Felietony

O przypadku damskim

Alicja RabikoKobieta. Osobnik płci żeńskiej w rodzaju Homo. Od mężczyzn różni się budową morfologiczną i anatomiczną. Zachowaniem zazwyczaj też. Choć czasami mam wrażenie, że kobiety bywają bardziej męskie od mężczyzn, których powinna być to – chociażby teoretycznie – pewnego rodzaju cecha gatunkowa. Według jednej z encyklopedii internetowych kobieta w kwestiach osobowościowych ma przewagę nad mężczyzną, uwidaczniającą się w większym zaufaniu do innych, wrażliwości, empatii, sumienności i systematyzacji. Kiedy tak to czytam, utwierdzam się w przekonaniu, że ten, kto to napisał, miał olbrzymie poczucie humoru. Nie poznałam, ani nie spotkałam jeszcze na swojej drodze kobiety, która byłaby i sumienna, i systematyczna. Pozostałe cechy - fakt faktem - są dla nas charakterystyczne i tu nie zamierzam przeczyć. Ale nie osobowość najważniejsza. Ponad wszystko kobieta:

1. Zawsze powinna być piękna. Nie tylko dla samej siebie, ale przede wszystkim dla mężczyzn. Bo kobieta to jedyna i najlepsza wizytówka mężczyzny. Oczywiście mężczyznom wydaje się, że jest nieco inaczej. Że jedynym atutem kobiety (o ile w ogóle go ma) jest uroda. I jeśli kobieta do czegoś, czegokolwiek w życiu doszła – to właśnie dzięki niej. Dlatego mężczyźni nie potrafią zrozumieć co robią mysie okularnice na wysokich stanowiskach. I tłumaczą sobie to oczywiście tym, co według nich powinno być drugim „zawsze” w życiorysie kobiety.

2. Zawsze powinna być dostępna. I to najlepiej w każdym sensie, jaki przychodzi Wam do głowy. Bo przecież skoro nie jest piękna, czyli nie posiada przepustki do lepszego świata, to musi istnieć to drugie wyjaśnienie. Seks kobiecym obowiązkiem – to kolejna cudowna męska wizja. „Bo mężczyzna musi mieć co jeść, co pić, co na siebie włożyć, czego się przyczepić i (co najważniejsze) co pieprzyć.” Jedyne, co nie przyszło naszym potencjalnym partnerom do ich małych główek, to to, że kobieta niekoniecznie się z tym zgadza. Zapewne stąd ten zupełny brak porozumienia międzyplanetarnego.

Nie tylko mężczyźni noszą maski. My również mamy ich całe szuflady. Garderoby bowiem wykorzystujemy do innych celów. W końcu posiadamy kilka słabostek, takich jak torebki czy buty. I z niewiadomych powodów mężczyźni widzą w tym problem. A czy to nasza wina, że lubimy pełne szafy i że to oni powinni je nam wypełnić? Taka odwieczna kolej rzeczy. Ale wracając do masek.

Najprostszy sposób podziału gatunku damskiego to podział na kobiety dobre i złe. Dobre to takie, które zawsze mają na wszystko czas, które dobrze gotują, upiorą, wyprasują, gdy jego koledzy wpadną na mecz – przyniosą im piwo i nie będą przeszkadzać. To takie, które zadbają o dom, wychowają dzieci i jeszcze w międzyczasie znajdą odpowiednią ilość wolnego czasu by o siebie zadbać. Bo dobra kobieta, mimo tych wszystkich dobrych cech, musi być jeszcze reprezentacyjna, czyli zwyczajnie na jej widok dyrekcji jego firmy powinno stanąć co trzeba. Za to kobieta zła, to karierowiczka - spełniona, niezależna, pewna siebie, samodzielna, inteligentna i do tego wszystkiego jeszcze piękna. Taka kobieta to przekleństwo dla mężczyzny. Bo gdy nie ma on już żadnych argumentów wobec tak silnej osobowości, zwyczajnie chowa głowę w piasek. I jedyną jego bronią pozostaje słowo – zła.

Ale jak już mówiłam to najprostszy sposób podziału. Kobiet na świecie wiele, każda z nie lada wyobraźnią, każda ze swoim własnym sposobem na mężczyznę. Zacznijmy jednak od podstaw. Po co kobiecie mężczyzna? By:

Zaspakajał jej potrzeby. A konkretnie, by zawsze domyślał się czego kobieta pragnie, o czym w danej chwili marzy, by rozumiał te potrzeby (jakie by nie były) i oczywiście by za nie płacił. Ale to nie wszystko – każdy głupi przecież umie czytać w myślach kobiety i spełniać jej wyimaginowane zachcianki. Chodzi jeszcze o to, by mężczyzna prócz ich spełniania potrafił jeszcze kobietę zaskoczyć. Jeżeli tego co jakiś czas (jak najczęściej najlepiej) nie robi, lub co gorsza nie umie – jest już na starcie na pozycji spalonej. Permanentnie zwęglonej.

Ją chronił. Bo co to za mężczyzna, który nie umie zapewnić swojej kobiecie komfortu bezpieczeństwa. Zawsze i w każdej sytuacji powinien udowadniać kobiecie, że skoczyłby za nią w ogień, a każdy, kto w dowolnej formie obraziłby jego damę, zginąłby marnie. I kobiety zupełnie nie potrafią zrozumieć dlaczego ten chory świat poszedł aż tak do przodu, że nie ma już zamków, rycerzy na białych rumakach śpiewających pod wieżami serenady o świcie, a gdy trzeba pojedynkujących się o damę do ostatniej szkarłatnej kropli kwi. Co było w tym złego, że trzeba było to zmienić?

Traktował ją jak księżniczkę. Zapraszał na kolacje przy świecach, szykował różaną kąpiel, gdy tego zapragnie, był jej kochankiem, przyjacielem, portfelem, psychologiem, szoferem, kucharzem, kelnerem, wizażystą, masażystą, mechanikiem, błaznem na babskich wieczorach. Przy okazji mógłby ją również kochać, choć to nie jest bezwzględnie konieczne.

Myślę, że podstawowe zastosowanie zostało w pełni wyczerpane. Naciskam jednak na fakt, że mówiłam tu jedynie o podstawach. Gatunek kobiety narodził się z kilkoma cechami, które warunkują ich przystosowanie do otaczającego świata. Gatunek ten posiada silnie zakorzenioną inteligencję, spryt, przebiegłość i niezłomność. I choć cechy te wydźwięk mają pozytywny, o dziwno takie nie są. Trudniejszy podział stosowany do danego gatunku to podział na cztery grupy: na kurę domową, bezradną królewnę, apodyktyczną jędzę i femme fatale.

Kura domowa to kobieta uwielbiana przez gatunek przeciwny. Nie robi problemów, dba o mężczyznę, dom. Nie musi koniecznie wyglądać, bo przecież nie jest od zaspakajania męskich żądz, jedynie od pielęgnowania domowego ogniska. Zupełnie nieszkodliwa. W dzisiejszych czasach taktyka stosowana chyba najrzadziej. Zwyczajnie – kobiety zaprzestały kreowania się na domowego przytulaka i konserwatorkę powierzchni płaskich zarazem. Nie ma rycerzy? Nie będzie konserwatorek. Coś za coś.

Bezradna królewna. I tu możemy zatrzymać się na nieco dłuższy moment. Zadziwiającym jest fakt, jak bardzo kobiety potrafią grać, by osiągnąć zamierzone efekty. Bo przecież nie wszystkie z nas są takie głupie, by tylko omamić mężczyznę. Wspominałam już, że mężczyźni w swych garderobach posiadają trzy systemowo wydzielone korytarze: „3xO – Omamić, Obrazić, Obłaskawić”. Jeśli kobiece szuflady podzielilibyśmy systemem podobnym, wydzielilibyśmy też trzy korytarze: „3xO – Omamić, Oskubać, Odstawić”. Bezradna królewna to doskonale i bezbłędnie opracowana strategia omamiania. Bo cóż bardziej zadziała na wyobraźnię mężczyzny niż bezbronna, bezradna, niewinna kobietka o spojrzeniu dziecka, sercu anioła i umyśle... płotki. Cóż... Jakie tworzywo takie narzędzie.

Kolejna grupa to apodyktyczne jędze. I te bezkonkurencyjnie lubię najbardziej. Nie wystarczy bowiem przybrać jednej postawy i trwać w niej od początku do końca. Tu należy wykazać się systematycznością, wytrwałością, pomysłowością i finezją. Zaczynając od bezradnej królewny zapatrzonej w swojego macho, powoli i subtelnie przeistaczamy się w apodyktyczne jędze narzucające innym swoje zdanie, nieznoszące sprzeciwu. Skrajnie kategoryczne awanturnice i furiatki, które krzykiem i płaczem wymuszają na mężczyznach określone warianty zachowań. Trudna, niewdzięczna rola, ale jakże brzemienna w skutkach.

Znacznie mniej burzliwą jest rola femme fatale, choć permanentnie pozbawioną kręgosłupa moralnego. Bo femme fatale od początku wie do czego dąży. Nie ma, jak w innych przypadkach, stanów przejściowych, świadczących o jakichkolwiek uczuciach głębszych. Femme fatale nie wzbudza nadziei szczerze, a jedynie dla pewnych celów, nie daje zaznać ciepła i miłości bezwarunkowo. Jest obłudna, kłamliwa i zapatrzona w siebie od samego początku do samiutkiego końca. Bez skrupułów dąży do rozpadu pożycia, niszczy męską wizję dobrego domu, wykorzystuje pozycję społeczną i swoje cechy osobiste do żerowania na mężczyznach, w pełni świadomie ich zdobywając, wykorzystując i porzucając.

Cóż... ile kobiet myślących, tyle przyjmowanych strategii działania i tyle zarazem tematów do męskich rozmów przy piwie. Bo przecież żaden mężczyzna nie ma ani na tyle odwagi, ani godności, ani instynktu samozachowawczego, by o swojej niższości intelektualnej wobec kobiet rozmawiać właśnie z nimi. Mężczyźni tak bardzo boją się kobiecych łez, krzyków i żalów, że bez najmniejszego sprzeciwu ulegają naszym prośbom, namowom i rozkazom, utwierdzając tym samym i siebie i nas w przekonaniu, że są zupełnie serwilistyczni.

Fakt faktem, kobieta o taki stan rzeczy walczy przysłowiowo - „Cel uświęca środki.” I zaprzeczyć nie można, a wręcz nie wolno, że jest to najbardziej parszywy, bezwzględny i niemoralny sposób walki. Jednakże życie kieruje się swoimi własnymi prawami. Żyjemy w wykreowanej na własne potrzeby dżungli, gdzie nieubłaganie zwycięża silniejszy. Zwycięża, a następnie pożera przeciwnika na oczach innych „zwierząt”, wykazując tym samym swą bezwzględną dominację.

W tej dżungli to kobieta jest lwem.

Alicja Rabiko
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.