Trzeba mieć jaja żeby nagrać taką płytę. No, może nie tych rozmiarów, których potrzeba było aby w połowie lat 80-tych wydać Into the Pandemonium, ale nie ma co zbyt wiele oczekiwać - wszak nie żyjemy w erze przełomów, co najwyżej nagłych błysków bezprecedensowej świeżości. Począwszy od Instinct: Decay, Nachtmystium coraz dobitniej dawało do zrozumienia, że granie klasycznych czarnych pieśni nie kręci ich już tak jak kiedyś, co wyraźnie można było usłyszeć na znakomitym Assassins - Black Meddle Pt. 1. Najnowsza, kolejna odsłona Black Meddle – Addicts jest kolejnym, konsekwentnym krokiem ku dalszemu rozwojowi i eksperymentom. Ten zaskakujący, przewrotny krążek to jak dotąd najambitniejszy materiał Amerykanów.
Tak jak inspiracją dla płyty Assassins były wczesne dokonania zespołu Pink Floyd, melancholia i rozmach progresywnego rocka z lat 70-tych, tak Addicts zabiera nas do zimnej dekadencji wczesnych lat 80-tych, z nową falą i post-punkiem na czele. Blake Judd wziął sobie mocno do serca pierwsze albumy Joy Division i Killing Joke, ale na szczęście nie poszedł w skrajności – Addicts to, przy całym bogactwie inspiracji i chaosie odniesień, wciąż black metalowy album: bezkompromisowy i nowoczesny, pragnący zagarnąć jak najwięcej z przeszłości, przefiltrować przez własną wrażliwość i w ten sposób odnaleźć swoją prawdziwą tożsamość. Stąd też, dajmy na to, black metalowy wyziew na tle prostych jak drut padów i zapętlonej, noworomantycznej melodii na syntezatorze, jak w cudownym, rozbujanym No Funeral. Ziejący grobową ostatecznością a zarazem autentycznie poruszający Every Last Drop, który ma tyle samo wspólnego z Mayhem z okresu De Mysteriis Dom Sathanas, co ze Skinny Puppy z narkotykowego Last Rights. A pomiędzy tym emperorowy, dostojny Blond Trance Fushion przeobrażający się co i rusz w crust-punkowy dyliżans rodem z ostatnich płyt Darkthrone.
Otóż to! Z początku wszystko to brzmi równie zaskakująco co absurdalnie i, rzecz jasna, mieszanie takich substancji potrafi być równie ryzykowne co chęć przejścia po cienkiej linie z jednego drapacza chmur na drugi. Judd jest tu jednak pewny siebie, pozbawiony lęku przed upadkiem w kicz i niestrawną błazenadę. Kto wie jednak, czy nie zbyt pewny – o brzmienie i stylistyczną wizję muzyki zadbał bezbłędnie, zaniedbał zaś aspekt wokalny, który, choć najczęściej za sprawą kontrastu, fantastycznie funkcjonuje na przedzie tego stylistycznego melanżu. Po kilkukrotnym wysłuchaniu całości materiału okazuje się jednak zbyt jednostajny, żeby nie powiedzieć: zachowawczy. Dłuższe obcowanie z Addicts odsłania również brak organiczności, którą cechowało się Assassins. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, czy aby na pewno jest to jej wada, bowiem Addicts - co jest jej największą zaletą - za każdym razem słucha się inaczej; chaotyczna, postrzępiona, stale wymyka się jednoznacznej ocenie, z każdej strony bucha kreatywnością, tą charakterystyczną dla autentycznej inspiracji zachłannością, aby upchnąć jak najwięcej, kiedy w słuchaczu, paradoksalnie, pozostawia zdrowy niedosyt i skłania by wysłuchać jej od nowa.
Jasne, że nie każdemu obecnie obrany przez Nachtmystium kierunek przypadnie do gustu. Ideowo to jednak wciąż ten sam zespół i, jeśli w przyszłości black metalu będzie w nim coraz mniej i mniej, pozostaje mieć nadzieję, że da on tyle satysfakcji, ile przynosi Addicts. Czego innego można się w tej chwili spodziewać po Blake’u, który tym razem jasno daje do zrozumienia, że black metal to już nie jego bajka i bez ciągłych poszukiwań ani rusz z tym dalej? To już ewidentnie nałóg, który, życzę mu, niech trwa jak najdłużej.