać, że tak mieli napisane w scenariuszu od jakiegoś Waltera B.M. i że oni sami nie mają bladego pojęcia, o co w tej durnej historii chodzi, ale w tym momencie dostał od kogoś w ucho i siedział już cicho.

Walter Bez Mienia
Najpopularniejsze Powieści i opowiadania3. Gwałt27. Opowiadanie erotyczneNestor - Powieść minionych lat (rozdz. 1-7)1. Seks w pociągu pospiesznym2. Seks w pociągu osobowym
Najwyżej oceniane Powieści i opowiadaniaGdzieś w ostatecznej krainie, część 39Rozdział 1. Witajcie kotyNa poczucie winyZłoty łańcuch37. Pazerność
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialePlaża w Ksamil (Albania)Najwyżej oceniane:Narodziny
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.