zapraszamy do współpracy
Zapraszamy do współpracy
Podróże małe i duże

My(śli) z podróży

Zacznę od banału: nic nie dzieje się przypadkiem. Ta myśl nader często towarzyszy mi, kiedy jestem gdzieś w trasie. Przykładem tego niechaj będzie pewna podróż z Krakowa do Wolimierza. O Wolimierzu i teatrze, który tam działa, pisałam już w innym artykule. Przez ostatni rok jestem z tym miejscem silnie związana, choć nie ciałem. Bardziej duchem, a właściwie umysłem. Umysł bowiem działa najsilniej podczas wstukiwania kolejnych liter, zdań, które składają się na moją pracę licencjacką. Jednak samo pisanie to nie wszystko, trzeba także parę razy odwiedzić to miejsce, by zebrać materiały, a przede wszystkim naładować się pozytywną energią.

Ostatnia podróż, którą odbyłam do Wolimierza wraz z M., zaczęła się tak:

Kraków. Niedzielny, pierwszomajowy poranek. W strugach deszczu stoimy na wylocie na Katowice. Po jakimś czasie (nawet niezbyt długim, bo jeszcze kilka suchych nitek na nas pozostało) zatrzymuje się samochód. Do Częstochowy. My na Wrocław. Do Katowic wspólna trasa.

Krótka rozmowa z kierowcą i już okazuje się, że przepaść pokoleniowa może być jedynie wymysłem zdruzgotanych socjologów. Otóż okazuje się, że kierowca, który nas podwozi, kilka lat temu intensywnie jeździł na Przystanek Woodstock. Zdarzało się, że i stopem. Dziś także jeździ, z tą samą grupą przyjaciół, tyle tylko, że wybierają już inne środki transportu. Najczęściej własny samochód. Coś się zmieniło, po długich piórach nie pozostało już ani jednego włosa, ale w duszy wciąż gra to samo. Pamiętam doskonale jego słowa, że tak naprawdę zmieniają się tylko pokolenia...

Wysiadamy gdzieś w środku mętliku śląskich dróg. Po deszczu ani śladu. Kciuk do góry. Następny samochód. Wrocław! My też. Wsiadamy. Hop-siup i jednym rzutem jesteśmy w centrum miasta. Witamy się po raz kolejny z wrocławskimi Krasnalami.

Po godzinie zaczyna się problem z cyklu: gdzie znaleźć kimanie? Wiadomo, że jest weekend majowy i większość ludzi wybyła poza miasto. Telefon do pierwszej osoby mieszkającej we Wrocku i już załatwione. Nocleg u B. też jest niemałą niespodzianką. Gdy wchodzimy do mieszkania wita nas cała gromada rozbrykanych szczeniaków :) .

Rano budzimy się przy gromkich odgłosach szczekania, które niosą się po klatce schodowej. Czas na spacer. Czas też i na nas. Pakujemy się i ruszamy w dalszą część naszej podróży.

Trasa A4 na wrocławskich Bielanach. Do Wolimierza mamy jeszcze raptem 150 km, ale nie jest to łatwa trasa. Stoimy na niewielkiej stacji benzynowej. Nie zdążyliśmy nawet zagadać do trzech kierowców, kiedy obok nas zatrzymuje się biały samochód dostawczy. Kierowca przez otwarte okno pyta, dokąd chcemy jechać. Jak to miło jest usłyszeć takie pytanie.

Jedziemy razem ok 30 km. Wysiadamy w okolicach miejscowości o nazwie Kostomłoty. Schodzimy z autostrady i znajdujemy się na „pięknej” krajowej drodze nr 5, na której nie uświadczy się nawet pobocza. Nie wygląda to dobrze. Stoimy prawie w rowie. Kciuk do góry. Kwadrans. Drugi kwadrans. Nic. Trzeci. Czwarty. W końcu zatrzymuje się transport, a w nim dwóch uśmiechniętych, spracowanych robotników, którzy z braku laku podwożą nas kolejne kilkanaście kilometrów.

Zatoczka przystankowa. Dobre miejsce, tyle że już zajęte przez innego autostopowicza. Stajemy więc kilkadziesiąt metrów za przystankiem. Też dobre miejsce. Autostopowicza mamy na oku. Kciuk do góry. Jest po godzinie czternastej, punkt siedemnasta zaczyna się w Wolimierzu impreza i na ten czas powinniśmy tam dotrzeć. Jeden kwadrans. Drugi. Chłopak na przystanku też nie ma szczęścia. Trzeci kwadrans...

Zastanawiam się, czy aby nie stoimy na jakiejś żyle wodnej. M. przypuszcza, że może po prostu jesteśmy niewidzialni... postanawiamy zmienić miejsce. Za nami żółci się stacja benzynowa. Idziemy w tamtą stronę, by łapać także wszystkie pełniutko zatankowane samochody. Na nic się to nie zdaje. Kolejne kwadranse mijają. Myślę, że to jakieś przeklęte miejsce. Jest wpół do piątej po południu. Kolejna zmiana. Wracamy w kierunku zatoczki przystankowej. Po chłopaku ani śladu. Ruch też jakby mniejszy. Patrzę na mapę, aby sprawdzić dokładnie gdzie jesteśmy. Okolice Strzegomia. To jak: strzeż się tego miejsca. Godzina 17:00. Wolimierz właśnie startuje. My tymczasem od dwóch godzin nie ruszyliśmy się nawet o kilometr.

Po pół godzinie marudzenia, ku naszej ogromnej uciesze, szczęściu i niebywałej radości, w końcu zatrzymuje się samochód. Do Jeleniej Góry. Wsiadamy. Godzina podróży w miłym towarzystwie szybko mija. Rozmawiamy o rozmaitych środowiskach artystycznych; nasz kierowca jest po animacji społeczno-kulturowej, więc dobrze orientuje się w temacie. W końcu wspominamy dokąd tak naprawdę zmierzamy. Okazuje się, że chłopak zna Stację Wolimierz, wiele o niej słyszał, ale nie miał jeszcze okazji tam pojechać.

Wysiadamy na obrzeżach Jeleniej Góry. Naprawdę przyzwoite miejsce – duża zatoczka przystankowa. Dopiero teraz dociera do mej świadomości, że to ponad dwugodzinne stanie w czarnej dziurze pod Strzegomiem nie było takie znowu bez powodu. W końcu udało się złapać samochód na dłuższą trasę, a i rozmowa była nader kształcąca. Jednak nic nie dzieje się bez powodu.

Kciuk znowu w górze. M. oddala się na chwilę w wiadomej sprawie. Kciuk do góry. Samochód, kciuk, samochód, kciuk, samochód, kciuk, PKS, kciuk schowany. PKS zjeżdża na pobocze, usuwam się z drogi. Drzwi się otwierają, czekam aż ludzie wysiądą. Nikt nie wysiada. Czekam aż autobus odjedzie. Wtem słyszę:

- Właź kobieto, nie będę tu stał godzinę.

Podchodzę do drzwi i tłumaczę kierowcy, że nie mamy grosza na bilet.

- My? To ile was jest?

- Dwie osoby.

- Ładujcie się.

Wołam szybko M. Ładujemy się. Tym sposobem złapanym na stopa PKS-em przemieszczamy się do Szklarskiej Poręby. Stąd do Wolimierza jest zaledwie dwadzieścia parę kilometrów. Jest to jednak najtrudniejszy odcinek trasy. Przed dalszą podróżą postanawiamy coś zjeść w przydrożnej kuchni włoskiej.

Posileni wracamy na trasę. Byle do Świeradowa-Zdroju. Prośba zostaje chyba wysłuchana, bo szybko zatrzymuje się samochód. Jeden z nielicznych na tej trasie. Krajobraz wokół jest niezwykle piękny. Po obu stronach drogi jest gęsty las, a zimą, kiedy drzewa przysypane są śniegiem, wszystko to wygląda jak kraina Narnii.

Dojeżdżamy do Świeradowa. Po cichu zastanawiam się, czy uda nam się złapać coś dalej do Wolimierza, czy też może trzeba będzie te ostatnie kilometry przebyć pieszo...? Wysiadamy na poboczu, zbieramy plecaki. Za nami już zatrzymuje się samochód. Wysiada z niego nie kto inny jak... kierowca, który wcześniej zabrał nas z pechowego Strzegomia do Jeleniej Góry. Naprawdę nic nie dzieje się przypadkiem. Otwiera nam bagażnik, gdzie ładujemy plecaki. Z uśmiechem mówi, że namówił swoją małżonkę, aby pojechać dziś do Wolimierza. Patrzę na dziewczynę, która wysiada właśnie z auta. Uśmiecha się do nas serdecznie. W ręku trzyma nosidełko, w którym śpi kilkumiesięczny brzdąc.

W piątkę jedziemy razem prosto na Stację Wolimierz. Może nie tak całkiem prosto, bo po drodze udaje nam się jeszcze zabłądzić, a przy okazji odwiedzić naszych czeskich sąsiadów z Novégo Města.

Ten ostatni odcinek drogi, chociaż zapowiadał się na najtrudniejszy, okazał się w rezultacie najmilszy. Głównie dzięki spotkanemu (ponownie) człowiekowi. Podobno kiedy wraz z żoną wyjeżdżał z Jeleniej Góry, to najpierw pojechał w to miejsce, gdzie nas wysadził. Widząc, że jednak nas już tam nie ma, uważnie rozglądali się za nami na każdym przystanku. Życzę wszystkim autostopowiczom aby na swej drodze spotykali takich cudownych kierowców. ;)

Wszystko, niczym w bajce, kończy się happy endem: szczęśliwie docieramy na Stację, tam już jest dużo ludzi, a zabawa trwa. I tylko tuż przed zaśnięciem raz jeszcze przebiega mi przez myśl, że ta cała podróż nie była przypadkiem...

Stacja WolimierzLokomotywa - teatr Klinika Lalek
Agnieszka Adamek
Najpopularniejsze Podróże małe i dużeAlbania, najczęściej zadawane pytania – przewodnikKsamil / Εξαμίλια (Albania) – Raj na ziemi – przewodnikKłodzko i Kotlina KłodzkaPalenica Białczańska – Wodogrzmoty Mickiewicza – Morskie Oko (Tatry) – przewodnikWisła Czarne – Kaskady Rodła – Barania Góra – Przysłop – Wisła Czarne (Beskid Śląski) – przewodnik
Najwyżej oceniane Podróże małe i dużeKrzywy zaolziański Kościół św. Piotra z Alkantary, Karwina (Czechy)Palenica Białczańska – Morskie Oko – Szpiglasowy Wierch – Dolina Pięciu Stawów Polskich – przewodnik (Tatry)Łysa Góra (Góry Świętokrzyskie)Karnawał w OsloŚwiątynia Lotosu (Delhi)
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze zdjęcie w dzialePlaża w Ksamil (Albania)Najwyżej oceniane:Tablica ostrzegająca przed tsunami (Unalaska)
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.