Powieści i opowiadania

Koszmar nocy letniej

Dokumenty zostały podpisane z samego rana. Piątka przyjaciół wreszcie wynajęła jacht. Marzyli o nim już od dłuższego czasu. Planowali pięciodniowy rejs z Gdyni do Władysławowa, pięć pięknych, wakacyjnych dni, spędzonych pod żaglami. Kasia, Marta, Michał, Kazik i Piotrek cały rok czekali, by zorganizować wreszcie ten rejs. Miał być on sprawdzianem ich wiedzy i nabytych umiejętności.

Bosman był dla nich bardzo miły. Piotrek, który zajmował się finansami, uregulował wszystkie opłaty i wpłacił kaucję.

- Zaprowadzę was na jacht – powiedział stary, brodaty bosman, a kawałki tygodniowego boczku,wplątane w brodę poruszyły się nieznacznie.

Łódź stała na samym końcu gdyńskiej kei. Była to zardzewiała, cuchnąca rybami łajba o wdzięcznej nazwie „Sen nocy letniej”. Piotrek przeglądał dokumenty, a Marta, Michał i Kazik skrzywili się.

- Co to ma być, do diabła? – zapytała Marta.

- To jest jacht. I to nie byle jaki. Duża i szybka – wyjaśnił bosman.

- Przecież to jakaś masakra. Kupa złomu! Będzie dobrze jak w ogóle ruszy z miejsca – skomentował Kazik.

- To fakt, że może ten model nie jest najnowszy i w środku trochę przecieka, ale poza tym to jest niezły. Dekady temu wygrywał niejedne regaty.

- No właśnie – powiedziała Kaśka. – Mi się strasznie podoba. W końcu nie przyjechaliśmy do pięciogwiazdkowego hotelu, tylko na łódź, no nie? Poza tym bardzo fajnie się nazywa i ma taki trochę oldschoolowy klimat.

- Wasza koleżanka mądrze gada – powiedział bosman. – Aha, tylko pamiętajcie, żeby przynajmniej raz dziennie wybierać wodę z zęzy, bo inaczej was zaleje.

Piotrek parsknął.

- Dziękujemy za dobrą radę. Nie omieszkamy z niej skorzystać.

Chcieli wypłynąć z samego rana. Dziewczyny wstały nawet wcześniej, żeby wziąć prysznic. Chłopcy wyszorowali pokład, by nadać łódce trochę lepszy wygląd, a Kaśka i Marta zrobiły porządek w środku. Kiedy wszystko było już gotowe Piotrek przedstawił swoją koncepcję wyjścia z portu na silniku. Ponieważ nikt nie miał lepszego pomysłu, propozycja została przyjęta z entuzjazmem. Niestety cały pomysł wkrótce upadł ponieważ okazało się, że nie silnika za nic w świecie nie dało się odpalić.

- Masakra! – zawołał ze złością Kazik.

- To co zrobimy? – zastanawiała się Marta.

Piotrek wyszedł na pomost.

- Myślę, że powinniśmy to zgłosić temu staremu dziadowi, bosmanowi.

- Bez sensu – powiedziała Marta. – Ten facet kompletnie się na tym nie zna, a nawet jak się zna, to i tak nam w niczym nie pomoże, bo już dostał od nas forsę i teraz tylko nas oleje.

- Słuchajcie, a może po prostu skończyła się benzyna?

Kazik i Michał postanowili pójść po benzynę. Minęło sporo czasu zanim wrócili, gdyż dotarganie do kei dziesięciolitrowego kanistra okazało się sporym wyczynem. Gdy zaopatrzyli silnik w benzynę okazało się, że ten dalej nie chce nawet drgnąć. W tej sytuacji musieli udać się do bosmana. Niestety skacowany bosman zjawił się dopiero o jedenastej i z wielką łaską wymienił im niedziałający silnik na nowy. Nie było to jednak proste, ponieważ przedtem trzeba było wypełnić stos papierków, dokumentów i zaświadczeń, czym zajął się Piotrek. Największym problemem okazało się wyjęcie silnika z magazynu, a to dlatego, że bosman przez trzy godziny szukał właściwego klucza. Zanim silnik został zamontowany i wszystko było zrobione jak należy, zrobiło się już ciemno.

- Dziś już nie wypłyniemy – powiedziała posępnie Kaśka.

- Niestety. Ale jutro wstaniemy jeszcze wcześniej niż dzisiaj i wtedy wyruszymy – zadecydował Piotrek.

- To fajnie, bo przynajmniej rano będziemy mogły z Martą wziąć prysznic.

Noc minęła im spokojnie. Rano zgodnie z planem, dziewczyny poszły się kąpać, a chłopcy ponownie wyszorowali pokład. Następnie Michał i Piotrek postanowili bardzo starannie nawinąć grota na bom, co miało później pomóc w szybszym postawieniu żagli.

- Obkręcaj wolniej ten bom! – krzyknął Michał. – Zaraz mi palce poucinasz!

- Spokojnie... Ej, stary, co to?

Michał dokładnie przyjrzał się temu, co pokazywał mu palcem Piotrek.

ŁajbaŻagiel był podarty, a rozdarcie było wyjątkowo duże. Postanowili szybko sprawdzić foka, ale tam również czekała na nich niemiła niespodzianka.

Szycia było dużo. Wiedzieli, że ten dzień również będzie spisany na straty, ponieważ robota musiała być zrobiona dokładnie, a to wymagało dużej ilości czasu. Marta i Kaśka zszywały rozdarcie w foku, Michał i Piotrek cerowali grota, a Kazik łatał małe dziurki w obu żaglach. Czas płynął szybko. Wkrótce nastała noc. Piotrek miał kolejny plan.

- Dobra. Słuchajcie, jeżeli naprawdę chcemy kiedyś wypłynąć, to wstajemy jurto tak rano jak dzisiaj, jasne?

Wszyscy z zapałem przytaknęli.

Poranek był dżdżysty. Mimo to każdy zwlekł się ze swojej koi bez najmniejszego oporu. Coś jednak było nie tak i Michał od razu to zauważył. Na podłodze wewnątrz łodzi było pełno wody, która bezładnie przelewała się z dziobu na rufę i z rufy na dziób.

- Ej, ludzie! Chyba toniemy!

- Jasna cholera! – krzyknął Piotrek. – A czy ktoś przez ostatnie dwa dni wybierał wodę z zęzy?

Zaległo milczenie.

- Świetnie. Więc toniemy – stwierdziła Marta.

Kaśka otworzyła szafki, do których pierwszego dnia razem z Martą pakowały jedzenie. Popakowane w plastikowe torby makarony i chińskie zupki, biernie unosiły się na wodzie.

Działanie było jednak natychmiastowe. Chłopaki szybko dobrali się do zęzy i zaczęli wybierać z niej czerpakiem wodę, zaś dziewczyny wynosiły na dek wszystkie rzeczy, które pływały w szafkach oraz ubrania, śpiwory i inne przemakalne lub przeszkadzające w wylewaniu wody, rzeczy. Wkrótce keja zapełniła się stertą przedmiotów.

Do południa woda została wybrana, zaś do wieczora wszystko było już zapakowane z powrotem, a kajuta była w miarę osuszona.

- Słuchajcie – powiedział zdecydowanie Piotrek. – Sami widzicie jak na razie jest, ale jeżeli jutro wypłyniemy, to nic nie jest jeszcze stracone. Wstajemy o stałej porze i ruszamy, jasne?

I znowu wszyscy bez narzekania, wstali rano, by wreszcie wypłynąć w morze. Kaśka i Marta tradycyjnie poszły wziąć prysznic, a chłopcy pospali pół godziny dłużej, ponieważ czując wstręt do wody, zdecydowali się nie myć pokładu. Ich decyzja była bardzo rozsądna, ponieważ wkrótce zaczęło padać. Zwykła mżawka przerodziła się w tnący z ukosa deszcz, a ten stał się wkrótce nawałnicą. Zupełnie niespodziewanie na kei pojawił się bosman. Miał na sobie żółty sztormiak i różowe gumiaki.

- Dzieciaki! Mam dla was złą wiadomość!

- Jaką? – spytał głośno Piotrek, wychylając się z kokpitu.

Z trudem widział bosmana, a deszcz zagłuszał jego słowa.

- W radiu był komunikat, że jest sztorm. Wieje dziesiątka! Prawie jedenastka. Wypływanie w taką pogodę to samobójstwo!

- Dziękujemy! – wrzasnął Piotrek.

- I co teraz? – zapytała Marta.

- No chyba nie chcesz wypływać przy takiej pogodzie? – obruszył się Michał.

- Nie. Pewnie, że nie.

Zapanowała cisza, którą po chwili przerwał Piotrek.

- Dobra. Powiedzmy sobie szczerze. Do Władysławowa już nie dopłyniemy, ale możemy jutro pobujać się trochę po zatoce. Co wy na to?

- No jak to co... Nic lepszego przecież nie wymyślimy – pisnęła Kaśka.

- Świetnie. Mam nadzieję, że jutro morze się trochę uspokoi. No. To pobudka o stałej porze.

- Także jest plan na jutro – powiedział Michał. – No to teraz możemy zjeść śniadanie i może pogramy w karty albo coś, no bo co będziemy tak tu siedzieć. Ani gdzieś wyjść, ani nic... Ej, w którejś bakiście powinny chyba być jakieś browary!

Poranek był słoneczny. Zapowiadał się idealny dzień na żeglowanie. Po niebie pływały jasne obłoczki, a wiatr był umiarkowany. Jednak tego dnia na „Śnie nocy letnie” nikt nie wyczyścił pokładu. Nikt nie poszedł wziąć porannego prysznica. Cała pięcioosobowa załoga spała sobie smacznie wyczerpana codziennym rannym wstawaniem. Ogarnął ich sen, którego nie byli już w stanie przezwyciężyć – sen nocy letniej.

Gitte Jensen
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze Powieści i opowiadania3. Gwałt27. Opowiadanie erotyczneNestor – Powieść minionych lat (rozdz. 1-7)1. Seks w pociągu pospiesznym2. Seks w pociągu osobowym
Najwyżej oceniane Powieści i opowiadaniaRozdział II. Opowieść starej GudrunHistoria pewnego zerwaniaEpilogGdzieś w ostatecznej krainie, część 39Rozdział 1. Witajcie koty
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.