Państwo, polityka, społeczeństwo...

Nacjonalizm – chłopiec do bicia?

Damian KotkowskiPrzyznam szczerze, że niniejszy tekst chciałem rozpocząć oświadczeniem, zresztą zgodnym z prawdą, iż nacjonalistą nie jestem, co mógłby sugerować sam wybór tematu. Zaraz jednak uznałem taką deklarację za niepotrzebną, a nawet trącącą konformizmem, którym na ogół pogardzam. Być może moja pierwsza reakcja była wynikiem aktualnego klimatu w naszym dyskursie politycznym, wymagającego wygłoszenia pewnych standardowych formułek za każdym razem, gdy pragnie się powiedzieć cokolwiek kontrowersyjnego czy niezgodnego z oficjalną linią (np. „Nie jestem homofobem, ale nie zgadzam się na adopcję dzieci przez pary homoseksualne”). Terror politycznej poprawności skutkujący właśnie taką mimowolną autocenzurą uważam za wybitnie szkodliwy dla debaty publicznej, więc zwykłą hipokryzją byłoby przestrzeganie podobnych konwenansów. Ostatecznie, czy moje osobiste zapatrywania mają jakiekolwiek znaczenie dla prawdziwości bądź nieprawdziwości moich słów? Ustalanie, kto ma w danej kwestii rację tylko na podstawie poglądów osób zabierających głos w dyskusji, na pewno do niczego sensownego nas nie zaprowadzi. Po tym przydługim, ale chyba potrzebnym wstępie z przyjemnością przejdę do meritum.

Nie da się ukryć, że współcześnie nacjonalizm nie ma najlepszego „pijaru” a określenie „nacjonalista” w oficjalnym przekazie medialnym funkcjonuje niemalże jako obelga. Alergia na wszystko, co w jakikolwiek sposób łączy się z pojęciem narodu przybiera czasami absurdalne formy. Najwymowniejszym tego przykładem jest gafa reportera TVN-u, który relacjonując ubiegłoroczny Marsz Niepodległości raczył stwierdzić, iż hasło: „Bóg, Honor, Ojczyzna” to przejaw… agresji i nienawiści. Aczkolwiek, jak dzisiaj panuje moda na swoisty „antynacjonalizm”, któremu przeciwstawiany jest najczęściej multikulturalizm tudzież bliżej niesprecyzowana europejskość, tak w „pięknym wieku XIX” postawy nacjonalistyczne były jak najbardziej w modzie. Zanim uczynię stosowną dygresję o charakterze historycznym, w tym miejscu powinienem odpowiedzieć na pytanie, czym tak naprawdę jest ten straszny nacjonalizm. W największym skrócie jest to idea głosząca, że każda wspólnota etniczna powinna zorganizować się w państwo, gdyż tylko w ten sposób może odpowiednio zadbać o swoje interesy. W Europie doby legitymizmu był to pogląd kojarzony z ruchami wolnościowymi, a więc rewolucyjny; stąd też jego ogromna popularność w ówcześnie postępowych kręgach społeczeństwa. Apogeum nacjonalizmu przypada na okres Wiosny Ludów, w którym poszczególne narody europejskie powstały, aby zrzucić więzy narzucone im przez monarchów na Kongresie Wiedeńskim. Wreszcie myślenie kategoriami etnicznymi, przepędziwszy precz wielowiekowe dynastie królów i cesarzy, ustanowiło ład wersalski, a co za tym idzie – ogólny kształt dzisiejszej Europy (na czym zresztą skorzystała m.in. Polska, odzyskując po 123 latach niepodległość.). Czy to dobrze, czy źle, to oczywiście temat na osobną dyskusję, lecz nie sposób odmówić olbrzymiej roli, jaką rzeczona ideologia odegrała w dziejach naszego kontynentu. Myślę, że dzisiejsi Europejczycy, a zwłaszcza ci, którym nacjonalizm kojarzy się ze wszystkim co najgorsze, nie zdają sobie z tego do końca sprawy.

Co do skojarzeń, to za wyjątkowo nikczemne uważam stawianie znaku równości między nacjonalizmem a faszyzmem/narodowym socjalizmem (notabene zaobserwowałem, że rozwijania skrótu: nazizm zwykle się unika…), po które w swej retoryce sięgają głównie media o profilu lewicowym. Trzeba jasno powiedzieć, że nie jest to żadne „uproszczenie”, a zwykłe fałszowanie pojęć, przez tychże fałszerzy usprawiedliwiane zapewne walką o słuszną sprawę. Politycznym agitatorom (bo przecież nie dziennikarzom) chodzi widocznie o to, żeby na brzmienie słowa „nacjonalista” przeciętny zjadacz chleba widział fizys jeśli nie Hitlera, to co najmniej Mussoliniego. Jak w każdej propagandzie, z prawdą historyczną ma to wszystko niewiele wspólnego, przez co osoby o niewątpliwych zasługach dla naszego kraju, jak np. Roman Dmowski – sygnatariusz traktatu wersalskiego przywracającego Polsce suwerenność, są marginalizowane, a ich rolę starannie wymazuje się ze zbiorowej pamięci. Zawodzenia p. Kurkiewicza o rodzącym się faszyzmie w kontekście oddania należytych honorów liderowi endecji przez prezydenta III Rzeczypospolitej (chciałoby się powiedzieć: nareszcie!) to typowy bełkot fanatyka, zaślepionego wyznawaną przezeń ideologią. Poza tym wszystkim, nacjonalizmowi stawia się dziś szereg zarzutów, niejednokrotnie całkowicie fantastycznych. Że prowadzi do wojen, że odpowiada za przedwojenny antysemityzm… Cóż, ludzkość prowadziła wojny długie wieki przed wynalezieniem nacjonalizmu, więc upatrywanie w nim głównej przyczyny wzajemnego mordowania się to zwyczajne lenistwo intelektualne. Z antysemityzmem sprawa jest także bardziej złożona, gdyż przy tego typu oskarżeniach zupełnie pomija się kontekst historyczny. Nie trzeba głośno mówić, ale faktem jest, że tendencje antysemickie nikogo wtedy w Europie szczególnie nie szokowały, a do antysemityzmu nawiązywały praktycznie wszystkie ówczesne ugrupowania polityczne. Żeby była jasność – ta część tradycji, która choć niewątpliwa, to niejednokrotnie wyolbrzymiana i przeinaczana, chluby narodowcom z pewnością nie przynosi i dziś nie zasługuje na nic innego prócz potępienia. Ale patrzenie na daną ideologię wyłącznie przez pryzmat jej skrajnych form czy wypaczeń drastycznie zawęża nam ogląd i jest po prostu niesprawiedliwe. Bo czy każdego dzisiejszego lewicowego radykała kojarzymy z mordowaniem obszarników w komunistycznej Rosji tudzież czerwonym terroryzmem z lat siedemdziesiątych?

Nie piszę tutaj z pozycji jakiegoś adwokata ruchu narodowego, bo ani ja do tego miana pretenduję, ani sami nacjonaliści zapewne niekoniecznie by mnie w tej roli widzieli. Ale jak słyszę całą tę idiotyczną paplaninę o Hitlerach i nadchodzących pogromach, to doprawdy trudno mi ukryć zażenowanie. Uważam też, że sprzeciw wobec jawnych manipulacji mediów jest obowiązkiem każdego uczciwego człowieka, niezależnie od wyznawanych poglądów.

Damian Kotkowski
Najpopularniejsze Państwo, polityka, społeczeństwo...Słowianie, do sauny!Pamiętaj, to nie był gwałtGrzeczność w relacjach ksiądz – parafianinTermy Rzymskie, Pałac Saturna (Czeladź)Aquadrom (Ruda Śląska)
Najwyżej oceniane Państwo, polityka, społeczeństwo...Sauna przy krytej pływalni (Tychy)Rodzaje saunTermy Rzymskie, Pałac Saturna (Czeladź)Spalskie refleksjeIrak widziany oczami chrześcijańskich emigrantów
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialeSaunaNajwyżej oceniane:Wejście do saunarium
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.