Felietony

Moda na bieganie

Moda na bieganieCzy zauważyliście ostatnio pomykających chodnikami miast kosmitów okablowanych wokół głowy, dzierżących dzielnie w ręku butelkę z wodą, odzianych w obcisłe legginsy lub jaskrawe koszulki, sapiących, spoglądających co rusz na zegarki?

Czy to grupa wyznawców „religii” Polska biega? Czy zdesperowani zmianą stylu życia byli kanapowcy? Czy po prostu odważni, nic sobie nierobiący z opinii innych, aktywni członkowie społeczeństwa pragnący nadać swojemu życiu nowy wymiar?

Jakiekolwiek są powody założenia stroju sportowego i wybiegnięcia z domu, wzrost popularności biegania jest niezaprzeczalnym faktem.

Biegacze są widoczni nie tylko w miastach. Są obecni w miejscowościach uzdrowiskowych, na poboczach dróg, w lasach okalających miasta i miasteczka, na górskich szlakach. Nawet ośnieżonych!

I proszę Państwa, to jest niewątpliwie pozytywne zjawisko. Naród dba o zdrowie. Nie chcemy być już więcej kanapowymi grubasami. Sportowy styl życia się opłaca. Biegacze żyją dłużej, mniej chorują, wyglądają młodziej, są szczęśliwsi (ach te magiczne endorfiny!).

I proszę mi wybaczyć, jeśli ktoś do tej pory poczuł się dotknięty, wyczuwając mój kpiący ton. Ja się nie śmieję z nikogo. Ja się sama z siebie śmieję, bo od jakiegoś roku zaliczam się do grona owych kosmitów. Wariactwo jakieś!

Dotknęło mnie to do tego stopnia, że biorę udział w zawodach! Ba! Mam trenera nawet! Nie wyobrażam sobie trzech dni bez biegania i tygodnia bez chociaż dnia zakwasów. Butów do biegania mam więcej niż wyjściowych (na asfalt, na teren, na błoto, na góry). Zamiast kremu na zmarszczki – wazelina na otarcia i talk.

Ale męczy mnie i powraca do mnie jak bumerang pytanie. Czy ja tak sama chciałam, czy ktoś mnie, nie daj Boże, w to wrobił? No bo człowiek chciałby mieć kontrolę nad swoim życiem, dokonywać wyborów świadomie, a nie dać się ponosić jakimś chorym modom; a to na szczupłą sylwetkę (matko jak ja jestem odlotowo szczupła przez to bieganie), a to na feminizm (ale ja jestem silną kobietą, bo mnie sport uczy wytrwałości w dążeniu do celu).

A przy okazji różni sprytni ludzie biznesu zarabiają sobie na sprzedaży odzieży sportowej, suplementów na wzmocnienie stawów, pulsometrów, zegarków z GPS-em, poradników, napojów izotonicznych, butów do biegania i batonów energetycznych. Nie mówiąc już o wpisowym na zawodach. Żeby sobie pobiec w maratonie (czyt.: dać się skatować) trzeba za to zapłacić, czyli wnieść opłatę startową.

No więc mam nowe życie. Jetem szczęśliwą biegaczką. Ale czy to moja świadoma decyzja? Czy przypadkiem nie zostałam zmanipulowana przez kogoś? Czy nie stoi za tym wszystkim globalny marketing, który kreuje mody na różne style życia, żeby osiągać własne cele? Jak myślicie?

Joanna Kuklińska
PodróżeKulturaMuzykaHistoriaFelietonyPaństwo, polityka, społeczeństwoPowieści i opowiadaniaKącik poezjiRecenzjeWielkie żarcieKomiks
PrzewodnikiAlbaniaNepalPolskaRumunia
Najpopularniejsze FelietonyPowrót z trzeciego świataZ poradnika ogrodnika, czyli jak dbać o storczykiMaj… kwiaty… flirt… mężczyźni… ech…Pliki cookies (tzw. ciasteczka) i podobne technologieKoniec (gorszy) świata
Najwyżej oceniane FelietonyZazdrośćDzień jak co dzieńCichoWolność słowaSystem
Oceń zamieszczony obok artykuł.
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.